Reklama

Kościół

Witamy w epoce „sapiens bez homo”

Dawniej człowiek musiał nauczyć się rozmawiać. Musiał doświadczyć kompromitacji, odrzucenia, niezręczności. Musiał ćwiczyć poczucie humoru. Czytać. Słuchać. Obserwować ludzi. Dziś można wygenerować osobowość.

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Kiedyś człowiek pisał list miłosny i drżała mu ręka, a serce waliło młotem. Dziś co najwyżej wibruje telefon. Kiedyś człowiek siedział nad kartką, skreślał, poprawiał, szukał słów, które będą trochę mądre, trochę śmieszne, trochę czułe. Teraz wpisuje: „Napisz romantyczną wiadomość do inteligentnej dziewczyny, ale pisz z dystansem, najlepiej w stylu dowcipnej hybrydy Miłosza, Bayrona i Tarantino” – uwodzicielsko, ale z klasą. Że doceniam, ale że nie zależy mi aż tak bardzo. Podoba mi się, nawet bardzo, ale że wybór jest szerszy. I dostaje gotowca. Dopieszczone zdania. Błyskotliwe metafory. Aluzje do filmów, których nigdy nie oglądał. Cytaty z książek, których nigdy nie przeczytał. Wrażliwość, której nigdy nie ćwiczył.

Ona – błyskotliwa, on – oczytany?

Witamy w epoce „sapiens bez homo”. Człowiek niby jest, rozum niby działa, ale coraz mniej w tym wszystkim człowieczeństwa. Sztuczna inteligencja przestała być już tylko narzędziem służącym do pracy. Jeszcze chwilę temu pomagała pisać maile, robić prezentacje i poprawiać przecinki. Dziś pomaga flirtować, uwodzić, prowadzić relacje, podtrzymywać rozmowy, a czasem nawet... zastępuje drugiego człowieka. I nie jest to scenariusz nowego odcinka Black Mirror – to się już dzieje, w każdym mieście i na każdym osiedlu.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Reklama

Kilka tygodni temu opowiadał mi znajomy psycholog o dwójce młodych ludzi. Poznali się przez internet. Ona – błyskotliwa. On – jak twierdziła – „niesamowicie oczytany, dowcipny i uważny”. Ich rozmowy trwały godzinami. Cytaty z Lema mieszały się z dialogami Woody’ego Allena. Żarty polityczne przeplatały się z filozofią i osobistymi wyznaniami. Po kilku dniach byli przekonani, że spotkali „bratnią duszę”. On napisał do niej: „Najbardziej boję się świata, w którym ludzie przestaną zadawać pytania większe niż oni sami”. Ona odpowiedziała: „A ja świata, w którym pytania będą mądrzejsze od ludzi”. Oboje korzystali z AI. On generował większość wiadomości. Ona poprawiała nimi własne odpowiedzi. Oboje zakochali się nie tyle w sobie, ile w jakości języka produkowanego przez algorytmy. Po 2 tygodniach postanowili się spotkać. I wtedy stało się coś brutalnego. Zapadła cisza. Nie taka romantyczna. Taka ciężka. Krępująca. Jak awaria internetu podczas webinaru o komunikacji. Okazało się, że w realu on nie potrafi utrzymać rozmowy dłużej niż 3 minuty. Ona – poza gotowymi cytatami – panicznie boi się spontaniczności. W sieci byli jak duet intelektualnych akrobatów. W kawiarni przypominali dwójkę ludzi czekających na autobus zastępczy. Nie było Lema i jego sepulek, nie było Woody’ego Allena z jego Zeligiem. Nie było subtelnych metafor. Było:

– No... fajnie.

– Tak...

– Ładna pogoda.

I koniec. Romans zakończył się szybciej niż okres próbny w aplikacji premium.

„Duchowe” życie AI

W lutym tego roku spotkałem w Ottawie błyskotliwego księdza profesora teologii moralnej z tamtejszego uniwersytetu. Rozmawialiśmy o sztucznej inteligencji. Profesor był sceptyczny. Uważał – skądinąd rozsądnie – że możliwości AI są mocno przereklamowane. Że to wciąż tylko sprawne składanie danych. Że do prawdziwego myślenia, syntezy i subtelności rozumu człowieka jeszcze bardzo daleko.

Po mniej więcej 20 minutach powiedziałem: – To proszę zadać jej trzy pytania. Takie naprawdę trudne. Z dziedziny księdza profesora.

Uśmiechnął się lekko. Chyba nawet z odrobiną pobłażliwości. Zaczął układać pytania z teologii moralnej. Nie szkolne, nie encyklopedyczne. Takie, które – jak sam przyznał – miały „wywrócić studenta”. Wielopiętrowe zależności. Paradoksy odpowiedzialności. Konflikty dobra i sumienia. Wszystko to, na czym wielu studentów wykłada się po pierwszym zdaniu.

Po chwili przeczytałem mu odpowiedzi wygenerowane przez AI.

Milczał chwilę, zamyślony i jakiś smutny. Wreszcie stwierdził: – Panie Rafale... próbowałem zadać pytania tak złożone, które powinny zagiąć najlepszego studenta. I muszę przyznać, że musiałbym postawić piątkę.

Reklama

To jest moment naprawdę niepokojący. Bo jeszcze niedawno człowiek pocieszał się, że AI jest tylko kalkulatorem dla humanistów. Tymczasem okazuje się, że algorytm coraz sprawniej porusza się także po obszarach, które wydawały się zarezerwowane dla sumienia, doświadczenia, intuicji i duchowej wrażliwości.

Oczywiście – nadal nie cierpi, choć znajdzie milion cytatów o cierpieniu. Nie kocha, choć wypisze tysiąc najbardziej znaczących par w historii literatury. Nie modli się, choć napisze ci przepiękną i wzruszającą modlitwę. Nie drży nad losem własnego dziecka, choć świetnie udaje empatię wobec ciebie. Coraz skuteczniej udaje kogoś, kto rozumie człowieka.

Ona się rozkręca

I być może największe zagrożenie polega nie na tym, że maszyny staną się ludźmi, lecz na tym, że ludzie zaczną funkcjonować jak maszyny wspomagane emocjonalnymi protezami. Dawniej człowiek musiał nauczyć się rozmawiać. Musiał doświadczyć kompromitacji, odrzucenia, niezręczności. Musiał ćwiczyć poczucie humoru. Czytać. Słuchać. Obserwować ludzi. Dziś można wygenerować osobowość.

Potrzebujesz być romantyczny? Klik.

Dowcipny? Klik.

Empatyczny? Klik.

Tajemniczy intelektualista po przejściach? Proszę bardzo.

Reklama

Powoli wchodzimy w epokę emocjonalnego outsourcingu (strategia zarządzania polegająca na przekazaniu wybranych procesów lub funkcji firmy zewnętrznym usługodawcom – przyp. red.). Już nie tylko księgowość oddaliśmy maszynom. Oddajemy też flirt, rozmowę, czasem nawet własną duszę. A przecież relacja bez ryzyka nie jest relacją. Miłość bez bezradności staje się projektem marketingowym. Najbardziej fascynujące jest jednak to, że AI dopiero się rozkręca. I choć naprawdę daje ludziom ogromne możliwości i nie ma sensu udawać, że jest wyłącznie demonem, to nie wiemy, dokąd pociągnie ludzkość za kolejne pół roku.

Dla człowieka samotnego może być pierwszym krokiem do otwarcia się, ale też rozczarowaniem i stratą. Dla nieśmiałego – pomocą w przełamaniu lęku, ale też wygodnym erzacem relacji. Dla małżeństw – inspiracją do rozmowy, której od dawna nie umieli zacząć, ale też powodem, by żadnej rozmowy już nie prowadzić. Dla ludzi pogubionych – czasem jest wręcz lustrem pokazującym ich chaos, ale też sposobem, by zagubić się jeszcze bardziej w szukaniu prawdziwego siebie.

Problem zaczyna się wtedy, gdy narzędzie przestaje pomagać człowiekowi, a zaczyna go zastępować. Bo można poprawić stylistykę, ale nie da się wygenerować charakteru. Na razie. Można stworzyć błyskotliwy flirt, ale nie da się wygenerować odwagi do bycia sobą. Na razie. Można napisać perfekcyjny list miłosny, ale nadal trzeba umieć spojrzeć drugiemu człowiekowi w oczy podczas ciszy przy stoliku. Na razie. I właśnie tam AI przegrywa. Jeszcze.

Choć mam wrażenie, że coraz więcej ludzi wcale nie chce już prawdziwych relacji. Prawdziwe relacje są bowiem niewygodne. Wiążą się ze stresem, z kompromisem, cierpliwością. Człowiek w realu zacina się, myli, bywa nudny, zmęczony, rozczarowujący.

Algorytm jest zawsze gotowy. Nigdy nie ma gorszego dnia. Nie zapomina o rocznicy. Nie obraża się o głupoty. Nie milczy ze złości. Nie boli go głowa.

I tu kryje się największa pokusa naszych czasów: stworzyć sobie świat relacji bez cierpienia. Bez ryzyka. Bez człowieka. Tyle że wtedy zostaje już tylko „sapiens”. Bez „homo”. Istota sprawna poznawczo. Skuteczna komunikacyjnie. Technologicznie zaawansowana. Ale coraz bardziej samotna. Bo człowieczeństwo rodzi się właśnie tam, gdzie coś nie działa idealnie. W drżącym głosie. W źle opowiedzianym żarcie. W niezręcznej randce. W milczeniu, którego nie da się przykryć cytatem wygenerowanym w 3 sekundy. Paradoksalnie więc może się okazać, że w epoce sztucznej inteligencji najbardziej luksusową cechą stanie się autentyczność. I urocza niedoskonałość. Nie perfekcja. Nie błyskotliwość. Nie wygenerowany urok. Tylko prawdziwe człowieczeństwo. Czyli co?

Trener terapii uzależnień, prezes Stowarzyszenia Ocaleni

2026-06-16 14:46

Oceń: +8 -1

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Nie poddawajcie się logice przemocy. Ważne przesłanie papieża

2026-09-29 15:28

Niedziela Ogólnopolska 40/2026, str. 11-13

[ TEMATY ]

Temat numeru

Leon XIV we Francji

PAP/EPA/Benoit Tessier / POOL

Spotkanie z prezydentem Francji

Spotkanie z prezydentem Francji

Papieska pielgrzymka do Francji, „pierwszej córy Kościoła”, ale jednocześnie kraju stawianego jako przykład dechrystianizacji, stała się lekarstwem na jałowy pesymizm ogarniający niekiedy pewne kościelne kręgi, co skutkuje ich izolacją i zamknięciem.

Liczby mówią same za siebie: 800 tys. na Placu Zgody, 300 tys. podczas przejazdu do Notre Dame, 150 tys. w Lourdes, 60 tys. młodych podczas czuwania na stadionie w Paryżu. Francja przywitała Leona XIV entuzjastycznie i masowo. I to wszystko w społeczeństwie, które od wieków już „jest naznaczone głęboko zsekularyzowaną kulturą”. Zaskoczenie? Niedowierzanie? Papież, choć te słowa padły w innym kontekście, ma na to jedno wyjaśnienie. Jest to „namacalny znak działania łaski Bożej, które wymyka się analizom statystycznym i socjologicznym”.
CZYTAJ DALEJ

Bp Mendyk na pogrzebie ks. Wojciecha Draba: niech śmierć tego kapłana zaowocuje modlitwą o nowe powołania

2026-10-01 17:06

[ TEMATY ]

pogrzeb

bp Marek Mendyk

diecezja legnicka

ks. Wojciech Drab

Karol Porwich/Niedziela

Bp Marek Mendyk

Bp Marek Mendyk

- Śmierć tego kapłana niech zaowocuje naszą serdeczną modlitwą o nowe powołania. Tak bardzo nam potrzeba ofiarnych, pełnych poświęcenia i gotowych na ofiarę księży - mówił bp Marek Mendyk podczas pogrzebu ks. kan. Wojciecha Draba. Uroczystości odbyły się 1 października w kościele Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Kątach Wrocławskich. Po Mszy św. ciało kapłana zostało odprowadzone na miejscowy cmentarz.

Mszy św. pogrzebowej przewodniczył biskup świdnicki Marek Mendyk. Ks. Wojciecha Draba, który 21 września zginął w wypadku motocyklowym, żegnały tłumy duchownych i wiernych.
CZYTAJ DALEJ

Ewangelizował nawet na swoim pogrzebie. Kąty Wrocławskie pożegnały ks. Wojciecha Draba

2026-10-01 21:10

[ TEMATY ]

bp Marek Mendyk

diecezja świdnicka

ks. Krzysztof Ora

pogrzeb kapłana

ks. Wojciech Drab

ks. Mirosław Benedyk/Niedziela

Ks. Kan. Wojciech Drab (1971-2026)

Ks. Kan. Wojciech Drab (1971-2026)

Pogrzeb ks. Wojtka stał się dla mnie nadzwyczajnymi rekolekcjami o kapłaństwie, o życiu pomimo śmierci, o Kościele, który jest piękną wspólnotą – napisał po uroczystości ks. kan. Krzysztof Ora. I rzeczywiście: 1 października w Kątach Wrocławskich nie zabrakło łez i bólu, ale jeszcze mocniej wybrzmiewała wiara, że śmierć nie ma ostatniego słowa.

W rodzinnej parafii Świętych Apostołów Piotra i Pawła zgromadziła się rodzina śp. ks. kan. Wojciecha Draba, przyjaciele, dawni parafianie i ludzie, którym towarzyszył w kapłańskiej posłudze. Przy ołtarzu stanęło około stu kapłanów – nie tylko z trzech diecezji metropolii wrocławskiej, ale również z różnych stron Polski, m.in. z Kalisza, Gdańska, Częstochowy i Warszawy. Mszy św. przewodniczył i homilię wygłosił bp Marek Mendyk, biskup świdnicki.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję