Reklama

Niedziela Lubelska

Szczęśliwe życie

Jeevodaya to miejsce, które Pan Bóg zaplanował dla mnie – wyznała Helena Pyz.

Niedziela lubelska 21/2026, str. IV

[ TEMATY ]

Lublin

Paweł Wysoki

Podczas spotkania w parafii św. Antoniego w Lublinie

Podczas spotkania w parafii św. Antoniego w Lublinie

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Lublin gościł dr. Helenę Pyz, lekarkę, która od 37 lat prowadzi ośrodek dla chorych na trąd w Jeevodaya w Indiach. To instytucja charytatywna, której celem jest leczenie, rehabilitacja i edukacja osób dotkniętych trądem i ich rodzin, założona w 1969 r. przez pallotyna i lekarza ks. Adama Wiśniewskiego. Nazwa oznacza „świt życia”. To miejsce jest nie tylko przychodnią zdrowia i szpitalem, ale szkołą i domem, wspólnotą osób dotkniętych trądem oraz ich rodzin. Helena Pyz trafiła tam w 1989 r. Pojechała „na chwilę”, by pomóc schorowanemu założycielowi, a została na zawsze. Przejęła kierownictwo medyczne i stała się filarem tego wyjątkowego miejsca. Dziś Jeevodaya to nie tylko walka z chorobą, która dzięki współczesnej medycynie jest wyleczalna, ale przede wszystkim walka z wykluczeniem społecznym. Dzieci osób chorych dzięki edukacji mają szansę na normalne życie, pracę i powrót do społeczeństwa bez piętna trądu.

Boże ślady

Reklama

– W naszej parafii Helena Pyz jest stałym gościem już od 5 lat. Wówczas odwiedziła nas na zaproszenie Antoniańskiej Grupy Misyjnej i od tej pory jest nam bardzo bliska – powiedział ks. Marek Urban, proboszcz parafii św. Antoniego Padewskiego w Lublinie. – Tym razem dzieliła się świadectwem wiary i miłości podczas niedzielnych Mszy św. i dedykowanego młodym spotkania pt. „Plan na życie” – wyjaśnił duszpasterz. Projekt, realizowany wraz z parafialną grupą misyjną przez Centrum Duszpasterstwa Młodzieży Archidiecezji Lubelskiej oraz Sekretariat Misyjny Jeevodaya, był okazją do budzenia wrażliwości misyjnej, ale przede wszystkim zachętą do odczytywania śladów Pana Boga we własnym życiu. – Helena Pyz, dzięki otwartości na Boga, jest szczęśliwym, spełnionym człowiekiem – podkreślił ks. Marek Urban. Kapłan wraz ze świeckimi członkami grupy misyjnej podróżował do Jeevodaya, gdzie miał okazję doświadczyć radości i trudów codziennego dnia w ośrodku rehabilitacji dla trędowatych, a także być świadkiem służby pani Heleny oraz jej głębokiej wiary i zaufania Panu Bogu oraz wrażliwości i miłości do każdego człowieka.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Po prostu być

Podczas spotkania z młodymi Paulina Wawszczak i Wiktor Mulawa z Centrum Duszpasterstwa Młodzieży przeprowadzili z panią doktor wywiad, w którym świecka misjonarka opowiadała o życiu w Indiach wśród osób chorych na trąd. – Na bramie wjazdowej do ośrodka znajduje się nazwa „Jeevodaya”, którą można przetłumaczyć jako „świt życia”. Założyciel tego miejsca wymyślił tę nazwę, aby ludziom, którzy byli pozbawieni możliwości normalnego życia i funkcjonowania społecznego, przywracać życie. Bo w Indiach osoba trędowata jest poza marginesem życia, odrzucona, niechciana przez nikogo – dzieliła się lekarka. – Pojechałam tam w 1989 r. i zostałam. Okazało się, że to jest miejsce, które Pan Bóg zaplanował dla mnie. Polubiłam tych ludzi, a właściwie pokochałam. Jestem tam z nimi nie tylko jako ich lekarz, ale tak po prostu jestem wśród nich. Bo „pierwszy stopień rehabilitacji”, to, jak mawiał ks. Adam, powiedzieć chorym na trąd: ja się was nie boję, nie brzydzę, razem z wami jem, pracuję, modlę się. Po prostu jestem – wyznała.

Reklama

Lekarka, wskutek przebytej w dzieciństwie choroby Heinego-Medina, jest osobą niepełnosprawną. – Moja słabość fizyczna paradoksalnie stała się moją siłą. Pokazuje, że życie ma wartość niezależnie od tego, czy chodzisz na własnych nogach, czy jeździsz na wózku. W Indiach osoba niepełnosprawna jest często uważana za kogoś, kto płaci za grzechy z poprzedniego życia; to jest karma. A tu widzą „białą panią doktor”, która przyjechała z dalekiego kraju, która siedzi na wózku – tak jak oni, ma niesprawne nogi – tak jak oni, a jednak im pomaga. To skraca dystans w sekundy. Chorzy widzą, że ja ich rozumiem; że jak mówię o bólu i o tym, że coś jest trudne, to nie są to teoretyczne wykłady z podręcznika medycyny, ale moje doświadczenie – dzieliła się pani doktor.

Odzyskana godność

Helena Pyz powiedziała, że zderzenie ze światem, którego wcześniej zupełnie nie znała, było trudne. Od innego klimatu i krajobrazów, po zupełnie odmienną mentalność i codzienne zwyczaje w Indiach. – Wcale nie miałam zamiaru zostać tam na stałe. Pojechałam na rok, może dwa, żeby pomóc ks. Adamowi, ale jak zobaczyłam tych ludzi, to nie dało się po prostu wyjechać. Początki były bardzo trudne: brak prądu przez większość dnia, brak bieżącej wody i upał, który odbierał siły. Pamiętam, jak uczyłam się operować w takich warunkach, gdzie jedynym źródłem światła była latarka trzymana przez pielęgniarza. Ale to nie warunki były najgorsze, tylko bezradność wobec cierpienia, którego było tak dużo. Zostałam, bo zrozumiałam, że ci ludzie potrzebują nie tylko lekarstw. Oni potrzebują kogoś, kto ich dotknie. Dosłownie, bo trędowaty to jest człowiek niedotykany. Każdy się go boi, każdy go omija. Jako lekarz miałam ten przywilej, że mogłam ich dotykać, mogłam ich opatrywać. To był pierwszy krok do ich uzdrowienia: pokazanie im, że są ludźmi, że są godni uwagi – dzieliła się misjonarka.

– Moja rodzina w Polsce bardzo przeżywała mój wyjazd. Mama do końca życia pytała: „Helenka, kiedy wrócisz?”. Ale ja wiedziałam, że mój dom jest tam; że dzieciaki, które do mnie wołają Mami (mamo) to jest moja rodzina. I choć bywały chwile zwątpienia, kiedy brakowało sił albo pieniędzy na ryż dla dzieci, to zawsze pojawiało się jakieś rozwiązanie. Wierzę, że to była Opatrzność Boża – wyznała. Chociaż nie było łatwo, serce podpowiadało z całą mocą, że Jeevodaya to jej plan na życie. – Gdyby było inaczej, nie zostałabym tam przez niemal 40 lat – powiedziała Helena Pyz. Tuż przed wyjazdem usłyszała od przypadkowo spotkanego kapłana: jeśli cokolwiek nie będzie ci pasować, wracaj; jeśli poczujesz, że cokolwiek ci przeszkadza, to się nie zadręczaj i wracaj, bo inaczej i ty się umęczysz, i ludziom nie pomożesz. Tę myśl często powtarza wolontariuszom: trzeba kochać swoje życie, swoją rodzinę, swoją pracę, a wtedy dzieje się wiele dobra.

Wspólna troska

Polskę od Jeevodaya dzielą tysiące kilometrów, jednak każdy może być częścią tej niezwykłej wspólnoty przez modlitwę i dar serca. Obecnie pod opieką ośrodka znajduje się kilkaset zdrowych dzieci trędowatych rodziców. – One mieszkają u nas, uczą się w naszej szkole i dostają wszystko, co jest im potrzebne do życia: jedzenie, ubranie, opiekę medyczną i właśnie szansę na naukę. Bez wykształcenia nigdy nie wyjdą z kolonii trędowatych, nigdy nie znajdą pracy. A miesięczny koszt utrzymania jednego dziecka to ok. 80 zł – powiedziała Helena Pyz, prosząc o wsparcie. Jak podkreśliła, Jeevodaya funkcjonuje wyłącznie dzięki ofiarności Polaków, a jeden drobny gest odmienia czyjeś życie. – Moja praca właściwie nigdy się nie kończy, ale daje wiele satysfakcji, kiedy widzę, że człowiek, który przyszedł do mnie obolały, wychodzi z nadzieją. Patrzę na moich dorosłych wychowanków: ojców, nauczycieli, urzędników i oni są moją największą nagrodą. Bo udało się przerwać łańcuch wykluczenia, bo trąd nie wygrał z ich życiem – powiedziała. Helena Pyz wyznała: – Każdego dnia, gdy rano wstaję, proszę Pana Boga: Daj mi siłę na dzisiaj; nie na miesiąc, nie na rok, ale na dzisiaj. Na tych pacjentów, którzy przyjdą, na te problemy, które się pojawią. I On daje”.

Więcej na www.jeevodaya.org/pl

2026-05-19 14:48

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Lublin: odbudowano ponad 400 mieszkań w Aleppo za pieniądze ze zbiórek

[ TEMATY ]

pomoc

Lublin

Aleppo

Archiwum Pomoc Kościołowi w Potrzebie

Dzięki wsparciu płynącemu z Lubelszczyzny udało się odbudować ponad 400 mieszkań w Aleppo, do których wróciły już chrześcijańskie rodziny - powiedział ks. dr Mariusz Boguszewski. Przedstawiciel „Pomocy Kościołowi na Wschodzie” wziął udział w debacie „Lubelszczyzna dla Syrii” zorganizowanej w gmachu Katolickim Uniwersytecie Lubelskim.

Ks. Boguszewski mówił o sytuacji chrześcijan na Bliskim Wschodzie. – Ci ludzie nie są tylko kimś, kto tam zarabia, żyje i funkcjonuje. Oni pełnią ważną misję. Żyjąc w mniejszości przez tyle lat musieli przyjąć wiele istotnych funkcji społecznych. Dziś starają się dalej funkcjonować w realiach wojny – tłumaczył duchowny.
CZYTAJ DALEJ

Wiedeń: ponad 3 tys. osób wzięło udział w Marszu dla Życia

2026-10-11 08:09

[ TEMATY ]

Wiedeń

marsz dla życia

pixabay.com

W sobotę ponad 3 tys. osób wzięło udział w wiedeńskim Marszu dla Życia, manifestując na rzecz lepszej ochrony życia, poinformowało Stowarzyszenie Marsz dla Życia, będące organizatorem wydarzenia. Uczestnicy demonstracji, która według zapewnień organizatorów miała charakter apolityczny, opowiedzieli się za ochroną nienarodzonych dzieci oraz zwiększeniem wsparciem dla kobiet i rodzin, a także sprzeciwili się eutanazji.

Jednym z głównych tematów tegorocznego marszu były planowane przez rząd tzw. strefy buforowe wokół klinik aborcyjnych. Obecnie analizowane są ramy prawne dotyczące ochrony placówek medycznych. Zdaniem rzeczniczki Anny Soldo stanowi to „nieproporcjonalną ingerencję w podstawowe prawa do wolności słowa i zgromadzeń”, gdyż obowiązujące przepisy zapewniają już wystarczającą ochronę przed nękaniem czy groźbami.
CZYTAJ DALEJ

Wyjaśnienie Sekretariatu Stanu ws. zakonów rycerskich

2026-10-11 15:04

[ TEMATY ]

Watykan

Vatican Media

Sekretariat Stanu, w związku z licznymi prośbami o informacje, dotyczącymi stanowiska Stolicy Apostolskiej wobec zakonów rycerskich noszących wezwanie świętych lub mających wezwania o charakterze sakralnym, uznaje za stosowne ponownie potwierdzić to, co zostało już wcześniej opublikowane - czytamy w komunikacie.

Sekretariat Stanu Stolicy Apostolskiej podkreśla, że „oprócz własnych orderów rycerskich – Najwyższego Orderu Chrystusa, Orderu Złotej Ostrogi, Orderu Piusa IX, Orderu Świętego Grzegorza Wielkiego oraz Orderu Świętego Sylwestra Papieża – Stolica Apostolska uznaje i otacza opieką jedynie Suwerenny Zakon Maltański – czyli Suwerenny Rycerski Zakon Szpitalników Świętego Jana Jerozolimskiego zwanego Rodyjskim i Maltańskim – oraz Zakon Rycerski Świętego Grobu w Jerozolimie, i nie zamierza w tej materii wprowadzać żadnych zmian”.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję