Spotkałem się z taką opinią znajomego czytelnika: „Po co wy, publicyści, bajdurzycie o oczywistościach, które znamy bez konieczności marnowania papieru, farby drukarskiej i waszego czasu”. Próbowałem tłumaczyć, że w codziennym galopie zapominamy o oczywistościach, a one są abecadłem życia i może warto je przypominać... Przez ich odrzucenie życie stałoby się miałkie, bez głębszego sensu, i pozbawione nadziei dotarcia do oczywistego Celu.
Wiem, że w oczach czytelników osoby piszące są tylko „stronicą”, którą po przeczytaniu (i to nie zawsze) przewraca się i idzie się dalej. Zapominają tylko, że zaraz powstaje następna stronica i w końcu ktoś ją przeczyta, bo życie to w sztafecie pokoleń nieustanny bieg do Mety, a każde pokolenie wydeptuje drogę do ostatecznego Celu i czyni ją bardziej przejrzystą. Wprawdzie spotykamy na tej drodze wertepy i treści do poznania, lecz to, co wybierzemy, to już sprawa indywidualna. Oby wybór dokonał się z dobrodziejstwem łaski Bożej i nie okazał się biegiem za iluzją...
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Reklama
Do oponentów tej oczywistej drogi kieruję pytanie: co w zamian? Odpowiedź okazuje się oczywista: tylko proch ziemi (w który nasze doczesne szczątki się zamienią). Ogarnięci pychą „wyzwoliciele ludzkiej godności” zapominają, że jesteśmy nie tylko materią, lecz istotami cielesno-duchowymi i nasze życie nie kończy się na „prochu”, lecz przenika do Bożej Rzeczywistości. Jezus Chrystus nie tylko wskazał nam Drogę, Prawdę i Życie, ale też uchronił nas od bezdomności, zapewniając: „W domu mojego Ojca jest mieszkań wiele; gdyby tak nie było, to bym wam powiedział”. Nauka Chrystusa-Zbawiciela nie przetrwałaby chwalebnie ponad 2 tys. lat, gdyby nie była oparta na oczywistej prawdzie, zakotwiczonej w Inteligencji Najwyższej Miary.
Logika formułuje aksjomat, że nic samo z siebie nie powstało, a nauka, nawet najbardziej wysublimowana, nie daje jednoznacznej odpowiedzi na odwieczne pytania: po co żyjemy? Jak zrozumieć pojęcie nieskończoności i czy cały umrę? Tylko serca wrażliwe na istnienie Boga w naszym życiu oraz intuicja wszczepiona w człowiecze dusze w akcie stwórczym Wszechmocnego wnoszą pokój i sens do naszych sumień – do tej subtelnej struktury duchowej osoby ludzkiej – i potwierdzają nieomylnie, że tylko nadzieja zakotwiczona w Absolucie jest oczywistą drogą do Celu życia.
Ateiści kpią sobie z naszej „naiwności” i nie mogą zrozumieć, jak można tak głęboko wierzyć w coś, czego nie da się dotknąć. Lecz w trudnych chwilach w ich oczach też pojawia się nadzieja, zawarta w rozpaczliwym wołaniu: „Boże, ratuj!”. A gdy przyjdzie im spojrzeć na swoje życie w chwili ostatecznej, wtedy desperacko szukają Kotwicy, nie w materii, lecz w sferze duchowej. Tragiczne jest to, że refleksja czasem przychodzi za późno...
Reklama
Niedawno uczestniczyłem w pogrzebie przyjaciela. Kondukt żałobny, z kapłanem i ministrantem niosącym wysoko krzyż, zmierzał w stronę cmentarza wąską uliczką wśród wiejskich chat, oddalonych od miejskiego gwaru. Ciągnącemu się w milczeniu konduktowi przyglądał się mój znajomy (mężczyzna w sile wieku i zdrowia), „uwieszony” łokciami na ogrodzeniu swojej posesji. Kiedy pozdrowiłem go serdecznie i zachęciłem słowami: „Chodź z nami, Sebastianie”, usłyszałem: „Idźcie, idźcie, świętoszki – ja poczekam, mnie powiozą”. Była w tym ironia, a w oczach tego świeżo „nakierowanego” na ateizm znajomego widziałem pogardę dla praktyk religijnych.
Jak sobie przepowiedział, tak się stało... Równo tydzień później uczestniczyłem w kondukcie żałobnym (w obrządku świeckim), który zmierzał tą samą drogą, tyle że tym razem Sebastian nie „wisiał” już na płocie – jego prochy zmieściły się w małej urnie. Wobec majestatu śmierci nie wypada opisywać stanu ducha małżonki zmarłego (głęboko wierzącej, również mojej znajomej), która wyjawiła mi swój dramat, tkwiący jak oścień w jej sercu: spóźniła się ze sprowadzeniem kapłana, którego zapragnął jej umierający mąż, chcąc pojednać się z Bogiem... Cztery lata wcześniej pan Sebastian (wzorem swojego niewierzącego kumpla) przed tym samym kapłanem dokonał apostazji...
Niezbadane są tajniki ludzkiego serca, a tym bardziej Boskie wyroki... „Jak trwoga, to do Boga” – to także oczywistość.
