W Mielcu powstało miejsce poświęcone Polakom – ofiarom ludobójstwa dokonanego na Kresach Wschodnich II Rzeczypospolitej.
Przed Kościołem Ducha Świętego w Mielcu panowała cisza. Po zakończonej Eucharystii uczestnicy uroczystości zatrzymywali się przed nową tablicą pamięci. Wśród zgromadzonych była Teresa Stala. To nie książki ani archiwalne dokumenty ukształtowały jej pamięć o Wołyniu. Przekazał ją ojciec – Leonard Bazyliński, który jako 18-letni chłopak przeżył dramatyczne wydarzenia lipca 1943 r. – Ojciec niewiele mówił o tym, co przeżył. Wielu świadków milczało przez lata, także ze strachu. Dopiero z czasem zaczęli opowiadać swoim dzieciom i wnukom – wspominała p. Teresa.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Rodzina Bazylińskich mieszkała w leśniczówce niedaleko Kleckiej Małej na Wołyniu. Gdy wokół zaczęły płonąć polskie wsie, wiedzieli już, że niebezpieczeństwo zbliża się także do nich. W nocy z 10 na 11 lipca 1943 r. bronili się przed napastnikami. O świcie zapadła decyzja o ucieczce. Zostawili dom, cały dobytek i ruszyli przed siebie, by ratować życie. Ukrywali się w lasach, zbożach i ziemiankach. Babcia Teresy spędziła noc zanurzona w rzece, trzymając na rękach wnuka i chwytając się gałęzi. Takich rodzin były tysiące.
Ważne miejsce
Reklama
Odsłonięta w Mielcu tablica jest pierwszym elementem powstającego pomnika pamięci. Jego inicjatorzy chcą, by nie był jedynie kamiennym monumentem, ale by stanowił żywe świadectwo historii. – Chcemy stworzyć miejsce, które będzie przypominało kolejnym pokoleniom o ofiarach i skali tej tragedii – powiedział wiceprezydent Mielca Krzysztof Szostak, jeden z inicjatorów przedsięwzięcia. W przyszłości częścią pomnika stanie się „żywe kolumbarium”. Co roku będzie w nim składana kapsuła z ziemią przywiezioną z miejsc, gdzie mordowano Polaków.
Podczas uroczystości wielokrotnie powracało słowo „pamięć” rozumiane jako odpowiedzialność. – Dzisiejsza uroczystość nie jest wyrazem nienawiści ani chęci rozdrapywania dawnych ran. Jest świadectwem odpowiedzialności za prawdę historyczną i szansą na pojednanie, ale pojednanie oparte na prawdzie – podkreślił Krzysztof Szostak.
Podobną myśl rozwinął w homilii proboszcz Parafii Ducha Świętego ks. Waldemar Ciosek, jeden z inicjatorów budowy pomnika. Przypomniał, że przy kościołach od wieków powstawały miejsca pamięci, bo wiara nie odrywa człowieka od historii, lecz pomaga ją odczytywać. Zaznaczył: – Prawdziwe pojednanie między narodami nie może być budowane na przemilczeniach. Pamięć jest obowiązkiem. Prawda historyczna nie może być narzędziem do siania nienawiści. Ma być fundamentem autentycznego szacunku.
Zobowiązanie
Po uroczystości wielu uczestników pozostało przed tablicą, aby się pomodlić w ciszy, przy płonących zniczach. Dla Teresy Stali to miejsce będzie przypominało o tragedii tysięcy Polaków, a także będzie znakiem pamięci o ojcu, który przeżył Wołyń i przez większą część życia nosił tamte wydarzenia głęboko w sercu.
Ksiądz Ciosek zakończył homilię słowami Chrystusa: „Kto ma uszy do słuchania, niechaj słucha”. To wezwanie można odczytać również jako zachętę do wsłuchiwania się w świadectwa tych, którzy ocaleli. Bo pamięć nie jest ciężarem przeszłości. Jest zobowiązaniem wobec prawdy, modlitwą za pomordowanych i przestrogą dla kolejnych pokoleń.
