Reklama

Kościół nad Odrą i Bałtykiem

Przyjaciel Dzieci

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Towarzystwo Przyjaciół Dziecka w przyszłym roku będzie obchodziło stuletnią służbę polskim dzieciom – wspomina Zygmunt Pyszkowski, prezes Zachodniopomorskiego Oddziału Regionalnego TPD. – Ta dobroczynna organizacja swoje istnienie zawdzięcza pisarce i pedagog Stefanii Sempołowskiej, bo jak twierdziła: dzieciom „groziła przedwczesna śmierć, wycieńczenie, wyzysk, głód, ciemnota, występek oraz wszelkiego rodzaju ból i cierpienie”. Powstał Robotniczy Wydział Wychowania Dziecka i Opieki nad Nim, który stał się zalążkiem Towarzystwa Przyjaciół Dzieci. Na przestrzeni niespokojnego wieku zmieniały się formy pomocy dzieciom, bo i potrzeby były różne. Początkowo TPD starało się zminimalizować wyzysk małoletnich, zniwelować zacofanie, w tym przede wszystkim analfabetyzm, wyrównać szanse rozwoju społecznego dzieci z ubogich rodzin oraz zatroszczyć się o ich zdrowie psychofizyczne. Wówczas było w naszej apolitycznej organizacji wielu lekarzy i pedagogów. W okresie powojennym wszystkie dzieci wymagały wielokierunkowego wsparcia, wszak wtedy było powszechne niedożywienie, sieroctwo oraz braki edukacyjne. Tworzyliśmy zatem sierocińce, kuchnie mleczne, przedszkola i szkoły. Dzieci wysyłaliśmy na turnusy lecznicze. Później tworzyliśmy środowiskowe ogniska dla najmłodszych – zaniedbanych, głodnych i potrzebujących rozmaitego wsparcia.

Reklama

– Czy obecnie, w wolnej Polsce potrzebne jest Towarzystwo Przyjaciół Dzieci? – pytam Przyjaciela Dzieci, który cały swoim pracowitym i ofiarnym życiem jest z dziećmi.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

– Naszą humanitarną misję będziemy mogli zakończyć, gdy wszystkie dzieci będą szczęśliwe. A tak nie jest. Obecnie stawiamy na rozwój emocjonalny najmłodszego pokolenia, na wyrównywanie szans, tworzenie wiejskich przedszkoli i placówek wsparcia dziennego, ukazujemy dzieciom rzeczywisty świat, a nie tylko ten z Internetu. One mogą rozwijać swoje talenty artystyczne, o których nawet dotąd nie wiedziały. Fachowo wspieramy również dzieci specjalnej troski. Jesteśmy zawsze tam, gdzie dziecku dzieje się krzywda, a dotyka ona nie tylko dzieci z rodzin patologicznych, ale również tzw. nowobogackich, którzy w pogoni za coraz większym dobrobytem zapominają o swoich dzieciach. Dalej prowadzimy dożywianie, bo głodnych w przedszkolach i szkołach nie brakuje.

W czasie niezapomnianej pielgrzymki w Szczecinie św. Jana Pawła II padły z jego ust słowa podnoszące rangę rodziny: „Małżeństwo to wspólnota życia. To dom. To praca. To troska o dzieci”. Wiadomo, że wartość rodziny w wychowaniu dzieci podnosi Towarzystwo kierowane przez pana Zygmunta.

Reklama

– Przekonujemy się teraz bardziej niż kiedykolwiek dotąd, iż pomagać dzieciom można tylko przez otoczenie opieką ich rodzin. Jedynie kompleksowe wsparcie przynosi pozytywne skutki. Stawiamy na rodzinę i beztroskie dzieciństwo, dlatego w ostatnich latach wprowadziliśmy w życie dwa pionierskie projekty: „Droga do domu” i „Dziecko w domu – należne miejsce”. Zadaniem pierwszego jest pomoc rodzinom przez 14 pedagogów rodzinnych pełniących rolę wsparcia dla rodzin wobec zagrożenia umieszczenia ich dzieci w pieczy zastępczej oraz placówkach opieki całkowitej, a także powrotu dzieci z tych form do swoich naturalnych rodzin. Takim działaniem na razie udało się objąć 220 dziewcząt i chłopców w wieku od 6 do 18 lat oraz 200 rodziców. Drugi projekt pozwala na niesienie pomocy rodzinom przez 23 pedagogów rodzinnych na terenie byłego województwa szczecińskiego, obejmując 825 dzieci i 345 rodzin, by wychowywanie najmłodszych odbywało się w biologicznej rodzinie.

Zygmunt Pyszkowski dodaje: – Dawniej wsparcia wymagały rodziny, których rodzice, starsze rodzeństwo borykało się z alkoholizmem, narkomanią, wchodzili w konflikt z prawem. Aktualnie rodzina potrzebuje pomocy w wychowywaniu dziecka z różnych przyczyn, choćby nierzadko jest to wielodzietność połączona z ubóstwem, niezaradnością, wykluczeniem społecznym, rodzinami niepełnymi, bezrobociem, pracą znacznie oddaloną od miejsca zamieszkania.

Prezes TPD, kochający każde dziecko, takie jakie jest, uważa, że, najważniejsze jest partnerskie traktowanie rodziny.

– Trudności nie zawsze wynikają z postawy lub postępowania rodziców. Na to składa się szereg czynników. Jeśli chcemy rodzinę uzdrowić, to trzeba ją traktować jako nierozerwalną całość, a konieczne zmiany wprowadzać delikatnie. Zdaniem naszej organizacji jest stanowisko, że rozwiązaniem nie jest odbieranie dzieci rodzinie, kierowanie spraw do sądu, ustanawianie restrykcji, a rozstrzyganiu problemów metodami pedagogicznymi, a nie policyjnymi. Konsekwentna, umiejętna i cierpliwa praca nad właściwymi i zdrowymi relacjami w rodzinie musi w przeważającej większości przynieść efekty. Dla dziecka nie ma nic droższego od istnienia w naturalnej rodzinie.

Reklama

Zachodniopomorskie TPD bardzo ceni sobie współpracę z licznymi parafiami, wspominając choćby wieloletnią życzliwą pomoc na rzecz dzieci z Towarzystwa Przyjaciół Dzieci ze strony ks. prał. Jana Kazieczki, gdy był niezwykle aktywnym proboszczem w Policach i potem w Szczecinie. Dzieci cierpiące na gościec przewlekły ze szczecińskiego Koła TPD dobrze wspominają ojcowską troskę nieżyjącego już ks. kan. Marka Kałamarza. Na terenie archidiecezji dobrze układają się kontakty pomiędzy duszpasterzami wiejskich parafii a miejscowymi przedszkolami i Środowiskowymi Ogniskami Wychowawczymi, m.in. w Maszewie, Łobzie, Witkowie czy w Dobrzanach.

Nie byłoby tych sukcesów Towarzystwa Przyjaciół Dzieci na Kresach Zachodnich w ustawicznym pochylaniu się nad dziećmi z ubogich rodzin oraz przeżywających różne kryzysy, gdyby nie unikalna osobowość Zygmunta Pyszkowskiego.

Reklama

W przytulnie urządzonym gabinecie tej wiodącej w Polsce organizacji troszczącej się o zapomniane dzieci pan Zygmunt z iście korczakowskim pojmowaniem swej służby nie bez wzruszenia mówi o sobie: – Pochodzę z wielodzietnej rodziny PGR-owskiej, bowiem miałem jeszcze sześcioro rodzeństwa, z czego czworo jeszcze żyje, a rodzice często byli przerzucani przez swego pracodawcę do innych wsi, a my wraz z nimi. Edukację podstawową odbywałem aż w dziewięciu różnych szkołach Pomorza Zachodniego. Jesteśmy wdzięczni przede wszystkim naszej Mamie, że była wymagająca wobec siebie oraz całej naszej siódemki. Wszyscy ukończyliśmy wyższe studia. Ja posiadam magisterskie wykształcenie nauczycielskie. W Szczecinie byłem nauczycielem od 1967 r. Potem pełniłem różne funkcje w szczecińskiej oświacie aż do wicekuratora oświaty i wychowania włącznie. Zresztą w swojej ukochanej profesji pedagogicznej byłem mocno zaangażowany społecznie w prekursorskich staraniach o godne wypełnienie czasu pozalekcyjnego przez uczniów. Znając dobrze środowisko wiejskie, szczególnie na PGR-owskim i poPGR-owskim terenie zachodniopomorskim, zawsze zależało mi, by tym dzieciom poświęcić się, by nie czuły się gorsze od dzieci miejskich – mówi.

– Dawniej każda wieś miała swoją szkołę podstawową, obecnie jest często jedna na obszarze gminy. Dawniej rodzice mieli zatrudnienie przeważnie w miejscu zamieszkania, teraz muszą szukać pracy z dala od swego wiejskiego domu. To wszystko sprawia, że rodzice, chcąc nie chcąc, są oderwani od swoich dzieci, które w okresie pozalekcyjnym nie mają bezpiecznie i twórczo wypełnionego czasu. Rodzice wracają do domu przeważnie wieczorem, a ich potomstwo zaniedbane i niedożywione gania nieraz po całej wsi. Dlatego TPD uruchomił w trosce o te dzieci i dobro ich rodziców ponad dziewięćdziesiąt Środowiskowych Ognisk Wychowawczych.

W 73-letnich dziejach Zachodniopomorskiego Towarzystwa Przyjaciół Dzieci Zygmunt Pyszkowski jest osiemnastym prezesem o najdłuższym stażu, bowiem kieruje tym gronem setek pasjonatów tworzenia radosnego dzieciństwa najmłodszym już 22 lata. Jego charyzmę dostrzegli w Zarządzie Głównym, powołując go 16 lat temu na wiceprezesa Zarządu Głównego TPD. Jest to również uznanie dla wielu pionierskich pomysłów realizowanych dla dobra dzieci.

Dowiadując się z lokalnej prasy, że większość maluchów nie dostało się do publicznych żłobków, już myśli o kolejnej inicjatywie: uruchomieniu TPD-owskich żłobków na terenie Grodu Gryfa, by w ten sposób wesprzeć młodych rodziców, a zwłaszcza samotne matki, by mogli spokojnie podjąć i pracować dla dobra swoich rodzin.

– Posiłkując się tekstem Mikołaja Reja – „Rozprawą między Panem, Wójtem i Plebanem” – powtarzam swoim działaczom i pracownikom, że należy współpracować na rzecz i dla dobra dzieci z różnych środowisk, bo ich dobro jest najwyższe i nadrzędne – apeluje uśmiechnięty pan Zygmunt. – Jeśli kochamy Ojczyznę, to najbardziej musimy troszczyć się o najmłodsze pokolenie Polaków, bo one będą niebawem najmocniejszym kręgosłupem naszej Rzeczpospolitej. Każdy może do tego nieocenionego naturalnego skarbca dołożyć się, bez niepotrzebnych dyskusji, bo jak mądrze śpiewa legendarny Kabaret Starszych Panów: „Rodzina, rodzina, rodzina, ach rodzina… Rodzina nie cieszy, nie cieszy, gdy jest, lecz kiedy jej ni ma, samotnyś jak pies”.

2018-10-10 11:21

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Wszystkie dzieci nasze są

Niedziela legnicka 24/2022, str. VIII

[ TEMATY ]

Dzień Dziecka

TPD

Paweł Zadrożny

Laureaci z Kazimierzem Pleśniakiem prezesem Zarządu Oddziału TPD w Legnicy

Laureaci z Kazimierzem Pleśniakiem prezesem Zarządu Oddziału TPD w Legnicy

Oddział Okręgowy Towarzystwa Przyjaciół Dzieci przy współpracy z Collegium Witelona, zorganizował Dzień Niezwykłych Mam oraz Dzień Dziecka.

W wydarzeniu, które odbyło się w Centrum Konferencyjno-Widowiskowym, wzięło udział ponad czterysta dzieci i ich rodziców. Na spotkanie 27 maja zaproszone zostały także dzieci uchodźców z Ukrainy przebywające w Legnicy.
CZYTAJ DALEJ

Przesłanie do każdego, kto słucha dzisiejszej Ewangelii: mamy oddawać Bogu cześć swoim życiem!

2026-03-03 16:37

[ TEMATY ]

rozważania

O. prof. Zdzisław Kijas

pexels.com

Ewangelista pisze, że Jezus zmęczony drogą siedział sobie przy źródle, tzn. usiadł przy studni. Zazwyczaj jest w drodze, przemieszcza się z miasta do miasta, z wioski do wioski. Tym razem usiadł.

Jezus przybył do miasta samarytańskiego zwanego Sychar, w pobliżu pola, które dał Jakub synowi swemu, Józefowi. Było tam źródło Jakuba. Jezus zmęczony drogą siedział sobie przy źródle. Było to około szóstej godziny. Wówczas nadeszła kobieta z Samarii, aby zaczerpnąć wody. Jezus rzekł do niej: «Daj Mi pić!» Jego uczniowie bowiem udali się przedtem do miasta, by zakupić żywności. Na to rzekła do Niego Samarytanka: «Jakżeż Ty, będąc Żydem, prosisz mnie, Samarytankę, bym Ci dała się napić? » Żydzi bowiem i Samarytanie unikają się nawzajem. Jezus odpowiedział jej na to: «O, gdybyś znała dar Boży i wiedziała, kim jest Ten, kto ci mówi: „Daj Mi się napić”, to prosiłabyś Go, a dałby ci wody żywej». Powiedziała do Niego kobieta: «Panie, nie masz czerpaka, a studnia jest głęboka. Skądże więc weźmiesz wody żywej? Czy Ty jesteś większy od ojca naszego, Jakuba, który dał nam tę studnię, i on sam z niej pił, i jego synowie, i jego bydło?» W odpowiedzi na to rzekł do niej Jezus: «Każdy, kto pije tę wodę, znów będzie pragnął. Kto zaś będzie pił wodę, którą Ja mu dam, nie będzie pragnął na wieki, lecz woda, którą Ja mu dam, stanie się w nim źródłem tryskającym ku życiu wiecznemu». Rzekła do Niego kobieta: «Panie, daj mi tej wody, abym już nie pragnęła i nie przychodziła tu czerpać. Widzę, że jesteś prorokiem. Ojcowie nasi oddawali cześć Bogu na tej górze, a wy mówicie, że w Jerozolimie jest miejsce, gdzie należy czcić Boga». Odpowiedział jej Jezus: «Wierz Mi, kobieto, że nadchodzi godzina, kiedy ani na tej górze, ani w Jerozolimie nie będziecie czcili Ojca. Wy czcicie to, czego nie znacie, my czcimy to, co znamy, ponieważ zbawienie bierze początek od Żydów. Nadchodzi jednak godzina, nawet już jest, kiedy to prawdziwi czciciele będą oddawać cześć Ojcu w Duchu i prawdzie, a takich to czcicieli szuka Ojciec. Bóg jest duchem; trzeba więc, by czciciele Jego oddawali Mu cześć w Duchu i prawdzie». Rzekła do Niego kobieta: «Wiem, że przyjdzie Mesjasz, zwany Chrystusem. A kiedy On przyjdzie, objawi nam wszystko». Powiedział do niej Jezus: «Jestem nim Ja, który z tobą mówię». Wielu Samarytan z owego miasta zaczęło w Niego wierzyć dzięki słowu kobiety. Kiedy więc Samarytanie przybyli do Niego, prosili Go, aby u nich został. Pozostał tam zatem dwa dni. I o wiele więcej ich uwierzyło dzięki Jego słowu, a do tej kobiety mówili: «Wierzymy już nie dzięki twemu opowiadaniu, usłyszeliśmy bowiem na własne uszy i wiemy, że On prawdziwie jest Zbawicielem świata».
CZYTAJ DALEJ

Pielgrzymi z Polski utknęli w Wietnamie. Ich modlitwy zostały wysłuchane

2026-03-05 20:20

Parafia pw. Pierwszych Męczenników Polski w Gorzowie Wielkopolskim

Pielgrzymi z Gorzowa Wlkp. utknęli w Wietnamie

Pielgrzymi z Gorzowa Wlkp. utknęli w Wietnamie

Pielgrzymi z Gorzowa Wlkp., którzy w lutym polecieli na pielgrzymkę do Wietnamu, utknęli w Ho Chi Minh (dawnym Sajgonie) i nie mają jak wrócić do Polski z powodu działań wojennych na Bliskim Wschodzie. O okolicznościach pobytu i perspektywach powrotu opowiada w rozmowie z Łukaszem Brodzikiem ks. Barnaba Dębicki, opiekun duchowy pielgrzymów.

Wczoraj na profilu facebookowym parafii Rzymskokatolickiej pw. Pierwszych Męczenników Polski w Gorzowie Wielkopolskim pojawiła się kolejna - bieżąca - relacja z pielgrzymki do Wietnamu. 40 osobowa grupa parafian wraz z wikariuszem, ks. Barnabą udała się 26 lutego m.in. do Sajgonu, by doświadczyć "prawdziwej mozaiki historii, wiary i piękna stworzenia". 
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję