Kolędy powoli dobiegają końca. To ważny czas dla każdej parafii. Duszpasterze odwiedzają parafian, którzy pragną wspólnej modlitwy, rozmowy i spotkania. Bardzo ważnym elementem tych wizyt duszpasterskich jest błogosławieństwo mieszkań, a nade wszystko osób. Słowo „błogosławić” – z języka łacińskiego: benedicere – to dobrze mówić.
Reklama
Niezależnie od naszych grzechów i zagubienia Bóg zawsze dobrze mówi do nas i o nas. W trudnych chwilach wyciąga do nas pomocną dłoń. W blasku Słowa Wcielonego możemy rozpoznać naszą tożsamość oraz zadania, jakie mamy do spełnienia w Kościele i świecie. Obok Bożego błogosławieństwa ważne jest także błogosławieństwo ludzkie. Zresztą to Boże zazwyczaj dociera do nas przez ludzkie. Od tego, jak o sobie i do siebie mówimy, a zwłaszcza jak mówią do siebie mąż i żona oraz rodzice do dzieci, zależy poczucie własnej wartości. Gdy są to słowa miłości, afirmacji i szacunku, rośnie w człowieku samoocena, a wówczas nawet sytuacje kryzysowe – których w życiu każdego człowieka nie brakuje – łatwiej przetrwać. Przeciwieństwem błogosławieństwa jest przekleństwo, które – z języka łacińskiego: maledicere – wskazuje na złe mówienie. I chodzi nie tylko o używanie wulgaryzmów, co jest przejawem braku kultury – ale także o takie mówienie, które podcina innym skrzydła. Przekleństwem będzie mówienie rodziców do dziecka, że jego życie jest porażką, że nic z niego nie wyrośnie i lepiej, żeby go w ogóle nie było.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Są ważne, wręcz przełomowe momenty w życiu, którym towarzyszy bardziej uroczyste błogosławieństwo rodziców. To dzień chrztu św. dziecka, Pierwszej Komunii św., zawierania sakramentu małżeństwa lub Mszy św. prymicyjnej, a także pożegnania z umierającymi. Godna polecenia jest też praktyka błogosławieństwa poza wspomnianymi okolicznościami. Sporo rodziców błogosławi dzieci przed snem i wyjściem do szkoły. Pewien ojciec, który często błogosławił swoje dzieci, opowiedział mi jak jedna z córek powiedziała mu, że nie widzi problemu, aby w przyszłości zamieszkać z chłopakiem przed zawarciem sakramentu małżeństwa. Ojciec oznajmił jej, że w takim razie nie otrzyma ona błogosławieństwa na taki styl życia. Po kilku dniach córka przyszła do niego ponownie i stwierdziła, że przemyślała sprawę, że nie wyobraża sobie życia bez błogosławieństwa ojca.
W niektórych parafiach praktykuje się błogosławieństwo małych dzieci podczas przystępowania ich rodziców do Komunii św. Z kilku powodów nie jest to właściwe. Po pierwsze, liturgia nie przewiduje takiej praktyki. Po drugie, w chwili udzielania Komunii św. na palcach szafarza mogą pozostawać cząstki Ciała Pańskiego, a jak wierzymy, w każdej z nich jest obecny Pan Jezus. Należy więc dołożyć starań, aby uszanować Ciało Pańskie, obmywając po udzieleniu Komunii św. palce w vasculum. Po trzecie, w takim momencie błogosławieństwo otrzymują tylko te dzieci, których rodzice przystępują do Komunii św. – pozostałe są niejako pokrzywdzone. Myślę więc, że bardziej zasadne jest udzielanie błogosławieństwa indywidualnego po zakończeniu Mszy św. np. z udziałem dzieci. Wówczas unika się podziału dzieci.
W pierwszym dniu roku kalendarzowego, kiedy obchodzimy w liturgii uroczystość Świętej Bożej Rodzicielki Maryi, Kościół podczas Mszy św. czyta fragment Księgi Liczb z błogosławieństwem Aarona: „Niech cię Pan błogosławi i strzeże. Niech Pan rozjaśni oblicze swoje nad tobą i niech cię obdarzy swą łaską. Niech Pan zwróci ku tobie oblicze swoje i niech ci da pokój” (Lb 6, 24-26). To jedno z piękniejszych błogosławieństw biblijnych do zastosowania w codzienności. Niech nas zatem Pan błogosławi, a przez nas błogosławi innych.

