Reklama
Jak playlisty na platformach streamingowych ułożone są hierarchicznie według popularności utworów, tak podobnie dzieje się z piosenkami religijnymi. One też migrują w świadomości muzycznej wspólnoty i zamieniają się miejscami. Jedną z najpopularniejszych, śpiewanych z lubością przez młodzież jest piosenka W lekkim powiewie przychodzisz do mnie, Panie. To prawdziwy kościelny hit. Nawiązuje wprost do dzisiejszego pierwszego czytania, ukazującego doświadczenie Eliasza, który właśnie w muśnięciu łagodnego wiatru rozpoznał Boga. Nie było Go natomiast w gwałtownych i przerażających zjawiskach. To bardzo pocieszające. Okazuje się bowiem, że Bóg nie chce straszyć człowieka, ale pragnie się nam objawiać w sposób dla nas przyjemny. Ileż razy słyszeliśmy na rekolekcjach, że trzeba zadbać o silentium sacrum – świętą ciszę, bo w niej można spotkać Boga. On się z nikim nie przekrzykuje, nie konkuruje, nie potrzebuje tuby wrzaskliwej propagandy, tylko cierpliwie mówi do naszego serca. Całymi latami. W religijnej ciszy szepcze do sumienia i wzywa do miłości. Prosi o jej odwzajemnienie. Pokój serca oddanego Bogu jest chyba największą wartością, jaką można mieć w życiu. Młodzież śpiewająca wspomnianą piosenkę ma dobrą intuicję. Rozumiemy to lepiej podczas fali upałów. Lekki zefirek w dusznym pomieszczeniu jest wybawieniem dla rozgrzanego ciała. Tchnienie Ducha Bożego działa jeszcze mocniej na doświadczającą dokuczliwego rozedrgania duszę człowieka. Modlitwa, spowiedź, Eucharystia, bliskość braci w wierze, radość wspólnoty, znaleziona odpowiedź na uporczywe pytanie, rozpoznana droga życia, dobra rada mądrego – to tylko niektóre elementy opisywanego zjawiska. Mawiamy wtedy: Pan jest wielki, alleluja, amen.
Droga Eliasza, na pierwszy rzut oka, koliduje z doświadczeniem Piotra, który znalazł się w potężnych tarapatach. W gruncie rzeczy obydwa opisy są jednak do siebie podobne. Gdy idzie po wodzie, pierwszy papież zaczyna tonąć w wyniku lęku przed silnym wiatrem, skutkującym utratą wiary. Pan Jezus natychmiast go chwyta, gdy ten błaga o pomoc. Chwilę potem nastaje głęboka cisza, a Piotr jest uratowany. Jakże musiał się uradować mimo reprymendy Mistrza. Ważny symbol: wodne odmęty utożsamiano wtedy z siedliskiem złego ducha. Scena z Piotrem oznacza ratunek ucznia od zakusów złego i wzburzonych mocy chaosu. Gdy znajdziemy się w podobnych sytuacjach, natychmiast wzywajmy Zbawiciela!
Odwagi w przeciwnościach uczyła mnie w lipcu, zapewne nieświadomie, młodzież. Pewnego dnia, na obozie w diecezji siedleckiej, blisko 800 stypendystów Fundacji „Dzieło Nowego Tysiąclecia” adorowało Najświętszy Sakrament na błoniach sanktuarium w Pratulinie. Wielu z nich klęczało na otwartej przestrzeni. Nagle zerwała się burza i zaczął padać rzęsisty deszcz. Byłem pod zadaszoną sceną i chciałem zachęcić młodzież, by się skryła pod namiotami. Woda przelewała się przez ich parasole, okrycia, nasączała spodnie, zalewała buty. A oni trwali. Niewzruszeni! Nie znalazłem w sobie motywacji, aby przerwać tę niespotykaną modlitwę. Pod koniec czuwania wyszło piękne słońce.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
