Reklama

Szafarz Miłosierdzia

Niedziela przemyska 14/2002

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

15 marca przypadła kolejna, 54. rocznica śmierci Czcigodnego Sługi Bożego ks. Jana Balickiego. Z tej okazji w przemyskiej archikatedrze zgromadzili się licznie wierni, alumni Seminarium Duchownego, siostry zakonne na uroczystej Eucharystii koncelebrowanej przez księży biskupów Stefana Moskwę i Adama Szala. Wraz z koncelebransami modlił się bp Bolesław Taborski i kapituła archikatedralna. Było to spotkanie szczególne. Kilka dni wcześniej powołano komisję do zbadania nadzwyczajności pewnego uzdrowienia. Modlono się, aby Bóg znakami potwierdził wolę wyniesienia księdza Jana na ołtarze. Poniżej drukujemy kazanie, które podczas Mszy św. wygłosił wyżej podpisany.

Słońce ostatnimi blaskami, jakby żegnając się z tą częścią świata, zaglądało do szpitalnej sali. Siostry czuwające zauważyły, że umierający jest jakby nieobecny. Oddech się wyrównał, blada twarz nabrała dziwnych rumieńców. Zaczęły się modlić. Po dłuższej chwili Jan otworzył oczy i powiedział do jednej z nich: "powiedziała mi Matka Boża, że mam jeszcze dwa stopnie do przebycia". Niech nam ojciec to wytłumaczy. Zamilkł, zmienił temat rozmowy i zatopił się w rozważaniu słów, które przed chwilą wyrzekł.

Czcigodny Sługo Boży księże Janie Balicki!

Na partyturze dogmatu świętych obcowania, ślemy do Ciebie z tej ziemi najszczersze uczucia wdzięczności Bogu, że dał nam takiego człowieka, który w tajemnicy Bożego Miłosierdzia pojednał tylu ludzi. Pozdrawiamy na tejże partyturze wszystkich, którzy tworzyli Twoje najbliższe otoczenie, a dziś cieszą się z Tobą i Twoją radością.

Chcemy Ci powiedzieć, że na ziemi dzisiaj wielka nienawiść Boga. Każdy grzech, nad którym bolałeś jest deklaracją nienawiści człowieka do Boga i chcemy powiedzieć, że tak bardzo potrzeba apostołów Miłosierdzia, takich jak Ty. Potrzeba nam takich pokornych, a jednocześnie takich silnych, którzy z determinacją, siłą herosa stawali wszędzie, gdzie nienawiść chciała zabrać człowieka Bogu. Wzorem Chrystusa, który z takim niepokojem i wielkim bólem umierając dodatkowo cierpiał złowrogie słowa niedobrego łotra.

Ten pierwszy stopień dane było przeżyć wielu wiernym 54 lata temu. My ufamy, że dożyliśmy czasów, że ten drugi stopień, kiedy objawi się światu wola Kościoła potwierdzająca Twoją świętość - będzie naszą radością i naszym udziałem. To właśnie, jak wówczas, gdy marcowe, mroźne powietrze przeciął dźwięk dzwonów ogłaszających Twoje odejście, w marcowe dni tego roku rozdzwoniły się telefony z Kongregacji ds. Świętych zachęcające, niemal obligujące, aby gromadzić cuda, aby dokumentować nadzwyczajne wydarzenia fizycznego uzdrowienia. To Bóg zdecyduje, kiedy i w jakim momencie historii Zbawienia zajaśnieje oficjalnie aureola Twojej świętości. Po ludzku jednak, może nieco nieskromnie, nieśmiało, ale z wielką ufnością myślimy, że już wkrótce przyjdzie czas na ten drugi stopień. Może podczas tegorocznej wizyty Ojca Świętego. Byłoby pięknie, gdybyśmy podczas konsekracji Świątyni Miłosierdzia na krakowskich Łagiewnikach mogli wielbić Boga za Jego miłosierdzie, ale także śpiewać przemyskie Te Deum za Ciebie - Szafarza Miłosierdzia, którego Kościół ogłosi błogosławionym.

Tak - piszemy ten list z sercami pełnymi nadziei, pragnąc jednocześnie uczyć się od Ciebie tej wielkiej troski i wrażliwości na nienawiść świata, jaką ma wobec Boga. Więcej - dziś nam jest trudniej, ponieważ nienawiść próbuje się wpisać jako zasadę życia. Nienawiścią ludzie się chełpią.

Tego chcemy się uczyć - zmagania z nienawiścią i wydobywania z ludzkich serc tego, co w nich najpiękniejsze.

Tak sobie piszemy ten list - refleksję, inspirowani pewnym wydarzeniem, które miało miejsce tuż przed śmiercią Sługi Bożego. Przyszła wolność, a wraz z nią radości powrotów, ale wojna przyniosła także wiele dramatów. I oto tutaj w Przemyślu - jedna z kobiet otrzymuje wiadomość od męża, który wrócił z łagrów niemieckich, że się chce z nią rozwieść. Zdeterminowana kobieta postanawia męża oślepić. W odruchu zazdrości i obrony swojej miłości i wyłączności - pomyślała, że wtedy ślepy nie odejdzie od niej. Rozpoczynają się rozmowy rodziny, irytują ją, jest upokorzona w swoim oddaniu, które zostało wzgardzone. Te rozmowy utwierdzają ją w przekonaniu, że powinna dokonać tego aktu. I oto jak sama zeznaje: "coś zaczęło się dziać ze mną niedobrego, każdego dnia i każdej nocy jakiś głos mówił mi tak - spróbuj pójść do księdza Balickiego, co On ci powie? Nic to nie zaszkodzi, zrobisz jak zechcesz". Głos o tyle dziwniejszy, że nigdy nie widziała tego człowieka, nigdy z nim nie rozmawiała. Mówiono, że niemal ociemniały żyje gdzieś obok katedry. Szła umacniając się, że na pewno Go nie posłucha, ale może coś powie? Wypowiedziała bardzo emocjonalnie swe słowa, a On nie krzyczał, nie strofował, nie pouczał. Wyszła od Niego, i jak pisze do dziś nie wie co się stało - wybaczyłam i pogodziłam się z moim upokorzeniem.

Spróbujmy pójść do księdza Balickiego, co On nam powie? To chcemy Czcigodny Sługo Boży wziąć jako dewizę tych dni nadziei, w których tam - w cieniu Bazyliki Piotrowej rozważać będą tę prawdę, która jest potrzebna, która jest głosem Boga potwierdzającego Twoją świętość, a my będziemy szli do Ciebie - co nam powiesz, bo oprócz tego, że masz moc czynienia cudów i uzdrawiania z fizycznych dolegliwości, to jednak większą Twoją radością jest to, że wyprowadzasz ludzi z choroby nienawiści, że przywracasz wzrok tym, którzy chcą wzrok innym odebrać, a jednocześnie ratujesz tych, którzy przez złe i nienawistne życie wobec Boga mogą oślepnąć na Jego dar.

Spróbujmy pójść do księdza Balickiego, co On nam powie? Co On nam powie o naszych nienawiściach, wszak każdy nawyk, każde złe przyzwyczajenie, każdy grzech jest nienawiścią Boga. Więc ja i każdy z Was - jest uczestnikiem tego solidarnego zmagania się ze słabością. Żywimy takie nienawistne akty, co do których nie ma w nas mocy, czasem nawet woli, aby je porzucić. Jak owa kobieta pielęgnujemy w sobie te akty nienawiści wobec Boga. Czasem głośno tylko mówimy, jak bardzo nienawistny jest świat - jedynie nocą, kiedy uspokajają się werbalne deklaracje, sumienie podpowiada - Ty też nienawidzisz - a ja się bronię, to takie dobre, nie umiem się go pozbyć. I tak trwamy. Oto cud jest w zasięgu ręki. Jeżeli fizyczne uzdrowienie jest wielką tajemnicą i ryzykiem, bo niewiadomo czy nie jest potrzebne do uświęcenia - tak wyleczenie z choroby nienawiści jest wielkim pragnieniem Boga, który Syna po to dał, aby stał się syntezą nienawiści, przyjmując nasze nienawiści, i wyleczył nas. I wysłał Bóg świętych jak słyszeliśmy we wstępie, którzy są radością i dumą ziemi, aby pomagali nawet tym, którzy zacietrzewiają się w nienawiści.

Postanówmy zatem pójść do Jana - co nam powie? Powiedzmy mu szczerze - oślepliśmy nienawiścią i nie bardzo chcemy się wyzwolić, nie bardzo mamy siły. Dajemy Ci naszą nienawiść, ślepotę, ufni że przewrócisz nam wzrok. Wszak tylu po tej ziemi przemyskiej chodziło radosnych z ujrzenia światła łaski. Szafarz Miłosierdzia - ten który codziennie modlił się, lękając się upokorzenia, stał się wielkim pokornym Sługą Miłosierdzia. I zostawił nam dar zapisany na 7 tygodni przed śmiercią. Przyjmijmy go, jako dar z miłosierdzia i lekarstwo na leczenie się z nienawiści wobec Boga, jako drogę, która będzie naszą deklaracją, że trudno nam z naszymi słabościami, ale przy Twoim wstawiennictwie - ufamy, że się z niej wyzwolimy.

Pisał ks. Jan 27 stycznia i niech to będzie jego Testament dla nas:

1. Chodzić zawsze w obecności Bożej, pamiętać, że Bóg zawsze na mnie patrzy i widzi wszystkie czynności zewnętrzne i wewnętrzne;

2. Zawsze jak najsprawiedliwiej osądzać, pamiętać, że wszystko słyszy co mówię i każde słowo, każda mowa dłuższa czy krótsza jest również osądzona i na jakiś wyrok zasługująca, czy niebo, czy na czyściec czy może na piekło;

3. Pamiętać, że w każdej chwili jestem w rękach wszechmogącego Boga, dającego mi istnienie i że na sercu Ojcowskim spoczywam.

4. Pamiętać, że naznaczona godzina śmierci wisi nade mną.

Tak piszemy ten list, ufni, że idąc do Ciebie Janie, słuchając co nam powiesz - zostaniemy wyzwoleni. Piszemy nie kryjąc, z wielką nadzieją, że w sierpniu w bazylice Bożego Miłosierdzia będziemy śpiewać Te Deum, za Twoje - Szafarzu Miłosierdzia na ołtarze wyniesienie. I modlimy się, aby ta nadzieja się spełniła.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

2002-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Komunikat kurii diecezji radomskiej w sprawie kapłana uniewinnionego od zarzutu molestowania seksualnego

2026-01-17 07:35

[ TEMATY ]

komunikat

diecezja radomska

Diecezja radomska

W związku z wysuniętym oskarżeniem wobec ks. Leona, emerytowanego proboszcza z Pionek sprawa została podjęta przez państwowy wymiar sprawiedliwości. Na skutek przeprowadzonego postępowania Sąd I oraz II instancji uniewinnił tego kapłana od zarzutu molestowania seksualnego osoby nieletniej. Sprawa ta była również przedmiotem postępowania kanonicznego, którego rezultat został przesłany do Dykasterii Nauki Wiary.
CZYTAJ DALEJ

Ojciec pustyni

Niedziela Ogólnopolska 2/2020, str. VIII

[ TEMATY ]

Egipt

św. Antoni

pustynia

Adobe Stock

Św. Antoni Wielki

Św. Antoni Wielki

Św. Antoni Wielki ur. w 251 r. zm. w 356 r.
Zostawił po sobie rady i wskazówki, jak żyć

Trudno nam, ludziom współczesnym, wyobrazić sobie życie w surowej ascezie, a dodatkowo na pustyni. Jednak w pierwszych wiekach chrześcijaństwa taka forma życia znalazła wielu naśladowców, których nazywamy „Abba” – Ojcami Pustyni.
CZYTAJ DALEJ

Kompromitacja Europy na Grenlandii

2026-01-17 12:02

[ TEMATY ]

komentarz

Grenlandia

Adobe Stock

Po wielu latach krytyki europejskiego kolonializmu prawie cała Europa staje w obronie duńskiej kolonii w Ameryce – tak najkrócej można określić całą awanturę wokół Grenlandii. Czy się komuś to podoba, czy nie, Grenlandia jest arcyważną wyspą z militarnego punktu widzenia, a Dania całkowicie ją zapuściła pod względem obronnym.

Wbrew pozorom ze stolicy Grenlandii do Nowego Jorku jest znacznie bliżej niż do Kopenhagi, bo wyspa leży na zachodniej półkuli i geograficznie należy do Ameryki Północnej. Grenlandczycy przez wieki przyzwyczaili się do Duńskiej dominacji na wyspie, ale nie pałają do nich przesadną sympatią. Także Duńczycy nic ze swojej kolonii nie mają, bo co roku muszą dopłacać do niej ok. 700 mln dolarów. A i tak jest to kropla w morzu potrzeb.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję