Reklama

Prezent od Jana Pawła II

Zebrał nas przedziwnie. Najmłodszy pielgrzym - Janinka miała siedem miesięcy, najstarszy blisko 80 lat. Uczniowie, małżeństwa z dziećmi, osoby samotne, starsze, chore. Miała być sama wspólnota neokatechumenatu z regionu kieleckiego, krakowskiego i ze Szczecina, były również osoby spoza niej. - Jedno jest pewne - wszyscy, czyli 48 osób, mieliśmy być w tym autokarze, który wyjechał 28 kwietnia sprzed kościoła św. Józefa w Kielcach na beatyfikację Papieża - mówili pielgrzymi

Niedziela kielecka 21/2011

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Reklama

Jechaliśmy z pragnieniem, by być blisko niego, z różnymi planowanymi intencjami w sercu. - To będzie wielkie święto Błogosławionego Papieża, który jest już w chwale Ojca. W tym dniu Bóg będzie przekazywał przez ręce Jana Pawła II wiele prezentów dla nas. Nieważne, gdzie będziesz. Jedni dostaną prezent, siedząc przed telewizorem, drudzy dopiero w Rzymie. Zastanówcie się, o jaki prezent chcecie go prosić - zachęca przed pielgrzymką ks. Nikos Skuras - prezbiter neokatechumenatu, który był naszym duszpasterzem wraz z ks. Maciejem Michalczykiem.
W drodze przez Czechy, Austrię, Włochy towarzyszą nam laudesy (psalmy napisane przez Kiko Argüello - założyciela wspólnoty), czytanie Słowa Bożego, świadectwa, intencje, modlitwa serca, katechezy, różaniec. Rozpoczynamy „rekolekcje na kółkach”, które pomagają nam się powoli przygotowywać na tę najważniejszą chwilę. Podczas podróży wraca życie Błogosławionego, a z nim tajemnica krzyża. - Lekarze mówią, że cierpienie Jana Pawła II podczas agonii było porównywalne z cierpieniem Chrystusa na krzyżu. Ewangelizacja i trud musiały jednak być okupione cierpieniem. To była ta kropka nad „i” w całym dziele Jana Pawła II - mówi ks. Skuras.
O świcie witamy Wenecję. Przepływamy do miasta św. Marka. W tym czasie mała, kilkumiesięczna Janka rozchorowała się, rodzice Piotr i Kamila nie mogą z nią tutaj zostać, co robić? - Przyjaciele są wszędzie. Jeden telefon i rodzina z Wenecji zabiera ich do siebie.

Wenecja, Padwa, Orvieto - w towarzystwie świętych

Reklama

Nasz statek podpłynął do schodów pięknego kościoła Santa Maria del Rosario. Świątynię pod koniec XVII w. od jezuitów przejęli dominikanie. We wnętrzu można podziwiać prawdziwe dzieła sztuki: Tiepola i Battisty. Urzekające malowidło na sklepieniu przedstawia scenę podarowania przez Maryję św. Dominikowi różańca, który następnie przekazuje ten dar wiernym. Podczas Mszy św. dzielimy radość z Małgorzatą i Wiesławem, którzy 16 lat temu w obliczu Boga i Kościoła wypowiedzieli sobie sakramentalne „tak”. Kapłan znowu związał ich dłonie stułą, a oni odnowili przysięgę małżeńską.
Lada moment wybierają się na misje do Kopenhagi, do Danii. Kościół określa to miejsce pustynią duchową. Będą tam jako świadkowie Chrystusa żyli i pracowali, ich dzieci będą chodziły do kopenhaskiej szkoły. Decyzji, do której przygotowywali się długie lata we wspólnocie, towarzyszy wiele znaków zapytania. Jak Bóg to wszystko poukłada? Jak zabezpieczy ich byt i misje? Polecają się Janowi Pawłowi II.
Już trzeba jechać do Padwy, czeka na nas św. Antoni, włoskie rodziny i wspaniałe przyjęcie. Bracia przygotowali poczęstunek, a później rozwieźli nas do swoich domów na kolację i nocleg. Giuseppe Faccini jest emerytowanym inżynierem, nie mógł nas przenocować, ma bardzo chorą mamę, która wymaga starannej opieki, ale wraz z żoną przygotował wspaniałą kolację. Na nocleg jedziemy do Marii. Toczymy długie rozmowy o podróży, Janie Pawle II, o radościach i smutkach. Wczesnym rankiem jesteśmy przed bazyliką św. Antoniego. Setki Polaków. Pracujący w bazylice polski zakonnik mówi: - Wczoraj mieliśmy dziewięć Mszy św. po polsku, jesteśmy zaskoczeni, prawdziwe tłumy. Po Mszy św. i modlitwie przy grobie św. Antoniego wyruszamy do Rzymu. Do autokaru zabieramy parę narzeczonych Włochów - studentkę medycyny Martinę i Stefano oraz Węgierkę Georgię. Martina ma jeszcze dziewięcioro rodzeństwa. Jej rodzice są lekarzami. Wszyscy są na drodze neokatechumenalnej. Marzyli, by dostać się do Rzymu, jednak nie znaleźli wolnych miejsc w autokarach. Papież jednak już się o nich zatroszczył. Teraz w podróży możemy słyszeć nie tylko polskie pieśni, ale prześliczny, delikatny głos kantorki Martiny.
Po drodze trafiamy do Orvieto. W majestatycznej katedrze modlimy się w kaplicy korporału ze śladami krwi Chrystusa. W połowie XIII wieku, w pobliskiej Bolsenie podczas Eucharystii wątpiący w przeistoczenie kapłan był świadkiem cudu - z konsekrowanej hostii wyciekła krew. Hostię i korporał, na które upadły krople krwi, przeniesiono do Orvieto, gdzie 11 sierpnia 1264 r. papież Urban IV ogłosił ustanowienie Święta Bożego Ciała. Oczywiście wszędzie spotykamy Polaków. Czas nagli. Przyjaciele z neokatechumenatu z Terni przygotowali dla nas obiad. Pałaszujemy ravioli, szynkę parmeńską, makarony, maseratę. Wstępujemy do kaplicy na modlitwę za gościnnych gospodarzy i wyruszamy do Wiecznego Miasta, które już jest pełne pielgrzymów.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Rzym czuwa

Reklama

Udajemy się metrem bezpośrednio na Watykan, gdzie na ulicy przy Passetto di Borgo prowadzącym do Zamku Anioła układamy swoje karimaty i śpiwory. Czeka nas noc czuwania. Kantorzy wyjmują gitary, zaczyna się spontaniczna ewangelizacja śpiewem i tańcem w kręgu. Scenę próbuje kręcić włoska telewizja. Barwny tłum, przed nami flagi wielu państw, ludzie różnych ras, kultur, narodowości - tak jak to było za życia papieża, podczas jego pielgrzymek. Znowu nas gromadzi. Nagle pada hasło „ruszamy”, tłum się przesuwa o kilkadziesiąt metrów do przodu. Tłoczno, gwarno. Falą ludzi próbują z różnym skutkiem sterować włoscy karabinieri. Ktoś słabnie, trzeba karateki, tak mijają godziny. Trochę siedzenia, znowu wstajemy i ruszamy pod sztandarami greckiej flagi, którą niesie ks. Nikos, mający greckie korzenie. Flaga wśród wielu polskich wyróżnia się (jedyna chyba z Grecji), dlatego nie ma obaw, że ktoś się zgubi. Rośnie zmęczenie, senność, frustracja spowodowana brakiem toalet w pobliżu. Puszczają nerwy. Co by o nas pomyślał Ojciec Święty? - pytamy siebie w duchu. Pokorę przywraca postawa starszych poznaniaków cierpliwie czekających, by móc zrobić kolejny krok. Zaczyna świtać na Via Concilazione. Jesteśmy blisko. Tak wielu ludzi marzy, aby tutaj być. Wszędzie Polacy. Nie, są też Kanadyjczycy. Skąd jesteście? Co ciekawe, odpowiadają po polsku: - Jesteśmy Polakami z Toronto, a flagę mamy kanadyjską, żeby nas znajomi zauważyli - wspólnie wybuchamy śmiechem. Podobnych „cudzoziemców” było wielu. Mijamy kobiety w strojach krakowskich niosące feretron z obrazem Jezusa Miłosiernego, górali z Podhala, związkowców z „Solidarności”. Dwuletnia Kasia z rodzicami obserwuje spokojnie z wózka ludzi. Rzym nie śpi. „Viva il Papa!” - krzyczy od czasu grupa przed nami. Rozpoczyna się atmosfera niesamowitego święta. Z telebimów spogląda na nas twarz Jana Pawła II, przemykają fragmenty spotkań z głowami państw, ludzie wpatrują się w ekran.

Beatus

Reklama

Jesteśmy coraz bliżej. W końcu nasza kolej, jeszcze tylko mijamy bramki i stoimy na Placu. Trafiamy centralnie w środkowy sektor, tuż za obeliskiem, naprzeciwko ołtarz. Tuż obok kosza śpią po ciężkiej podróży Brazylijczycy przykryci kawałkiem śpiwora. Za mną rozsiadają się bezpośrednio na bruku, ubrani w eleganckie garnitury młodzi Portugalczycy. Wyciągają różańce, zaczynają modlitwę, jakby nie istniał dla nich cały zgiełk, który tutaj panuje. Zagajam młodą dziewczynę z ich kręgu, studentkę medycyny. - Cały czas żyłam daleko od Kościoła, w październiku tamtego roku coś się stało. Znalazłam wspólnotę Opus Dei. Zawołał mnie Chrystus. Wtedy odkryłam dopiero Jana Pawła II. Opus Dei było dla niego ważne. Mówiła o silnym Kościele w Polsce. Rozpoczyna się Koronka do Bożego Miłosierdzia. Georgia tłumaczy mi, że ogłoszenie papieża Polaka Błogosławionym właśnie w dniu Święta Bożego Miłosierdzia jest według niej sednem pontyfikatu.
O godz. 10 rozpoczyna się Eucharystia. Powiewają flagi, setki polskich flag. Gdy kard. Agostino Vallini czyta historię życia Jana Pawła II, co jakiś czas wybuchają fale radości, burze oklasków, po plecach przechodzą ciarki. Nas, Polaków, rozpiera duma. Nadchodzi moment, na który wszyscy czekaliśmy. „Papież Jan Paweł II jest błogosławionym” - ogłasza Benedykt XVI. Na balkonie błogosławieństw odsłaniany jest powoli portret Papieża Polaka.
Pierwsze spojrzenie na portret świętego i już nie ukrywamy łez, Brazylijczycy ściskają się i skaczą. Ludzie patrzą jak zahipnotyzowani na pełen blasku i chwały wizerunek Papieża. Zaczyna się coś przedziwnego. Otwiera się niebo. Brawa długo nie milkną. Tuż przed ołtarzem leci w górę baner z napisem „Deo gratias”. - W tej chwili on tam naprawdę był, czuliśmy to - mówił nam Antonello Gazetta z Padwy, który wraz ośmiorgiem dzieci i żoną oglądał transmisję w telewizji. U tej rodziny nocowaliśmy dwukrotnie. Odstąpili nam swoje sypialnie, by nam było wygodnie.
Po beatyfikacji odpoczywamy w bocznej uliczce przy kościele Santo Spirito in Sassia, w którym pracują polskie zakonnice głoszące Miłosierdzie Boże. Jemy wspólny posiłek przygotowany z tego, co mamy. Młodzi zaczynają grać na gitarach, tamburynach i bębnach: „Zmartwychwstał Pan”! Słowa po polsku i włosku rozbrzmiewają na odległość, wielu ludzi przyłącza się do tańca i naszej ewangelizacji. „Przebijamy się” w kierunku metra. Mijamy tysiące ludzi i - co za spotkanie! Trafiamy na prezydenta Kielc Wojciecha Lubawskiego w towarzystwie przewodniczącego Rady Miasta Tomasza Boguckiego i ks. prof. Henryka Witczyka, znanego biblisty. Radosne przywitanie, wymiana ciepłych słów, pozdrowienia i - do zobaczenia w Polsce!
Czekają na nas już w Ostii. Przyjeżdżają po nas rodziny i zabierają do siebie, goszczą, dają prowiant na drogę, dziękują za świadectwo, za bycie pielgrzymami. Kolejny dzień w Rzymie to kilka godzin zwiedzania i Msza św. w kościele Santa Maria Sopra Minerwa tuż obok Panteonu. Tutaj pochowana jest św. Katarzyna Sieneńska, którą Jan Paweł II w 1999 r. ogłosił współpatronką Europy.
Po Eucharystii jedziemy do rodzin do Padwy. Nazajutrz ostatnia pielgrzymia Msza św. w kościele św. Justyny. Tu spoczywają szczątki św. Łukasza Ewangelisty. Siwy jak gołąbek br. Giuseppe bierze nas za rękę i wprowadza do prezbiterium kościoła, tu przed ołtarzem głównym, w marmurowym sarkofagu znajduje się ciało św. Justyny męczennicy, a tu rzeźbione stalle Riccarda Turyny. Eucharystia odprawiana jest w bocznej kaplicy przy sarkofagu św. Łukasza. Długo się modlimy, dziękując Bogu za wspaniały, cudowny czas naszego pielgrzymowania.

* * *

Wracamy z prezentami

STEFANO Z PADWY: - W tych dniach byliśmy pewnym znakiem dla Rzymu. Po odsłonięciu portretu czułem, jak Papież patrzy na nas wszystkich i każdą osobę. Zrozumiałem, że nie jesteśmy w stanie osiągnąć świętości swoimi siłami. Tylko Bóg może tego dokonać. Tak jak dokonał tego w pełni w Janie Pawle II. Do tej pory bałem się o moje przyszłe małżeństwo, jak zabezpieczę byt rodziny, teraz wiem, że nie muszę się lękać.

MARTINA Z PADWY: - Pielgrzymka wlała we mnie ogromną nadzieję. Papież wciąż mówi do młodych, abyśmy się nie bali być świętymi i otworzyć drzwi Chrystusowi.

MIKOŁAJ: - Zapamiętałem Papieża jako wielkiego człowieka i Polaka, jego odwagę i determinację. Mimo cierpienia, jeździł na krańce świata, żeby spotkać się z wiernymi. Przypominam sobie jego ostatnie błogosławieństwo, jakiego udzielił z okna papieskiego. Kiedy nie mógł już chodzić ani mówić, widać było jego niemoc, smutek i łzy spływające po policzkach. Cierpiał, ale nie poddawał się. Dziś prosiłem Papieża o światło na moje powołanie.

MICHAŁ: - Mieszkałem w Rzymie kilkanaście lat. Jestem tutaj, bo chciałem podziękować Bogu. Moja mama niedawno była w zagrożonej ciąży. Modliłem się do Jana Pawła II. Dziś moja siostra ma sześć tygodni i jest zdrowa.

WOJTEK ZE SZCZECINA: - Na pielgrzymce spotkało mnie wiele dobra i gościnności od rodzin. Nie miałem planów na swoje intencje. Pojechałem dla żony, dla której Papież jest bardzo ważny. Na Placu św. Piotra poczułem, że Bóg mnie naprawdę kocha, takiego jakim jestem, mimo moich grzechów. Doświadczyłem żywego Kościoła, radości i spontanicznych łez. Bóg zostawił mi niesamowitą pamiątkę po tych rekolekcjach.

KS. NIKOS SKURAS: - Nie pojechałbym na tę pielgrzymkę, gdyby jej nie zorganizowano. Jestem za wygodny. Jednak widząc na czuwaniu nawet starszych, schorowanych 80-latków wchodzących w ten trud, zmieniłem zdanie. Stojąc tam na Via Conciliazione, dotknęło mnie to, że byłem jednym z tych, którzy mogli towarzyszyć Papieżowi w tym ważnym dniu i tworzyć klimat beatyfikacji. Dla mnie osobiście jako kapłana ważne jest to, że Papież spowiadał się raz w tygodniu, że miał swoje słabości. Jeśli nie miałby słabości, jego świętość byłaby bez sensu. Spowiedź jest pewnego rodzaju upokorzeniem. Dla Papieża to upokorzenie było pięciokrotnie większe. Musiał spowiadać się u prostego księdza i mówić prawdę, że w jakiś rzeczach nie dostaje do tego daru papiestwa. Pozwala mi to mieć odwagę iść do spowiedzi i wracać do Chrystusa. Papież mówi mi przez swoją postawę: Odwagi Nikos!

2011-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Post otwiera rękę dla potrzebującego

2026-01-22 10:34

[ TEMATY ]

rozważania

Ks. Krzysztof Młotek

Glossa Marginalia

Agata Kowalska

Prorok Joel przemawia w chwili klęski, którą księga opisuje obrazem szarańczy i suszy. Taki kataklizm oznaczał głód i przerwę w ofiarach, bo brakowało zboża i wina. Wezwanie „Nawróćcie się do Mnie” wykorzystuje hebrajskie šûb, czyli powrót z drogi błędnej. Post, płacz i lament należą do języka żałoby. Rozdarcie szat było w Izraelu znakiem wstrząsu, znanym z opowiadań o Jakubie i o Hiobie. Joel żąda ruchu głębszego: «Rozdzierajcie wasze serca, a nie szaty». Chodzi o decyzję w miejscu, gdzie rodzą się wybory, a nie o sam gest. Prorok wzywa do zgromadzenia całego ludu, od starców po niemowlęta. Wzmianka o oblubieńcu i oblubienicy pokazuje, że nawet czas wesela ustępuje wobec wołania do Boga. Najbardziej przejmujący obraz dotyczy kapłanów płaczących „między przedsionkiem a ołtarzem”. To precyzyjna lokalizacja w świątyni. Kapłan staje pomiędzy miejscem ofiary a wejściem do przybytku i woła: „Oszczędź, Panie, lud Twój”. Stawką pozostaje Imię Boga wobec narodów. Tekst przywołuje formułę z Wj 34,6: Bóg jest „łaskawy i miłosierny, nieskory do gniewu”. To opis Jego stałości. Odpowiedź Boga nosi rys gorliwości o swój kraj i litości nad swoim ludem. Cała perykopa ma formę liturgicznego wezwania. Pada „zwołajcie”, „ogłoście post”, „zgromadźcie lud”. Hebrajskie czasowniki sugerują czyn wspólnotowy, nie prywatny rytuał. Zwrot „żałuje nieszczęścia” niḥam nie opisuje kapryśnego i gniewnego Boga, lecz Jego wolę ratowania. Hieronim w komentarzu do Joela wskazuje, że rozdarcie szat bez nawrócenia pozostaje pustym gestem.
CZYTAJ DALEJ

Papież o objawieniach Jezusa Miłosiernego siostrze Faustynie

2026-02-18 11:35

Vatican Media

Niech Wielki Post będzie czasem spotkania z Chrystusem przez sakrament pokuty i uczynki miłosierdzia – życzył Ojciec Święty Polakom na zakończenie audiencji generalnej w Środę Popielcową w specjalnie do nich skierowanym pozdrowieniu. Przypomniał, że „22 lutego przypada 95. rocznica pierwszego objawienia Jezusa Miłosiernego świętej Faustynie Kowalskiej”.

Zwracając się do Polaków, Papież powiedział: „Serdecznie pozdrawiam Polaków. 22 lutego przypada 95. rocznica pierwszego objawienia Jezusa Miłosiernego świętej Faustynie Kowalskiej. Zapoczątkowało to nowy rozdział szerzenia kultu Bożego Miłosierdzia poprzez Koronkę i obraz „Jezu, ufam Tobie”. Niech Wielki Post będzie czasem spotkania z Chrystusem przez sakrament pokuty i uczynki miłosierdzia. Wszystkich was błogosławię!”.
CZYTAJ DALEJ

Żeby dojść do tajemnicy śmierci i zmartwychwstania

2026-02-18 21:34

Biuro Prasowe AK

– Z życia z Bogiem w ukryciu zrodzi się w Tobie takie życie, które wszyscy będą widzieć; będą patrzeć na ciebie i będą widzieć dziecko Boga – córkę Boga, syna Boga. Bo Bóg tak oddaje – mówił kard. Grzegorz Ryś w Środę Popielcową w katedrze na Wawelu.

Na początku Mszy św. metropolita krakowski przypomniał słowa św. Grzegorza Wielkiego, który mówił, że „post trzeba uświęcać, bo sam z siebie nie jest święty”. – W poście nie chodzi o to, żeby pościć. W poście chodzi o to, żeby dojść do tajemnicy śmierci i zmartwychwstania Pana Jezusa, a to znaczy także do tajemnicy własnego chrztu, tak żebyśmy mogli po upływie postu odnawiać swoje przyrzeczenia chrzcielne. Gdyby nas liturgia Wigilii Paschalnej zaskoczyła, gdybyśmy nie wiedzieli, że padną te pytania, gdybyśmy nie byli gotowi na odpowiedź, to niezależnie od tego, ile sobie odmówimy jedzenia i picia, postu nie było. Ruszamy do tej drogi, do Wigilii Paschalnej, do własnego chrztu – zauważył kard. Grzegorz Ryś.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję