Reklama

Historia

Golgota na Ochocie

Targowisko „Zieleniak” na warszawskiej Ochocie stało się jednym z najbardziej tragicznych miejsc kaźni podczas Powstania Warszawskiego.

Niedziela Ogólnopolska 31/2026, str. 13-15

[ TEMATY ]

Temat numeru

Autorstwa Panek/commons.wikimedia.org

Tablice upamiętniające ofiary masowych mordów i gwałtów, do których dochodziło w sierpniu 1944 roku na terenie targowiska Zieleniak

Tablice upamiętniające ofiary masowych mordów i gwałtów, do których dochodziło w sierpniu 1944 roku na terenie targowiska Zieleniak

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Na ogrodzony plac spędzano całe rodziny, kobiety z niemowlętami, dzieci, starców, ciężko chorych, rannych i tych, którzy dopiero co zostali wypędzeni z płonących domów. W ciągu kilku dni przez Zieleniak przeszło ok. 200 tys. ludzi.

Obwód IV Ochota Armii Krajowej należał do najsłabiej uzbrojonych spośród walczących jednostek Okręgu Warszawskiego AK. Żołnierze dysponowali niewielką liczbą pistoletów, karabinów i granatów, znaczna część miała do dyspozycji jedynie butelki zapalające lub broń zdobytą tuż przed godziną „W”. Mimo to nikt nie myślał o uchylaniu się od walki. Rozkaz oznaczał obowiązek, a obowiązek wobec ojczyzny był dla pokolenia Polski Podziemnej wartością najwyższą. Przez Ochotę przebiegały strategiczne arterie prowadzące do centrum Warszawy, co sprawiało, że Niemcy zamierzali utrzymać ten teren za wszelką cenę. Silnie ufortyfikowane były: dawny Dom Akademicki przy Placu Narutowicza, kompleks dawnej Dyrekcji Naczelnej Lasów Państwowych przy ul. Wawelskiej oraz gmach przy ul. Tarczyńskiej 8, zaadaptowany na koszary kompanii SS.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Nierówna walka

Reklama

1 sierpnia 1944 r. powstańcy uderzyli na wszystkie najważniejsze niemieckie punkty oporu. Walki od początku miały niezwykle zacięty charakter. Polacy wykazywali się ogromną odwagą, lecz nie byli w stanie przełamać przewagi ogniowej przeciwnika. Niemieckie karabiny maszynowe, moździerze i broń pancerna skutecznie odpierały kolejne szturmy. Już pierwszego dnia stało się jasne, że opanowanie całej dzielnicy nie będzie możliwe. Po nieudanych natarciach powstańcy skoncentrowali obronę w kilku punktach. Najważniejszym z nich stał się rejon ulic Wawelskiej i Mianowskiego, który przeszedł do historii jako Reduta Wawelska. Jej obrońcy mieli świadomość, że znajdują się w coraz trudniejszym położeniu. Łączność z innymi dzielnicami była ograniczona, amunicji ubywało, a liczba rannych rosła. Mimo to nie zamierzali składać broni. Reduta walczyła aż do 11 sierpnia i stała się jednym z najdłużej utrzymujących się punktów oporu na Ochocie. Los dzielnicy został jednak przesądzony znacznie wcześniej.

Rozkaz zagłady

Reklama

Na wieść o wybuchu powstania w Berlinie zapanowała wściekłość. Hitler wydał rozkaz całkowitego unicestwienia miasta: „Każdego mieszkańca należy zabić. Nie wolno brać żadnych jeńców. Warszawa ma być zrównana z ziemią, aby stała się zastraszającym przykładem dla całej Europy”. Heinrich Himmler nie tylko przekazał ten rozkaz podległym jednostkom, ale też nakazał jego bezwzględną realizację. Właśnie ta decyzja spowodowała, że dokonywane były późniejsze zbrodnie na Woli, Ochocie i w innych dzielnicach stolicy. Były one nie dziełem samowoli pojedynczych oddziałów, lecz świadomym wykonaniem polityki ludobójstwa nakazanej przez najwyższe władze Niemiec. Do realizacji tego planu skierowano jednostki, które nawet w oczach niektórych dowódców Wehrmachtu budziły odrazę. Na Ochotę skierowano oddziały podporządkowanej SS Rosyjskiej Wyzwoleńczej Armii Ludowej (RONA) dowodzonej przez Bronisława Władysławowicza Kaminskiego. Formacja ta wywodziła się z tzw. Republiki Łokockiej, utworzonej przez Niemców na okupowanych terenach Związku Sowieckiego. Składała się ona z rosyjskich kolaborantów służących III Rzeszy, znanych z wyjątkowej brutalności wobec ludności cywilnej. Oddziały Kaminskiego miały na swoim koncie liczne zbrodnie popełniane na Białorusi i w Rosji. W Warszawie otrzymały praktycznie wolną rękę. Gwałty, rabunki i mordy stały się ich codzienną metodą działania. Już 5 sierpnia 1944 r. rozpoczęło się wypędzanie mieszkańców Ochoty z domów. Tysiące kobiet, dzieci i starców pędzono ul. Grójecką na teren działającego od lat 30. XX wieku targowiska „Zieleniak”. Wielu ginęło jeszcze po drodze – rozstrzeliwanych bez powodu lub zabijanych kolbami karabinów.

W niemieckim piekle

„W nocy było okropnie. Słyszeliśmy wzywanie o ratunek, ktoś wzywał Boga, ktoś się modlił. Krzyki te mieszały się z wrzaskami ronowców i pojedynczymi wystrzałami” – wspominała po latach Maria Adamska. Na „Zieleniaku” nie było ani schronienia, ani wody, ani żywności. Ludzie leżeli na gołej ziemi, wystawieni na palące sierpniowe słońce, a nocą na chłód. Największą zgrozę budzili żołdacy z SS i RONA. Wchodzili między zgromadzonych ludzi, by wybierać kolejne ofiary. Mężczyzn wyprowadzano za ogrodzenie i rozstrzeliwano, kobiety odciągano do pobliskich zabudowań lub samochodów, gdzie były gwałcone. Nie oszczędzano nawet brzemiennych. „Zieleniak to było piekło. Bałam się ich, dlatego zabandażowałam całą głowę, zostawiając otwór tylko na oczy. Miałam nadzieję, że w ten sposób ich odstraszę. To, co robili z kobietami, było nieludzkie. Gwałty, bicia, okrutne znęcanie” – wspominała Krystyna Królikiewicz-Harasimowicz. Na placu pozostawały ciała zamordowanych, których nie pozwalano grzebać. Rozkładające się w upale zwłoki mieszały się z odorem spalenizny unoszącym się nad płonącą Warszawą. Kilka ulic dalej rozgrywał się inny akt zagłady Ochoty. Instytut Radowy przy ul. Wawelskiej był przed wojną jednym z najważniejszych ośrodków leczenia chorób nowotworowych. W czasie wojny był tu nadal szpital, ale dla bandytów z SS i RONA nie miało to najmniejszego znaczenia. Jak wspominał po wojnie prof. Franciszek Łukaszczyk, pacjentów wyciągano z łóżek i zabijano na korytarzach. Lekarzy oraz personel medyczny bito i rozstrzeliwano za próbę obrony chorych. W relacjach świadków pojawiają się opisy gwałtów dokonywanych na pielęgniarkach i sanitariuszkach. Niemcy i ich kolaboranci pogwałcili wszystkie zasady prawa wojennego oraz elementarne normy człowieczeństwa, bo nawet w najokrutniejszych konfliktach świata szpitale były zazwyczaj miejscem chronionym. Na Ochocie przestały nim być.

Pamięć silniejsza od przemocy

Szacuje się, że podczas pacyfikacji Ochoty zamordowano od 8 do 10 tys. mieszkańców dzielnicy. Dokładnej liczby zapewne nigdy nie poznamy. Przez długie lata tragedia Ochoty pozostawała w cieniu rzezi Woli. Nie dlatego, że była mniej tragiczna, lecz dlatego, iż tam skala mordów była jeszcze większa. Historia nie może jednak przeprowadzać takich porównań. Ochota jest jednym z najbardziej dojmujących dowodów na to, że Powstanie Warszawskie było nie tylko walką o wolność, ale także ogromną ofiarą złożoną przez ludność cywilną stolicy. Dlatego każdego roku 1 sierpnia o godz. 17 warto pamiętać również o tych, którzy nie nosili mundurów: o matkach tulących dzieci na „Zieleniaku”, o lekarzach, którzy do końca pozostali przy swoich pacjentach, o zakonnicach, sanitariuszkach, starcach i tysiącach mieszkańców Ochoty, których jedyną bronią była godność. To oni przypominają nam dzisiaj, że wojna nie jest jedynie historią bitew i zwycięstw – jest przede wszystkim historią ludzi. A obowiązkiem kolejnych pokoleń Polaków jest nie tylko pamięć o ich cierpieniu, lecz także przekazywanie prawdy o nim następnym generacjom.

Historyk, doradca Prezydenta RP, w latach 2016-24 był szefem Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych, mieszka na warszawskiej Ochocie.

2026-07-28 14:55

Oceń: +1 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Modlitwa codzienności

Niedziela Ogólnopolska 23/2026, str. 13-15

[ TEMATY ]

Temat numeru

Mateusz Kuca/zywyrozaniec.eu

Dwieście lat modlitwy, duchowej bliskości i prostego zawierzania Bogu codziennych spraw. Choć świat bardzo się zmienił, dla wielu osób Różaniec pozostaje źródłem pokoju i duchowej siły.

Członkowie wspólnot Żywego Różańca mówią o nim jako o modlitwie, która pomaga żyć. Niektórzy przyznają, że bez niej trudno byłoby im udźwignąć codzienne troski, chorobę, samotność czy lęk o najbliższych. – Dawniej żyłam w ciągłym biegu – opowiada Agata, która od ponad 10 lat należy do koła Żywego Różańca przy swojej parafii na łódzkich Bałutach. – Dla mnie ta wspólnota stała się czymś więcej niż tylko grupą modlitewną. Praca, dom, dzieci, obowiązki. Wieczorem człowiek był tak zmęczony, że nawet nie miał siły pomyśleć o sobie. Kiedy zaczęłam codziennie odmawiać Różaniec, coś zaczęło się we mnie zmieniać. Zauważyłam, że mniej się złoszczę, mniej denerwuję się drobiazgami – jakby ktoś porządkował moje serce. Mówi, że dziś nie wyobraża sobie dnia bez tej modlitwy. – Czasami odmawiam Różaniec rano przy kuchennym stole, zanim wszyscy wstaną. Innym razem – podczas spaceru albo wieczorem. To jest chwila, kiedy mogę się zatrzymać. Świat ciągle czegoś od nas chce, a Różaniec przypomina, że człowiek nie może żyć wyłącznie pośpiechem. Podobnie mówi p. Andrzej, od lat związany ze wspólnotą Żywego Różańca w jednej z lubelskich parafii. – Ludzie dziś są przebodźcowani. Telefon dzwoni bez przerwy, wiadomości napływają cały czas. Nawet kiedy człowiek odpoczywa, jego głowa nadal pracuje. A Różaniec wycisza. Dla mnie to nie jest tylko powtarzanie modlitw, to także moment oddania Bogu tego wszystkiego, czego sam już nie potrafię unieść.
CZYTAJ DALEJ

Poprawia się stan zdrowia ks. Marka Pieńkowskiego z Jarosławia

2026-10-04 20:09

[ TEMATY ]

opactwo

Jarosław

Facebook Katedra Rzeszowska

Ksiądz Marek Pieńkowski

Ksiądz Marek Pieńkowski

Za zgodą ks. Marka Pieńkowskiego przekazujemy informację, że dziś został odłączony od respiratora, zaczął się komunikować za pomocą krótkich zdań i przyjął Komunię świętą pod postacią Krwi Pańskiej - czytamy w mediach społecznościowych opactwa w Jarosławiu.

Za zgodą ks. Marka Pieńkowskiego przekazujemy informację, że dziś został odłączony od respiratora, zaczął się komunikować za pomocą krótkich zdań i przyjął komunię świętą pod postacią Krwi Pańskiej. Ks. Marek dziękuje wszystkim, którzy wspierają go modlitwą. Prosi o dalszą pamięć duchową przed Bogiem.
CZYTAJ DALEJ

Kazachstan. Karta Praw Dziecka z Nieuleczalną Chorobą

2026-10-05 21:59

Materiał prasowy

Troska o dziecko znajdujące się w trudnej sytuacji jest praktycznym wyrazem dialogu międzyreligijnego i aktem budowania pokoju – powiedział kard. George Jacob Koovakad.

W Astanie odbyło się II Wspólne Kolokwium Kazachstanu i Stolicy Apostolskiej, zorganizowane w ramach Kongresu Przywódców Religii Światowych i Tradycyjnych. Pierwsze spotkanie bilateralne miało miejsce w Watykanie w kwietniu 2024 r. i było poświęcone pokojowi oraz harmonii międzyreligijnej. Teraz owocem współpracy jest Karta Praw Dziecka z Nieuleczalną Chorobą, przygotowana przez Międzynarodowe Centrum Dialogu Międzyreligijnego i Międzywyznaniowego Kazachstanu oraz Dykasterię ds. Dialogu Międzyreligijnego Stolicy Apostolskiej i watykański Szpital Dziecięcy „Bambino Gesù”.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję