Ateizm jako doktryna lub postawa wyrażająca się w negacji Boga porywa dziś wielu ludzi. Staje się swoistą antywiarą, gdyż odrzuca wewnętrzną i życiową więź z Bogiem. Najbardziej radykalna forma ateizmu streszcza się nie tylko w słowach: „nie ma Boga”, ale także w przeświadczeniu, że „nie ma żadnego sensu”, nie istnieje świat pozazmysłowy, nadprzyrodzony. Jest wiele rodzajów ateizmu: pozytywny – świadomie neguje Boga i wartości religijne, relatywny – kwestionuje osobowe istnienie Stwórcy, agnostyczny – uznaje problem Boga za nierozwiązywalny, pragmatyczny – rezygnuje z praktyk religijnych z powodu korzyści czy koniunktury, oraz praktyczny, w którym człowiek odchodzi od Boga w życiu osobistym, rodzinnym i społecznym, rezygnując z modlitwy, sakramentów czy norm moralnych.
Wydaje się, że u źródeł tej formy ateizmu stoi utrata wiary. Człowiek wierzący – dotknięty cierpieniem, śmiercią bliskiej osoby – nie może pogodzić się z logiką Boga i często... traci wiarę. Zapomina bowiem, że wiara chrześcijańska jest wiarą zmartwychwstałą, która musi umrzeć na krzyżu, zostać pogrzebana i znowu powstać w nowej postaci. Święta Teresa z Lisieux przeżywała w swoim krótkim życiu wielkie duchowe zmagania. W okresach próby ukazała się jej śmierć jako „noc nicości”. Napisała wtedy: „Dręczą mnie myśli najgorszych ateistów”. Swoje doświadczenie nieobecności Boga i zaćmienie wiary przyjmowała jako przejaw solidarności z niewierzącymi. Ale w obliczu bliskiej śmierci nie mogła uwierzyć, że istnieją ludzie bezbożni, niemający wiary. Uważała, że czynią to wbrew swemu wewnętrznemu przekonaniu. Wtedy jednak Chrystus objawił jej, że są ludzie, którzy żyją bez wiary.
Ateizm nie jest więc jakimś pozorem, oszukiwaniem samego siebie i innych. Ateizm jest grzechem – „grzechem przeciw cnocie religijności” – jak uczy Katechizm Kościoła Katolickiego (n. 2125), dlatego modlimy się za niewierzących. Święta Teresa od Dzieciątka Jezus, doktor Kościoła, traktowała niewierzących jak swoich braci, z którymi siedzi przy wspólnym stole i je ten sam chleb, prosząc Jezusa, żeby nie była od Niego odsunięta. Jej „mała droga” stała się swoistym pomostem między niewierzącym światem a głuchym niebem. Taka postawa inspiruje nas do wiary, która wobec wyzwań ateizmu nie ucieka tchórzliwie do twierdzy pewników, by z niej „ostrzeliwać” ateistów argumentami wojujących apologetów, ale z odwagą idzie bez broni, jak wcześniej św. Franciszek, który udał się do sułtana, do obozu niewierzących i stamtąd przyniósł ich doświadczenie oddalenia od Boga. Gdy wiara przechodzi w miłość, jest w stanie objąć niewiarę niewierzących. Trzeba więc oddemonizować niewierzących, tzn. należy pamiętać, że ateizm jest grzechem, ale jednocześnie oddzielić grzech od grzeszników. Ci stają się ateistami często wtedy, gdy poczują się „lepsi od swojego Boga”. Tak jak wielu ludzi odrzuca Kościół, bo oni sami czują się lepsi od Kościoła.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
