Krakowskie Targi Bożonarodzeniowe np. są niemal od 40 lat najbardziej masową handlowo-kulturalną imprezą odbywającą się na Rynku Głównym, trwającą niemal miesiąc – od końca listopada do Bożego Narodzenia. Podobne targi mają miejsce w wielu innych, mniejszych i większych miastach Polski. Skąd się wzięły i z czego wynika ich wielka popularność? Swoją opinię umieściłem wyżej, ale przyjrzyjmy się sprawie bliżej.
Czas czuwania czy kupowania
„Po ukończeniu robót jesiennych następował czas spokoju, ciszy, postu i nabożeństw: Adwent. Gwarne zazwyczaj życie domowe i sąsiedzkie stawało się na przeciąg kilku tygodni przyciszone, poważne, bardziej niż zazwyczaj pobożne. Zbliżały się wielkie święta godne (tak nazywano niegdyś okres świąt Bożego Narodzenia – R.K.), których należało oczekiwać w skupieniu i modlitwie; Kościół nakładał długie posty. Zresztą sama przyroda zdawała się narzucać ów okres spokoju i oczekiwania; szaruga jesienna uniemożliwiała pracę w polu, a roztopy utrudniały sąsiedzkie wizyty” – napisał przed laty Jan Stanisław Bystroń.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Reklama
Adwent, nabożne oczekiwanie na narodziny Zbawiciela, regulował życie mieszkańców wsi, dworów, miasteczek, wreszcie dużych miast w stopniu trudnym do pojęcia dzisiejszym ludziom. Bystroń kontynuował: „Liczono dawniej Adwent od św. Marcina, stąd też i czterdziestnicą go zwano, gdyż tyle dni do Bożego Narodzenia czekać było trzeba; okres to był długi i jednostajny. Jeszcze pod koniec listopada, w wigilie św. Katarzyny i św. Andrzeja, młodzież czyniła wróżby i gwaru przy tym było trochę, ale to już był koniec. «Święta Katarzyna klucze pogubiła/ Święty Jędrzej znalazł, zamknął skrzypki zaraz» – mówiło przysłowie; ustawał śmiech, śpiew i muzyka, zaczynały się codzienne nabożeństwa, tzw. roraty. Nabożeństwa te odprawiano przed wschodem słońca, przy czym na ołtarzu zapalano siedmioramienny świecznik”.
Dziś Adwent trwa ledwie 4 niepełne tygodnie, rozpoczyna się pod koniec listopada i nie jest już dla wszystkich wierzących katolików okresem modlitw, zwłaszcza za zmarłych, jak było niegdyś, czy nabożnego skupienia i postu. Tego ostatniego wymogu już nawet Kościół nie nakazuje. We współczesnych opisach roku liturgicznego o poście już się nie wspomina, choć można w nich wyczytać, że jeszcze do niedawna „czas adwentowy zaznaczał się w Polsce dużym ładunkiem wiary, uczucia i nastrojowości”. Ksiądz Władysław Smoleń w znakomitej pracy Ilustracje świąt kościelnych w polskiej sztuce napisał: „Msza św. odprawiana wczesnym rankiem w Adwencie nazywana była Roratami (...). Nastrojowości dodawało odprawianie jej o godz. 6.00 rano, czasie pełnej ciemności, przy migocącym świetle jarzących się świec, które anonsowały światło nocy betlejemskiej. Msza św. poranna zatraciła już swoją mistyczną oprawę, choćby przez wprowadzenie do wnętrz kościelnych elektrycznego światła”.
Reklama
Klemens Bąkowski, historyk Krakowa, napisał w początkach XX wieku: „W Adwencie dążyli wierni tłumami wśród porannych ciemności, rozjaśnionych tu i ówdzie niesionymi latarkami, na roraty”. Czy i dziś ujrzymy taki widok? Raczej rzadko, może gdzieś na wsi podkarpackiej. Ksiądz Smoleń pół wieku temu zauważył: „Praktyka liczniejszego uczęszczania w tym czasie do kościoła oraz śpiewania w domu Godzinek utrzymuje się nadal, szczególnie w obyczajowości ludowej”. Dziś podobna uwaga byłaby raczej zbyt optymistyczna. Zarówno w miastach, jak i we wsiach sprawowane są Roraty, ale niemal wszędzie zostały przeniesione na godzinę szóstą... po południu.
Skromniej niż na Wielkanoc
Czy w Krakowie okres przed Bożym Narodzeniem różnił się pod jakimś względem od pozostałych miesięcy? Maria Estreicherówna wspominała: „Przed Bożym Narodzeniem mniej było przygotowań niż przed Wielkanocą, nawet targ świąteczny przedstawiał się skromnie; kilka stołów zastawionych papierowymi szopkami i takimiż lalkami lub złoconymi jabłkami na sosnowej gałązce”. Współczesna badaczka Bogdana Pilichowska dodaje jeszcze, na podstawie starannie przejrzanej literatury, że w tym okresie (5-6 grudnia) pojawiały się na krakowskim Rynku orszaki mikołajowe. Chodzenie z szopką po domach i śpiewanie kolęd rozpoczynano dopiero po Wigilii. Przynajmniej zatem do lat międzywojennych panowała zarówno w Krakowie, jak i w innych miastach Polski tradycyjna przedświąteczna cisza, zgodnie z wymogami Adwentu, co stanowiło znaczącą różnicę w stosunku do pozostałych okresów roku oraz do sytuacji w innych europejskich – i nie tylko europejskich – miastach zamieszkiwanych przez ludność chrześcijańską.
Zawrotna kariera
Reklama
W wielu takich miastach – w niektórych od kilkuset lat – przed świętami Bożego Narodzenia odbywały się w centralnych miejscach, głównie na miejskich rynkach – i tradycja ta utrzymuje się do dziś – niezwykle ożywione, gwarne radosne targi. Ich historia jest niepewna. Najstarsze odbywały się w Wiedniu i Dreźnie, ich początki lokuje się w XII-XIV wieku. Trwały początkowo zaledwie jeden dzień i miały na celu zaopatrywać ludność w mięso na okres świąteczny. Niewiele je łączy z późniejszymi targami.
Jedne z najbardziej znanych odbywały się już pod koniec średniowiecza w Strasburgu. Współczesny opis strasburskich targów znajdziemy w pracy Wielkie fiesty Europy. Czytamy tam: „Trwają one od końca listopada do końca grudnia i należą do największych w Europie. Czynne są codziennie od 10 do 20 godz. i mają dwie kulminacje – przed i w dniu św. Mikołaja oraz przed samym Bożym Narodzeniem. Składa się na nie wiele różnych imprez handlowych i kulturalnych, które każdego roku odwiedza 1,5 miliona gości. Drewniane kramy oferują związane z Bożym Narodzeniem artykuły, ale także cenione wyroby alzackie, pochodzenia rzemieślniczego i przemysłowego. W okresie targów Strasburg ogarnia radosna atmosfera, a miasto przybiera odświętny wygląd. Rozświetlają go niezliczone iluminacje. Miasto żyje licznymi okolicznościowymi wystawami, pokazami tradycyjnego rzemiosła, koncertami, nie tylko kolęd i muzyki religijnej. I wieloma imprezami skierowanymi do dzieci”.
Reklama
Bez wątpienia targi strasburskie, ze względu chociażby na długą tradycję, są wzorem dla innych tego typu przedsięwzięć, w tym dla targów mających miejsce w Polsce. W dziesiątce najbardziej popularnych targów bożonarodzeniowych strasburskie znajdziemy na drugim miejscu w corocznym rankingu. Ostatnio prowadzą targi norymberskie, równie wiekowe, a na kolejnych miejscach widzimy m.in.: Kopenhagę, Barcelonę, Toronto, Wiedeń, Filadelfię, Manchester, Tallin, Chicago. Jak z tego wynika, zwyczaj organizowania targów bożonarodzeniowych przeniósł się już dość dawno z Europy do Ameryki Północnej. Polskie targi nie są jeszcze notowane w rankingach, jest jednak nadzieja, że z czasem i one zostaną zauważone. Największą szansę na to ma, a jakże, Kraków.
Ach, ten Kraków
Przyjrzyjmy się Rynkowi Głównemu w Krakowie, ponoć największemu w Europie, który przez wieki był nie tylko codziennym miejscem targowym, ale także miejscem, gdzie toczyło się życie obrzędowe. Bogdana Pilichowska pisze: „Były to i uroczyste procesje kościelne, zapełniające wiernymi z całego miasta i okolic całą jego wolną powierzchnię, i nabożeństwa w kościele Mariackim oraz różne ceremonie i widowiska odbywające się na cmentarzu przykościelnym, przechodziły przez Rynek grupy kolędnicze, zapustne i inne, a wreszcie na straganach ustawionych od strony kościoła sprzedawano rozmaite, w zależności od pory roku obrzędowego, przedmioty”.
Reklama
Do końca I wojny światowej skromne targi odbywające się na krakowskim Rynku były jedynie codziennym elementem życia mieszkańców miasta, z pewnością nie zasługiwały na miano targów bożonarodzeniowych, w najmniejszym stopniu nie dawały się porównać do najbardziej znanych imprez tego typu. Tymczasem organizatorzy targów bożonarodzeniowych pod koniec XX wieku przekonują, że dzisiejsze targi mają wielowiekową tradycję, bo „pierwsza wzmianka o jarmarkach w Krakowie pochodzi z roku 1310”. To prawda, ale kiermasze, targi, jarmarki to pojęcia z potocznego języka, a dla historyka kultury niosą one różne informacje – np. jakie prawa handlowe posiadały Kraków i inne miasta polskie, jakie organizowano w nich targi i jarmarki – czy którekolwiek z nich można utożsamiać z dzisiejszymi targami bożonarodzeniowymi (przypominam, że funkcjonującymi w okresie Adwentu) – i uznać je za protoplastów współczesnych handlowych imprez.
Wedle Encyklopedii Krakowa, jarmarki „ukształtowały się w średniowieczu jako doroczne zjazdy kupców w określonym miejscu i czasie w celu hurtowej wymiany handlowej”. Już w XIV wieku odbywały się w Krakowie trzy jarmarki w roku: dwa dłuższe w maju i we wrześniu oraz krótszy w marcu. Nigdy, co trzeba podkreślić, żaden z jarmarków nie odbywał się w okresie przed Bożym Narodzeniem; jedynie na Kazimierzu, stanowiącym odrębne miasto, miał miejsce od 1387 r. 8-dniowy jarmark na św. Marcina. W XVI wieku król zatwierdził targi krakowskie w nowych terminach: na św. Jana (24 czerwca), św. Bartłomieja (24 sierpnia) i Wszystkich Świętych (1 listopada).
W tym świetle zatem jarmarki krakowskie nie mogą być uznane za protoplastów współczesnych targów bożonarodzeniowych z trzech co najmniej powodów. Po pierwsze, istniały w czasach, gdy prowadzono na nich handel hurtowy, a nie detaliczny. Po drugie, jarmarki nie odbywały się nigdy w okresie, w którym dziś odbywają się targi bożonarodzeniowe. I po trzecie, krakowskie gildie kupieckie, a od XVIII wieku Krakowska Kongregacja Kupców, były jarmarkom przeciwne, wręcz z nimi walczyły, naruszały one bowiem przywileje krakowskich kupców (prawo składu, zakaz handlu między obcymi kupcami na terenie Krakowa itp.). Jakże zatem do tradycji jarmarków może się odwoływać Krakowska Kongregacja Kupców, współorganizator dzisiejszych targów bożonarodzeniowych w czasie Adwentu?
Wszędzie tak samo
Reklama
Właściwie wszystkie odbywające się w Polsce targi bożonarodzeniowe są imprezami handlowo-kulturowymi nowego typu i wzorują się na podobnych najstarszych imprezach europejskich, które mają często wielowiekową tradycję i powszechnie uznawaną formę. Łączą obce wzory oraz elementy polskiej tradycji świątecznej, często w formie lokalnej: szopka, kolędy, orszaki św. Mikołaja itd., zresztą najczęściej wspólne dla europejskiej tradycji, ale także elementy nowe, pozbawione wymiaru religijnego, na ogół mające charakter czysto ludyczny.
Reklama
Gdybyśmy mieli oceniać wystrój polskich targów bożonarodzeniowych – jest on niewątpliwie pierwszym elementem, na który zwraca uwagę klient, choć nie różni się od wystroju podobnych zagranicznych targów. „Obowiązkiem” klientów jest nie zachwycanie się wystrojem kiermaszu, a przede wszystkim kupowanie i spożywanie posiłków. W Krakowie np. poza sześćdziesięcioma-osiemdziesięcioma kramami są zwykle co najmniej cztery duże stanowiska grillowe, na których oferuje się bogaty zestaw dań gorących, i wiele mniejszych punktów z zupami, rozmaitymi pierogami, naleśnikami, oscypkami i innymi przysmakami. Organizatorzy wyliczają: „Mamy też kioski z wędlinami, z wyrobami z dziczyzny, serami, pajdami chleba ze smalcem, masłem czosnkowym, boczkiem, cebulą i ogórkiem. Nie brakuje też świątecznych łakoci: prażonych orzeszków w karmelu, paczek mikołajowych ze słodyczami, krówek, ciast, wyrobów w czekoladzie oraz marcepanie”. Dla koneserów są wyroby w czekoladzie w kształcie narzędzi ślusarskich, kluczy francuskich i kombinerek. Istnieje możliwość spożycia na miejscu rozmaitych potraw, a jeszcze więcej można kupić na wynos. Na kilka dni przed Wigilią organizowana jest specjalna sprzedaż zwana „Małopolski Wigilijny Smak”, podczas której można kupić na stoiskach kół gospodyń wiejskich gotowe potrawy wigilijne: pierogi, uszka, krokiety, barszcz itp. Nie można zapomnieć o „beczkach”, z których sprzedawany jest „galicyjski grzaniec” – przeraźliwie słodki napój alkoholowy, niedający się w żadnym stopniu porównać do grzanego wina serwowanego na zagranicznych kiermaszach. Można odnieść wrażenie, że targi to niekończąca się uczta, co druga osoba na nich siedzi przy stole z jadłem bądź porusza się z kubkiem lub jakimś smakołykiem w ręku.
W poszukiwaniu korzeni
O kulturowych wartościach kiermaszów nie mogą świadczyć zasobne kramy, tysiące kupujących czy ilość spożytego i zakupionego jadła. To jedynie oznaki rzucającej się w oczy konsumpcyjnej atmosfery przedświątecznej oraz skuteczności reklamy. O wartości kiermaszów decydują imprezy towarzyszące – to one nadają indywidualny wymiar i tworzą niepowtarzalne treści, które w mniejszym lub w większym stopniu nawiązują do miejscowych tradycji kulturalnych i na nich budują wspólnotę przeżywania czasu święta, pełnią funkcję integrującą. Wszak nie samym chlebem (choćby najsmaczniejszym) i zakupami (choćby najbardziej udanymi) żyje człowiek, nawet w erze masowej konsumpcji, nawet w czasach totalnej zabawy. Pastor Kościoła luterańskiego Volker Faigle przerażony tym, że okres handlu świątecznego w Niemczech zaczyna się już we wrześniu, powiedział: „Jeśli sezon świąteczny zaczyna się we wrześniu, ludzie zaczynają sądzić, że sens Bożego Narodzenia sprowadza się do zakupów, zakupów, zakupów. Uważamy, że jest to nadużycie. Tymczasem treścią tego święta stanowczo nie są zakupy”. Nie są? Pobyt na bożonarodzeniowych targach skłania do innego, smętnego wniosku.
Organizatorzy kiermaszów twierdzą, że odwołują się one do tradycji, ale jest to wyłącznie tradycja zabawy, tworząca atmosferę sprzyjającą najszerzej rozumianej konsumpcji. To znak czasu i na nic utyskiwania – tak jest i tak zapewne będzie w przyszłości. Styl życia współczesnych społeczeństw, zwłaszcza miejskich, pożera elementy religijnej tradycji oczekiwania w skupieniu narodzin Jezusa. Kiermasze ukazują rozpasany współczesny hedonizm. Łączą co prawda niektóre elementy dawnego sacrum, są jednak niemal całkowicie przepojone ludyzmem i podnoszą profanum do nienależnej mu godności.
etnolog i antropolog kultury, profesor nauk humanistycznych
