Ojciec Żak: reportaż "Franciszkańska 3" stawia tezy na podstawie domysłów; wątpię w dobrą wolę autora
Autor reportażu "Franciszkańska 3" stawia daleko idące tezy na podstawie domysłów i szczątkowych danych. Sposób w jaki interpretuje dokumenty powoduje, że wątpię w jego rzetelność i dobrą wolę - powiedział PAP koordynator ds. ochrony dzieci i młodzieży KEP o. Adam Żak.
Ojciec Żak odniósł się do zarzutów zawartych w wyemitowanym w poniedziałek w TVN24 reportażu Marcina Gutowskiego "Franciszkańska 3", w którym opisane zostały przypadki trzech księży: Eugeniusza Surgenta, Józefa Loranca i Bolesława Sadusia oraz reakcja na nie ówczesnego metropolity krakowskiego kard. Karola Wojtyły.
"Jest to dokument zrobiony pod z góry założoną tezę, że kardynał +musiał wiedzieć+, bez uwzględnienia uwarunkowań i szerszego kontekstu historycznego. To wzbudza we mnie poważne wątpliwości, jeśli chodzi o intencje autora - czy chce rozumieć, co naprawdę się wydarzyło i dlaczego, czy też chce osądzić swojego niegdysiejszego bohatera, do którego się rozczarował" - stwierdził.
Ojciec Żak przypomniał, że sprawy księży Eugeniusza Surgenta i Józefa Loranca zostały wcześniej zbadane w archiwach IPN i opisane szeroko na łamach "Rzeczpospolitej" przez Tomasza Krzyżaka i Piotra Litkę, m.in. z uwzględnieniem obowiązującego wówczas prawa kanonicznego.
"Czytając teksty redaktorów Krzyżaka i Litki nie widziałem braku reakcji kard. Wojtyły na przestępstwa tych księży ani żadnego przenoszenia ich z parafii na parafię. Wręcz przeciwnie, byłem zdziwiony jak bardzo poprawnie reagował zarówno w sensie kanonicznym jak i prewencyjnym, zwłaszcza wobec ks. Loranca" - zastrzegł.
Reklama
Jak wyjaśnił duchowny, ks. Eugeniusz Surgent urodził się we Lwowie a po wojnie znalazł się w Krakowie i tu wstąpił do seminarium. Został jednak wyświęcony dla diecezji w Lubaczowie. Dlatego, chociaż mieszkał i pracował na terenie archidiecezji krakowskiej, podlegał jednak pod ordynariusza diecezji lubaczowskiej Jana Nowickiego.
Po II wojnie światowej, kiedy archidiecezja lwowska znalazła się poza granicami Polski, a w jej granicach pozostał jedynie niewielki skrawek, czyli diecezja lubaczowska, księża z jej terenów pracowali na terenie innych diecezji, ale wciąż pozostawali w jurysdykcji biskupa lubaczowskiego.
"Dlatego, kiedy pod koniec lat 60. wyszło na jaw, że ks. Surgent dopuścił się molestowania osoby małoletniej w Krakowie, został o tym fakcie poinformowany biskup lubaczowski, który jako jego ordynariusz, podjął pierwsze kroki dyscyplinarne i udzielił mu upomnienia kanonicznego. To właśnie biskup lubaczowski, miał obowiązek go ukarać. Wiemy o tym fakcie, ponieważ zachował się list bp. Nowickiego, który przechwyciła bezpieka i się nim posłużyła, by go zwerbować do współpracy" - przypomniał.
Dodał, że po tym fakcie ks. Surgent został skierowany do parafii w Kiczorze, gdzie w 1973 r. doszło do ujawnienia kolejnych przypadków molestowania seksualnego chłopców, co zostało zgłoszone na milicję i spowodowało jego zwolnienie z pracy w archidiecezji krakowskiej. Ks. Surgent został skazany na trzy lata więzienia w grudniu 1973 r.
"Kiedy w wyniku amnestii wyszedł z więzienia nie powrócił już do pracy w archidiecezji krakowskiej. Tym samym kard. Wojtyła nie odpowiadał już za to, jakie były jego dalsze losy, gdzie został przeniesiony i co tam robił" - wyjaśnił.
Reklama
Ojciec Żak odniósł się także do drugiej przedstawionej w reportażu sprawy ks. Józefa Loranca, który w czasie gdy był wikariuszem w parafii w Jeleśni, gdzie jako katecheta w Mutnem dopuścił się wykorzystywania seksualnego dziewczynek. "Fakty są takie, że natychmiast po zgłoszeniu przestępstwa do proboszcza, ten udał się do dziekana a następnie wraz ks. Lorancem do kard. Wojtyły do Krakowa" - przypomniał.
Wyjaśnił, że ks. Loranc został oddalony z parafii, zawieszony w posłudze i skierowany do klasztoru w Mogile, gdzie w marcu 1970 r. został aresztowany i po procesie skazany przez władzę świecką. Wyszedł z więzienia w 1971 r. po odbyciu połowy kary i został skierowany do pustelni braci albertynów w Zakopanem, gdzie zajmował się przepisywaniem ksiąg parafialnych dla krakowskiej kurii i nie pełnił żadnej posługi kapłańskiej.
Zapytany o przywoływany przez Gutowskiego list, w którym kard. Wojtyła pisał do ks. Loranca o "odstąpieniu od ukarania go", ojciec Żak wyjaśnił, że decyzję tę podjął nie kard. Wojtyła, lecz sąd biskupi, do którego metropolita skierował tę sprawę do rozpatrzenia.
"Sąd biskupi skorzystał z kanonu pozwalającego na odstąpienie od wymierzenia kary kanonicznej w sytuacji, gdy dany ksiądz został już ukarany przez władzę świecką. Jednocześnie kard. Wojtyła zachował się jako ordynariusz bardzo roztropnie, bo wiedząc, jakie przestępstwa popełnił ks. Loranc, odsunął go od wszelkiej pracy duszpasterskiej i skierował do życia w odosobnieniu, które trwało przez kilka lat" - zaznaczył duchowny.
Reklama
Wyjaśnił, że początkowo ks. Loranc miał zakaz pełnienia jakiejkolwiek publicznej posługi - odprawiania mszy św., spowiadania i pracy z młodzieżą. "Po kilku latach w parafii w Zakopanem rozchorował się wikariusz i proboszcz zwrócił się do kard. Wojtyły z prośbą, aby zezwolił ks. Lorancowi na odprawianie mszy św., na co ten przystał, nie zezwalając mu jednak na spowiadanie ani na pełnienie innych posług kapłańskich" - mówił.
Ojciec Żak podkreślił, że kard. Wojtyła wykorzystał w ten sposób dostępne mu środki zapobiegawcze, by kontrolować ks. Loranca. "Kościół nie ma środków przymusu. Kard. Wojtyła nie mógłby na przykład zamknąć tego księdza w jakimś kościelnym więzieniu, tak żeby nie miał z nikim kontaktu" - dodał.
Jezuita zaznaczył, że kolejny stawiany kard. Wojtyle zarzut, iż nie spotkał się z ofiarami księży Loranca i Surgenta, świadczy o nie braniu pod uwagę realiów lat 60. i 70.
"W tamtym czasie nie było wiedzy na temat traumatycznych skutków wykorzystania seksualnego. Aż przykro pomyśleć, że w kontekście takich przestępstw osoby zranione, z powodu niezawinionej ignorancji otoczenia mogły nie otrzymać wsparcia. I nie mówię tu o wiedzy powszechnej, popularnej, ale także o wiedzy naukowej. My dzisiaj znamy traumatyczne skutki wykorzystania seksualnego w dzieciństwie. Nie wiemy, jak kard. Wojtyła przeżywał takie fakty. Wiemy, że był człowiekiem wrażliwym, umiejącym słuchać, ale nie wiemy, czy dał jakieś zalecenia proboszczowi w Jeleśni, czy miał kontakt z rodzicami skrzywdzonych dzieci. Wolno nam myśleć, że nosił te historie w sobie i że one wpłynęły na jego życie" - ocenił.
Reklama
"Nikt, nawet ktoś o tak szerokich horyzontach jak Karol Wojtyła, nie może zrobić kroku dłuższego, niż mu nogi na to pozwolą. Nie możemy oczekiwać od kard. Wojtyły, żeby miał jakąś wiedzę wlaną, w czasie kiedy o traumie ofiar niewiele wiedzieli nawet lekarze psychiatrzy. Osądzanie go według współczesnych standardów to zwykły moralizm" - zauważył.
Ojciec Żak odniósł się także do przedstawionej w reportażu sprawy ks. Bolesława Sadusia, który miał wykorzystywać seksualnie małoletnich, a następnie zostać przez kard. Wojtyłę wysłany do Austrii.
Podkreślił, że nadużyciem jest już samo stwierdzenie, że kard. Wojtyła "musiał wiedzieć o przestępstwach ks. Sadusia", choć nie ma na to konkretnego dowodu. "Z tego, że mógł wiedzieć nie można wnioskować, że wiedział" – dodał.
Ponadto - jak zaznaczył - nawet, jeżeli wiedział, to nieuczciwe jest stawianie tezy, że kard. Wojtyła nie poinformował arcybiskupa Wiednia, kard. Franza Königa, o powodach przeniesienia ks. Sadusia. "To, że w ujawnionym przez Gutowskiego liście kard. Wojtyły do kard. Königa nie ma o tym wzmianki, nie musi oznaczać, że nie powiedział mu o tym osobiście. Trzeba pamiętać, że w czasach PRL-u ci z nas, którzy mieliśmy kontakty zagraniczne wiedzieliśmy, że korespondencja i telefony były przechwytywane przez SB. Tym bardziej korespondencja zagraniczna. Dlatego uważam za bardzo prawdopodobne, że jeśli kard. Wojtyła posiadał jakąś wiedzę, wolał wyjaśnić powody swojej prośby w rozmowie z kard. Königiem w cztery oczy" - stwierdził.
Reklama
Przypomniał, że obaj hierarchowie dobrze się znali i utrzymywali ze sobą kontakty. "Dziwi mnie, że autorowi materiału albo zabrakło wiedzy o niektórych szczegółach biografii Karola Wojtyły, albo o sposobach radzenia sobie z komunikacją w warunkach dyktatury. Gdyby wiedział, to być może byłby przynajmniej ostrożniejszy w twierdzeniu, że kard. Wojtyła wiedział o przestępstwach ks. Sadusia, ale ten fakt ukrywał przed swoim "dobrym kolegą" i podrzucił mu do diecezji takie "zgniłe jabłko" - ocenił.
"Autor stawia daleko idące tezy na podstawie domysłów i szczątkowych danych. Sposób w jaki interpretuje list kard. Wojtyły do kard. Königa powoduje, że zaczynam wątpić, że chodzi mu o prawdę" - stwierdził.
"Wyciąganie jednoznacznych wniosków z bardzo wieloznacznych materiałów i skażonych źródeł, rodzi pytanie o intencje autora +Franciszkańskiej 3+. Karolowi Wojtyle z pewnością to nie zaszkodzi. Szkodzi natomiast wspólnocie, która uczy się otwierać na zranionych, bo tę wspólnotę zohydza a nie oczyszcza" - ocenił.
"Wspólnota ma prawo poznać prawdę o swojej historii i o swoich liderach. Ale temu poznawaniu prawdy nie pomaga jej wciskanie na siłę. Dlatego nie dziwię się temu, że wielu ludzi, dla których Karol Wojtyła jest ważnym punktem odniesienia, odbiera ten styl kreślenia jego życiorysu jako agresję na siebie " – podkreślił o. Żak. (PAP)
Do Biskupów
do Kapłanów i Diakonów,
do Zakonników i Zakonnic
oraz wszystkich Wiernych
1.Różaniec Najświętszej Maryi Panny (Rosarium Virginis Mariae), który pod tchnieniem Ducha Bożego rozwinął się stopniowo w drugim tysiącleciu, to modlitwa umiłowana przez licznych świętych, a Urząd Nauczycielski Kościoła często do niej zachęca. W swej prostocie i głębi pozostaje ona również w obecnym trzecim tysiącleciu, które dopiero co się zaczęło, modlitwą o wielkim znaczeniu, przynoszącą owoce świętości. Jest ona dobrze osadzona w duchowości chrześcijaństwa, które - po dwóch tysiącach lat - nic nie straciło ze swej pierwotnej świeżości i czuje, że Duch Boży pobudza je do «wypłynięcia na głębię» (Duc in altum), by opowiadać światu, a nawet ´wołać´ o Chrystusie jako Panu i Zbawicielu, jako «drodze, prawdzie i życiu» (J 14, 6), jako «celu historii ludzkiej, punkcie, ku któremu zwracają się pragnienia historii i cywilizacji».1
Różaniec bowiem, choć ma charakter maryjny, jest modlitwą o sercu chrystologicznym.
W powściągliwości swych elementów skupia w sobie głębię całego przesłania ewangelicznego, którego jest jakby streszczeniem.2 W nim odbija się echem modlitwa Maryi, Jej nieustanne Magnificat za dzieło odkupieńcze Wcielenia, rozpoczęte w Jej dziewiczym łonie. Przez różaniec lud chrześcijański niejako wstępuje do szkoły Maryi, dając się wprowadzić w kontemplację piękna oblicza Chrystusa i w doświadczanie głębi Jego miłości. Za pośrednictwem różańca wierzący czerpie obfitość łaski, otrzymując ją niejako wprost z rąk Matki Odkupiciela.
Papieże a różaniec
2. Wielkie znaczenie tej modlitwy podkreślali liczni moi Poprzednicy. Szczególne zasługi miał w tym względzie Leon XIII, który 1 września 1883 roku ogłosił Encyklikę Supremi apostolatus officio;3 tą uroczystą wypowiedzią zapoczątkował serię wielu innych, które poświęcił tej modlitwie, wskazując ją jako skuteczne narzędzie duchowe wobec bolączek społeczeństwa. Wśród Papieży nowszych czasów, którzy wyróżnili się w promowaniu różańca, pragnę wspomnieć bł. JanaXXIII4 i przede wszystkim Pawła VI, który w Adhortacji apostolskiej Marialis cultus podkreślił, zgodnie z inspiracją Soboru Watykańskiego II, ewangeliczny charakter różańca i jego ukierunkowanie chrystologiczne.
Ja sam również nie pomijałem okazji, by zachęcać do częstego odmawiania różańca. Od mych lat młodzieńczych modlitwa ta miała ważne miejsce w moim życiu duchowym. Przypomniała mi o tym z mocą moja niedawna podróż do Polski, a przede wszystkim odwiedziny Sanktuarium w Kalwarii. Różaniec towarzyszył mi w chwilach radości i doświadczenia. Zawierzyłem mu wiele trosk. Dzięki niemu zawsze doznawałem otuchy. Dwadzieścia cztery lata temu, 29października 1978 roku, zaledwie w dwa tygodnie po wyborze na Stolicę Piotrową, tak mówiłem, niejako otwierając swe serce: różaniec «to modlitwa, którą bardzo ukochałem. Przedziwna modlitwa! Przedziwna w swej prostocie i głębi zarazem. [...] Można powiedzieć, że różaniec staje się jakby modlitewnym komentarzem do ostatniego rozdziału Konstytucji Vaticanum II Lumen gentium, mówiącego o przedziwnej obecności Bogarodzicy w tajemnicy Chrystusa i Kościoła. Oto bowiem na kanwie słów Pozdrowienia Anielskiego (Ave Maria) przesuwają się przed oczyma naszej duszy główne momenty z życia Jezusa Chrystusa. Układają się one w całokształt tajemnic radosnych, bolesnych i chwalebnych. Jakbyśmy obcowali z Panem Jezusem poprzez -można by powiedzieć - Serce Jego Matki. Równocześnie zaś w te same dziesiątki różańca serce nasze może wprowadzić wszystkie sprawy, które składają się na życie człowieka, rodziny, narodu, Kościoła, ludzkości. Sprawy osobiste, sprawy naszych bliźnich, zwłaszcza tych, którzy nam są najbliżsi, tych, o których najbardziej się troszczymy. W ten sposób ta prosta modlitwa różańcowa pulsuje niejako życiem ludzkim».5
Tymi słowami, drodzy Bracia i Siostry, wprowadzałem pierwszy rok mego pontyfikatu w codzienny rytm różańca. Dziś, na początku dwudziestego piątego roku posługi jako Następca Piotra, pragnę uczynić to samo. Ileż łask otrzymałem w tych latach od Najświętszej Dziewicy poprzez różaniec. Magnificat anima mea Dominum! Pragnę wznosić dziękczynienie Panu słowami Jego Najświętszej Matki, pod której opiekę złożyłem moją posługę Piotrową: Totus tuus!
Październik 2002 - październik 2003: Rok Różańca
3. Dlatego, po rozważaniach podjętych w Liście apostolskim Novo millennio ineunte, w którym wezwałem Lud Boży, by po doświadczeniach jubileuszowych «na nowo rozpoczynać od Chrystusa»,6 odczuwam potrzebę rozwinięcia refleksji o różańcu, dając tamtemu Listowi apostolskiemu niejako maryjne ukoronowanie, by zachęcić do kontemplowania oblicza Chrystusa w towarzystwie i w szkole Jego Najświętszej Matki. Odmawiać różaniec bowiem to nic innego, jak kontemplować z Maryją oblicze Chrystusa. By bardziej uwydatnić tę zachętę, korzystając z okazji zbliżającej się sto dwudziestej rocznicy ogłoszenia wspomnianej Encykliki Leona XIII, pragnę, by tę modlitwę przez cały rok w szczególny sposób proponowano i ukazywano jej wartość w różnych wspólnotach chrześcijańskich. Ogłaszam zatem okres od tegorocznego października do października roku 2003 Rokiem Różańca.
Powierzam to wskazanie duszpasterskie inicjatywie poszczególnych wspólnot kościelnych. Nie chcę, by było ono przeszkodą dla planów duszpasterskich Kościołów partykularnych, ale raczej niech służy ich dopełnieniu i ugruntowaniu. Ufam, że zostanie przyjęte wspaniałomyślnie i z gotowością. Kiedy odkrywa się pełne znaczenie różańca, prowadzi on do samego serca życia chrześcijańskiego i daje powszednią a owocną sposobność duchową i pedagogiczną do osobistej kontemplacji, formacji Ludu Bożego i nowej ewangelizacji.
Chętnie to zalecam, z radością wspominając jeszcze inną rocznicę: 40 lat od rozpoczęcia Soboru Watykańskiego II (11 października 1962), «wielkiej łaski» jaką Kościół naszych czasów otrzymał od Ducha Bożego.7
Zastrzeżenia wysuwane względem różańca
4. Na celowość takiej inicjatywy wskazują różnorakie refleksje. Pierwsza dotyczy pilnej potrzeby stawienia czoła pewnemu kryzysowi tej modlitwy, której w obecnym kontekście historycznym i teologicznym zagraża niesłuszne pomniejszanie jej wartości i dlatego rzadko się ją proponuje młodym pokoleniom. Niektórzy sądzą, że nieuniknioną konsekwencją centralnego miejsca liturgii, słusznie podkreślonego przez Sobór Watykański II, jest zmniejszenie znaczenia różańca. W rzeczywistości, jak wyjaśnił Paweł VI, modlitwa ta nie tylko nie przeciwstawia się liturgii, ale jest dla niej oparciem, gdyż dobrze do niej wprowadza i stanowi jej echo, pozwalając przeżywać ją w pełni wewnętrznego uczestnictwa i zbierać jej owoce w życiu codziennym.
Być może są jeszcze tacy, którzy żywią obawę, że różaniec może okazać się mało ekumeniczny ze względu na swój wyraźnie maryjny charakter. W rzeczywistości przynależy on do najczystszej perspektywy kultu Matki Bożej, wskazanej przez Sobór: kultu skierowanego ku chrystologicznemu centrum wiary chrześcijańskiej, tak «że gdy czci doznaje Matka, to i Syn [...] zostaje poznany, ukochany i wielbiony w sposób należyty».8 Różaniec na nowo odkryty we właściwy sposób jest pomocą, a bynajmniej nie przeszkodą dla ekumenizmu!
Życie kontemplacyjne
5. Jednak najważniejszym motywem, by zachęcić z mocą do odmawiania różańca, jest fakt, że stanowi on bardzo wartościowy środek, sprzyjający podejmowaniu we wspólnocie wiernych tego wysiłku kontemplacji chrześcijańskiego misterium, który wskazałem w Liście apostolskim Novo millennio ineunte jako prawdziwą ´pedagogikę świętości´, której podłożem powinno być «Chrześcijaństwo wyróżniające się przede wszystkim sztuką modlitwy».9 Kiedy we współczesnej kulturze, mimo tak licznych sprzeczności, pojawia się nowa potrzeba duchowości, pobudzana również przez wpływ innych religii, bardziej niż kiedykolwiek przynagla wezwanie, by nasze wspólnoty chrześcijańskie stały się «prawdziwymi szkołami modlitwy».10
Różaniec należy do najlepszej i najbardziej wypróbowanej tradycji kontemplacji chrześcijańskiej. Rozwinięty na Zachodzie, jest modlitwą typowo medytacyjną i odpowiada poniekąd «modlitwie serca» czy «modlitwie Jezusowej», która wyrosła na glebie chrześcijańskiego Wschodu.
Modlitwa o pokój i za rodzinę
6. Pewne okoliczności historyczne sprawiają, że to przypomnienie o modlitwie różańcowej nabiera szczególnej aktualności. Pierwszą z nich jest pilna potrzeba wołania do Boga o dar pokoju. Różaniec nieraz wskazywali moi Poprzednicy i ja sam jako modlitwę o pokój. Na początku tysiąclecia, które rozpoczęło się przejmującymi grozą scenami zamachu z 11 września i w którym pojawiają się codziennie w tylu częściach świata nowe obrazy krwi i przemocy, ponowne odkrycie różańca oznacza zagłębienie się w kontemplowanie tajemnicy Tego, który «jest naszym pokojem», gdyż «obie części ludzkości uczynił jednością, bo zburzył rozdzielający je mur - wrogość» (Ef 2, 14). Odmawiając zatem różaniec, nie można nie czuć się wyraźnie zobowiązanym do służby sprawie pokoju, ze szczególnym odniesieniem do ziemi Jezusa, nadal tak oświadczanej, a tak bardzo drogiej sercu chrześcijan.
Równie pilna potrzeba wysiłków i modlitwy wyłania się w innym punkcie krytycznym naszych czasów, jakim jest rodzina, komórka społeczeństwa coraz bardziej zagrożona na płaszczyźnie ideologicznej i praktycznej siłami godzącymi w jej jedność, które budzą obawy o przyszłość tej podstawowej i niezbywalnej instytucji, a wraz z nią o losy całego społeczeństwa. Powrót do różańca w rodzinach chrześcijańskich ma być, w ramach szerzej zakrojonego duszpasterstwa rodzin, skuteczną pomocą, by zapobiec zgubnym następstwom tego kryzysu znamiennego dla naszej epoki.
«Oto Matka twoja!»(J 19, 27)
7. Wiele oznak wskazuje, jak bardzo Najświętsza Maryja Panna, której umierający Odkupiciel powierzył w osobie umiłowanego ucznia wszystkie dzieci Kościoła - «Niewiasto, oto syn Twój!» (J 19, 26) - chce również dzisiaj, właśnie przez tę modlitwę, dać wyraz swej macierzyńskiej trosce. W dziewiętnastym i dwudziestym stuleciu Matka Chrystusowa w różnorakich okolicznościach dawała odczuć w jakiś sposób swoją obecność i usłyszeć swój głos, by zachęcić Lud Boży do tej formy modlitwy kontemplacyjnej. W szczególności, ze względu na głęboki wpływ, jaki wywierają one na życie chrześcijan, i na autorytatywne uznanie przez Kościół, pragnę przypomnieć objawienia z Lourdes i z Fatimy;11 związane z nimi sanktuaria są celem licznych pielgrzymów, szukających pociechy i nadziei.
Śladami świadków
8. Nie sposób wymienić niezliczoną rzeszę świętych, którzy znaleźli w różańcu autentyczną drogę uświęcenia. Wystarczy wspomnieć św. Ludwika Marię Grignion de Montforta, autora cennego dzieła o różańcu,12 a bliżej naszych czasów Ojca Pio z Pietrelciny, którego dane mi było niedawno kanonizować. Szczególny zaś charyzmat, jako prawdziwy apostoł różańca, miał bł. Bartłomiej Longo. Jego droga świętości oparta była na natchnieniu, jakie usłyszał w głębi serca: «Kto szerzy różaniec, ten jest ocalony!».13 Na tej podstawie czuł się powołany do zbudowania w Pompei świątyni pod wezwaniem Matki Bożej Różańcowej na tle ruin starożytnego miasta, do którego zaledwie zdążyła dotrzeć nauka chrześcijańska, zanim zostało pochłonięte w 79 roku przez erupcję Wezuwiusza, a które po wiekach wyłoniło się ze swych prochów, dając świadectwo o światłach i cieniach cywilizacji klasycznej.
Przez całe swoje dzieło, a zwłaszcza przez «Piętnaście Sobót», bł. Bartłomiej Longo rozwinął chrystologicznego i kontemplacyjnego ducha różańca, znajdując mocną zachętę i oparcie u Leona XIII, «Papieża różańca».
I. Kontemplować Chrystusa z Maryją
W dn. 25–26 marca w Domu Pomocy Społecznej „Kalina” w Lublinie odbyły się wyjątkowe rekolekcje wielkopostne, prowadzone przez ks. Marcina Grzesiaka, dyrektora ekonomicznego Metropolitalnego Seminarium Duchownego w Lublinie.
W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.