Reklama

Wiara

Krzysztof Antkowiak: Nie boję się mówić o Bogu

„On był przy mnie zawsze, nawet wtedy, gdy ja nie byłem przy Nim”. O wierze, upadkach i nadziei z Krzysztofem Antkowiakiem rozmawia ks. Paweł Gabara.

Niedziela Ogólnopolska 23/2026, str. 54-55

[ TEMATY ]

Krzysztof Antkowiak

Joanna Popławska

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Ks. Paweł Gabara: Czy Krzysztof Antkowiak odkrył swój „zakazany owoc”?

Krzysztof Antkowiak: Myślę, że tak. Tylko najpierw trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie, czym właściwie jest ten „zakazany owoc”. Dla mnie było nim wszystko to, co pozwalało mi uciekać od konfrontacji z trudnymi emocjami. Były to różnego rodzaju nałogi i zniewolenia. A przecież każdy nałóg jest pewną formą ucieczki. Dzisiaj już wiem, czym to było i skąd się brało, ale dojście do tej świadomości zajęło mi sporo czasu.

Jesteś obecny w show-biznesie od wielu lat. Często widzimy, że ludzie z tego środowiska podchodzą do wiary w sposób lekceważący albo wykorzystują temat Boga jedynie dla kontrowersji czy rozgłosu. Ty natomiast mówisz o wierze autentycznie. Jak doszło do Twojego spotkania z Bogiem?

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Reklama

Jako dziecko chodziłem do kościoła, przyjąłem sakramenty i wiara była dla mnie czymś naturalnym. Dziecko po prostu wierzy, bez analizowania i zadawania pytań. Wszystko zmieniło się ok. 16. roku życia. Przestałem wtedy chodzić do kościoła, zerwałem kontakt z Bogiem. Nałożyły się na to dojrzewanie, popularność, różne trudne doświadczenia, zazdrość ludzi i sytuacje, które sprawiły, że zacząłem uciekać w alkohol. To była długa droga. Jeśli jednak pytasz o spotkanie z Bogiem, to mogę powiedzieć, że spotkałem Go na nowo dopiero wtedy, gdy znalazłem się w najgorszym momencie swojego życia. Dzisiaj, po 13 latach życia w relacji z Bogiem, widzę wyraźnie, że On był przy mnie zawsze, nawet wtedy, gdy ja nie byłem przy Nim. Nie modliłem się, nie szukałem Go, ale patrząc z perspektywy czasu, wiem, że wielokrotnie mnie chronił. Robiłem w życiu wiele głupich i ryzykownych rzeczy. Dzisiaj wiem, że mogło mnie już nie być, ale On był przy mnie przez cały czas.

Czyli „jak trwoga, to do Boga”?

Jest w tym sporo prawdy. W moim przypadku nie było tak, że sam z siebie zwróciłem się do Boga. Potrzebowałem ludzi, którzy mnie na Niego naprowadzili. Ale rzeczywiście, kiedy człowiek doświadcza bezsilności, bardzo często w akcie desperacji zwraca się ku Bogu. Znam wiele takich historii. Pamiętam kobietę, która była niewierząca. Jej córka ciężko chorowała i ktoś zaprosił ją na Mszę św. z modlitwą o uzdrowienie. Poszła tam bez wiary, bardziej z rozpaczy niż z przekonania. Po pewnym czasie lekarze stwierdzili, że dziecko nie wymaga już operacji, która wcześniej wydawała się konieczna i bardzo ryzykowna.

Zauważyłem też coś jeszcze – kiedy w życiu wszystko nam się układa, relacja z Bogiem często słabnie. Z kolei w chwilach cierpienia człowiek dużo mocniej doświadcza Jego obecności. Sam najbardziej odczuwałem działanie Ducha Świętego właśnie w najtrudniejszych momentach mojego życia, w czasie choroby i śmierci bliskich osób. W chwilach, kiedy wołałem: „Boże, pomóż mi, bo już nie mam siły”, Jego obecność była najbardziej wyraźna.

Czy w środowisku artystycznym spotykasz się z łatką „katola”?

Reklama

Nie, absolutnie nie. Dzisiaj ludzie bardzo lubią przypinać innym etykiety, ale ja sam czuję się człowiekiem wolnym. Mówię o tym, co naprawdę przeżyłem. Nie tworzę żadnej maski po to, żeby zaistnieć. Nie muszę nikomu niczego udowadniać. Mam swoją drogę i wiem, przez co przeszedłem. Najczęściej spotykam się nie z krytyką, ale z zaciekawieniem. Ludzie pytają mnie, jak to jest żyć w taki sposób, jak wygląda relacja z Bogiem i dlaczego nie boję się mówić o wierze. Nigdy nie chciałem nikogo oceniać. Dla mnie ludzie nie dzielą się wyłącznie na wierzących i niewierzących. Dzielą się raczej na tych, którzy są dobrzy, i tych, którzy się pogubili. Często spotykam osoby deklarujące brak wiary, a jednocześnie widzę w nich ogrom dobra i wrażliwości. Mam poczucie, że Duch Święty działa także w takich ludziach, nawet jeśli oni sami jeszcze tego nie dostrzegają. Jeśli mówię publicznie o tym, że udało mi się wyjść z alkoholizmu, hazardu czy innych zniewoleń, to nie po to, by budować sensację. Mówię o tym dlatego, że może ktoś dzięki temu uwierzy, iż jego życie też może się zmienić.

Myślisz czasem o świętości?

Myślę raczej o tym, jak bardzo mi do niej daleko.

A chciałbyś zostać świętym?

Nigdy się nad tym nie zastanawiałem w taki sposób. Ale jeśli świętość oznacza stawanie się lepszym człowiekiem i pracę nad sobą, to tak, chciałbym iść w tym kierunku. Widzę w sobie wiele obszarów, nad którymi muszę pracować: sposób reagowania na ludzi, którzy mnie ranią, złość, brak cierpliwości. Dla mnie naśladowanie Chrystusa dokonuje się właśnie w takich małych, codziennych krokach.

W pewnym sensie zamieniłeś wielką scenę na scenę kościoła. Skąd taka droga?

Ja tak naprawdę nie zamieniłem żadnej sceny. Gram w plenerach, teatrach, domach kultury, klubach i kościołach. Nie rozdzielam tych przestrzeni. Mogę zagrać Litanię do słów ks. Piotra Pawlukiewicza zarówno w kościele, jak i na scenie plenerowej. Dla mnie każdy odbiorca jest tak samo ważny.

Reklama

Pamiętam sytuację z Głogowa, kiedy po koncercie podeszła do mnie kobieta związana z tzw. strajkiem kobiet. Miała łzy w oczach i dziękowała za teksty, które usłyszała. To było dla mnie bardzo poruszające doświadczenie. Wtedy jeszcze mocniej zrozumiałem, że człowiek zawsze szuka miłości, sensu i Boga, nawet jeśli czasami sam nie potrafi tego nazwać. Uwielbiam kontrasty w muzyce. Mogę zestawić bardzo mocny tekst z modlitwą czy litanią. Właśnie w takim kontraście często rodzi się największa siła przekazu.

Opowiedz o swojej przyjaźni z ks. Pawlukiewiczem.

Co ciekawe, kiedy po raz pierwszy zetknąłem się z jego tekstami, nie znałem go jeszcze jako kapłana. Pewne małżeństwo przyniosło mi tekst wyciągnięty z jego szuflady i poprosiło, żebym napisał do niego muzykę. Dopiero później się poznaliśmy. Zacząłem odkrywać ks. Piotra już po jego śmierci, przez kazania i książki. Wcześniej traktowałem go bardziej jak przyjaciela. Oglądaliśmy razem mecze, słuchaliśmy muzyki, rozmawialiśmy. Towarzyszyłem mu w chorobie. Widziałem człowieka bardzo cierpiącego, ale jednocześnie pełnego pokoju i pokory. Parkinson bardzo go doświadczał, a mimo to miał w sobie niezwykły spokój. Nasze pierwsze spotkanie było dla mnie czymś niesamowitym. Miałem poczucie, że patrzy na mnie człowiek, który widzi więcej.

Czy teksty ks. Pawlukiewicza formują także Ciebie?

Zdecydowanie tak. Widzę też, jak bardzo pomagają innym ludziom. Wiele osób mówi mi, że dzięki jego słowom odnajdują drogę w kryzysach małżeńskich, rodzinnych czy osobistych. Jego kazania potrafią rozjaśnić człowiekowi mrok. Niektórzy opowiadają mi nawet, że słuchają jego kazań wieczorem, kiedy nie mogą zasnąć, i że one przynoszą im pokój. Dla mnie to jest działanie Ducha Świętego.

Co jest dziś najważniejsze w twoim życiu duchowym?

Reklama

Najistotniejsze są dla mnie spowiedź i Komunia św. Mam poczucie, że właśnie tam dostaję nowe życie. Widzę, że wielu ludzi wierzy w Boga, ale nie czuje potrzeby sakramentów. Dla mnie są one absolutnym fundamentem. Bardzo ważna jest też modlitwa. Bliskie mi są Koronka do Miłosierdzia Bożego, Różaniec i modlitwa Ojcze nasz. Z biegiem lat coraz bardziej odkrywam też obecność Maryi. Jeśli chodzi o świętych, szczególnie poruszają mnie postacie św. Szarbela, św. Antoniego z Padwy i św. Rity.

O jakim Kościele marzysz?

Myślę, że taki Kościół już istnieje w ludziach, których spotykam. W kapłanach, którzy są blisko człowieka i autentycznie żyją wiarą. Kościół to przecież także my, świeccy. Staram się nie koncentrować na ocenianiu i krytykowaniu. Im mniej osądzam, tym więcej mam pokoju. Oczywiście, chciałbym, żeby wszyscy księża byli wierni Ewangelii, ale wiem, że jesteśmy ludźmi i wszyscy jesteśmy w drodze. Wierzę, że Kościół przechodzi pewien proces przemiany. Naszym zadaniem jest bardziej budować wspólnotę niż ją niszczyć.

Czy nie masz wrażenia, że współczesny Kościół coraz mocniej buduje się także dzięki świeckim?

Myślę, że Bóg działa zarówno przez świeckich, jak i przez kapłanów. I zawsze tak było.

2026-06-02 11:44

Ocena: +12 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

I jak nie zwariować?

Krzysztof Antkowiak często gości w diecezji i jak sam podkreśla, z radością wraca w te strony. W rozmowie z Ewą Monastyrską wspomina śp. ks. Piotra Pawlukiewicza oraz dzieli się swoim sposobem na „nie zwariowanie” w dzisiejszym świecie.

Ewa Monastyrska: Mówi się, że muzyka promująca wartości jest muzyką, której nie da się sprzedać. Za płytę pt. Zostanie mi muzyka… otrzymujesz platynę w krótkim czasie. Jak to jest? Krzysztof Antkowiak: Najważniejsze jest, by robić to, co się czuje. Ludzie czują, czy coś jest szczere. Prawda zawsze się obroni. Być może jest to droga trudniejsza, ale przynajmniej zgodna ze swoim sercem.
CZYTAJ DALEJ

Papież Leon XIV kończy 71 lat

2026-09-14 06:24

[ TEMATY ]

Leon XIV

Vatican Media

Papież Leon XIV, od 8 maja 2025 r. Następca Świętego Piotra, kończy 71 lat. Pierwszy papież pokolenia wyżu demograficznego po II wojnie światowej i pierwszy Amerykanin - Biskup Rzymu urodził się jako Robert Francis Prevost w Chicago 14 września 1955 roku.

Przed konklawe dziennikarze agencji informacyjnych poprosili mnie o sylwetki kilku osób, które mają największe szanse na to, by zostać papieżem. Zapytano mnie też, czy należy jeszcze wziąć pod uwagę jakieś inne nazwiska. Wymieniłem dwa – kard. Prevosta i kard. Dolana. Byli wyraźnie zdziwieni...- pisał na łamch Tygodnika Katolickiego "Niedziela" Krzysztof Tadej - dziennikarz TVP Polonia.
CZYTAJ DALEJ

Drabinianka- potrójne świętowanie

2026-09-14 23:26

Ks. Paweł Blat

Drabinianka- świetowanie

Drabinianka- świetowanie

Sumie odpustowej przewodniczył bp. Stanisław Jamrozem z Przemyśla. Wśród koncelebransów był ks. Bogdan Kadłuczka, misjonarz saletyn pochodzący z parafii, który w tym roku obchodzi 40-lecie święceń kapłańskich. Powrót po latach do wspólnoty, z której wyrósł, stał się okazją do spojrzenia na kapłańskie powołanie, jako na jeden z owoców życia parafii. Czterdzieści lat posługi jubilata wpisało się tym samym w dziękczynienie wspólnoty obchodzącej własne dwudziestolecie. Do dwóch jubileuszy dołączyło wydarzenie, na które parafianie czekali od wielu miesięcy - poświęcenie i wybudzenie organów. To zaczerpnięte z tradycji organowej określenie momentu, w którym po poświęceniu instrument po raz pierwszy rozbrzmiewa w świątyni. Obrzędu poświęcenia dokonał bp Stanisław Jamrozek, a następnie głos organów po raz pierwszy towarzyszył sprawowanej liturgii. Instrument posiada 18 głosów i został zbudowany przez niemiecką firmę Weigle. Wcześniej znajdował się w Waldkirch w Niemczech, skąd został sprowadzony do Rzeszowa. Nie było to jednak jedynie przeniesienie gotowego instrumentu z jednej świątyni do drugiej. Organy zostały poddane translokacji, przebudowie oraz gruntownemu remontowi, tak aby mogły znaleźć swoje nowe miejsce w przestrzeni kościoła i jak najlepiej służyć sprawowanej w nim liturgii. Wybudzenie organów nie było więc jedynie symbolicznym zakończeniem dużego przedsięwzięcia technicznego. Przede wszystkim oznaczało oddanie instrumentu na służbę liturgii i modlitwy wspólnoty.Do takiego rozumienia otrzymanych darów nawiązał w homilii bp Stanisław Jamrozek. Dwudziestolecie istnienia parafii trzeba odczytywać nie tylko jako zamknięty rozdział historii, ale przede wszystkim jako fundament dalszego budowania wspólnoty. Przez dwie dekady zmieniało się otoczenie, powstawała świątynia, rozwijało się duszpasterstwo, a kolejne pokolenia wiernych odnajdywały tutaj swoje miejsce. Za materialnym i duszpasterskim kształtem parafii stoją jednak konkretni ludzie – ich modlitwa, praca, ofiarność oraz poczucie odpowiedzialności za wspólne dobro. Jubileusz stał się więc okazją nie tylko do wdzięczności za to, co udało się przez te lata stworzyć, ale również do przypomnienia, że parafia pozostaje żywa wtedy, gdy tworzą ją ludzie gotowi angażować swoją wiarę, czas i talenty.

Tegoroczny odpust połączył w sobie trzy ważne wydarzenia w zyciu Parafii. Każde z nich na swój sposób przypominało, że dary otrzymane od Boga dojrzewają przez lata, przynoszą owoce i mogą służyć kolejnym pokoleniom.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję