Reklama

Byłem wtedy w Katyniu

Niedziela bielsko-żywiecka 17/2010

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Mariusz Rzymek: - Drogę na obchody 70. rocznicy zbrodni katyńskiej przebył Pan w specjalnym pociągu. Czy podróż przebiegała bez żadnych perturbacji?

Stanisław Pięta: - Podróż trwała 20 godzin i odbyła się bez przeszkód. Jedynym mankamentem była wymiana podwozia, dłuższa o dwie godziny niż wynikało to z konieczności zamontowania rozstawu dostosowanego do szerszych niż europejskie, rosyjskich torów. Poza tym nadplanowym postojem w Mińsku, wszystko odbyło się bardzo sprawnie. Co do ludzi, których spotkaliśmy na trasie przejazdu naszego pociągu, to zarówno Białorusini, jak i Rosjanie, byli do nas bardzo przyjaźnie nastawieni.

- Pociąg, którym Pan podróżował, zakończył swój bieg w Smoleńsku. Jak z tego miasta dotarł Pan do Katynia?

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Reklama

- Wraz z dwoma innymi osobami, przed udaniem się do lasu katyńskiego, postanowiliśmy dotrzeć do stacji kolejowej Gniezdowo. Dowiedzieliśmy się, że czeka nas dwukilometrowy spacer, więc ruszyliśmy na piechotę. Po pokonaniu dwóch kilometrów okazało się, że jeszcze sporo drogi przed nami i zamiast iść na nogach, zatrzymaliśmy kursowego busa i tak dotarliśmy do celu. W Gniezdowie zobaczyliśmy budynek starej stacji kolejowej, z której kierowani byli na egzekucje polscy jeńcy wojenni. Z tego, co się później dowiedziałem, druga grupa osób, która usiłowała tak jak my, tylko, że nieco później, dotrzeć w to samo miejsce, została zatrzymana przez rosyjską milicję i zawrócona z drogi. My tymczasem, po zwiedzeniu stacji w Gniezdowie, kolejnym busem, dotarliśmy do Katynia. Ostatni odcinek przejechaliśmy w towarzystwie funkcjonariuszy OMON-u. Wszyscy byli dla nas wyjątkowo mili i serdeczni. Widocznie nie dostali jeszcze rozkazu zatrzymywania Polaków próbujących, poza głównym konwojem, dotrzeć na miejsce uroczystości.

- W Katyniu był Pan pierwszy raz. Jakie wrażenie robi to miejsce?

- Do Katynia dotarłem 1,5 godziny przed uroczystościami. Czasu na dokładne przyjrzenie się tej nekropolii było więc bardzo dużo. Wraz ze znajomymi w milczeniu przechodziliśmy wokół grobów, których kontury znaczą grube stalowe płyty. Później szukaliśmy na ścianie, na której umieszczone są tabliczki z nazwiskami rozstrzelanych oficerów, osób pochodzących z Podbeskidzia. Idąc wzdłuż tej ściany, czytaliśmy lapidarne informacje, mówiące o tym, kim byli pomordowani. A byli to prawnicy, studenci, profesorzy, lekarze, nauczyciele. Elita narodu, która musiała zginąć, by bolszewicy mogli się wziąć za indoktrynację pozostałej przy życiu reszty. Ogrom dokonanego przez Sowietów pogromu, chyba każdego, kto tam przybywa, wprawia w żałobny nastrój.

- W jakich okolicznościach dowiedział się Pan, że z rządowym samolotem jest coś nie tak?

Reklama

- Posłowie z pociągu, w tym i ja, zajmowali wyznaczone uprzednio miejsca. Przed nami były wolne krzesła zarezerwowane dla osób podróżujących prezydenckim samolotem. Na każdym z nich leżała karteczka z nazwiskiem, informująca, dla kogo jest ono przeznaczone. Te puste miejsca, jak się spodziewałem, miały się wkrótce zapełnić. Tymczasem podeszła do mnie posłanka Małgorzata Sadowska z informacją, że coś z samolotem prezydenckim jest nie tak. Mówiła, że Jacek Sasin, zastępca szefa Kancelarii Prezydenta RP, dostał telefon, po którym pobladł i natychmiast wstał. Następnie zaraz po zakończeniu rozmowy pospiesznie opuścił miejsce uroczystości.

- Kiedy dotarła do Pana informacja, że Prezydent RP Lech Kaczyński i towarzyszące mu osoby nie żyją?

- Na początku nie dopuszczałem do siebie myśli o najgorszym, tak jak nie przekazywałem innym informacji, jaką uzyskałem od Małgorzaty Sadowskiej. Potwierdzenie tego, że faktycznie samolot się rozbił otrzymałem od znajomego, który przeczytał tę wiadomość na pasku informacyjnym jednego z kanałów telewizyjnych. Zaraz, gdy się o tym dowiedziałem, zadzwoniłem do żony z prośbą, by zdawała mi relacje z tego, co się dzieje. Wtedy liczyłem jeszcze, że nikomu nic się nie stało. Miałem nadzieję, że może są jacyś ranni, ale nic ponadto. Wkrótce żona odarła mnie ze złudzeń. Przesyłane przez nią sms-y mówiły o kolejnych ofiarach katastrofy: P. Wypychu, A. Natalli-Świat, S. Skrzypku, J. Szmajdzińskim. W pewnym momencie dostałem wiadomość, że nikt nie przeżył. To nie mieściło mi się w głowie.

- Nazwiska, które znalazły się na liście ofiar, należały do osób ze ścisłej czołówki polskiej sceny politycznej.

Reklama

- Prezydent RP, Prezes NBP, generałowie - skala strat, do których w wyniku katastrofy doszło jest nie do opisania. Na dodatek stało się to w fatalnym momencie. Prezes IPN Janusz Kurtyka był załamany projektem nowelizacji przepisów dotyczących IPN-u, bo „de facto” oddawały one prowadzoną przez niego instytucję w ręce ubeckiej agentury. Mimo to myślał do końca bronić dotychczasowego statusu IPN-u. Tymczasem, jak się później dowiedziałem, w niecałe dwie godziny od jego śmierci, ludzie Komorowskiego przyszli z pełnomocnictwami przejmować kontrolę w IPN-ie. Zamknięto im jednak drzwi i powiadomiono o zajściu kolegium instytucji. Podobna sytuacja była w Pałacu Prezydenckim, gdzie również po dwóch godzinach od katastrofy zjawili się ludzie Komorowskiego. Chcieli objąć władzę nad kancelarią na mocy konstytucji. Zostali z niej jednak wyproszeni, gdyż nie przedstawili aktu zgonu Prezydenta RP. Nie minęły kolejne dwie godziny, a już byli z powrotem, z wymaganym zaświadczeniem. Koniec końców dopięli swego. Gdy dowiaduję się o takich rzeczach, to ciężko jest mi uwierzyć w autentyczność postaw niektórych żałobników.

- Czy aby nie są to zarzuty na wyrost. W końcu, nawet w obliczu tragedii narodowej, trzeba ze względów bezpieczeństwa dbać o ciągłość sprawowania władzy na różnych szczeblach administracji państwowej.

- Tu akurat władza nie była zagrożona. Ani Pałac Prezydenta, ani IPN się nie walił. Chodziło raczej o dotarcie do drugiej części raportu w sprawie Wojskowych Służb Informacyjnych.

- Wracając do tragedii pasażerów prezydenckiego samolotu, czy rzeczywiście w czasie poprzedzającym katastrofę, Smoleńsk spowijała gęsta mgła?

- Gdy rankiem, udając się do Katynia, opuszczaliśmy Smoleńsk, widoczność była doskonała. Świeciło słońce i nie było żadnej mgły. Podobnie na temat pogody wypowiadali się dziennikarze, którzy na pokładzie JAK-a 40 wylądowali na lotnisku w Smoleńsku, godzinę przed katastrofą prezydenckiego samolotu.

- Jak na wieść o ofiarach lotniczej katastrofy zareagowali ludzie, którzy przybyli na obchody 70. rocznicy mordu katyńskiego?

- To było morze łez. Myślę, że tragizm zaistniałej sytuacji uwydatniało miejsce, które jest żywym symbolem narodowej katastrofy. My na własnej skórze doświadczyliśmy kolejnego nieszczęścia związanego z Katyniem.

- Niektórzy spośród uczestników katyńskich uroczystości na wieść o katastrofie, winą za nią zaczęli obarczać Rosjan?

Reklama

- Były to oskarżenia wypowiadane pod wpływem emocji. Wtedy nie było żadnych przesłanek, żeby tak twierdzić. One pojawiły się dopiero później. Po Mszy św., gdy szliśmy do autokarów, usłyszeliśmy jak rosyjscy milicjanci traktowali polskich dziennikarzy próbujących zrobić materiał o katastrofie. Odbieranie notatek i nagrań oraz bieganie za dziennikarzami po lesie z bronią w ręku, to dawało do myślenia.

- Czy docierały do Pana relacje z miejsca tragedii?

- Informacje, jakie były przekazywane przez dziennikarzy, mówiły o braku prowadzenia akcji ratunkowej. Na początku na miejsce katastrofy miała nie dotrzeć żadna karetka ani żaden wóz straży pożarnej. Później od osoby rozmawiającej z J. Sasinem usłyszałem, jak wyglądał obraz zniszczeń. Sasin dzwonił z miejsca tragedii i opisywał, że idzie w lesie po błocie, że ciała są nagie i w większości rozczłonkowane. Że ciśnienie zerwało z nich odzież i że nie jest w stanie nikogo zidentyfikować.

- Jadąc przez Smoleńsk w kierunku dworca kolejowego widać było stan podwyższonej gotowości rosyjskich służb mundurowych?

- Za bardzo nie zwracałem na to uwagi. Zza okna widziałem tylko, że gdy przejeżdżaliśmy, milicjanci z takimi dużymi drewnianymi lizakami w rękach, zatrzymywali ruch uliczny. Gdy dotarliśmy na dworzec, służby mundurowe obstawiły pociąg i spokojnie mogliśmy do niego wsiąść. Do ich pracy nie można mieć żadnych zastrzeżeń. Byli do nas bardzo przyjaźnie nastawieni.

- Czy w Katyniu ktoś z rosyjskich oficjeli składał kondolencje zgromadzonym tam Polakom?

Reklama

- Ja o tym nic nie wiem. Nic takiego po prostu nie słyszałem. Po Mszy św. przemówił Ksiądz Kapelan, a po nim oficer Wojska Polskiego. Wydał on zarządzenie porządkowe, po którego wysłuchaniu skierowaliśmy się do wyjścia.

- Z pewnością droga powrotna była pełna różnego rodzaju spekulacji?

- Niektóre z nich dawały wiele do myślenia. Rozmawiałem na przykład z posłami z komisji spraw zagranicznych, którym zdarzało się latać prezydenckim samolotem. O pilotującej go załodze mieli bardzo dobre zdanie. Mówili, że ci ludzie biegle znali rosyjski i nie można dać wiary informacjom, że źle zrozumieli komunikaty biegnące z wieży kontroli lotów. Twierdzili też, że ci ludzie nie podjęliby decyzji o lądowaniu, gdyby istniało choćby najmniejsze ryzyko dla osoby Prezydenta RP. Dlatego wykluczali informację o podchodzeniu do lądowania w sytuacji braku rozpoznania lotniska.

- W niektórych gremiach pojawia się teza, że to Rosjanie stoją za katastrofą prezydenckiego samolotu. Co o niej Pan myśli?

- Jak zbada się bilans zysków i strat, to okaże się, że sporo korzyści wynikło dla Rosji z tej katastrofy. Proszę zauważyć, że ginie siedmiu najwyższych dowódców wojskowych oraz Lech Kaczyński, który miał odwagę przeciwstawić się neoimperialnej polityce Kremla. Na dodatek śmierć ponosi jego zaplecze. Jest to potężne osłabienie naszego patriotycznego skrzydła, a to niewątpliwie jest Rosji na rękę. Pisze o tym zresztą red. Stanisław Michalkiewicz. Jak było naprawdę, tego jednak nie wiem. Cała nasza wiedza, póki co, jest wiedzą dozowaną przez władze rosyjskie. Mimo to niczego nie przesądzam. Wątpliwości jednak mam i nie jestem w nich odosobniony.

2010-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

W wierze w Jezusa Chrystusa wszystko jest „naj-bardziej, „naj-głębiej”, „naj-obficiej”, dlaczego?

2026-02-10 13:48

[ TEMATY ]

rozważania

O. prof. Zdzisław Kijas

Adobe Stock

Jezus uczy, że człowiek zdoła to osiągnąć, kiedy szedł będzie zarówno drogą serca, jak i drogą człowieka. Zadaniem jednej z nich jest kształtowanie czy formowanie serca. Z kolei drugiej – budowanie właściwych relacji z innymi. Są to zatem drogi mocno związane ze sobą, zależne od siebie.

Bo powiadam wam: Jeśli wasza sprawiedliwość nie będzie większa niż uczonych w Piśmie i faryzeuszów, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego. Piąte przykazanie Słyszeliście, że powiedziano przodkom: Nie zabijaj!*; a kto by się dopuścił zabójstwa, podlega sądowi. A Ja wam powiadam: Każdy, kto się gniewa na swego brata, podlega sądowi. A kto by rzekł swemu bratu: Raka*, podlega Wysokiej Radzie. A kto by mu rzekł: “Bezbożniku”, podlega karze piekła ognistego. Szóste przykazanie Słyszeliście, że powiedziano: Nie cudzołóż!* A Ja wam powiadam: Każdy, kto pożądliwie patrzy na kobietę, już się w swoim sercu dopuścił z nią cudzołóstwa. Ósme przykazanie Słyszeliście również, że powiedziano przodkom: Nie będziesz fałszywie przysięgał, lecz dotrzymasz Panu swej przysięgi*. A Ja wam powiadam: Wcale nie przysięgajcie, ani na niebo, bo jest tronem Bożym; Niech wasza mowa będzie: Tak, tak; nie, nie*. A co nadto jest, od Złego pochodzi.
CZYTAJ DALEJ

Fulton Sheen: Teleewangelista czy prorok zza oceanu?

2026-02-14 20:15

[ TEMATY ]

Abp Fulton J. Sheen

pl.wikipedia.org

Abp Fulton Sheen

Abp Fulton Sheen

„Spierał się z Darwinem, Freudem, Marksem i Szatanem. Nacierał uszu demokratom za lekceważenie demokracji, ganił kapitalistów za chciwość, a cały Zachód za to, że dawał komunizmowi szansę na rozwój przez lekceważenie własnej wiary chrześcijańskiej” – tak Fultona Johna Sheena scharakteryzowano w magazynie Time.

Na początku lat 50. XX wieku amerykańska telewizja wchodziła w swój złoty wiek, który trwał kolejne dwie dekady. Nigdy wcześniej ani nigdy później telewizja nie wpływała tak znacząco na kulturę i sposób życia zwykłego Amerykanina. Srebrny ekran kształtował to, jak społeczeństwo postrzegało rodzinę, miłość, politykę i inne aspekty życia – nawet normy społeczne. Telewizja stała się w pewnym sensie medium „totalnym”, formując amerykańskie umysły bardziej, niż współcześnie czyni to internet. Powstające wówczas seriale i programy były starannie produkowane, miały dobrze napisane scenariusze, wybitnych aktorów i reżyserów, dominowała jednak wśród nich tematyka rozrywkowa – z jednym wyjątkiem. Nowojorski biskup, który wytykał Amerykanom grzech, mówił im o obowiązkach wobec Boga i rodziny, ganił komunistów i z chrześcijańską miłością modlił się na antenie za Hitlera i Stalina, gromadził każdego tygodnia przed odbiornikami miliony widzów. Był to paradoks tamtych czasów, że z najpopularniejszymi programami rozrywkowymi mógł konkurować pod względem oglądalności tylko katolicki biskup. Fulton John Sheen stał się swego rodzaju telewizyjnym celebrytą, a w 1952 r. otrzymał nawet Nagrodę Emmy – telewizyjnego Oscara – dla „Najbardziej Wybitnej Osobowości” srebrnego ekranu. Jego audycje i książki były rozchwytywane nie tylko przez katolików. Również dziś, ponad cztery dekady od jego śmierci, książki bp. Sheena błyskawicznie znikają z księgarskich regałów. Jak osoba ta zdobyła rozgłos? Dlaczego bp Sheen nadal jest tak popularny, również w Polsce?
CZYTAJ DALEJ

W Kościele ogólnopolska zbiórka do puszek na pomoc Ukrainie

2026-02-15 06:22

[ TEMATY ]

Ukraina

zbiórka

Karol Porwich/Niedziela

W niedzielę we wszystkich świątyniach katolickich po Mszach świętych odbędzie się zbiórka do puszek na pomoc dla Ukrainy. Pieniądze za pośrednictwem Caritasu Polska zostaną przekazane poszkodowanym.

W związku z dramatyczną sytuacją na Ukrainie przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski abp Tadeusz Wojda zwrócił się 5 lutego z prośbą do biskupów diecezjalnych o przeprowadzenie 15 lutego ogólnopolskiej zbiórki na pomoc Ukrainie.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję