Powstanie Kroniki Zakrzowa stało się okazją do wspomnień o dawnym Zakrzowie, czyli opowieścią o przesiedleniach, pierwszych domach, budowie kościoła, klubie sportowym „Polar” i o tym, jak zmieniała się ta miejscowość zanim została włączona do Wrocławia i już jako dzielnica Wrocławia. Wiele z tych historii nigdy wcześniej nie zostało spisanych.
Jednym z pomysłodawców jest Dawid Kuliński, który bardzo mocno związany jest z Zakrzowem, działa społecznie, charytatywnie, jest ceremoniarzem w parafii św. Jana Apostoła, czy też mocno włącza się w Centrum Aktywności Lokalnej. – Pierwsza myśl pojawiła się 2 lata temu, gdy powstała pierwsza Kronika Zakrzowa. Pojawiła się możliwość stworzenia projektu, który byłby dofinansowany i zrobiony profesjonalnie. Uznaliśmy, że chcemy coś takiego stworzyć, ponieważ widzieliśmy rzeczy, których nie było w tamtej kronice – podkreśla.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Z czasem powstała nieformalna grupa o nazwie „Kronikarze Zakrzowa”, zdobyto niewielki grant i rozpoczęto nagrywanie rozmów z mieszkańcami. – Ja, Weronika i Mateusz postanowiliśmy zebrać historie ludzi, które dobrze znaliśmy, bo przecież mieszkamy tu od urodzenia. Piękne było to, że zaczynały się do nas zgłaszać osoby, które dzieliły się swoimi historiami.
Reklama
Pierwsza opisana historia należy do nieżyjącej już pani Margot Masur, która mieszkała na Zakrzowie jeszcze przed wojną i przesiedleniami. – Niezwykłe jest to, że jej historia dotarła do nas od jej córki, która skontaktowała się z nami przez profil na Facebooku, mający zaledwie 60 obserwujących. Historię swojej mamy chciała opowiedzieć innym i szukała przestrzeni, gdzie mogłaby się podzielić tą historią. Na co dzień mieszka w Niemczech, nie mówi dobrze po polsku, ale udało się nam spisać tę opowieść i trafiła ona jako pierwsza do naszego projektu – zaznacza Dawid Kuliński, cytując wypowiedź: – W styczniu 1945 r., wraz ze zbliżaniem się frontu radzieckiego rodzina została zmuszona do ucieczki. W warunkach silnego mrozu (ok. – 20 C) i głębokiego śniegu mieszkańcy Sakrau wyruszyli na Zachód. Droga prowadziła przez Sudety w stronę Czech i przebiegała w skrajnie trudnych warunkach.
Wspomnienia najstarszych mieszkańców pokazują, jak bardzo zmieniła się dzielnica: – Przed wojną było bardzo mało domów, były same pola. Uprawiali truskawki, mieli sady. Tutaj nic nie było – podkreśla twórca projektu, zaznaczając, że wielu przesiedleńców przyjeżdżało z przekonaniem, że będą tu tylko na chwilę: – Myśleli, że jak się wojna zakończy i podzielą granice, to będzie trzeba wrócić, skąd przyjechali. Dzieje Polski pokazały jednak, że pozostali tutaj na zawsze – podkreśla Dawid Kuliński, cytując: – Po wojnie bardzo wielu mieszkańców Zakrzowa tworzyło grono przesiedleńców z Monasterzysk. Przyjechały tu całe rodziny, które po utracie domów próbowały ułożyć sobie życie od nowa. Zbudowali silną i zżytą wspólnotę. Przywieźli ze sobą nie tylko wspomnienia, ale również tradycje, zwyczaje i pamiątki. Wśród nich znalazła się kopia obrazu Matki Bożej Bolesnej z kościoła w Monasterzyskach. Dla wielu osób była ona symbolem tego, co musieli pozostawić za sobą.
Reklama
Wśród opisanych historii nie brakuje także scen dramatycznych oraz bardzo osobistych: – Jedna z pań urodziła się w czasie transportu, została przywieziona w drewnianym naczyniu, w którym wypiekało się ciasto. – Naczynie nie przetrwało do dziś. Podczas remontu zostało zniszczone. Jak wspominała, zrzuciła to naczynie z dachu, a gdy się nie rozbiło, to jeszcze siekierą je poprawiła. Teraz bardzo tego żałuje – opowiada Dawid Kuliński.
W pierwszych powojennych latach zdarzało się, że w jednym domu mieszkali jednocześnie Polacy i Niemcy: – Niemcy jeszcze nie dostali dokumentów z wysiedleniem, a Polacy już zostali zasiedleni. Jakoś trzeba było żyć z tymi ludźmi. To nie zawsze było łatwe. Po latach wracali zobaczyć swoje domy. Niektórzy mieszkańcy bali się ich wpuszczać, bo obawiali się, że Niemcy będą chcieli zostać – mówi Dawid.
Największa przemiana na Zakrzowie przyszła w latach 80.: – Kluczową zmianą i rewolucją była budowa osiedla, wywłaszczenie wielu ziem pod nowe drogi i domy. Dziś kolejne bloki powstają na dawnych polach PGR-u. – Najbardziej przeszkadza starym mieszkańcom, że jest teraz tak dużo bloków, że wszystko jest zabudowywane i przestają się znać – mówi Dawid Kuliński, wskazując, że przestrzenią integracji nowych mieszkańców ze starymi była budowa kościoła, który został zlokalizowany pomiędzy starymi zabudowaniami a nowymi blokami. – Niby było jedno osiedle, jedna dzielnica, ale ludzie rywalizowali między sobą. A parafia, będąc w centrum, łączyła ich. Choć mieszkańcy przyjeżdżali z różnych stron Polski, parafia stała się miejscem integracji. Była to okazja do zjednoczenia. Przykładem jest to, że wspólnie jeździli na stację kolejową na Psie Pole, gdy pociągi przywiozły cegły – zaznacza autor.
Reklama
Sport był ważnym elementem życia społecznego: – Jak był mecz „Polaru”, to wszyscy szli na mecz. W szczytowym momencie klub grał w II lidze (dzisiejsza I liga). To było dość wysoko, więc mieszkańcy licznie przychodzili. Szczególne miejsce w kronice zajmuje pan Ludwik, autor piosenek „Polaru”. Ma 90 lat i cały czas pamięta te piosenki. To chyba pierwsze miejsce, gdzie są spisane – mówi Dawid.
Autor projektu przyznaje, że wiele odkryć było dla niego nowych: – Dla mnie nowością było to, że na Zakrzowie przed wojną była stacja benzynowa. Była też rogatka celna przy wjeździe do Wrocławia, albo to, że cały sznur czołgów stał przez wiele miesięcy na Odolanowskiej i Widawskiej – zaznacza.
Jak zaznaczają autorzy, powstanie także kontynuacja Kroniki Zakrzowa. – Po wydaniu książki otrzymaliśmy nowe zgłoszenia. Kolejne osoby chcą opowiedzieć swoją historię. Chcemy to wykorzystać, aby te historie nie zostały zapomniane. Poza tym, wśród nowych mieszkańców Zakrzowa są osoby, które są ciekawe przeszłości tego miejsca. Choć mieszkają tu od niedawna, miejsce to jest dla nich bardzo ważne – podsumowuje Dawid Kuliński.
