Wakacje zaczynają się długo przed chwilą, gdy zamykamy za sobą drzwi domu. Zaczynają się wtedy, kiedy pierwszy raz patrzymy na mapę, rezerwujemy bilet, sprawdzamy ważność paszportu albo zastanawiamy się, czy naprawdę potrzebujemy trzeciej pary butów. I tu od razu pierwsza rada: podróż rzadko psuje się od wielkich katastrof. Najczęściej od drobiazgów, które zlekceważyliśmy. Od braku kopii dokumentów, źle dobranego ubezpieczenia, rozładowanego telefonu, za ciasnych butów, zbyt optymistycznego planu dnia albo od przekonania, że „jakoś to będzie”.
„Jakoś to będzie” jest miłe przy grillu, ale w podróży bywa kosztowne. Przez lata nauczyłem się, że najważniejszą częścią bagażu jest nie kurtka, aparat ani scyzoryk. Najważniejszy jest plan. Nie sztywny, wojskowy rozkaz, lecz przemyślany szkic: dokąd jadę, co może pójść nie tak, jak się z tego wycofam i kogo zawiadomię, gdyby sytuacja wymknęła się spod kontroli. W mojej Sztuce podróżowania mocno wybrzmiewa myśl, że doświadczenie pomaga przewidywać zagrożenia, a dobra wyprawa zaczyna się od starannego przygotowania, nie od romantycznego zrywu serca.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Reklama
Zanim więc wyruszysz, zrób prosty rekonesans. Nie chodzi o to, by przeczytać pół internetu i zabić całą przyjemność odkrywania. Chodzi o minimum: pogoda, lokalne zwyczaje, transport z lotniska, bezpieczeństwo dzielnicy, godziny pracy sklepów, podstawowe ceny, wymagane dokumenty, szczepienia, przepisy celne, waluta i dostęp do gotówki. Wiele nerwowych sytuacji zaczyna się od zdania: „Nie wiedziałem, że...”. Nie wiedziałem, że karta nie działa. Nie wiedziałem, że prom odpływa tylko rano. Nie wiedziałem, że w tym kraju apteki są zamknięte w niedzielę. Nie wiedziałem, że aby wynająć samochód, muszę mieć kartę kredytową, a nie debetową. Wiedza nie odbiera przygody. Wiedza odbiera przygodzie głupotę.
Druga sprawa: dokumenty. Paszport, dowód, prawo jazdy, polisa, potwierdzenia rezerwacji, bilety, recepty, certyfikaty szczepień, numery alarmowe, adres ambasady lub konsulatu. Wszystko to powinno istnieć w trzech wersjach: oryginał, kopia papierowa i kopia cyfrowa zapisana w bezpiecznym miejscu. Telefon może się zgubić, bateria może paść, a internet może nie działać akurat wtedy, gdy najbardziej go potrzebujemy. Papierowa kopia paszportu waży mniej niż baton, a potrafi oszczędzić dzień biegania i tłumaczenia się na migi.
Nie noś wszystkich pieniędzy w jednym miejscu. To banał, ale banały w podróży ratują skórę. Część gotówki miej przy sobie, część głębiej w bagażu, jedną kartę w portfelu, drugą osobno. W tłumie nie sprawdzaj co chwilę, czy saszetka z pieniędzmi nadal jest na miejscu, bo pokazujesz złodziejowi dokładnie to, czego szuka. W hotelu nie zostawiaj dokumentów na wierzchu, a w restauracji nie wieszaj torby na oparciu krzesła. To nie paranoja, tylko higiena podróżna.
Reklama
Pakowanie jest sztuką rezygnacji. Początkujący zabiera rzeczy „na wszelki wypadek”. Doświadczony zabiera te, których naprawdę użyje. Zasada jest prosta: im więcej niesiesz, tym mniej widzisz. Człowiek objuczony jak wielbłąd szybciej się męczy, łatwiej się denerwuje, częściej gubi drobiazgi i gorzej reaguje na zmianę planów. Dobry bagaż ma być funkcjonalny, nie imponujący. W książce pojawia się praktyczne podejście do ekwipunku: jego zawartość zależy od celu, pory roku, długości i rodzaju wyprawy, a właściwy dobór wyposażenia jest jednym z priorytetów.
Na wakacje nie trzeba zabierać pół sklepu outdoorowego. Trzeba zabrać rzeczy sensowne: wygodne buty – już rozchodzone, lekką kurtkę przeciwdeszczową, nakrycie głowy, okulary przeciwsłoneczne, krem z filtrem, małą latarkę, powerbank, adapter do gniazdek, kilka woreczków strunowych, podstawowe leki, plastry, środek na biegunkę, elektrolity, repelent, środek do dezynfekcji rąk i butelkę na wodę. Do tego jedna cieplejsza warstwa, nawet jeśli jedziesz „tam, gdzie zawsze jest ciepło”. Klimatyzowane autobusy i nocne postoje potrafią skutecznie przypomnieć, że tropiki nie są synonimem komfortu.
Apteczka nie jest oznaką lęku przed światem. Jest oznaką szacunku do własnego organizmu. W podróży najczęście grożą nam nie tygrysy, tylko odwodnienie, zatrucie pokarmowe, oparzenie słoneczne, pęcherze, skręcona kostka, alergia albo infekcja. Weź leki, które znasz i których możesz używać. Nie eksperymentuj z tabletkami kupionymi na bazarze tylko dlatego, że ktoś powiedział, iż „działają na wszystko”. Jeżeli przyjmujesz leki stale, zabierz zapas większy niż liczba dni wyjazdu. Lot może zostać odwołany, prom – nie wypłynąć, a granica – zamknąć się bez uprzedzenia.
Reklama
Woda jest ważniejsza niż plan zwiedzania. W upale człowiek głupieje szybciej, niż mu się wydaje. Boli głowa, spada cierpliwość, pojawia się złość, a potem – zła decyzja. Pij regularnie, zanim poczujesz pragnienie. W krajach, gdzie jakość wody jest niepewna, uważaj nie tylko na wodę z kranu, ale też na lód w napojach, sałatę płukaną w tej wodzie i owoce obrane cudzym nożem. Nie chodzi o to, by podróżować z miną inspektora sanitarnego. Chodzi o to, by nie spędzić 3 dni urlopu w łazience, podczas gdy za oknem dzieje się świat.
Pamiętaj jednak, że otwartość nie zwalnia z czujności. Nie opowiadaj przypadkowym ludziom, gdzie dokładnie mieszkasz i jaki masz plan na jutro. Nie przyjmuj napojów od nieznajomych w miejscach, które budzą wątpliwości. Nie wsiadaj do nieoznakowanego samochodu tylko dlatego, że kierowca głośno krzyczy nazwę twojego hotelu. Nie zostawiaj drinka bez opieki. Nie afiszuj się drogim zegarkiem, aparatem i portfelem. Podróżnik powinien wyglądać tak, jakby wiedział, dokąd idzie, nawet jeśli właśnie szuka właściwej ulicy.
Warto też nauczyć się kilku słów w lokalnym języku. Dzień dobry, dziękuję, proszę, przepraszam, ile kosztuje, gdzie jest, potrzebuję pomocy. Te słowa są małym kluczem do dużej życzliwości.
Przed wyjazdem porozmawiaj z bliskimi. Zostaw im trasę, nazwy hoteli, numer polisy, kopię dokumentu, informację, kiedy mniej więcej się odezwiesz. Ustal prostą zasadę: jeżeli przez określony czas nie dajesz znaku, wiedzą, co robić. To szczególnie ważne przy samotnych wyjazdach, wyprawach w góry, rejsach, trekkingach i podróżach poza utartym szlakiem. Dobra komunikacja nie odbiera wolności. Ona daje spokojną głowę.
Reklama
Ubezpieczenie traktuj jak część biletu, nie jak dodatek. Najtańsza polisa bywa dobra tylko do chwili, gdy naprawdę trzeba z niej skorzystać. Sprawdź koszty leczenia, transport medyczny, choroby przewlekłe, sporty, trekking powyżej określonej wysokości, wynajem skutera, nurkowanie, alkohol w wyłączeniach odpowiedzialności. Mały druk czytaj przed wyjazdem, nie w szpitalnej poczekalni.
I jeszcze jedno: nie walcz z podróżą, kiedy zmienia ci plany. Ona będzie je zmieniać. Spóźniony pociąg, deszcz, zamknięte muzeum, strajk, choroba, hałas za oknem, pokój gorszy niż na zdjęciach. Można wtedy zatruć sobie cały dzień albo potraktować to jako część drogi. Nie każda niewygoda jest nieszczęściem. Czasem po latach pamiętamy właśnie te chwile: nocleg znaleziony przypadkiem, autobus, który pojechał inną trasą, burzę przeczekaną pod dachem sklepu, rozmowę z kimś, kogo nigdy więcej nie spotkamy.
Przed wakacjami spakuj więc rozsądek, ciekawość i pokorę. Weź mniej rzeczy, ale więcej cierpliwości. Zaplanuj trasę, ale zostaw miejsce na niespodziankę. Dbaj o dokumenty, wodę, zdrowie i bezpieczeństwo. Szanuj ludzi, do których jedziesz. Nie traktuj świata jak hotelu z obsługą całodobową. On nie jest po to, by spełniać wszystkie nasze oczekiwania.
Podróż zaczyna się od marzenia, ale udaje się dzięki przygotowaniu. A potem, kiedy wszystko, co konieczne, jest już sprawdzone, zamknięte i spakowane, można zrobić rzecz najważniejszą: ruszyć. I pozwolić drodze, by nas czegoś nauczyła.
Autor jest twórcą „biblii” podróżnika
