JUSTYNA NĘDZA: - Jak wyglądała Twoja droga do Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży?
JAROSŁAW MŁODECKI: - W KSM jestem od 6 lat. W 2005 r. byłem to turnusie wakacyjnym, podczas którego doświadczyłem wielu wspaniałych emocji. Nie myślałem wtedy o Zarządzie KSM, a raczej o tym, by za rok znowu przyjechać do Desznicy. W 2007 r. rozpocząłem formację przygotowującą do posługi zastępowego. Pragnąłem pracować z trochę młodszymi kolegami i wskazywać im drogę, jaką kiedyś mnie pokazano.
- Skąd pomysł na zaangażowanie? Co KSM Tobie daje?
Pomóż w rozwoju naszego portalu
- Nie musiałem długo myśleć nad tym, czy mam się zaangażować, czy nie. To było trochę egoistyczne, bo po pierwszych rekolekcjach chciałem po prostu przeżyć jeszcze raz to samo. Na wspomnianym obozie nie doznałem jakiegoś wielkiego nawrócenia, tzn. wtedy uważałem, że jest inaczej, jednak z perspektywy czasu widzę, że Bóg posłużył się pozytywnymi uczuciami i emocjami. Dzięki temu przyjechałem jeszcze raz i tak to trwa aż do dzisiaj. Z tą różnicą, że zacząłem postrzegać członkostwo w KSM, jak i chrześcijaństwo, jako drogę, w której trzeba pracować nad sobą.
- Zostałeś prezesem KSM Diecezji Rzeszowskiej. Jakie są Twoje plany pracy?
Reklama
- Przede wszystkim chciałbym, aby KSM angażował się w tak dużym stopniu w diecezji jak to było dotychczas. Myślę, że ważne jest, aby nasze działanie było widoczne. Pragnę, aby KSM-owicz był człowiekiem, który dostrzega także problemy społeczne oraz pomaga w rozwoju i pracy nad sobą młodszym kolegom. Wraz z Zarządem staramy się, aby powstały nowe sekcje, m.in. formacyjna i artystyczna. Dzięki temu Stowarzyszenie będzie mogło więcej zaproponować nowym członkom.
- Stosunkowo mało młodych osób angażuje się w parafiach? Co zrobić, aby to zmienić?
- Świat dziś ma do zaproponowania bardzo dużo, jednak my nie zawsze potrafimy wybrać to, co jest dobre. Brakuje nam prawdziwych autorytetów. Lansowane poglądy, są sprzeczne z naturą ludzką. To wszystko, a wymieniłem tylko kilka problemów, czyni nasze czasy bardzo trudnymi, zwłaszcza dla młodego człowieka. Dlatego uważam, że trzeba mówić o tym jak wiele dobra dzieje się wokół nas. Nie można jednoznacznie stwierdzić, że mało młodych się angażuje, to zależy od wielu czynników. Jednak zgodzę się z tezą, że w parafiach może działać więcej młodzieży, ażeby tak było potrzeba nam dzisiaj odważnych świadków wiary, z akcentem na odważnych, bo my boimy się mówić o Bogu i pokazywać go innym.