Reklama

Skruszyć mury serca

Niedziela małopolska 3/2012

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Trzydzieści tys. młodych ludzi wzięło udział w tegorocznym spotkaniu organizowanym przez ekumeniczną Wspólnotę Taizé 28 grudnia 2011 r. - 1 stycznia 2012 r. w Berlinie. Najliczniej reprezentowani byli gospodarze (10 tys.), a po nich Polacy (6 tys.). Po 2 tys. osób przyjechało z Francji, Włoch, Chorwacji i Ukrainy. Następne, już 35. europejskie spotkanie „Pielgrzymki zaufania przez ziemię” ma się odbyć w Rzymie.

Nasi w Berlinie

Reklama

Wśród polskich pielgrzymów w Berlinie była liczna grupa z naszej archidiecezji. Młodzi przygotowywali się do wyjazdów m.in. w punktach w Krakowie, Tarnowie, Skomielnej Czarnej, Bochni, Nowym Wiśniczu, Nowym Sączu, Lubczy k. Jasła, Nowym Targu czy Zakopanem.
80 osób przyjechało z punktu przygotowań, prowadzonego od 2005 r. przez o. Janusza Bębnika przy bazylice Ojców Karmelitów w Krakowie. Czym różniło się tegoroczne spotkanie od wcześniejszych, np. w Rotterdamie czy Poznaniu? O. Janusz: - Schemat spotkania był podobny. Tym razem jednak wiele osób wspólnie zakwaterowano w mieście. Większa część naszej grupy trafiła do rodzin, natomiast pozostali zamieszkali razem na miejskiej farmie, która na co dzień działa z myślą o dzieciach: są tam do pooglądania żywe zwierzęta, jest świetlica. Gospodarze byli dla nas bardzo mili. Przygotowywali nam dobre śniadania, a w Nowy Rok zaprosili na wyśmienity obiad - karmelita chwali gościnność berlińczyków.
Grażyna z Bochni, która wielokrotnie uczestniczyła w Europejskich Spotkaniach Młodych oraz przez rok była wolontariuszką w francuskiej wiosce Taizé, tegoroczny etap „Pielgrzymki Zaufania” określa jako „spokojny” - Było ciszej niż zazwyczaj, mniejsza ilość osób brała udział w spotkaniu. O. Janusz Bębnik potwierdza te spostrzeżenia: - Berlin to ogromne miasto, mniej widać było młodzieży i plakatów reklamujących spotkanie, miasto „wchłonęło” tę liczbę młodych ludzi. Było ciszej niż np. w Rotterdamie, gdzie młodzież dużo śpiewała podczas przejazdów środkami lokomocji. Może to wynika z mentalności Niemców? Mniej też było Włochów czy Hiszpanów, czyli nacji bardziej spontanicznych. Polacy dawali jednak ładne świadectwo.
Brat Marek, pierwszy Polak ze wspólnoty Taizé, podkreśla, że jej założyciel, brat Roger, często mawiał, iż Polaków nigdy nie jest za wielu. Gdy są obecni podczas przewidzianych w programie spotkań w małych, międzynarodowych grupach, to można być pewnym, że będzie ktoś, kto ma coś sensownego do powiedzenia. Br. Marek tłumaczy to dobrą formacją religijną młodych Polaków.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Tożsamość

Reklama

Wspólnotę Taizé tworzą bracia z różnych kościołów chrześcijańskich, pochodzący z różnych kontynentów i krajów. Obecny przełożony wspólnoty, brat Alois, jest Niemcem i katolikiem. W wywiadzie o. Stanisława Tasiemskiego dla KAI, wyjaśnił: - Aby żyć naprawdę w jedności, a nie w grupach paralelnych, już w latach 60., a następnie na początku roku 1972, kiedy we Wspólnocie byli już pierwsi bracia katoliccy, dokonaliśmy bardzo jasnej opcji - że wszyscy bracia będą uczestniczyć w Eucharystii katolickiej i w niej przyjmować Komunię św., ponieważ podzielamy wiarę katolicką w realną obecność Chrystusa w Eucharystii. Ponadto antycypujemy jedność z Posługą Komunii powierzoną papieżowi - Biskupowi Rzymu dla wszystkich chrześcijan. Dzięki tym dwom opcjom możemy żyć wspólnie w jedności, doceniając zarazem wartości, jakie wnoszą bracia niekatolicy ze swojej tradycji. (…) W ten sposób możemy żyć pojednaniem jako wymianą darów. Tego wyrażenia często używał nasz umiłowany papież Jan Paweł II - wymiana darów między różnymi tradycjami chrześcijańskimi.
Grażyna: - Odkryłam swoją tożsamość katolicką dopiero będąc w Taizé jako wolontariuszka. Zyskałam tam świadomość, że to jest moja wiara. Chciałam być rano na Mszy św. również w ciągu tygodnia, przedtem uczestniczyłam w niej tylko w niedziele. Podczas spotkań noworocznych wychodzę naprzeciw innym, nie trzymam się tylko z Polakami. Tym razem byłam z koleżanką z Niemiec, prowadziła mnie na modlitwy do hal, gdzie były inne narody. Nowy Rok spędziłam w prawdziwie międzynarodowym towarzystwie, z wolontariuszami z Niemiec, Anglii, Francji, Holandii, Rosji, a nawet Boliwii.

Młodzi pomagają młodym

Reklama

Gdy docieramy do Berlina, widzimy młodych ludzi w odblaskowych kamizelkach, którzy wskazują autokarom miejsce postoju. Inny młody człowiek wchodzi do autobusu, witając wszystkich w ojczystym języku, daje pierwsze wskazówki organizacyjne. Gdy grupa wysiądzie z pojazdu, wszyscy udają się z bagażami do miejsca wyznaczonego przez wolontariuszy, czekając na kolejne instrukcje. Przybysze wciąż obserwują młodych ludzi, którzy przyjechali tu kilka dni wcześniej, żeby im usłużyć. Potem inni wolontariusze pomagają w dystrybucji prowiantu, zbieraniu śmieci. - Patrząc na ich roześmiane twarze, zadowolenie, że mogą być przydatni, myślisz: za rok też będę pomagał! - wspomina uczestnik spotkania. Niektórzy swoją chęć deklarują od razu, oferując pomoc w prostych zajęciach na halach czy włączając się np. w czytanie modlitw, czy przygotowanie śpiewu w goszczących ich parafiach.
Grażyna: - Swoją działalność bracia opierają na zaufaniu. Przygotowują się, dokładają starań, ale równocześnie ufają i powierzają innym zadania. Czułam się obdarowana zaufaniem. Potem powiedzieli mi: „Dzięki za twoją pracę”. To wzmacnia. Czuję radość, że to, co robię, choć proste, jest z pożytkiem dla ludzi. Masz dobrą wolę, żeby pomagać, wychodzisz naprzeciw ludziom, żeby im coś ułatwić, robisz to z radością, np. dodając „smacznego!” w różnych językach, podczas rozdawania prowiantu. Proste gesty, uśmiech, dobre słowo, które wraca do ciebie, bo ktoś je zaraz odwzajemnia.

Solidarność i pojednanie

Tematyka spotkania w Berlinie wiązała się z solidarnością i pojednaniem. - Wielu młodych ludzi wybrało się na warsztaty związane z murem berlińskim, chcieli tam być, popatrzeć, jak to wyglądało. Farma, na której mieszkaliśmy, stała akurat w miejscu, gdzie ten mur przebiegał. Dlatego żartowaliśmy nieraz, że śpimy raz po jednej, a raz po drugiej jego stronie - relacjonuje o. Janusz.
Brat Alois w rozważaniach w czasie jednej z wieczornych modlitw mówił: - Komunia, którą przeżywamy podczas tych dni, skłania nas do zastanowienia, jak to się dzieje, że możemy żyć w takiej jedności, wychodząc z tak różnych światów. Czy ta komunia nie jest znakiem, że Ewangelia nie jest martwą literą, ale źródłem nowego życia, które przychodzi do nas od Chrystusa? Chrystus żyje dzisiaj. Niczego nie narzucając, towarzyszy każdemu człowiekowi. To On nas gromadzi. Mówić swoim życiem, że Chrystus nas gromadzi, bo łączy nas Boża miłość, taki jest powód istnienia naszej małej wspólnoty w Taizé.
A wszystko zaczęło się tam przed 72 laty, gdy w 1940 r. przyjechał ze Szwajcarii 25-letni brat Roger, tworząc pierwsze podwaliny wspólnoty, której centrum miała być prostota i dobroć serca. Zaczął od przyjmowania uchodźców, uciekających przed wojną...

Sposób na duszpasterstwo

Młodzi lgną do Taizé. Może dlatego, że bracia nie starają się im zaimponować, lecz żyją wartościami, które ich samych pociągnęły? Autentyzm, zaufanie, prostota. Słuchanie. Zadawanie pytań, nie moralizowanie. Traktują młodych poważnie. W ich zachowaniu czuć spokój, opanowanie, szacunek, nie ma pośpiechu, ale są zasady. Również motywacja wolontariuszy jakby płynęła z wnętrza: pragną się dzielić tym, czego sami doświadczają. Zwłaszcza na modlitwie.
- Młodzi bardzo potrzebują takiej formy modlitwy. Na co dzień chodzą ze słuchawkami na uszach, ciągle im coś wokół brzęczy, np. komórka. Potrzebują chwili wyciszenia. 30 tys. ludzi zamierało w ciszy podczas modlitwy. Wiele osób szło do specjalnej hali, gdzie można było pobyć na osobistej rozmowie z Panem czy przyjąć sakrament pojednania. Taizé to klimat przyjaźni, zawierania znajomości i rytm modlitwy - rano, w południe i wieczór - tak bardzo potrzebnej współczesnemu człowiekowi, któremu na nią brak czasu. Nie wszyscy korzystają z tych spotkań w 100 proc., ale nawet jeśli skorzystają w 10 proc., to w chwilach trudnych będą się do tego doświadczenia odwoływać - przekuje o. Janusz.
Bracia z Taizé zachęcają młodych, by po powrocie do swojego kraju zaangażowali się w życie parafii, spotykali się na czuwaniach, podejmowali inicjatywy na rzecz potrzebujących. Np. w Krakowie w kościele pw. Najświętszej Maryi Panny z Lourdes studenci spotykają się na czwartkowych adoracjach z kanonami Taizé, podczas których jest wystawienie Najświętszego Sakramentu. Cykliczne spotkania odbywają się również w duszpasterstwie akademickim u jezuitów. U karmelitów co miesiąc grupa osób modli się w „Eliaszówce”.
Potrzeba tak niewiele, żeby wspólnie się modlić - ikona, kawałek dywanu, kilka świec, gitara albo odtwarzacz na płytę z kanonami… I najważniejsi: ludzie.

Starajmy się o wrażliwość wobec najsłabszych, wobec tych, którzy nie mogą znaleźć pracy... Może się ona wyrażać w podejmowaniu działań społecznych. Wrażliwość ta na głębszym poziomie jest jednak otwartością na wszystkich: nasi najbliżsi są również w jakimś sensie ubogimi, którzy nas potrzebują.
Z listu br. Aloisa

Dziękuję Grażynie Dydule za pomoc w przygotowaniu artykułu

2012-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Błogosławiona augustianka

Nauczyła się czytać i pisać, dopiero gdy wstąpiła do klasztoru. Była mistyczką, otrzymała dar łez i ekstaz. Upominała papieża Aleksandra VI.

Giovanna Negroni, znana wszystkim jako Nina, pochodziła z bardzo biednej, wieśniaczej rodziny Zanina i Giacominy Negroni. W Żywotach świętych z 1937 r. czytamy: „Rodzice jej, ludzie pobożni i cnotliwi, byli tak ubodzy, że nie mogli Weroniki posyłać do szkoły, tak że nie nauczyła się czytać ani pisać. Nie przeszkadzało jej to jednak nauczyć się od rodziców cnotliwości i gorącej miłości Pana Boga”. Nina zapragnęła życia zakonnego. W wieku 18 lat zapukała do drzwi surowego mediolańskiego klasztoru Sióstr Augustianek św. Marty, ale jej nie przyjęto. Giovanna Negroni nie zrezygnowała jednak ze swoich marzeń. W 1466 r., już jako 22-letnia dziewczyna, wstąpiła do klasztoru, gdzie pozostała do śmierci. Po przyjęciu otrzymała imię Weronika i powierzono jej najprostsze zadania. Opiekowała się portiernią, ogrodem i kurnikiem. Dla Weroniki najważniejsze były sprawy Boże i zjednoczenie się z Oblubieńcem. Dużo się modliła, podejmowała posty i pokutę. Została mistyczką. W kontemplacji osiągnęła taki stopień zaawansowania, że otrzymała dar łez, a nawet ekstaz. Otrzymała również dar proroctwa i czytania w ludzkich sercach. Bardzo intensywnie odczuwała swój stan jako grzeszny. Często rozważała Mękę Pańską. Gdy ze względu na jej słabe zdrowie proszono ją, by się oszczędzała, mówiła: „Chcę pracować, póki mam czas”. Ilekroć rozmyślała nad życiem Chrystusa i Jego cierpieniami, otrzymywała mistyczne wizje. Dopiero w klasztorze nauczyła się czytać i pisać. „Przez modlitwę i rozmyślanie rosła w niej znajomość rzeczy Boskich i w cnotach wielkie czyniła postępy” – czytamy w Żywotach świętych.
CZYTAJ DALEJ

Prezydent Nawrocki spotkał się z premierem Wlk. Brytanii. O czym rozmawiali?

2026-01-13 13:59

[ TEMATY ]

spotkanie

Prezydent Karol Nawrocki

Premier Wielkiej Brytanii

PAP

Prezydent Polski i premier Wlk. Brytanii

Prezydent Polski i premier Wlk. Brytanii

Prezydent Karol Nawrocki poinformował, że z premierem Wielkiej Brytanii Keirem Starmerem rozmawiał przede wszystkim o bezpieczeństwie i kwestiach ekonomicznych. Dodał, że poruszono też kwestie współpracy przemysłów obronnych i udziału państw w szczycie G-20.

Nawrocki od poniedziałkowego popołudnia przebywa z wizytą w Londynie; we wtorek około południa na Downing Street spotkał się z premierem Wielkiej Brytanii. Po zakończeniu tego spotkania prezydent powiedział dziennikarzom, że rozmowa dotyczyła przede wszystkim bezpieczeństwa i kwestii ekonomicznych. Ponadto - jak przekazał - poruszone zostały tematy polsko-brytyjskiej współpracy wojskowej.
CZYTAJ DALEJ

Drastycznie rośnie liczba dzieci uśmierconych w polskich szpitalach

2026-01-13 18:02

[ TEMATY ]

aborcja

Adobe Stock

Z rządowego sprawozdania z wykonania ustawy z 7 stycznia 1993 r. o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży za rok 2024 wynika, że w tym okresie w polskich szpitalach uśmiercono w drodze aborcji aż 885 dzieci.

Jest to 2 razy więcej niż w roku 2023 i ponad pięciokrotnie więcej niż w roku 2022.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję