Rosyjska armia korzystała z zamontowanych na Białorusi tuż przy granicy przekaźników, które służyły do sterowania dronami atakującymi terytorium Ukrainy. Po tym, jak Kijów wysłał ultimatum w stronę Mińska ws. przekaźników, Łukaszenka wyłączył rosyjską instalację wojskową. Przyznał, że Białoruś nie powinna być wciągana w wojnę. – Nie należy popychać nas do sytuacji, w której Borys Wiaczesławowicz [ambasador Rosji na Białorusi Borys Gryzłow] organizuje działania mające na celu wciągnięcie nas w wojnę – podkreślił Łukaszenka w czasie spotkania z gubernatorem obwodu moskiewskiego Andriejem Worobjowem. Oświadczył także, że Białoruś nigdy nie zaatakuje Ukrainy, i nawoływał do zakończenia wojny.
Pomoc z Chin
Wypowiedź o tym, że Rosja usiłuje wepchnąć Mińsk do wojny, została opublikowana przez białoruskie media, a przez rosyjskie została całkowicie przemilczana. Kilka dni później Władimir Putin zaprosił białoruskiego dyktatora do swojej rezydencji w Wałdaju na tajemnicze 2-dniowe rozmowy, po których strona rosyjska nie wydała żadnego komunikatu. Co ciekawe, Łukaszenka tuż po spotkaniu z Putinem poleciał do Pekinu, by szukać tam ochrony przed naciskami z Moskwy. – Chiny wspierają Białoruś w ochronie jej suwerenności narodowej, niepodległości i integralności terytorialnej – powiedział przewodniczący ChRL Xi Jinping.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Reklama
Łukaszenka traktował Putina jako gwaranta bezpieczeństwa dla Białorusi i swojego reżimu. W ostatnich tygodniach jednak widzi on, że Putin nie potrafi zadbać nawet o bezpieczeństwo Moskwy w obliczu ataków ukraińskich dronów. Również nastroje w Rosji i państwach postsowieckich sprawiają, że pozycja Putina słabnie, a białoruski przywódca nie zamierza tonąć razem z szefem Kremla.
Putin użył wobec Łukaszenki szantażu finansowego, a ten udał się do Pekinu właśnie po pieniądze i kolejne umowy gospodarcze. Przy okazji otrzymał tam „list żelazny”, który pomoże mu uniknąć bezpośredniego udziału Białorusi w wojnie. – Wizyta w Pekinie i spotkanie z Xi Jinpingiem zaowocowały natychmiastową reakcją chińskiej dyplomacji. Zarówno MSZ w Pekinie, jak i przedstawiciel Chin w Radzie Bezpieczeństwa ONZ jednoznacznie opowiedzieli się za utrzymaniem suwerenności Białorusi oraz potrzebą dyplomatycznego zakończenia wojny – zaznaczył Marek Budzisz, ekspert ds. postsowieckiego Wschodu.
Kij i marchewka
Białoruś jest jednak gospodarczo, politycznie i militarnie związana z Moskwą. Dlatego też toczy się gra o to, by choć trochę wyrwać Łukaszenkę z objęć Putina. Kijów straszy białoruski reżim niszczeniem celów wojskowych, czyli stosuje „politykę kija”, a Amerykanie stosują „politykę marchewki”, łagodząc sankcje np. na białoruskie nawozy potasowe. Również prezydent Francji rozmawiał ostatnio z Łukaszenką i przestrzegał go, że dalsze zbliżenie militarne z Moskwą może mieć poważne konsekwencje dla Mińska. – Jeżeli Białoruś stanie się w przyszłości nieco bardziej niezależna od Federacji Rosyjskiej, to Rosjanie będą musieli skorygować swoje plany strategiczne. Państwo to stałoby się naturalnym buforem oddzielającym NATO od Rosji, co stanowiłoby gigantyczny sukces geopolityczny dla całego regionu – wyjaśnił Marek Budzisz.
Za naszą wschodnią granicą ważą się losy przyszłego ładu i bezpieczeństwa w Europie Środkowej oraz wschodniej flanki NATO. Białoruś jest bowiem kluczowym państwem dla bezpieczeństwa Ukrainy, państw bałtyckich i przede wszystkim Polski. Moskwa, Pekin, Kijów, Waszyngton i Paryż toczą zaskakującą grę o przyszły status Białorusi, a niestety, Warszawa jest jedynie biernym widzem tej geopolitycznej rozgrywki.
