Był to odwet za udział mieszkańców pod wodzą Krzysztofa Żegockiego w zorganizowanym oddziale partyzanckim, który wyruszył na pomoc Jasnej Górze podczas potopu szwedzkiego. Pamięć o kapłanach – ks. Wojciechu Turopiedskim i ks. Marcinie Paluszkowiczu, publicznie spalonych przez Szwedów na rynku Babimostu 6 maja 1656 r., jest wciąż żywa. O ich męczeństwie świadczą nie tylko cenny zapis w zabytkowej księdze metrykalnej, która znajduje się obecnie w Archiwum Diecezjalnym w Zielonej Górze, ale również Kolumna św. Wawrzyńca, stojąca w miejscu, gdzie kapłani oddali życie za wiarę. Święty został przedstawiony z żelazną kratą – rusztem, na którym, według tradycji, poniósł śmierć męczeńską, przypiekany na ogniu. To właśnie ze względu na podobny sposób zadania męczeńskiej śmierci kapłanom z Babimostu oraz starożytnemu diakonowi kościół w Babimoście nosi wezwanie św. Wawrzyńca.
Namacalny ślad męczeństwa
Ksiądz Wojciech Turopiedski był komendarzem, czyli zarządcą parafii, a ks. Marcin Paluszkowicz – wikariuszem. Choć nie zostali formalnie wyniesieni do chwały ołtarzy, to w lokalnej tradycji uznawani są za męczenników za wiarę. Obok nich śmierć ponieśli dwaj duchowni z Trzciela, a także dwaj prałaci ze Zbąszynia. Adnotacja o fakcie trzech drastycznych mordów została umieszczona na ostatniej stronie księgi metrykalnej, zawierającej wpisy metrykalne w języku polskim i po łacinie.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Reklama
Interesujące nas świadectwo męczeństwa brzmi: „W tym Dekanacie Anno 1656 die 6 maji pod czas Szwedzki tu u nas w Babimoście przez lutrów dla nienawiści wiary y stanu kapłańskiego W. X. Wojciech Turopiedski kommendarz X. Marcin Paluszkowicz Wikary ogniem umęczeni y upieczeni. W Trzcielu W. X. Stanisław Wolsztinius Pleban X. Michał Mochowicz Wikary także ogniem umęczeni y upieczeni. W Zbąszyniu zaś WW. Prałat X Jerzy Jowarzewski archidiakon Szremski Proboszcz Zbąski Officiał Poznański X Jan Sobiński kanonik y kaznodzieja katedralny Poznański zamordowani”.
Istotna pozostaje wzmianka, że duchowni z Babimostu zostali zamęczeni i spaleni żywcem przez luteranów kierujących się wrogością wobec wiary katolickiej oraz kapłaństwa. Ich śmierć była nie tylko elementem wojennych represji związanych z niszczeniem i podpalaniem Babimostu oraz pobliskich miejscowości, lecz także przejawem prześladowań religijnych. Pamięć o męczeństwie kapłanów miejscowej parafii zachowała się również w lokalnej tradycji i znalazła swój materialny wyraz. W miejscu ich śmierci ustawiono dwa postumenty, które do dziś górują nad czworobocznym rynkiem Babimostu – figurę Matki Bożej oraz statuę św. Wawrzyńca. Umieszczone naprzeciw siebie na wysokich kolumnach pozostają symbolicznym przypomnieniem wydarzeń sprzed niemal 400 lat.
Kolejny odwet
Reklama
Po zabójstwie proboszcza i wikariusza z Babimostu wojska szwedzkie ponownie zastosowały represje wobec mieszkańców miasta, którzy u boku Krzysztofa Żegockiego wystąpili przeciw okupantom, opowiadając się po stronie króla polskiego. Kilka miesięcy później, 26 sierpnia 1656 r., Szwedzi raz jeszcze wkroczyli do Babimostu. Miasto zostało niemal całkowicie spalone, a wielu mieszkańców poniosło śmierć. Szacuje się, że podczas najazdu mogło zginąć ok. 1,5 tys. osób. Przekazy wspominają o okrutnych torturach, mordach oraz bestialskim traktowaniu dzieci, które zmuszano do skakania nad ostrzami broni. Z tym wydarzeniem wiąże się również nazwa dawnej ul. Skocznej, późniejszej ul. Moniuszki. Potop szwedzki pozostawił w pamięci mieszkańców Babimostu głęboką traumę. Po wycofaniu się wojsk szwedzkich miasto zaczęło stopniowo odradzać się z ruin.
Utworzenie sanktuarium
Babimost może się poszczycić historią znacznie bogatszą i sięgającą bardzo odległych czasów. Początki miejscowości wiążą się jeszcze z okresem przedchrześcijańskim, a sama jego nazwa bywa łączona z dawnym pogańskim miejscem kultu określanym mianem „Baby”. W średniowiecznych źródłach pojawiają się także nazwy Potopisko oraz Bomst. Pierwsza wzmianka o Babimoście pochodzi z dokumentu księcia Przemysła II z 22 lutego 1257 r., w którym miejscowość została wymieniona jako wieś. Prawdopodobnie już w drugiej połowie XIII wieku Babimost otrzymał prawa miejskie, a w 1329 r. funkcjonował jako miasto położone strategicznie na wyspie między odnogami Gniłej Obry. Na przestrzeni kolejnych wieków Babimost pozostawał częścią Wielkopolski.
Reklama
Współczesny Babimost nadal pielęgnuje pamięć o swojej przeszłości. W Kościele św. Wawrzyńca mieści się dziś Sanktuarium Matki Bożej Gospodyni Babimojskiej, ustanowione 21 listopada 2020 r. przez bp. Tadeusza Lityńskiego, dokładnie 310 lat po wydarzeniu uznawanym za cudowne ocalenie miasta. Informacja o nim zachowała się na marginesie księgi chrztów z 1710 r. Na początku XVIII wieku Wielkopolskę nawiedziła epidemia dżumy. W sąsiedniej parafii zbąskiej choroba rozprzestrzeniała się bardzo szybko. Mieszkańcy Babimostu postanowili wówczas błagać o ochronę przed epidemią, zorganizowali uroczystą procesję i Mszę św. ku czci Najświętszej Maryi Panny. Analiza zapisów dotyczących liczby zgonów w parafii dokonana przez regionalistę Aleksandra Waberskiego wskazuje, że zaraza prawdopodobnie nie dotknęła samego miasta ani należących do parafii okolicznych wsi, których mieszkańcy również modlili się o ocalenie.
Obecnie proboszczem i kustoszem sanktuarium jest ks. kan. dr Andrzej Piela, a wikariuszem – ks. Paweł Opłatkowski.
Gospodyni Babimojska
Kult Matki Bożej nazywanej Gospodynią Babimojską łączy się z cudownym obrazem znajdującym się w Kościele św. Wawrzyńca. Malowidło przedstawia Madonnę z Dzieciątkiem Jezus na ręce. Wizerunek pochodzi najprawdopodobniej z końca XV wieku. Po wizytacji parafii w 1724 r. w dekrecie powizytacyjnym można przeczytać: „Szaty srebrne na obrazie Matki Bożej z Dzieciątkiem Jezus, ozdobione kwiatami, składające się z ośmiu części: dwie korony srebrne pozłacane, jedna Matki Bożej, a druga Dzieciątka; Jezus ze zwyczajnymi kamieniami, księżyc ze srebrnej blachy, dwaj aniołowie także ze srebrnej blachy, złoceni, wyciągniętymi rękami dotykają korony, berło w lewej ręce Matki Bożej”.
