Reklama

Porządkowanie pojęć

Prawdziwe zwycięstwo SLD

Niedziela Ogólnopolska 40/2004

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Po raz kolejny przedstawiciele partii postkomunistycznej wojowniczo stroszą pióra, przybierają groźne miny z zamiarem przestraszenia przeciwnika. Kim jest przeciwnik? Zawsze ten sam: Kościół i naród (ten ostatni w komunistycznej nowomowie występuje pod kryptonimem: „Ugrupowania prawicowe”). Ile razy będziemy jeszcze słyszeli tę mantrę, że już dosyć, że trzeba położyć kres panoszeniu się Kościoła, korzystaniu przez niego z przywilejów, bezkarnemu tumanieniu kobiet i dzieci, co znaczą życie, miłość, rodzina.
Styl tych wystąpień jest niezmienny od ponad stu lat, kiedy to po raz pierwszy pojawili się u nas komunistyczni agitatorzy i z taką samą pewnością siebie, łamaną polszczyzną, z trudem budując proste zdania, odmawiali Kościołowi prawa do istnienia, a ludzi wierzących, czyli naród, określali mianem ciemniaków.
Co się od tamtego czasu zmieniło? Bardzo wiele. Wówczas ci, którzy słuchali agitatorów socjalistycznych i komunistycznych, to byli ludzie z najprymitywniejszych środowisk, tzw. lumpenproletariat, a także kosmopolityczna inteligencja niepolskiego pochodzenia, która zresztą nie musiała tego słuchać, były to bowiem „idee” doskonale jej znane z pism socjalistycznych, w których agitatorów mylono z myślicielami, filozofami, biorąc za dobrą monetę formuły efekciarskie, pozornie głębokie, w istocie płaskie i trywialne. Zmienił się jednak człowiek. Oczywiście, nie w swej istocie. Nie zmieniła się na jotę jego natura. Zmianie uległa jednak w wielkim stopniu kultura życia, etyka przedstawicieli władzy oraz instytucji państwowych, oświata, stosunki społeczne, także oddziaływanie kultury wysokiej. We wszystkich tych dziedzinach doszło do obniżenia poziomu moralnego, że uzasadniona jest więc teza o masowej skali zmiany mentalności Polaków. W najbardziej katolickim kraju Europy, gdzie jeszcze sto lat temu publicznie wygłaszane tyrady przeciw Kościołowi, godzenie w rodzinę, uwłaczanie człowieczeństwu uznano by za szaleństwo, prowokację, niszczenie fundamentów społeczeństwa, zamach na porządek i spoistość państwa - dziś w zasadzie to wszystko staje się czymś banalnym. Dziś to, co mówi SLD - a przed czym wstrzymywało się przed akcesem unijnym - właściwie nikogo specjalnie nie dziwi i nie porusza.
Zwykłych Polaków nie interesuje, po co SLD wypowiada dziś tyle antykatolickich haseł. Tymczasem to jest prawdziwie interesujące. SLD nie osiągnie w ten sposób nic konkretnego, stworzy natomiast pewnego rodzaju zasłonę dla swoich poważniejszych działań. A są to: przekazanie (nieuchronne) władzy w ręce środowisk, które najlepiej zabezpieczą interesy postkomunistów, a we frazeologii politycznej mogą nawet skrajnie różnić się od oficjalnego programu SLD, oraz dalsze popieranie niszczenia kultury. Ten ostatni punkt jest programem najistotniejszym, nigdy nie przedstawianym publicznie, programem dalekosiężnym, o skutkach, które będą rozłożone na wiele pokoleń.
Przestrzenią kulturową, w którą jeszcze do końca nie wdarły się degradujące wpływy, tak trwale godzące w człowieka, jest Kościół.
W ostatnim felietonie mówiłam o fatalnym wpływie radiowej muzyki popularnej płynącej z setek tysięcy odbiorników w miejscach publicznych. To tylko jeden, ale jaskrawy przykład tendencji degenerowania tkanki kulturowej. Jesteśmy bowiem jako społeczeństwo zupełnie bezbronni wobec inwazji dźwiękowego chaosu, brudu, zaśmiecającej umysł, niszczącej wrażliwość papki muzycznej, połączonej z prymitywnym, często wręcz chamskim dowcipem radiowym, płaskim komentarzem, wybiórczą, niepogłębioną informacją. To wszystko niszczy nas, bowiem spłaszcza poziom refleksji, unifikuje reakcje, pozbawia zapotrzebowania na piękno i harmonię, przyzwyczaja do prostactwa i brzydoty na co dzień. Muzyka popularna, ze względu na jej wszechobecność, jest jednym z najbardziej istotnych elementów w walce o człowieka, prowadzonej na ogromną skalę na terytorium kultury. Jest to o wiele groźniejsze zjawisko niż wojownicze pokrzykiwanie liderów partii postkomunistycznej, zjawisko, które przez tę lewicową formację jest animowane i wspierane na całym świecie - z wydajnym udziałem innych środowisk, podobnie jak komuniści zainteresowanych zmianą mentalności i kultury w najszerszym wymiarze.
Niedawno jeden z reprezentantów ambitnego gatunku muzyki, jakim jest jazz współczesny, powiedział, że dość duże zainteresowanie dla jego twórczości świadczy, że jako społeczeństwo nie jesteśmy jeszcze „na tak beznadziejnym poziomie, jak to usiłuje się nam wmawiać”. To prawda. Ci, którzy sięgają po inny rodzaj muzyki niż ta, która jest wszechobecna, bronią się bardzo świadomie przed czymś, co rozpoznają jako rzecz o groźnych następstwach. Tymczasem w wielu szkołach dawno już zanikła nawet szczątkowa edukacja muzyczna, połączona z prowadzeniem dzieci na koncerty, uczeniem słuchania poważnej muzyki. Powszechnie uważa się, że dyskoteka to jest to, co najlepsze dla młodych Polaków, i że szkoła może być doskonałym dla niej miejscem. To najlepiej świadczy, jak dalece zabrnęliśmy jako społeczeństwo w świat prymitywnych doznań, prostackich rytmów, ryków i wrzasków określanych mianem kultury i rozrywki przez współczesny marksizm.
Wszystko się zmienia, zgodnie z zamysłami tych, którym zależy właśnie na poddawaniu nas nieustannej zmianie, bowiem tylko w tym niepokoju, rozkołysaniu, przymuszonym przystosowaniu się do coraz to ostrzejszych form, dźwięków, mód utracimy przynależność do samych siebie. Pozostaje jednak Kościół i trwa jak skała, o którą rozbijają się przypływy oceanów „nowości”. O tę skałę właśnie toczy się zacięty bój. Nie tylko o jego „przywileje”, choć należne Kościołowi prawa i swobody są bezdyskusyjną sprawą, ale o jakość tej jedynej w swoim rodzaju przestrzeni duchowej, gdzie Bóg spotyka się z człowiekiem.
Dziś wszelkimi sposobami próbuje się narzucić Kościołowi prostacką muzykę w jego wnętrzach. Ostatnio rozmawiałam z księdzem, w którego kościele rozgościł się zespół muzyczny, który w czasie Liturgii gra muzykę, jakiej nie powstydziłaby się kapela przygrywająca „do kotleta” albo na nadmorskim dancingu. Ksiądz nie jest wielbicielem tego rodzaju muzyki. Zespół gra u niego „już tylko” na Mszach św. dla dzieci i młodzieży. Litości! A więc dzieciom to nie szkodzi? Jeśli idzie o dzieci, to wszystko jedno, czy obcują w kościele z pięknem, subtelnością, poezją starych pieśni, z dostojeństwem i harmonią prawdziwej muzyki sakralnej, czy z prymitywizmem „nowoczesnych” rytmów? Czy nie będzie miało żadnych konsekwencji dla ich życia duchowego to, że kiedy przychodzą na spotkanie z Bogiem, mają do czynienia z tym samym głośnym wyciem, które dobiega ze wszystkich sklepów i barów ulicy? Jakim sposobem chaos ma im się kojarzyć z obecnością Boga?
Tak, to prawda, że w Polsce toczy się nadal prawdziwa walka z Kościołem. Ale trybuny partii komunistycznej o jej prawdziwym obliczu milczą. Walka z Kościołem jest dziś także walką o ocalenie piękna, zachowanie nieskażonej przestrzeni, w której może dokonać się spotkanie Boga i człowieka.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

2004-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Św. Joanna d´Arc

[ TEMATY ]

Joanna d'Arc

pl.wikipedia.org

Drodzy bracia i siostry, Chciałbym wam dzisiaj opowiedzieć o Joannie d´Arc, młodej świętej, żyjącej u schyłku Średniowiecza, która zmarła w wieku 19 lat w 1431 roku. Ta młoda francuska święta, cytowana wielokrotnie przez Katechizm Kościoła Katolickiego, jest szczególnie bliska św. Katarzynie ze Sieny, patronce Włoch i Europy, o której mówiłem w jednej z niedawnych katechez. Są to bowiem dwie młode kobiety pochodzące z ludu, świeckie i dziewice konsekrowane; dwie mistyczki zaangażowane nie w klasztorze, lecz pośród najbardziej dramatycznych wydarzeń Kościoła i świata swoich czasów. Są to być może najbardziej charakterystyczne postacie owych „kobiet mężnych”, które pod koniec średniowiecza niosły nieustraszenie wielkie światło Ewangelii w złożonych wydarzeniach dziejów. Moglibyśmy je porównać do świętych kobiet, które pozostały na Kalwarii, blisko ukrzyżowanego Jezusa i Maryi, Jego Matki, podczas gdy apostołowie uciekli, a sam Piotr trzykrotnie się Go zaparł. Kościół w owym czasie przeżywał głęboki, niemal 40-letni kryzys Wielkiej Schizmy Zachodniej. Kiedy w 1380 roku umierała Katarzyna ze Sieny, mamy papieża i jednego antypapieża. Natomiast kiedy w 1412 urodziła się Joanna, byli jeden papież i dwaj antypapieże. Obok tego rozdarcia w łonie Kościoła toczyły się też ciągłe bratobójcze wojny między chrześcijańskimi narodami Europy, z których najbardziej dramatyczną była niekończąca się Wojna Stulenia między Francją a Anglią. Joanna d´Arc nie umiała czytań ani pisać. Można jednak poznać głębiej jej duszę dzięki dwóm źródłom o niezwykłej wartości historycznej: protokołom z dwóch dotyczących jej Procesów. Pierwszy zbiór „Proces potępiający” (PCon) zawiera opis długich i licznych przesłuchań Joanny z ostatnich miesięcy jej życia ( luty-marzec 1431) i przytacza słowa świętej. Drugi - Proces Unieważnienia Potępienia, czyli "rehabilitacji" (PNul) zawiera zeznania około 120 naocznych świadków wszystkich okresów jej życia (por. Procès de Condamnation de Jeanne d´Arc, 3 vol. i Procès en Nullité de la Condamnation de Jeanne d´Arc, 5 vol., wyd. Klincksieck, Paris l960-1989). Joanna urodziła się w Domremy - małej wiosce na pograniczu Francji i Lotaryngii. Jej rodzice byli zamożnymi chłopami. Wszyscy znali ich jako wspaniałych chrześcijan. Otrzymała od nich dobre wychowanie religijne, z wyraźnym wpływem duchowości Imienia Jezus, nauczanej przez św. Bernardyna ze Sieny i szerzonej w Europie przez franciszkanów. Z Imieniem Jezus zawsze łączone jest Imię Maryi i w ten sposób na podłożu pobożności ludowej duchowość Joanny stała się głęboko chrystocentryczna i maryjna. Od dzieciństwa, w dramatycznym kontekście wojny okazuje ona wielką miłość i współczucie dla najuboższych, chorych i wszystkich cierpiących. Z jej własnych słów dowiadujemy się, że życie religijne Joanny dojrzewa jako doświadczenie mistyczne, począwszy od 13. roku życia (PCon, I, p. 47-48). Dzięki "głosowi" św. Michała Archanioła Joanna czuje się wezwana przez Boga, by wzmóc swe życie chrześcijańskie i aby zaangażować się osobiście w wyzwolenie swojego ludu. Jej natychmiastową odpowiedzią, jej „tak” jest ślub dziewictwa wraz z nowym zaangażowaniem w życie sakramentalne i modlitwę: codzienny udział we Mszy św., częsta spowiedź i Komunia św., długie chwile cichej modlitwy prze Krucyfiksem lub obrazem Matki Bożej. Współczucie i zaangażowanie młodej francuskiej wieśniaczki w obliczu cierpienia jej ludu stały się jeszcze intensywniejsze ze względu na jej mistyczny związek z Bogiem. Jednym z najbardziej oryginalnych aspektów świętości tej młodej dziewczyny jest właśnie owa więź między doświadczeniem mistycznym a misją polityczną. Po latach życia ukrytego i dojrzewania wewnętrznego nastąpiły krótkie, lecz intensywne dwulecie jej życia publicznego: rok działania i rok męki. Na początku roku 1429 Joanna rozpoczęła swoje dzieło wyzwolenia. Liczne świadectwa ukazują nam tę młodą, zaledwie 17-letnią kobietę jako osobę bardzo mocną i zdecydowaną, zdolną do przekonania ludzi niepewnych i zniechęconych. Przezwyciężywszy wszystkie przeszkody spotyka następcę tronu francuskiego, przyszłego króla Karola VII, który w Poitiers poddaje ją badaniom przeprowadzanym przez niektórych teologów Uniwersytetu. Ich ocena jest pozytywna: nie dostrzegają w niej nic złego, lecz jedynie dobrą chrześcijankę. 22 marca 1429 Joanna dyktuje ważny list do króla Anglii i jego ludzi, oblegających Orlean (tamże, s. 221-22). Proponuje w nim prawdziwy, sprawiedliwy pokój między dwoma narodami chrześcijańskimi, w świetle imion Jezusa i Maryi, ale jej propozycja zostaje odrzucona i Joanna musi angażować się w walkę o wyzwolenie miasta, co nastąpiło 8 maja. Innym kulminacyjnym momentem jej działań politycznych jest koronacja Karola VII w Reims 17 lipca 1429 r. Przez cały rok Joanna żyje między żołnierzami, pełniąc wśród nich prawdziwą misję ewangelizacyjną. Istnieje wiele ich świadectw o jej dobroci, męstwie i niezwykłej czystości. Wszyscy, łącznie z nią samą, mówią o niej „la pulzella” - czyli dziewica. Męka Joanny zaczęła się 23 maja 1430, gdy jako jeniec wpada w ręce swych wrogów. 23 grudnia zostaje przewieziona pod strażą do miasta Rouen. To tam odbywa się długi i dramatyczny Proces Potępienia, rozpoczęty w lutym 1431 r. a zakończony 30 maja skazaniem na stos. Był to proces wielki i uroczysty, któremu przewodniczyli dwaj sędziowie kościelni: biskup Pierre Cauchon i inkwizytor Jean le Maistre. W rzeczywistości kierowała nim całkowicie duża grupa teologów słynnego Uniwersytetu w Paryżu, którzy uczestniczyli w nim jako asesorzy. Podziel się cytatem
CZYTAJ DALEJ

31 spojrzeń Maryi: Spojrzenie pełne bólu i miłości jednocześnie

2026-05-29 20:48

[ TEMATY ]

31 spojrzeń Maryi

Adobe Stock

Każde spojrzenie Maryi coś odsłania: Boga, człowieka, drogę. W maju zapraszamy Cię do zatrzymania się przy 31 takich spojrzeniach. Dziś zobacz jedno z nich.

To spojrzenie nie wybiera między bólem a miłością. Ono niesie jedno i drugie. Miłość nie usuwa cierpienia. Ale sprawia, że nie jesteś w nim sama/sam. Maryja patrzy — i kocha do końca.
CZYTAJ DALEJ

Marsz dla Życia i Rodziny przeszedł ulicami Zielonej Góry

2026-05-30 13:24

[ TEMATY ]

Zielona Góra

marsz dla życia i rodziny

Karolina Krasowska

Wydarzenie rozpoczęło się Mszą św. w kościele pw. Najświętszego Zbawiciela, po której nastąpiło uformowanie marszu, który przeszedł ulicami: Ułańską, Bohaterów Westerplatte, Wojska Polskiego, Dąbrówki i Łużycką do kościoła pw. Ducha Świętego

Wydarzenie rozpoczęło się Mszą św. w kościele pw. Najświętszego Zbawiciela, po której nastąpiło uformowanie marszu, który przeszedł ulicami: Ułańską, Bohaterów Westerplatte, Wojska Polskiego, Dąbrówki i Łużycką do kościoła pw. Ducha Świętego

Ulicami Zielonej Góry 30 maja pod hasłem „Obronić małżeństwo! Czas ochronić życie!" przeszedł Marsz dla Życia i Rodziny.

Wydarzenie rozpoczęło się Mszą św. w kościele pw. Najświętszego Zbawiciela, po której nastąpiło uformowanie marszu, który przeszedł ulicami: Ułańską, Bohaterów Westerplatte, Wojska Polskiego, Dąbrówki i Łużycką do kościoła pw. Ducha Świętego, gdzie odbył się m.in. koncert zespołu Sanctus z Gdańska, a także wystąpili goście specjalni: Antonina Jarosz i Artur Kozakiewicz.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję