Reklama

Adam, tu się można modlić…

Niedziela zielonogórsko-gorzowska 41/2003

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Z biskupem diecezjalnym dr. Adamem Dyczkowskim, o Janie Pawle II z okazji Dnia Papieskiego, rozmawia ks. Dariusz Gronowski

Ks. Dariusz Gronowski: - Zbliża się 25. rocznica wyboru Jana Pawła II na Stolicę Piotrową. Wiemy, że Ksiądz Biskup miał wiele kontaktów z biskupem, a potem kardynałem Karolem Wojtyłą, jeszcze zanim został Papieżem...

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Reklama

Bp Adam Dyczkowski: - Rzeczywiście, miałem okazję przeżyć szereg bardzo miłych spotkań z biskupem, kardynałem, a potem Ojcem Świętym. Już nasze pierwsze spotkanie było bardzo niezwykłe. Jako młody kapłan miałem jechać na studia zagraniczne do Fryburga w Szwajcarii. Niestety, władze ludowe odmówiły wydania paszportu. Wtedy arcybiskup, późniejszy kardynał Kominek zadecydował, że będę studiował filozofię przyrody na KUL-u. Przyjechałem na Uniwersytet troszkę spóźniony, wszyscy już poszli na zajęcia. Wszedłem do stołówki, gdzie siedział tylko jeden szczupły ksiądz. Przysiadłem się do niego, przedstawiłem się. On też się przedstawił, powiedział, że jest Karol Wojtyła, po czym zaczął wypytywać z jakiej jestem diecezji, na jaki przychodzę wydział, na jaki kierunek. Z kolei ja go zapytałem na jakim jest wydziale. Popatrzył na mnie zdziwiony - Ja na etyce. Brnę dalej - A na którym roku? Wtedy się roześmiał - No, ja już skończyłem. Jeszcze się nie zorientowałem, bo tak młodo wyglądał i pytam - To kolega pewnie przyjechał bliźnich odwiedzić? On na to - Rzeczywiście, teraz to ja przyjeżdżam, bo dotychczas mieszkałem na miejscu. Przerwałem to wypytywanie. Kilka godzin później idę korytarzem z kolegą, ks. Tadeuszem Styczniem, a ów ksiądz ze stołówki naprzeciwko. Kolega trąca mnie łokciem i mówi - Słuchaj, to jest mój profesor, bp Wojtyła. Musiałem mieć bardzo głupią minę, bo Biskup serdecznie się roześmiał na mój widok. W ten sposób miałem szczęście go poznać. Ponieważ to zaznajomienie się było takie osobliwe kard. Wojtyła dobrze mnie zapamiętał i dzięki temu późniejsze spotkania miały charakter swobodny i bezpośredni.

- Z pewnością Ksiądz Biskup spotykał się z biskupem, a potem kardynałem Karolem Wojtyłą także później.

- Tak, byłem w tej szczęśliwej sytuacji, że kiedy prowadziłem obozy wakacyjne z młodzieżą i kard. Wojtyła był w pobliżu, zawsze przychodził do nas i spędzał z nami wiele czasu, głosząc konferencje czy dyskutując. Te obozy były w warunkach bardzo skromnych, a spotkania odbywały się w jednej dużej izbie wyścielonej materacami. Zawsze go podziwiałem, że po wszystkich swych obowiązkach duszpasterskich, gdy wiedział, że gdzieś w pobliżu jesteśmy, potrafił jeszcze przyjść, spotkać się z młodzieżą, poświęcić jej jeszcze trochę swego cennego czasu. Dzięki temu też zdobywał sobie bardzo wielką sympatię u młodzieży.

- Które ze spotkań z kard. Wojtyłą jest dla Księdza Biskupa najbardziej anegdotyczne?

Reklama

- Kiedyś prowadziłem w Zakopanem obóz narciarski z młodzieżą akademicką. Była piękna pogoda i cudowne warunki śniegowe, jeździliśmy więc do późnej nocy. Któregoś wieczora, gdy wróciłem z gór bardzo zmęczony, dzwoni telefon - Adam, kończę wizytację w Nowym Targu, przyjedź rano, pojedziemy w Gorce na narty. Myślę sobie, tam przecież nie ma żadnych wyciągów, wszędzie trzeba piechotą brnąć po kolana w śniegu. Tłumaczę, że są świetne warunki w Zakopanem, ale kard. Wojtyła mówi - Przyjedź, nie będziesz żałował, zobaczysz. Jemu trudno było odmówić. Jakoś rano zwlokłem się z łóżka, przyjechałem i wszedłem do zakrystii z nartami, bo bałem się je zostawić pod kościołem. Staruszek prałat proboszcz jak mnie zobaczył mówi: - I gdzie się pan pchos z tymi nartami. Powiedziałem, że chciałbym Mszę św. odprawić. Prałat był wyraźnie zaskoczony. Na szczęście Kardynał siedział obok w konfesjonale. Drzwiczki były uchylone. Po moim wyglądzie i minie prałata domyślił się o co chodzi i szybko podszedł mówiąc - Księże prałacie, ja wiem, że on na księdza nie wygląda, ale słowo daję, że on jest księdzem, niech mu ksiądz prałat pozwoli odprawić Mszę św. No więc nie tylko pozwolił, ale i jeszcze na śniadanie zaprosił, po czym kierowca Kardynała podwiózł nas jak tylko wysoko się dało pod Lubań, a tam już po kolana w śniegu trzeba było brnąć na sam szczyt. Za to Pan Bóg wynagrodził nam prześliczną pogodą. Byłem na Lubaniu tyle razy, ale taki widok miałem tylko wtedy, jeden jedyny raz. Tatry wyglądały tak imponująco, że staliśmy urzeczeni. Dopiero po chwili Kardynał się odezwał - Adam, tu się można modlić. No, ale słońce zachodziło, trzeba było przypiąć narty. Zjechaliśmy do Krościenka. Weszliśmy do karczmy na rozwidleniu dróg. Kard. Wojtyła szuka po kieszeniach i mówi - Wiesz, nie mam ani grosza, fundnij mi jakąś herbatę. Tak też zrobiłem. Popijaliśmy herbatę, a przy drugim stoliku siedziało kilku gazdów, jak to po góralsku się mówi, „z lekka przynapitych”. Z taką łatwością rozwiązywali najbardziej zawiłe problemy polityki światowej, że pękaliśmy ze śmiechu. Wreszcie jeden z nich zauważył to i podszedł. Poklepał Kardynała po ramieniu i tłumaczy się - Panocku, ja wiem, co ja jest przynapity, co to na gazde nie pasuje, ale dzisiaj musiołek się napić, bo dzisiej za jeden kubik drzewa dostołek telo dutków, co wczoraj za dwa, to mi się należało. Za chwilę jednak posmutniał i mówi - Nojgorzej bedzie, jak przyjade do chałupy. Moja baba strasznie nie lubi, jak jestem przynapity. To jest takie niescynście w domu, ze niech rynka Boska broni. Miałem pokusę, żeby mu powiedzieć, że ten, którego tak poklepuje, to jest jego Kardynał. Wytrzeźwiałby na pewno natychmiast, ale jakoś nie wypadało. Za to go pokarało niesamowicie, bo Kardynał miał później Mszę św. w Krościenku w tym kościółku na Rynku. Wychodzi z samochodu, a tu w drzwiach kościoła chlebem i solą wita go ten sam gazda. Poznał znajomego z karczmy. Zamurowało go doszczętnie i głosu z siebie wydobyć nie mógł. Kardynał też oczywiście od razu go poznał. Widzi, że z tego przemówienia gazdy nic nie wyjdzie, więc przygarnął go tak serdecznie po męsku i mówi - Fajny z ciebie chłop, ale telo nie pij.

- Oczywiście, były też inne wspólne wypady na narty...

Reklama

- Tak, i czasem nawet w jakimś stopniu wykorzystywaliśmy jego pozycję. Dostać się w pełni sezonu narciarzowi na kolejkę na Kasprowy to trudna sprawa. Trzeba godzinami czekać na bilet, dlatego staraliśmy się zawsze Kardynała wstawiać do kolejki. Obsługa kolejki jak tylko go zobaczyła, od razu podchodziła - Księże Kardynale, proszę nam wstydu nie robić, przecież nie pozwolimy na to, żeby nasz Kardynał stał w kolejce. Wciągali go od razu na zaplecze i od razu wpychali miejscówkę. Gdy mówił - Ale ja mam tu jeszcze kolegów - dla nas też zawsze były bilety. Dzięki temu można było czasem z Kasprowego parę razy obrócić. To było takie radosne patrzeć, jak on tym żył, jak on kochał to piękno Tatr, jak stał zachwycony.
Tam, na tej kolejce wytworzyła się też znajomość z pewnym sympatycznym panem, który tam sprzątał, gotował dla pracowników herbatę. Zawsze nas też tą herbatą częstował. Jego żona Hanusia też tam sprzątała. Pewnego razu, gdy czekaliśmy na kolejkę, Hanusia zobaczyła Kardynała i krzyczy ponad głowami wszystkich narciarzy - Księże Kardynale, chodźcie na gorącą herbatę. Ks. Tadeusz podszedł do niej - Hanusiu, jak Hanusia woła na Kardynała, kiedy on tak na cywila, na nartach, to jakoś tak po świecku powiedzieć, bo on się krępuje. Na drugi dzień Hanusia na widok Kardynała - Panie Kardynale, chodźcie na herbatę. Takie to były miłe i niezapomniane chwile.

- A jak Ksiądz Biskup wspomina spotkania z Ojcem Świętym Janem Pawłem II?

- Po jego wyborze na Stolicę Piotrową miałem z Ojcem Świętym dosyć częsty kontakt wynikający po prostu z moich obowiązków. Np. podczas wizyty ad limina Papież przyjmuje wszystkich biskupów indywidualnie. Podczas różnych naszych okolicznościowych wyjazdów do Rzymu, jak tylko Ojciec Święty się dowiaduje, że przyjechał któryś z polskich biskupów, to z zasady zaprasza go do siebie, żeby zaczerpnąć jak najświeższych wiadomości. Zależy mu na tym i słucha z bardzo wielką uwagą. Także ten zwyczaj stwarzał mi kilka okazji do spotkań. Poza tym zawsze ilekroć bywa w Polsce, jest okazja do spotkań i do wspomnień.
Kiedy przed kilkoma laty byłem w Rzymie i Papież dowiedział się o tym, zgodnie ze zwyczajem zaprosił mnie na obiad. Po obiedzie odprowadzałem go z bp. Pawłem do gabinetu. Przystanął, popatrzył i tak do mnie rzekł - Adam, starzejemy się. Powiadam - Ojcze Święty, na to nie ma lekarstwa, ten licznik nabija bezbłędnie, ale i tak Ojcu nie przepuścimy. Ojciec musi nas wprowadzać w to trzecie tysiąclecie. Uśmiechnął się z taką satysfakcją i rzekł - Wiesz, to samo mi powiedział kard. Wyszyński w dniu inauguracji Pontyfikatu i Bogu dzięki, że starzeję się od nóg, a nie od głowy.

- A jak Ksiądz Biskup wspomina wizytę Papieża w Gorzowie Wlkp. w czerwcu 1997 r.?

Reklama

- Gdy Ojciec Święty odwiedził naszą diecezję, to było szczególnie radosne i wzruszające spotkanie. Był bardzo zmęczony, bo tego dnia przed południem odbywało się spotkanie w Legnicy, po południu zaś u nas.
Na placu, gdzie odbywało się spotkanie, kiedy po wyczerpaniu całego programu Ojciec Święty usiadł w fotelu i swoim zwyczajem zaczął prowadzić taki wesoły, serdeczny dialog z całym zgromadzeniem, sytuacja stała się tak radosna, tak sympatyczna, że Ojciec Święty stracił poczucie czasu. Dopiero ks. Dziwisz podszedł i powiedział - Jak Ojciec Święty jeszcze przeciągnie, to do Gniezna pójdziemy na nogach, bo helikopter już nie poleci. To poskutkowało i Papież przerwał, ale jeszcze poświęcił mi dosyć sporą chwilę w rezydencji. Prosił mnie, byśmy na kolację poszli gdzieś osobno, żebyśmy spokojnie mogli porozmawiać. Był zresztą tak zmęczony, że już niewiele jadł. Tak serdecznie, z troską wypytywał się o sytuację w naszej diecezji, o wszystko. W rezultacie tak się zagadaliśmy, że pora była dosyć późna. Na szczęście wieczór był bardzo pogodny, tak że helikopter nie miał żadnej trudności z przewiezieniem Ojca Świętego do Gniezna.

- Czy jest nadzieja na to, że zobaczymy jeszcze kiedyś Jana Pawła II w naszej diecezji?

- Obawiam się, że to już nie będzie możliwe. Jak widzimy, dla niego teraz podróże są bardzo męczące, jakkolwiek nie ma on najmniejszego zamiaru z nich rezygnować i w planach ma dalsze. Jest natomiast bardzo prawdopodobne, że w przyszłym roku Ojciec Święty przyjedzie do Polski na konsekrację kościoła Opatrzności Bożej w Wilanowie. Ksiądz Prymas twierdzi, że rozmowy są bardzo zaawansowane, i że Ojciec Święty bardzo chce przyjechać. Znowu więc będzie nowa okazja do spotkania.

- Jak, zdaniem Księdza Biskupa, wiek i słabość zdrowia Ojca Świętego wpływają na Jego posługę?

- Na pewno jest mu o wiele trudniej spełniać tę posługę, aniżeli wtedy, kiedy był w pełni sił. To jest jeszcze bardziej wzruszające, że ten człowiek zraniony kulą zamachowca, po tych wszystkich operacjach potrafi zdobyć się na tak ogromny wysiłek, że nie umie odmówić zapraszającym go różnym Kościołom, i że w dalszym ciągu podróżuje po całym świecie budząc tyle radości, tyle wiary, że czyni tyle dobrego. Spójrzmy choćby na jego ostatnią pielgrzymkę na Słowację.

- Tegoroczny Dzień Papieski jest obchodzony pod hasłem „Jan Paweł II - apostoł jedności.” Jak, zdaniem Księdza Biskupa, powinniśmy rozumieć to hasło?

Reklama

- Trzeba podziwiać nade wszystko wymiar ekumeniczny tego papieskiego apostolstwa jedności. To jest jeden z kluczowych punktów strategii Ojca Świętego. On idzie wszędzie: i do synagogi żydowskiej, i do mahometan, i do protestantów, i do krajów rządzonych przez reżimy komunistyczne, często wrogie Kościołowi, które się niechlubnie zapisały w naszych dziejach. To jest człowiek otwarty nie tylko ekumenicznie, ale ku każdemu człowiekowi, ku każdemu społeczeństwu, ku każdej grupie ludzkiej. Pomyślmy na przykład o tym spotkaniu ekumenicznym u św. Franciszka w Asyżu. Papież zaprosił tylu przedstawicieli różnych wyznań. Potrafił stworzyć taką serdeczną atmosferę likwidującą wszelkie antagonizmy.

- Na co w postawie i nauczaniu Ojca Świętego winniśmy zwrócić szczególną uwagę?

- Chcę szczególnie podkreślić, że Ojciec Święty w swoich wystąpieniach, gdziekolwiek jest, stara się odpowiedzieć na potrzeby, problemy nurtujące Kościół, ale równocześnie głosi naukę Chrystusa bez zbędnego upiększania czy jakichś akcentów pod publikę. Jest to z jego strony szczere przedstawienie całości nauki Chrystusa i z tego powodu niektórzy zarzucają mu, że jest konserwatywny. Z kolei z powodu jego otwartości inni zarzucają mu, że jest za bardzo postępowy. On jednak nic sobie z tego nie robi i konsekwentnie realizuje swoją strategię, ku wielkiemu pożytkowi Kościoła.

- Jednym z elementów Dnia Papieskiego jest zbiórka pieniędzy na stypendia dla uzdolnionych dzieci z ubogich rodzin naszej diecezji. Wiemy, że bardzo Księdzu Biskupowi zależy na tej sprawie...

Reklama

- W czasie wizytacji kanonicznych, zwłaszcza na wsiach, idę do wszystkich szkół, konsultuję się z nauczycielami na temat poziomu intelektualnego uczniów, ich uzdolnień i z wielkim smutkiem słyszę, że często bardzo zdolni uczniowie kończą naukę w miejscowej wiejskiej szkole i nawet nie mogą kontynuować nauki w szkole średniej, bo rodziców nie stać na dojazd do szkoły, a jeszcze bardziej na internat czy stancję. W ten sposób marnuje się dużo wspaniałych talentów. Pod tym względem młodzież wiejska jest bardzo upośledzona w stosunku do młodzieży miejskiej, która ma szkołę na miejscu. Bardzo zależy mi na tym, by ratować przynajmniej te wybitne talenty, znaleźć dla nich pieniądze umożliwiające kontynuację nauki i ukończenie szkoły maturą. Nauczyciele mówią mi, że niektóre dzieci ze łzami w oczach kończą miejscową wiejską szkołę, wiedząc, że rodziców nie stać na to, by mogły pójść do szkoły średniej. Warto temu poświęcić jak najwięcej troski i uwagi.

- W bezpośredniej bliskości 25. rocznicy wyboru kard. Karola Wojtyły na papieża Ksiądz Biskup będzie przeżywał 25. rocznicę własnej konsekracji biskupiej. W jaki sposób łączą się te dwa wydarzenia?

- Rzeczywiście, te dwa wydarzenia były bardzo zbieżne. Otrzymałem pismo informujące mnie o nominacji na biskupa, podpisane jeszcze przez Pawła VI, niemal bezpośrednio przed wyborem kard. Karola Wojtyły na papieża. Poprosiłem kard. Wojtyłę, żeby był moim głównym konsekratorem. Zgodził się bardzo chętnie, a termin mieliśmy ustalić na najbliższej sesji Episkopatu. Gdy przyjechałem do Warszawy, na dworcu czekał na mnie ks. prof. Tadeusz Styczeń. Gdy mnie zobaczył, mówi - Słuchaj, wyszedłem po ciebie na dworzec, bo Kardynał musiał pojechać na pogrzeb Jana Pawła I i prosił, żebyś ty w takim razie sam ten termin ustalił, a on będzie starał się jakoś do tego terminu dostosować. Idziemy dalej i serdecznie rozmawiamy jak zwykle, a w pewnym momencie ks. Tadeusz mówi - Wiesz, odprowadziłem go wczoraj do samolotu, to się tak ze mną żegnał, jakbyśmy się już mieli nie widzieć. Co to może znaczyć? Wiadomo, już przeczuwał, co może się stać. Karol Wojtyła został papieżem i już konsekratorem moim nie był. To wspomnienie jest we mnie bardzo żywe aż do dzisiejszego dnia.

- Dziękuję za rozmowę.

2003-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Dlaczego cierpią i umierają ci, co zaufali Bogu?

2026-03-19 13:48

[ TEMATY ]

rozważania

O. prof. Zdzisław Kijas

pixabay.com

Wiara uczy, że Bóg zawsze nas wysłuchuje: jednak nie zawsze spełnia nasze prośby, ale swoje obietnice. Bywa, że nie wiemy, o co prosić. Nie mając pełnej wiedzy – która przychodzi z czasem – modlimy się, ale nasze prośby są połowiczne, zawężone do momentu ich wypowiadania. Bóg tymczasem widzi szerzej, widzi nasze wczoraj, nasze dziś i wie, jakie będzie nasze jutro.

Był pewien chory, Łazarz z Betanii, ze wsi Marii i jej siostry, Marty. Maria zaś była tą, która namaściła Pana olejkiem i włosami swoimi otarła Jego nogi. Jej to brat, Łazarz, chorował. Siostry zatem posłały do Niego wiadomość: «Panie, oto choruje ten, którego Ty kochasz». Jezus, usłyszawszy to, rzekł: «Choroba ta nie zmierza ku śmierci, ale ku chwale Bożej, aby dzięki niej Syn Boży został otoczony chwałą». A Jezus miłował Martę i jej siostrę, i Łazarza. Gdy posłyszał o jego chorobie, pozostał przez dwa dni tam, gdzie przebywał. Dopiero potem powiedział do swoich uczniów: «Chodźmy znów do Judei». Rzekli do Niego uczniowie: «Rabbi, dopiero co Żydzi usiłowali Cię ukamienować i znów tam idziesz?» Jezus im odpowiedział: «Czyż dzień nie liczy dwunastu godzin? Jeśli ktoś chodzi za dnia, nie potyka się, ponieważ widzi światło tego świata. Jeżeli jednak ktoś chodzi w nocy, potknie się, ponieważ brak mu światła». To powiedział, a następnie rzekł do nich: «Łazarz, przyjaciel nasz, zasnął, lecz idę go obudzić». Uczniowie rzekli do Niego: «Panie, jeżeli zasnął, to wyzdrowieje». Jezus jednak mówił o jego śmierci, a im się wydawało, że mówi o zwyczajnym śnie. Wtedy Jezus powiedział im otwarcie: «Łazarz umarł, ale raduję się, że Mnie tam nie było, ze względu na was, abyście uwierzyli. Lecz chodźmy do niego». A Tomasz, zwany Didymos, rzekł do współuczniów: «Chodźmy także i my, aby razem z Nim umrzeć». Kiedy Jezus tam przybył, zastał Łazarza już od czterech dni spoczywającego w grobie. A Betania była oddalona od Jerozolimy około piętnastu stadiów. I wielu Żydów przybyło przedtem do Marty i Marii, aby je pocieszyć po utracie brata. Kiedy więc Marta dowiedziała się, że Jezus nadchodzi, wyszła Mu na spotkanie. Maria zaś siedziała w domu. Marta więc rzekła do Jezusa: «Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł. Lecz i teraz wiem, że Bóg da Ci wszystko, o cokolwiek byś prosił Boga». Rzekł do niej Jezus: «Brat twój zmartwychwstanie». Marta Mu odrzekła: «Wiem, że powstanie z martwych w czasie zmartwychwstania w dniu ostatecznym». Powiedział do niej Jezus: «Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we Mnie wierzy, to choćby umarł, żyć będzie. Każdy, kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki. Wierzysz w to?» Odpowiedziała Mu: «Tak, Panie! Ja mocno wierzę, że Ty jesteś Mesjasz, Syn Boży, który miał przyjść na świat». Gdy to powiedziała, odeszła i przywołała ukradkiem swoją siostrę, mówiąc: «Nauczyciel tu jest i woła cię». Skoro zaś tamta to usłyszała, wstała szybko i udała się do Niego. Jezus zaś nie przybył jeszcze do wsi, lecz był wciąż w tym miejscu, gdzie Marta wyszła Mu na spotkanie. Żydzi, którzy byli z nią w domu i pocieszali ją, widząc, że Maria szybko wstała i wyszła, udali się za nią, przekonani, że idzie do grobu, aby tam płakać. A gdy Maria przyszła na miejsce, gdzie był Jezus, ujrzawszy Go, padła Mu do nóg i rzekła do Niego: «Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł». Gdy więc Jezus zobaczył ją płaczącą i płaczących Żydów, którzy razem z nią przyszli, wzruszył się w duchu, rozrzewnił i zapytał: «Gdzie go położyliście?» Odpowiedzieli Mu: «Panie, chodź i zobacz!» Jezus zapłakał. Żydzi więc mówili: «Oto jak go miłował!» Niektórzy zaś z nich powiedzieli: «Czy Ten, który otworzył oczy niewidomemu, nie mógł sprawić, by on nie umarł?» A Jezus, ponownie okazując głębokie wzruszenie, przyszedł do grobu. Była to pieczara, a na niej spoczywał kamień. Jezus powiedział: «Usuńcie kamień!» Siostra zmarłego, Marta, rzekła do Niego: «Panie, już cuchnie. Leży bowiem od czterech dni w grobie». Jezus rzekł do niej: «Czyż nie powiedziałem ci, że jeśli uwierzysz, ujrzysz chwałę Bożą?» Usunięto więc kamień. Jezus wzniósł oczy do góry i rzekł: «Ojcze, dziękuję Ci, że Mnie wysłuchałeś. Ja wiedziałem, że Mnie zawsze wysłuchujesz. Ale ze względu na otaczający Mnie tłum to powiedziałem, aby uwierzyli, że Ty Mnie posłałeś». To powiedziawszy, zawołał donośnym głosem: «Łazarzu, wyjdź na zewnątrz!» I wyszedł zmarły, mając nogi i ręce przewiązane opaskami, a twarz jego była owinięta chustą. Rzekł do nich Jezus: «Rozwiążcie go i pozwólcie mu chodzić». Wielu zatem spośród Żydów przybyłych do Marii, ujrzawszy to, czego Jezus dokonał, uwierzyło w Niego.
CZYTAJ DALEJ

Najgłupsze pokolenie? Europa wychowuje ludzi bez korzeni

2026-03-20 23:09

[ TEMATY ]

Andrzej Sosnowski

Red.

Andrzej Sosnowski

Andrzej Sosnowski

Czy rzeczywiście dorasta „najgłupsze pokolenie” w historii? Amerykański badacz Mark Bauerlein stawia tę tezę z odwagą, która dla wielu jest niewygodna. Jego diagnoza – choć sformułowana za oceanem – niepokojąco trafnie opisuje także rzeczywistość Unii Europejskiej i Europejskiego Obszaru Edukacyjnego. W świecie, w którym edukację oddano w ręce technologii i liberalnych ideologii, młody człowiek coraz częściej zostaje sam: bez kultury, bez autorytetów, bez prawdy.

Jeszcze niedawno powtarzano, że dostęp do technologii wyrówna szanse edukacyjne. W imię walki z „wykluczeniem cyfrowym” szkoły zalano ekranami, platformami i aplikacjami. Dziś widzimy jednak, że ta diagnoza była błędna. Nie brak technologii, lecz jej nadmiar stał się źródłem nowej nierówności. Młodzież zanurzona w świecie krótkich komunikatów, obrazów i bodźców traci zdolność skupienia, czytania dłuższych tekstów, a przede wszystkim – myślenia.
CZYTAJ DALEJ

26-letni kleryk umiera, pozostawiając po sobie imponujący testament duchowy

2026-03-21 18:50

[ TEMATY ]

świadectwo

igorpavantres Instagram

Igor Pavan Tres

Igor Pavan Tres

„Ofiaruję swój krzyż za Kościół święty, za Papieża, za mojego biskupa diecezjalnego, za duchowieństwo, za nawrócenie grzeszników, za dusze czyśćcowe i za prześladowanych chrześcijan” – napisał w swoim duchowym testamencie Igor Pavan Tres.

Wyświetl ten post na Instagramie Post udostępniony przez Igor Pavan Tres (@igorpavantres)
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję