Monika M. Zając: W najbliższych dniach niektóre parafie Diecezji Warszawsko-Praskiej i Archidiecezji Warszawskiej nawiedzą relikwie św. Teresy od Dzieciątka Jezus i jej świętych rodziców. W haśle peregrynacji – „Przez ufność do miłości” – streszcza się duchowość „małej drogi”. Na czym właściwie polega fenomen tej drogi do świętości?
O. Leszek Jasiński: Teresa w swoim życiu duchowym kierowała się wielkimi pragnieniami. Szukała sposobu osiągnięcia świętości i to było jej największe pragnienie. Czytała życiorysy świętych, które ukazywały ich niemalże jako herosów nie z tej ziemi. Patrząc na nich, widziała, że nie zdoła ich naśladować, że jest na to zbyt mała, zbyt niedoskonała. Nie rezygnowała jednak ze swoich pragnień. Odkryła, że Tym, który uświęca, jest Jezus. Że On sam zaprasza maluczkich, aby do Niego przyszli. Zdobyła się więc na prosty gest i do Niego przyszła. Oddała się do Jego dyspozycji, pozwoliła, aby Jezus działał w jej życiu. Bardzo ważne w małej drodze jest więc to, żeby nie rezygnować ze swoich wielkich, dobrych pragnień.
Reklama
W czasie peregrynacji spotkamy się nie tylko ze św. Tereską, ale także z jej świętymi rodzicami – Zelią i Ludwikiem Martin. Sama święta mówiła o swojej rodzinie jako o „Ziemi Świętej”. Jaki wzór życia duchowości małżeńskiej i rodzinnej znajdujemy w tej wielodzietnej rodzinie, z której pięć córek wybrało drogę życia zakonnego?
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Jest wiele wymiarów, na które wskazują święci małżonkowie Martin. To jest świętość, która po ludzku wyrosła na zawiedzionych oczekiwaniach. Zarówno Zelia, jak i Ludwik wcześniej pragnęli życia zakonnego, co z różnych powodów nie nastąpiło. Jest to także świętość, która obecna była w rodzinie dobrze sytuowanej materialnie. W dzisiejszym języku powiedzielibyśmy, że oboje mieli dobrze prosperujące biznesy – Ludwik prowadził zakład jubilerski, zegarmistrzowski, a Zelia – bardzo prężnie funkcjonujące przedsiębiorstwo koronkarskie. Małżonkowie Martin pokazują, jak w takiej sytuacji można iść drogą do świętości.
Kochali Boga ponad wszystko, ufali Opatrzności Bożej i godzili się z wolą Bożą – jak te podwaliny życia duchowego realizowali w codzienności?
W ich rodzinie Bóg był na pierwszym miejscu. Chodzili codziennie rano na Mszę św., wspólne modlili się, należeli do wspólnot religijnych, gdzie pogłębiali swoje życie duchowe, spełniali także różnorakie dzieła miłosierdzia, nie pozostawali obojętni na biedę, również tę moralną. Ich dom w Buissonnets był otwarty na biednych. Teresce jako najmłodszej przypadało otwieranie drzwi i rozmawianie z tymi, którzy przychodzili po pomoc. A kiedy szła z tatą na spacer, on zachęcał ją do dawania jałmużny napotkanym biedakom.
Reklama
Zachowana korespondencja małżonków Martin pozwala zgłębić harmonię łączącą tych dwoje małżonków...
Warto zaznaczyć, że ponad 90 procent korespondencji to listy Zelii (śmiech). Mamy 218 listów Zelii i zaledwie 16 listów Ludwika, ale bardzo pięknych. Widać w tej korespondencji wspaniale uzupełniające się role w małżeństwie, piękną kobiecość Zelii i męskość Ludwika. Współcześnie możemy mówić, przynajmniej w pewnym stopniu, o kryzysie takiego sposobu przeżywania relacji. Gdy Zelia z uczuciem wyznawała: nie mogę żyć bez ciebie, on odpowiadał: jestem twoim mężem i przyjacielem i będę nim do końca życia.
Państwo Martin dawali także wzór, jak zachować wewnętrzny pokój w niespokojnych czasach…
W czasie wojny francusko-pruskiej (1870-1871). Alençon było zajęte przez Prusaków. Głęboka więź z Bogiem i ta wzajemna pozwalały małżonkom na przeżywanie tych trudnych wydarzeń w zaufaniu Bogu i na okazywanie miłosierdzia nawet wobec okupantów, mimo że jako patriotom trudno im było zgodzić się z panującą sytuacją polityczną.
Ich świętość jest także mocno osadzona w cierpieniu – cierpieniu obumierania, które przynosi plon świętości.
Reklama
Poza tym, co już powiedzieliśmy, dodać trzeba także śmierć czwórki dzieci, trudną emocjonalnie córkę Leonię, która… dziś jest już służebnicą Bożą i patronką trudnych dzieci. Kolejny cios dla rodziny to śmierć 44-letniej Zelii, która pozostawia Ludwika z pięcioma córkami. On w tej sytuacji odważnie podjął trud samotnego ich wychowania. Może w tym stanowić przykład pięknego sposobu przeżywania wdowieństwa. Bardzo znaczącym epizodem jest również choroba psychiczna Ludwika. Nawet takie trudne doświadczenie nie przekreśla świętości. Świętość rodziny Martin może nas więc napełniać nadzieją. Jest świętością w codzienności, mimo przeciwieństw, mimo dostrzegania własnych słabości i niedomagań.
Już w dniach 18-21 lipca ze świętą rodziną Martin będziemy mogli spotkać się w Bazylice Świętego Krzyża, Kościele Wizytek, Klasztorze Sióstr Karmelitanek na Woli, Kościele Ojców Karmelitów na Solcu i Klasztorze Karmelitów przy ul. Racławickiej 31. Dlaczego warto uczestniczyć w tych wydarzeniach? Co szczególnego rodzina Martin może przekazać mieszkańcom stolicy?
Przede wszystkim mamy tu wiele do czynienia ze świętością. To zatem dobra okazja, aby na nowo przeżyć tajemnicę obcowania świętych, którą wyznajemy w „Credo”. Jeśli będziemy starali się przeżyć to wydarzenia na poziomie serca, spotkać się głębiej, to musimy spotkać świętość. A takie spotkania zawsze zostawiają ślad. Św. Teresa pokazuje, że każdy jest powołany do świętości, co jest przecież wielkim pragnieniem Boga, i to jest również bardzo cenne. Chciałbym, aby to był moment zatrzymania się, refleksji nad swoim życiem, nad swoim dążeniem do świętości. A myślę, że nie ma osoby, która nie odnalazłaby się na drodze, którą proponuje nasza święta. Poza tym, mamy wiele świadectw cudów, które dokonały się przy okazji nawiedzenia relikwii (św. Teresa po swojej śmierci rzeczywiście spuszcza na ziemię „deszcz róż”), więc wiele osób może chcieć je nawiedzić także z tego powodu.
Szczegółowy plan peregrynacji relikwii
po parafiach Diecezji Warszawsko-Praskiej i Archidiecezji Warszawskiej oraz innych częściach Polski znajduje się na stronie: relikwieteresy.pl .
