Reklama

Niedziela w Warszawie

Kamień na szaniec

Żył krótko i intensywnie, i jak na 26-latka, sporo przeżył. Pomnik „Anody”, żołnierza AK i Grup Szturmowych Szarych Szeregów, powstańca warszawskiego stanie tam, gdzie zginął.

Niedziela warszawska 9/2020, str. V

[ TEMATY ]

żołnierze wyklęci

Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych

Jan Rodowicz "Anoda"

Archiwum IPN

Wizualizacja na obecnym budynku Ministerstwa Sprawiedliwości. To tu Jan Rodowicz został zamordowany 7 stycznia 1949 r.

Wizualizacja na obecnym budynku Ministerstwa Sprawiedliwości. To tu Jan Rodowicz został zamordowany 7 stycznia 1949 r.

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Podobne życiorysy miało wielu. Także starsi koledzy z 23. Warszawskiej Drużyny Harcerzy, walczący w Szarych Szeregach, a upamiętnieni w Kamieniach na szaniec: Tadeusz Zawadzki „Zośka”, Jan Bytnar „Rudy” i Aleksy Dawidowski „Alek”. Wszyscy trzej zginęli zanim wybuchło powstanie. O pięć lat przeżył ich nieco młodszy Jan Rodowicz „Anoda”.

Należeli do pokolenia Karola Wojtyły, nazywanego też pokoleniem Kolumbów. Wojtyła, urodzony w maju 1920 r., gdy wolna od niedawna Polska toczyła wojnę z bolszewikami o przetrwanie. Już jako papież wracał do okoliczności historycznych swoich narodzin. Mówił, że nosi w sobie wielki dług w stosunku do tych, którzy wtedy bronili ojczyzny, płacąc za to życiem. Ten dług spłacało całe jego pokolenie.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Za Wisłę

Gdy wybuchła II wojna światowa, Jan Rodowicz miał 16 lat. Szybko trafił do konspiracyjnego harcerstwa, Szarych Szeregów. Uczestniczył w głośnych akcjach Batalionu „Zośka”, powstałego po reorganizacji Grup Szturmowych, opisanych w Kamieniach na szaniec: pod Arsenałem i w Celestynowie, gdy odbito więźniów i w Sieczychach, gdzie zlikwidowano posterunek graniczny.

W powstaniu kilkakrotnie ranny, jako jeden z nielicznych został ewakuowany pontonem na Pragę przez żołnierzy gen. Berlinga. Po wyleczeniu, na początku 1945 r., został dowódcą oddziału dyspozycyjnego szefa Obszaru Centralnego Delegatury Sił Zbrojnych.

Reklama

Działalność oddziału skupiała się na akcjach propagandowych przeciwko nowym władzom, rozpoznaniu urzędów bezpieczeństwa i więzień. Gdy jesienią 1945 r. jednostkę rozwiązano, „Anoda” stawił się przed Komisją Likwidacyjną AK i, jak wielu innych, ujawnił się.

Kult wujka

Joanna Rodowicz, autorka projektu pomnika, który stanie przed Ministerstwem Sprawiedliwości, nie mogła pamiętać wuja „Anoda”, ale wiele się o nim nasłuchała.

– W domu mówiło się o nim, nie ukrywało się prawdy. Ja i moje siostry wyrastałyśmy w kulcie postaci wujka Janka – mówi Joanna Rodowicz.

Gdy wybuchła II wojna światowa, Jan Rodowicz miał 16 lat. Szybko trafił do konspiracyjnego harcerstwa, Szarych Szeregów. Uczestniczył w głośnych akcjach Batalionu „Zośka”.

Podziel się cytatem

Kult wzmacniany był przez częstą obecność ciotki Zosi – matki „Anody” i drugiego wujka – Zygmunta, por. AK, zmarłego tragicznie w powstaniu, ale także nieobecność ojca, który aresztowany za działalność w Komendzie Głównej AK, został skazany na karę śmierci (wyrok zmieniono).

Po latach dowiedziała się, że „Anoda” po wojnie zajmował się ekshumacjami i pogrzebami poległych kolegów. Na Powązkach powstała kwatera Szarych Szeregów. Dzięki niemu na powrót zaczęło integrować się środowisko byłych żołnierzy. Zainicjował „Archiwum Baonu Zośka”: namawiał kolegów do spisywania wspomnień, zbierał dokumenty związane z dziejami „Zośki”. Dzięki niemu ocalały.

Następcy Anody

Nie mógł pamiętać wujka Janka Jan Rodowicz, stryjeczny bratanek „Anody”. Dziś jest członkiem kapituły Nagrody im. „Anody” wyróżniającej powstańców czasu pokoju, którzy „mają mądrość pomagania, pokazują, co dziś znaczą pojęcia: zaangażowanie społeczne, pomoc słabszym, poświęcenie i braterstwo”.

Reklama

– Oddziaływanie nagrody jest coraz większe. Ludzie zaczynają doceniać w swoim otoczeniu tych, którzy działają na rzecz innych – mówi Jan Rodowicz. – Cenny jest sam fakt, że są dostrzeżone w swoim środowisku, bo to wspiera tych, którzy działają i daje przykład pożytecznej pracy dla innych.

Całe życie żałowałam, że nie znałam wspaniałego, mądrego, bohaterskiego i wesołego wuja – mówi Joanna Rodowicz, autorka projektu pomnika, który stanie przed Ministerstwem Sprawiedliwości.

Podziel się cytatem

Jakub Wygnański, inny członek kapituły nie ma wątpliwości, że następcy „Anody” są potrzebni. – Na szczęście czasy, w których żyjemy, są mniej dramatyczne, a cena, którą trzeba płacić za odwagę, służbę bliźnim i Polsce, jest niższa – mówi. – Mimo to chętnych do takiej służby wcale nie jest więcej. Tym bardziej powinniśmy doceniać tych, którzy bezinteresownie działają na rzecz drugiego człowieka.

Każdy godny

W ubiegłym roku wyróżniono Pawła Grabowskiego – lekarza, który kilka lat temu wyjechał z Warszawy i na Podlasie, gdzie założył Hospicjum Domowe Proroka Eliasza. To profesjonalny zespół lekarzy, pielęgniarek, fizjoterapeutów i wolontariuszy opiekujących się chorymi terminalnie w ich domach. Pod ich opieką jest ponad 30 osób z okolicznych wsi. Fundacja, którą założył, buduje hospicjum stacjonarne. Pan Paweł zaraża też innych misją niesienia pomocy nieuleczalnie chorym ludziom mieszkającym w ubogich okolicach.

– Co ciekawe, wszystkie osoby, zgłaszane do konkursu są godne uhonorowania – mówi Jan Rodowicz. – To ułatwienie dla nas. Kogokolwiek byśmy nie wyróżnili nominacją, ktokolwiek otrzyma nagrodę – nie będzie pomyłki.

Reklama

Wyróżniono nagrodą Mirosławę Gruszczyk z okolic Pszczyny. Przyjęła do domu siostry Tamarę i Marię – Ukrainki w średnim wieku z poważnymi złamaniami po potrąceniu przez samochód. Po wyjściu ze szpitala siostry zostały bez pieniędzy i mieszkania. Nie znały języka, nie mogły uregulować rachunku za leczenie, jedna była niesamodzielna po operacji, druga poruszała się o kulach. Pani Mirosława przyjęła do nieznajome kobiety, opiekowała się nimi przez pół roku – żywiła je, organizowała leczenie i rehabilitację. Jej wsparcie nie zakończyło się wraz z wyjazdem sióstr.

Czwarte piętro

Po „Anodę” ubecy przyszli w Wigilię. Zabrany do gmachu MBP przy Koszykowej róg Al. Ujazdowskich, już stamtąd nie wyszedł. Został zamęczony w śledztwie 7 stycznia 1949 r. Oficjalnie ogłoszono, że przyczyną śmierci „Anody” był samobójczy skok z czwartego piętra. Po włożeniu ciała do trumny, polecili je wywieźć na powązkowski Cmentarz Komunalny i pochować jako „nieznane”.

Po latach Joanna Rodowicz dowiedziała się, że rodzina na własną rękę zlokalizowała grób i przeprowadziła ekshumację, co udało się to dzięki pomocy grabarzy – pracowników Zakładu Pogrzebowego, z którymi wcześniej „Anoda” współpracował przy pogrzebach żołnierzy, łączniczek i sanitariuszek baonu „Zośka”. Trumnę przeniesiono do rodzinnego grobu Rodowiczów na Starych Powązkach; spoczął obok swojego brata Zygmunta, porucznika AK pseudonim „Zero”, poległego w powstaniu.

Dowiedziała się też, że „Anoda” nie popełnił samobójstwa, lecz został w czasie śledztwa zamordowany. Badania jego szczątków wiosną 1995 r. nie ustaliły przyczyny śmierć. Ponowny pogrzeb odbył się w maju 1995 r.

Coś mówi

– Całe życie żałowałam, że nie znałam wspaniałego, mądrego, bohaterskiego i wesołego wuja, zakatowanego na Koszykowej – mówi Joanna Rodowicz. Pomnik jej autorstwa stanie w sierpniu w miejscu, w którym zginął. Chciała tym pomnikiem tak dużo powiedzieć, że długo była zablokowana. Wszystkiego jednocześnie nie da się powiedzieć. Wreszcie ruszyła z miejsca i projekt jest gotowy.

– Już tworząc pomnik-popiersie „Anody” na Powązkach tak strasznie chciałam, żeby – mimo miejsca – on był jak żywy. To stało się moim bzikiem – mówi. – I proszę sobie wyobrazić, że już kolejna osoba mi mówi, że stanęła jak wryta, widząc jego popiersie. On patrzy wymownie w oczy i nakazuje coś, mówi. Ciekawe co...

2020-02-25 12:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Pamięci niezłomnych

[ TEMATY ]

Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych

Maciej Krawcewicz

Uczczono pamięć Żołnierzy Wyklętych

Uczczono pamięć Żołnierzy Wyklętych

W różnych miejscach naszej diecezji obchodzono Narodowy Dzień Żołnierzy Wyklętych. 3 marca w zielonogórskiej konkatedrze odprawiona została Msza św. w intencji niezłomnych. Po Eucharystii uroczystości przeniosły się na Plac Majora Adama Lazarowicza. - Chcemy powierzyć Bogu tych, o których chciano zapomnieć, żołnierzy niezłomnych. Oni za wierność Polsce płacili jakże często swoim życiem, więzieniem, prześladowaniem, a przez wiele lat zapomnieniem – powiedział ks. Marcin Krechowicz w słowie wprowadzenia.

Eucharystii przewodniczył bp Stefan Regmunt: – Niech to zgromadzenie będzie umocnieniem naszych więzi z ojczyzną i jednocześnie pobudzi nas do jeszcze większego szacunku dla tych, którzy nam tę niepodległość i wolność wywalczyli – podkreślił.
CZYTAJ DALEJ

Męczennice z Nowogródka - jedenaście kobiet, jedna decyzja

2026-09-04 17:31

[ TEMATY ]

II wojna światowa

nazaretanki

męczennice z Nowogródka

archiwum CSFN/@Vatican Media

Polski Kościół 4 września wspomina jedenaście błogosławionych nazaretanek zamordowanych przez Niemców pod Nowogródkiem latem 1943 roku. Ofiarowały życie za około 120 aresztowanych mieszkańców miasta. Same zostały rozstrzelane już kilkanaście dni później. Znane jest ich męczeństwo, ale mniej wiadomo o nich samych.

W zbiorowej pamięci funkcjonują jako Męczennice z Nowogródka. Jedenaście kobiet w habitach, jedna wspólnota, jedna mogiła i jedna data śmierci. Tymczasem zanim połączył je las pod Batorówką, każda z nich miała osobną historię. Jedna miała wyjść za mąż, inna pracowała w fabryce. Kolejna kilka lat spędziła w Stanach Zjednoczonych. Była wśród nich nauczycielka prowadząca tajne lekcje, kobieta cierpiąca na ciężki artretyzm i 26-latka, która jeszcze niedługo przed śmiercią przeżywała kryzys powołania, ale w chwili próby nie zawahała się. To właśnie te różnice najlepiej pokazują, jak niezwykła była decyzja, którą podjęły wspólnie.
CZYTAJ DALEJ

Twoja Kalkuta może być obok. Lekcja Matki Teresy

2026-09-05 10:37

[ TEMATY ]

św. Matka Teresa z Kalkuty

Vatican Media

Nie wszyscy jesteśmy powołani, by pojechać do Kalkuty, ale każdy ma swoją „Kalkutę” – miejsce, w którym może rozpoznać i służyć Chrystusowi. Może być nim własny dom, rodzina, parafia albo człowiek, którego trudno nam kochać – wskazuje ks. Gjovani Kokona, albański misjonarz posługujący w Detroit, przypominając duchowe dziedzictwo św. Matki Teresy, w dniu jej liturgicznego wspomnienia.

Podziel się cytatem – mówiła Matka Teresa. Zdaniem ks. Kokony właśnie w tych słowach można odnaleźć nie tylko istotę jej służby najuboższym, ale również drogę do świętości dostępną dla każdego chrześcijanina.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję