Reklama

To nie był przypadek

Niedziela Ogólnopolska 17/2004

Fot. Graziako

Fot. Graziako

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Właściwie przyjechał na to sympozjum przypadkiem. Prezes nie mógł, a ktoś musiał. Miał przeczytać jego referat. Oczywiście, był wściekły. Potraktowano go klasycznie. Chłopiec na posyłki. Inni też wyjeżdżają, ale w góry, nad morze do dobrych pensjonatów nad jeziora, nawet za granicę. Jego wypchnęli do Częstochowy. Hotel byle jaki, sympozjum zaczyna się o 12.00. Co będzie robił przez te prawie pięć godzin? Nawet nie dali mu służbowego samochodu. „Ma Pan dobre połączenie. Z dworca weźmie Pan taksówkę”. Trudno, dwa dni to nie tak długo. Gdyby jeszcze nie ta sprawa z Magdą. Po co nam to było? Właściwie to ją kocha, tylko czemu brnąć od razu w małżeństwo... Tego się już dziś nie robi. Huczne wesele, teściowie, suknia ślubna... No i w podtekście - przecież musieli! Nie, w żadnym wypadku nie teraz. Nic jeszcze nie ma. Mieszkanie wynajęte, samochód - 8-letni renault, praca też niepewna.
Postanowił, że wyjdzie z tego dusznego pokoju. Pogoda cudna, park widać przez okna. Na świeżym powietrzu lepiej mu się będzie myślało.
Zapalił papierosa. Właściwie nie wie, dlaczego kupił papierosy. Palił raczej okazjonalnie, w czasie brydża, w pubie. Po prostu miał ochotę i zapalił. Magda musi to jakoś załatwić. Jurek pół roku temu też miał podobny problem. Dał dziewczynie pieniądze i po kłopocie. Nigdy już o tej sprawie nie rozmawiali. Magda kategorycznie odrzuca takie pomysły. Mówiła, że to morderstwo. Jakie morderstwo, jak to nawet nie jest człowiek. Parę komórek, które nieustannie się dzielą. Jak drożdże. Pamiętał przecież z ogólniaka. Blastula, morula - te sprawy. No cóż, musi nad nią dłużej „popracować”, do niejednej sprawy już ją przekonał. Przecież aż 4 miesiące walczył, żeby z nim zamieszkała. Nie są w końcu szczeniakami. Mają po 26 lat i znają się niemal od podstawówki.
Zrobiło się chłodno. Wstał z ławki, zgasił papierosa w koszu obok i poszedł przed siebie. Skończył się park. Wszedł na dużą polanę. „Matko Boża Różańcowa, módl się za nami” - zobaczył ogromny transparent zawieszony na murze. - Prawda, przecież jestem w Częstochowie. Obrona Jasnej Góry, Potop, Kmicic, Kordecki, no i pielgrzymki. Nieraz widział, jak pielgrzymi wychodzili z Warszawy, dokładniej - jak zbierali się koło kościoła św. Anny. Na Krakowskim Przedmieściu mieszkała ciocia Hania. Ona zawsze pilnowała tego dnia, od czasu jak dwa razy pod rząd sama szła z nimi na Jasną Górę.
Sprawdził czas. Jeszcze trzy godziny. - Wejdę, ciotka ucieszy się, jak jej opowiem, że widziałem Cudowny Obraz.
Nie od razu trafił do Kaplicy. Postanowił iść za jakąś grupą. Najpierw pomyślał, że utrzymanie takiego obiektu to straszny szmal. Podobało mu się. Toż to kawał historii. Tylko obrazu nie widział, bo był zasłonięty. Wyszedł. Nigdy nie lubił tłoku. Opuszczał Sanktuarium z drugiej strony. Minął parking. Chyba intuicyjnie skierował się w lewo. W mało przytulnej kawiarni wypił kiepską herbatę i ruszył dalej. Nagle usłyszał dźwięki muzyki. Drzwi były otwarte. Wszedł. Na sali panował półmrok. Dostrzegł ludzi. Widział, że są młodzi, młodsi od niego. - Jakaś szkolna wycieczka - pomyślał. Przeszedł dalej. Zajął jedno z kilku wolnych miejsc. Usiadł. Trafił na koniec filmu. Zapalono światło. „Zobaczyliście państwo jedno z bardziej wstrząsających świadectw. Dr Nathanson opowiada dziś całemu światu, że aborcja jest złem”. Postanowił wyjść, ale znów zgaszono światło. Na ekranie przeczytał napis: „Niemy krzyk”. Został.
Zapomniał o sympozjum. Szedł przypominając sobie ciągle powtarzane przez ciotkę Hanię słowa: „Nigdy nic nie dzieje się przypadkiem. Boża Opatrzność czuwa nad każdym z nas”. Jeżeli nie przypadkiem, to znaczy, że...
- Matko Boża Jasnogórska, jeszcze godzinę temu nie wiedziałem, dlaczego tu jestem, wróciłem, aby Ci podziękować. Tak jak niedawno moja ciotka. Ona dziękowała za moje studia i magisterium - ja za wskazówkę. Dziękuję Ci, że będę ojcem. Panie Boże, miej nas w swojej opiece...

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

2004-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Św. Franciszek - utracjusz i hulaka, który stał się wzorem pokuty i wyrzeczenia

Św. Franciszek urodził się jako Giovanni di Pietro di Bernardone, syn bogatego kupca, zajmującego się handlem drogimi tkaninami. Został rycerzem i jako konny wojownik wziął udział w bitwie pod Collestradą jako przeciwnik… wojsk papieża. Po klęsce stracił zainteresowanie uczestnictwem w zabawach, wojnach oraz pracą u ojca. Rozdawał hojne jałmużny i całował po rękach trędowatych.

Z wolna dołączali do niego naśladowcy. Franciszek stał się założycielem zakonu franciszkanów, a pośrednio także klarysek i tercjarzy. Był gorliwym misjonarzem - nie bał się przyłączyć do krucjaty, czy wyruszyć do Egiptu, by przekonać sułtana Malika Al-Kamila do świętej wiary katolickiej.
CZYTAJ DALEJ

Abp Guzdek: Wspólnota uczestniczy w liturgii, ale nie może jej dowolnie aranżować

2026-10-04 17:51

[ TEMATY ]

Abp Józef Guzdek

Karol Porwich

„Jeżeli przyjmuję Chrystusa, który oddał za mnie życie, to moje życie również powinno stawać się darem dla innych” - mówił abp Józef Guzdek podczas Archidiecezjalnego Dnia Eucharystii w Sokółce. 4 października metropolita białostocki przewodniczył Mszy św. przy ołtarzu polowym przed kolegiatą św. Antoniego. Zachęcał do pogłębienia wiary w rzeczywistą obecność Chrystusa, troski o liturgię oraz modlitwy za kapłanów i o nowe powołania.

W homilii abp Guzdek podkreślił, że znajomości gestów i postaw liturgicznych musi towarzyszyć wiara w obecność Jezusa pod postaciami chleba i wina. Przyjmowanie Komunii św. powinno prowadzić do przebaczenia, służby i miłości, także wobec nieprzyjaciół. „Nie wystarczy przychodzić do kościoła i uczestniczyć w pięknej liturgii oraz przyjmować Komunię Świętą. Eucharystia ma przemienić nasze życie” - zaznaczył. Jej owocem powinno być, jak wyjaśnił, życie podobne do życia Chrystusa, otwarte na innych i wolne od pogardy oraz nienawiści.
CZYTAJ DALEJ

Kard. Ryś w 800. rocznicę śmierci św. Franciszka: On, jego śmierć owocuje nami wszystkimi

2026-10-05 06:41

[ TEMATY ]

św. Franciszek

Kard. Grzegorz Ryś

800. rocznica śmierci

Biuro Prasowe Archidiecezji Krakowskiej

Kard. Grzegorz Ryś

Kard. Grzegorz Ryś

- Franciszek nie umierał dwa, trzy dni. Franciszek umierał lata. Był jak ziarno, które obumiera i dlatego rodzi życie. Dlatego jesteśmy dzisiaj tak tu tłumnie, bo on, jego śmierć nami wszystkimi owocuje - mówił kard. Grzegorz Ryś podczas uroczystości odpustowych z okazji 800. rocznicy śmierci św. Franciszka z Asyżu w krakowskiej bazylice jemu poświęconej.

W homilii kard. Ryś zwrócił uwagę na zdanie z Listu św. Pawła do Galatów: „Nie daj Boże, bym się miał chlubić z czego innego, jak tylko z krzyża Pana naszego Jezusa Chrystusa” i jego echo w „Napomnieniu V” św. Franciszka. Święty w tym tekście zaznacza, że żadne stworzenie nie ma takiej godności jak człowiek, który nosi w sobie obraz i podobieństwo Syna Bożego. Równocześnie zauważa, że każde stworzenie na ziemi służy Bogu lepiej niż człowiek.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję