Reklama

Kościół na rzecz bezrobotnych

4 października gościem sympozjum nt. bezrobocia, zorganizowanego przez Diecezjalny Instytut Akcji Katolickiej w Wałbrzychu, był przybyły na zaproszenie biskupa legnickiego Tadeusza Rybaka biskup Piotr Jarecki, krajowy asystent Akcji Katolickiej. O problemach pracy i bezrobocia z Księdzem Biskupem rozmawia ks. Piotr Nowosielski.

Niedziela legnicka 48/2002

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Ks. Piotr Nowosielski: Koniec XIX i początek XX w. przyniósł w historii powszechnej tzw. problem robotników, nowej grupy społecznej powstałej w wyniku rewolucji przemysłowej. Obecnie, przełom XX i XXI w. znów przynosi problem robotników, ale w aspekcie bezrobocia. Spróbujmy więc powiedzieć, kiedy i dlaczego pojawiło się bezrobocie?

Reklama

Bp Piotr Jarecki: - Nie da się jednym stwierdzeniem odpowiedzieć na to pytanie. To są skomplikowane procesy społeczne. Musimy się liczyć z zaistniałą rzeczywistością społeczną, ale nie jesteśmy po to powołani, aby przeprowadzać socjologiczną analizę. Jedną z przyczyn wzrastającego bezrobocia jest na pewno wprowadzanie nowych technologii, chociaż wiem, że tak niekoniecznie powinno być, bo wprowadzanie nowych technologii może też łączyć się ze stworzeniem nowych miejsc pracy, których dziś nie ma. Ale nam - mówiąc tu o hierarchii kościelnej - chodzi o stwierdzenie, że jeżeli jest bezrobocie, wysokie bezrobocie, a dotyka ono szczególnie ludzi młodych, którzy u startu swojej kariery zawodowej nie znajdują dla siebie miejsca pracy, to oznacza, że w systemie ekonomicznym coś nie funkcjonuje tak, jak funkcjonować powinno. I ze względu na prawdę o człowieku, na jego prawa i na wielką wartość pracy, Kościół jako środowisko, które chce być drogą człowieka, które ma strzec godności człowieka i ją promować, nie może się na to zgodzić. Musi apelować: zróbcie wszystko, aby zaradzić temu problemowi społecznemu. Ale trzeba powiedzieć, że nie ma jeszcze na to wyraźnej technicznej odpowiedzi, bo w moim przekonaniu, nikt jeszcze takiej odpowiedzi nie ma.

- Istniejące więc bezrobocie to problem do rozwiązania bardziej przez Państwo czy Kościół?

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Reklama

- Ani samo Państwo nie rozwiąże tego problemu, ani tym bardziej sam Kościół. W swoim wystąpieniu starałem się pokazać, że Państwo ma dużą rolę do spełnienia w rozwiązaniu bezrobocia. Ale jeżeli powie, że ono samo chce to rozwiązać, nie dopuści innych środowisk, to wprowadzi dyktat i zafałszuje całą sferę pracy i urządzenia pracy, z gorzkimi konsekwencjami, które przeżywaliśmy za czasów realnego socjalizmu. W moim przekonaniu, Państwo powinno odegrać ważną rolę koordynującą. Z jednej strony - inspirującą, a drugiej strony - koordynującą. Ponieważ trzeba zainspirować "dół społeczny", wyzwolić energię, stworzyć warunki, ażeby się człowiekowi "chciało" i opłacało, a później skoordynować te wszystkie wysiłki, aby z nich wyprowadzić jak najlepiej rozumiane dobro wspólne. Jest to zadanie dla jednostek, dla zrzeszeń, dla całej tej sfery, którą nazywamy podmiotowością społeczną, która wypełnia przestrzeń między jednostką a państwem, poczynając od rodziny, ale także dla państwa. Jeszcze raz powiem: podoba mi się ta synteza: inspirować i koordynować. Społeczeństwo obywatelskie może tu bardzo ważną rolę odegrać. Zwracam uwagę na jedną z zasad nauczania społecznego Kościoła; inicjatywa w życiu gospodarczym zawsze należy do jednostki, później do stowarzyszeń i zrzeszeń, a na końcu dopiero do Państwa.

- Czy istnieje dzisiaj w tej dziedzinie jakaś bliższa forma współpracy między Konferencją Episkopatu Polski a innymi instytucjami: państwowymi, pracodawców, związków robotników?

- Owszem, odbywają się różne spotkania. Osobiście też wiele razy brałem w nich udział, lecz o jakiejś instytucjonalnej współpracy nie potrafię powiedzieć. Praktycznie jest to wszystko w sferze formacji. Chciałbym powiedzieć - teorii, ale bardziej w sferze idącej w kierunku formacji. Te instytucje powinny znaleźć konkretne już propozycje rozwiązań - ja to nazywam technicznymi propozycjami rozwiązań - do naszych przedłożeń ideowych. Konferencja Episkopatu Polski nie będzie się zajmowała jakimiś szczegółowymi rozwiązaniami, np. dla Wałbrzycha, kiedy ten problem można rozwiązać tu, na miejscu. Będzie natomiast mówiła: o godności człowieka, godności pracy, o tym że praca ma szczególne miejsce w sektorze gospodarki, że powinien być priorytet pracy nad kapitałem itd. Ale tym, jak to zamienić na konkret, muszą już zająć się organizacje pracowników i pracodawców, organizacje samorządowe i poszczególne jednostki, tak samo parafie, Akcja Katolicka i inne stowarzyszenia, tak samo proboszczowie - wszyscy w swoim wymiarze muszą to wypracować.

Reklama

- Wydaje się, że obecnie w społeczeństwie, a szczególnie w mediach laickich lansowany jest swoisty dualizm myślenia. Z jednej strony krytykuje się i dyskredytuje Kościół, a z drugiej strony domaga się, a czasami i żąda, aby Kościół rozwiązał wszystkie problemy społeczne. Na tej kanwie spróbujmy więc syntetycznie przypomnieć, co Kościół zrobił i robi dla bezrobotnych?

- Przede wszystkim Kościół udziela doraźnej pomocy tym ludziom: w zakresie wyżywienia, zapewnienia odzieży, jak i prowadzenia noclegowni. Nie możemy o tym zapominać. Ale wiemy też, że to nie wystarcza. Kiedy mówię o tym w różnych miejscach, zwracam uwagę na to, aby ludzie bezrobotni wyciągnęli z tej pomocy dobry wniosek. Aby taka pomoc nie pogłębiała ich kryzysu, żeby nie przyzwyczajali się do tego stanu. Bo mogą sobie powiedzieć: mam co jeść, nie umieram z głodu, więc jakoś mogę się przyzwyczaić do takiego życia. Kościół nie chce stale pomagać bezrobotnemu, aby on nie został permanentnym bezrobotnym. Chce natomiast mu pomóc, aby przetrwał ten trudny okres w swoim życiu. Do zadań Kościoła należy przecież działalność formacyjna. Na to starałem się także zwrócić uwagę podczas sympozjum: żeby człowiek nabył właściwą kulturę pracy, aby nie tylko teoretycznie wiedział, co to jest praca, jak należy pracować, ale żeby do tego właściwie też podchodził, żeby pamiętał, że z pracą łączy się też krzyż, żeby nie wybierał sobie tylko prac przyjemnych, a odrzucał oferty pracy, które mu nie odpowiadają z różnych względów itd. Kościół do tego ma wychowywać. Ważne jest również to, co nazywam solidarnością w pracy, aby nie ulegać egoizmom grupowym itd.

Reklama

- Ksiądz Biskup w czasie sympozjum - zastrzegając się, oczywiście, że nie ma złotej recepty na rozwiązanie problemu bezrobocia - przedstawił swoją propozycję jako metodę "3xK". Proszę o przybliżenie naszym czytelnikom tej propozycji.

Reklama

- Chodzi tu o: kulturę pracy, kreatywność i koordynację. Gdy idzie o kulturę pracy, trochę o niej już wspomnieliśmy wcześniej. Nie możemy podchodzić w sposób pogański do pracy, lecz poznać jej teorię, teologię i duchowość i starać się nią żyć. Nieraz myślimy, że praca jest konsekwencją grzechu ludzkiego. Nie. Od początku Bóg powołał człowieka do pracy. Od grzechu pierworodnego zaczęła się ona łączyć z cierpieniem, potem, krzyżem. Chrystus, który uświęcił pracę przez swoją pracę - bo przecież sam pracował, a my, wchodząc w misterium Chrystusa, przeżywamy także po Chrystusowemu ten krzyż i cierpienie związane z pracą, ponieważ łączymy je z cierpieniem i krzyżem Chrystusa. W ten sposób sami wzrastamy i pomagamy Mu zbawiać świat. To już jest duchowość, mistyka pracy, o której wyraźnie pisze w encyklice Laborem exercens Jan Paweł II. Jeśli człowiek traktować będzie pracę jako wielkie dobro, sam będzie tego dobra poszukiwał. Praca jest wielką szansą dla człowieka, w związku z tym człowiek musi budować w sobie cnotę pracowitości, a z drugiej strony ci, którzy są odpowiedzialni za pracę, muszą sobie wziąć głęboko do serca, aby tak ją zorganizować, aby nie upodlała człowieka.
Co do kreatywności pracy, to czy chcemy, czy nie chcemy, trendy cywilizacyjne idą w tym kierunku, że praca będzie się stawała coraz większym problemem. My dotykamy pracy związanej z wynagrodzeniem tzw. pensją. Nikt nie powiedział, że za 50, czy 100 lat będzie tak samo. Być może musimy na to nowe zjawisko pracy spojrzeć w innym kluczu. Są autorzy, którzy mówią, że za 50 lat wystarczy 20% ludzi pracujących, którzy wypracują dobra dla całej populacji. A co zrobi te 80%? Na pewno w przyszłości zapotrzebowanie na pracę będzie mniejsze niż dzisiaj. Co więc zrobić, aby człowiek, który potrzebuje dla swojego zdrowia pracy, nie znajdując tradycyjnego miejsca pracy, tak zorganizował swoje życie, zaangażował się np. w wolontariat, aby mógł rozwijać swoją osobowość. A jak zorganizować finansowo społeczeństwo? Skąd ludzie będą brać pieniądze "na życie", na utrzymanie siebie, rodziny. To są wielkie wyzwania, które stoją przed człowiekiem i społeczeństwem. W swojej propozycji mówię o kreatywności, ponieważ uważam, że po socjalizmie odziedziczyliśmy coś takiego, że człowiek czeka aż dadzą mu pracę, jak ktoś mu jej nie zorganizuje, to narzeka. Czasami też wybiera: ta jest za męcząca, do tej trzeba wcześniej wstawać, stawia więc czasami duże wymagania. A tymczasem za pracą trzeba pochodzić. Z puszki piwa i spędzaniu czasu na staniu i rozmowie z kolegami nie będzie pracy. Gospodarka rynkowa jest bardziej wymagająca od człowieka. On bardziej musi być twórczy. W Polsce strata miejsca pracy łączy się z przeżywaniem tragedii życiowej, a przecież wcale tak nie musi być. Konsekwencją tej gospodarki jest to, że zmiana zawodu, dwu-, trzy-, czterokrotna stanie się czymś normalnym. Kiedyś przeglądałem statystyki zanikających i powstających zawodów. Okazuje się, że na przestrzeni roku np. w Stanach Zjednoczonych, we Francji liczby te idą w setki, a czasami w tysiące. Za 20 lat może być 5 tys. nowych zawodów, o których my dzisiaj jeszcze nie myślimy, a nawet nie potrafimy ich nazwać, a drugie 5 tys. istniejących dzisiaj zaniknie. Dlatego i sam człowiek w swoim myśleniu musi być kreatywny, dynamiczny, nie może sobie wmawiać: jestem ślusarzem i przez całe życie będę ślusarzem. Formacja nowego człowieka winna być zarówno w szkole, jak i w domu, na katechezie i w parafii.
I ostatnia sprawa - koordynacja. Sam tzw. "wolny rynek" sprawy nie rozwiąże, jest bowiem zimnym mechanizmem, który może być wykorzystany w dobrym lub złym celu. Powiem tak, zostawiony tylko sobie przynosi więcej zła niż dobra. Natomiast powinien być niejako zamknięty w ramach prawnych ustalonych przez dobrze funkcjonujące państwo, którego podstawową racją jest czuwanie nad dobrem wspólnym. Tak więc uważam, że jest potrzebna koordynacja różnych działań dobrze funkcjonującego, nieskorumpowanego państwa.
Jeśli więc tak podchodzimy do problemu bezrobocia, ostatecznie dochodzimy do wniosku, że wszystko zależy od człowieka. Jeśli będzie człowiekiem zasad, wartości, nie egoistą, który chce się bogacić kosztem innych, zbudować tylko sobie królestwo na ziemi, jeśli nie będą dla niego puste słowa "dobro wspólne", "drugi człowiek", wtedy damy sobie radę z bezrobociem. Dlatego w konsekwencji dochodzimy do zasady solidarności i opcji preferencyjnej na rzecz ubogich.

- Jak więc dzisiaj bezrobotny winien radzić sobie ze swoistą beznadzieją i bezradnością?

- To strasznie trudne pytanie i ktoś może tu zarzucić, że moja odpowiedź jest odpowiedzią osoby, która nie doświadcza bezrobocia. Mogę więc tylko wyobrażać sobie, co starałbym się zrobić wtedy, gdybym znalazł się w takiej sytuacji. Przede wszystkim wierzę w to, że odbijam w sobie - tak jak każda osoba - geniusz Boga. Ponieważ jestem stworzony na obraz Boga. Tym samym wierzę w to, że żadna sytuacja życiowa nie jest stworzona ponad moje możliwości. To też wiąże się z zawierzeniem Bogu, moją modlitwą, otwieraniem się na Jego inspiracje. Po drugie - starałbym się uwierzyć, że szansa na pokonanie takiej trudności jest nie tylko we mnie, ale również w otwarciu się na innych ludzi. Tu przypomina się stwierdzenie Thomasa Mertona "Nikt nie jest samotną wyspą". Jeżeli będę robić wszystko tylko sam, jak małe dziecko, nic z tego nie wyjdzie. Starłabym się więc otwierać na innych, zarówno na bezrobotnych, jak i pracodawców. Natomiast w poszukiwaniu nowego miejsca pracy starałbym się podchodzić do tego z przekonaniem, że nikt nie ma stuprocentowej racji. Muszę być otwarty także na argumenty innych ludzi i wspólnie z nimi poszukiwać rozwiązań, starając się także samemu wykrzesać coś więcej z siebie, nie oczekując, że to inni przyniosą mi gotowe rozwiązanie. Oczywiście, jest to łatwe w teorii, ale zdaję sobie sprawę, że rzeczywistość jest bardzo trudna. Stąd ważny też jest tworzenie pewnych środowisk wsparcia dla osób bezrobotnych, chociażby przy parafiach, aby oni wiedzieli, że mimo przeżywania tej trudnej sytuacji, nie są odrzuceni, że ktoś ich rozumie, że ktoś chce z nimi rozmawiać, chce im pomóc. Ten wymiar pozamaterialny, duchowy, miłości bliźniego jest też bardzo ważny.

- Dziękuję za rozmowę.

2002-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Potrzebny pilny remont ogromnej katedry. Diecezja nie ma środków, państwo nic nie dołoży do zabytku

2026-03-07 13:03

[ TEMATY ]

zabytek

diecezja pelplińska

pilny remont

ogromna katedra

bazylika-pelplin.pl

Bazylika katedralna Wniebowzięcia NMP w Pelplinie

Bazylika katedralna Wniebowzięcia NMP w Pelplinie

Bazylika katedralna Wniebowzięcia NMP w Pelplinie, jeden z największych ceglanych kościołów w Polsce, wymaga wymiany pokrycia dachowego. Rzecznik diecezji ks. Tomasz Szcześniak przekazał PAP, że koszt naprawy przekracza możliwości finansowe kurii, a wniosek o dotację z MKiDN nie uzyskał dofinansowania.

Rzecznik prasowy diecezji i biskupa pelplińskiego ks. Tomasz Szcześniak powiedział PAP, że raport techniczny wykazał liczne nieszczelności pokrycia dachowego bazyliki na połaciach nawy głównej oraz w partiach przyległych.
CZYTAJ DALEJ

Nieistotne są wielkie czyny, „okrągłe” słowa, ale Boża obecność w mojej codzienności

[ TEMATY ]

homilia

rozważania

Adobe Stock

Rozważania do Ewangelii Łk 4, 24-30.

Poniedziałek, 9 marca. Dzień Powszedni.
CZYTAJ DALEJ

Dopóki nie spotkam Boga, jestem niewidomy

2026-03-09 11:09

[ TEMATY ]

rozważania

O. prof. Zdzisław Kijas

Emmanuel Tzanes/pl.wikipedia.org

Dopóki nie spotkam Boga, jestem niewidomy, żyję życiem połowicznym. Odradzam się do pełni życia dopiero wtedy, kiedy spotkam się z Bogiem, kiedy stanę przed Nim w prawdzie, pokażę Mu się takim, jaki jestem, niczego nie ukrywając. Bóg jest światłością świata – i moją. Pokaże to noc paschalna, która zajaśnieje pełnią światła.

Jezus, przechodząc, ujrzał pewnego człowieka, niewidomego od urodzenia. Uczniowie Jego zadali Mu pytanie: «Rabbi, kto zgrzeszył, że się urodził niewidomy – on czy jego rodzice?» Jezus odpowiedział: «Ani on nie zgrzeszył, ani rodzice jego, ale stało się tak, aby się na nim objawiły sprawy Boże. Trzeba nam pełnić dzieła Tego, który Mnie posłał, dopóki jest dzień. Nadchodzi noc, kiedy nikt nie będzie mógł działać. Jak długo jestem na świecie, jestem światłością świata». To powiedziawszy, splunął na ziemię, uczynił błoto ze śliny i nałożył je na oczy niewidomego, i rzekł do niego: «Idź, obmyj się w sadzawce Siloam» – co się tłumaczy: Posłany. On więc odszedł, obmył się i wrócił, widząc. A sąsiedzi i ci, którzy przedtem widywali go jako żebraka, mówili: «Czyż to nie jest ten, który siedzi i żebrze?» Jedni twierdzili: «Tak, to jest ten», a inni przeczyli: «Nie, jest tylko do tamtego podobny». On zaś mówił: «To ja jestem». Mówili więc do niego: «Jakżeż oczy ci się otworzyły?» On odpowiedział: «Człowiek, zwany Jezusem, uczynił błoto, pomazał moje oczy i rzekł do mnie: „Idź do sadzawki Siloam i obmyj się”. Poszedłem więc, obmyłem się i przejrzałem». Rzekli do niego: «Gdzież On jest?» Odrzekł: «Nie wiem». Zaprowadzili więc tego człowieka, niedawno jeszcze niewidomego, do faryzeuszów. A tego dnia, w którym Jezus uczynił błoto i otworzył mu oczy, był szabat. I znów faryzeusze pytali go o to, w jaki sposób przejrzał. Powiedział do nich: «Położył mi błoto na oczy, obmyłem się i widzę». Niektórzy więc spośród faryzeuszów rzekli: «Człowiek ten nie jest od Boga, bo nie zachowuje szabatu». Inni powiedzieli: «Ale w jaki sposób człowiek grzeszny może czynić takie znaki?» I powstał wśród nich rozłam. Ponownie więc zwrócili się do niewidomego: «A ty, co o Nim mówisz, jako że ci otworzył oczy?» Odpowiedział: «To prorok». Żydzi jednak nie uwierzyli, że był niewidomy i że przejrzał, aż przywołali rodziców tego, który przejrzał; i wypytywali ich, mówiąc: «Czy waszym synem jest ten, o którym twierdzicie, że się niewidomy urodził? W jaki to sposób teraz widzi?» Rodzice zaś jego tak odpowiedzieli: «Wiemy, że to jest nasz syn i że się urodził niewidomy. Nie wiemy, jak się to stało, że teraz widzi; nie wiemy także, kto mu otworzył oczy. Zapytajcie jego samego, ma swoje lata, będzie mówił sam za siebie». Tak powiedzieli jego rodzice, gdyż bali się Żydów. Żydzi bowiem już postanowili, że gdy ktoś uzna Jezusa za Mesjasza, zostanie wyłączony z synagogi. Oto dlaczego powiedzieli jego rodzice: «Ma swoje lata, jego samego zapytajcie». Znowu więc przywołali tego człowieka, który był niewidomy, i rzekli do niego: «Oddaj chwałę Bogu. My wiemy, że człowiek ten jest grzesznikiem». Na to odpowiedział: «Czy On jest grzesznikiem, tego nie wiem. Jedno wiem: byłem niewidomy, a teraz widzę». Rzekli więc do niego: «Cóż ci uczynił? W jaki sposób otworzył ci oczy?» Odpowiedział im: «Już wam powiedziałem, a wy nie słuchaliście. Po co znowu chcecie słuchać? Czy i wy chcecie zostać Jego uczniami?» Wówczas go obrzucili obelgami i rzekli: «To ty jesteś Jego uczniem, a my jesteśmy uczniami Mojżesza. My wiemy, że Bóg przemówił do Mojżesza. Co do Niego zaś, to nie wiemy, skąd pochodzi». Na to odpowiedział im ów człowiek: «W tym wszystkim dziwne jest to, że wy nie wiecie, skąd pochodzi, a mnie oczy otworzył. Wiemy, że Bóg nie wysłuchuje grzeszników, ale wysłuchuje każdego, kto jest czcicielem Boga i pełni Jego wolę. Od wieków nie słyszano, aby ktoś otworzył oczy niewidomemu od urodzenia. Gdyby ten człowiek nie był od Boga, nie mógłby nic uczynić». Rzekli mu w odpowiedzi: «Cały urodziłeś się w grzechach, a nas pouczasz?» I wyrzucili go precz. Jezus usłyszał, że wyrzucili go precz, i spotkawszy go, rzekł do niego: «Czy ty wierzysz w Syna Człowieczego?» On odpowiedział: «A któż to jest, Panie, abym w Niego uwierzył?» Rzekł do niego Jezus: «Jest nim Ten, którego widzisz i który mówi do ciebie». On zaś odpowiedział: «Wierzę, Panie!» i oddał Mu pokłon. A Jezus rzekł: «Przyszedłem na ten świat, aby przeprowadzić sąd, żeby ci, którzy nie widzą, przejrzeli, a ci, którzy widzą, stali się niewidomymi». Usłyszeli to niektórzy faryzeusze, którzy z Nim byli, i rzekli do Niego: «Czyż i my jesteśmy niewidomi?» Jezus powiedział do nich: «Gdybyście byli niewidomi, nie mielibyście grzechu, ale ponieważ mówicie: „Widzimy”, grzech wasz trwa nadal».
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję