Od kilku lat nawet na komercyjnych portalach internetowych można znaleźć banery reklamujące rekolekcje w sieci. Czy faktycznie jest to sposób na prawdziwe nawrócenie? A może wszyscy powinniśmy zamienić chłód kościoła na wygodny fotel przed monitorem?
W encyklice „Redemptor hominis” Jan Paweł II napisał: „człowiek jest drogą Kościoła”. Często wracam do tych słów, gdy myślę o tym, jakimi ścieżkami trafiać dziś do ludzi. Odpowiedź zdaje się być ukryta właśnie w tym zdaniu. Kościół ma prowadzić do Chrystusa drogami, po których kroczą ludzie. Idąc dalej, można wysnuć wniosek, że skoro współczesny człowiek tak wiele czasu spędza przed komputerem, to i tam Kościół powinien przemawiać, by nauka o zbawieniu dotarła do ludzi. Do tego stwierdzenia doszło już kilka lat temu wielu ludzi związanych z Kościołem, tworząc liczne portale o tematyce dotyczącej wiary. Z czasem poszli oni o krok dalej, proponując rekolekcje przez Internet. I tu rodzi się pytanie, czy wystarczy dziś kliknąć myszką i przeczytać kilka rozważań, żeby przeżyć nawrócenie? Zdecydowanie nie. Jednak kilka słów refleksji przeczytanych między plotkami z życia gwiazd, a sprawdzaniem poczty może stać się inspiracją, której nie zastąpi nic innego.
Wygoda
Argument wygody jako przemawiający za internetowymi rekolekcjami raczej się nie obroni, chyba że u wyjątkowo leniwych. Zazwyczaj bowiem przynajmniej część z nas odczuwa w czasie Adwentu czy Wielkiego Postu chęć zmiany swojego życia i zrobienia „czegoś ze sobą”. Kwestia wyboru między domem a kościołem jest tu więc bardziej kwestią czasu, którego przecież teraz wszystkim i wszędzie brakuje lub ewentualnie własnych przekonań czy uprzedzeń dotyczących duchownych i Kościoła. Coś co jest jednak wygodne, nie zawsze jest dla nas lepsze. Podobnie, jak gorzkie lekarstwo często ma większą skuteczność, tak i rekolekcje podjęte z większym trudem przynieść mogą lepsze owoce.
Złoty środek
Sami internauci w opiniach co do trafności pomysłu rekolekcji on-line nie są zgodni. Według niektórych jest to opcja ciekawa, bo pozwala dotrzeć do wielu osób - często także tych, którzy na nauki do kościoła raczej by nie trafili. Inni twierdzą, że dużo bardziej wartościowe jest spotkanie na żywo i nawiązanie więzi z osobą głoszącą rekolekcje. Często w wypowiedziach użytkowników portalu Facebook, których prosiłam o opinię w tej sprawie, wybrzmiewa jednak stanowisko wypośrodkowane. Ten złoty środek, to uczestnictwo w rekolekcjach on-line, które jednak nie będą zamiast tradycyjnej formy rekolekcji. Powinny one stanowić raczej punkt wyjścia, a nie dojścia. Łukasz w odpowiedzi na moje pytanie na Facebooku napisał zdanie - postulat, dotyczący tego, jak rozwiązać tę sprawę. Postulat, który śmiało można nazwać strzałem w dziesiątkę: robić rekolekcje w Internecie, a później zapraszać ich uczestników do przejścia na następny „level” - doświadczenia Boga we wspólnocie...
Małymi krokami zbliżamy się do końca Adwentu.
Historia Adwentu jako czasu oczekiwania na dzień narodzin Chrystusa sięga V wieku. „Adventus” oznaczający „przyjście” był czasem przygotowywania się wiernych do przyjścia na oczekiwanego Mesjasza. Czas ten wypełniały obrzędy kościelne wzbogacone lokalnymi zwyczajami, np. na Podlasiu miało miejsce odtrąbienie Adwentu na ligawkach (rodzaj ludowego instrumentu dętego). W starożytności Adwent oznaczał oficjalny przyjazd, odwiedziny dygnitarza państwowego po objęciu urzędu. Natomiast w znaczeniu religijnym było to coroczne przybywanie bóstwa do świątyni. Adwent na Wschodzie miał charakter postny, natomiast na Zachodzie było to radosne i pobożne przygotowanie do Bożego Narodzenia. W tych dniach ludzie częściej modlili się, przystępowali do sakramentu pokuty i pojednania oraz do Komunii św., a w poniedziałki, środy i piątki zachowywali post. Starali się to podkreślić nie tylko swoim zachowaniem, ale również ubiorem i wyglądem domów.
To, co łączy cały Adwent, to modlitwa. Przejawem tego pobożnego trwania na modlitwie z Maryją jest Msza św. roratnia, podczas której zapala się dodatkową, ozdobną świecę zwaną roratką. Dawniej świeca adwentowa była związana ze stanami. Podchodzący do świeccy mówili: „Gotowy jestem na Sąd Boży”.
Drugim symbolem Adwentu jest wieniec adwentowy z czterema świecami zapalanymi w kolejne niedziele podczas wspólnej modlitwy rodzinnej. Według ks. Bogusława Nadolskiego, znanego liturgisty w Polsce i chrystusowca, „Światło, zieleń i forma wieńca posiadały swoją wymowę, oznaczały światło, nadzieję, życie i Boga. Wieniec adwentowy jest obrazem wspólnoty oczekującej w miłości i radości swego Pana”.
Dzisiaj zapalamy już ostatnią świecę, która przypomina, że wchodzimy w bezpośrednie przygotowanie do świąt. Wcześniej czytania biblijne okresu Adwentu (do 16 grudnia) mówiły o rzeczach ostatecznych, czyli o końcu świata, umacniały one naszą wiarę, że rzeczywiście przyjdzie Chrystus jako Sędzia żywych i umarłych.
Błogosławiony Jan Paweł II często podkreślał, że Adwent oprócz przygotowania wiernych do godnego przeżycia Bożego Narodzenia powinien skłaniać do refleksji nad powtórnym przyjściem Chrystusa w chwale. 2 grudnia 2001 r. Papież mówił: „Adwent jest synonimem nadziei. Niedaremnym oczekiwaniem na jakiegoś bezosobowego boga, lecz konkretną i niezawodną ufnością wobec Tego, który już raz do nas przyszedł. Jest to nadzieja, która pobudza do czujności, cnoty wyróżniającej ten szczególny okres liturgiczny. Do czujności w modlitwie, ożywianej pełnym miłości przebaczeniem, oczekiwaniem; czujności wyrażającej się w dynamice konkretnej miłości, której towarzyszy świadomość, że - królestwo Boże przybliża się tam, gdzie ludzie uczą się żyć jak bracia”.
Dzisiaj w sposób szczególny oczami wyobraźni i wiary kierujemy nasze kroki do Nazaretu i spoglądamy na Matkę Bożą, która na słowa archanioła Gabriela wypowiada słowo „fiat” - niech mi się stanie. Z wielką pokorą i wiarą przyjmuje słowa, które Bóg przekazuje Jej za pośrednictwem swojego posłańca: „Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według twego słowa” (Łk 1,38). Pokorna postawa Maryi - Matki „Słowa, które stało się ciałem” - może być dla nas programem nie tylko na nadchodzące święta Narodzenia Pańskiego, ale na całe życie. Uczmy się od Maryi postawy służby i zawierzenia.
Na terenie szkoły przy ul. Metalowej w Olsztynie doszło w sobotę do szarpaniny między dwoma uczniami, jeden z nich miał przy sobie ostry przedmiot przypominający maczetę. Przedmiot nie został użyty w trakcie zajścia, nikt nie został nim zraniony - podała policja.
Jak poinformowała PAP sierż. Izabela Bogacka z olsztyńskiej policji w sobotę około godz. 10 na terenie placówki oświatowej przy ul. Metalowej doszło do zdarzenia z udziałem dwóch uczniów w wieku 17 i 19 lat. Według wstępnych ustaleń, z powodu konfliktu między nimi doszło do rękoczynów w trakcie rozmowy.
Kronika Fotograficzna Walczącej Warszawy, PAX Warszawa 1957. Wikimedia Commons/CC
35. pluton Słowaków ze sztandarem
W zbiorowej pamięci Powstanie Warszawskie zapisało się jako zryw Polaków ale 1 sierpnia 1944 r. do walki przeciwko Niemcom stanęli także obcokrajowcy mieszkający w okupowanej Warszawie. Najliczniejszą grupą narodowościową wspierającą Polaków w walce byli Słowacy z wyjątkowego 535. plutonu.
To historia o solidarności, legendarnej odwadze, krwi i ofierze z życia na ulicach walczącego Czerniakowa.
W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.