Choć już przed wojną w miejscu szkoły mieściło się kolegium mariańskie, to początki obecnego liceum sięgają 1997 r., kiedy to kard. Józef Glemp powołał do życia Archidiecezjalne Gimnazjum Męskie. Placówką koedukacyjną szkoła stała się w wyniku pierwszej reformy kard. Kazimierza Nycza, zaś w 2016 r. miasto wyraziło zgodę nadania placówce statusu szkoły publicznej. Obecnie jest to pierwsze i jedyne katolickie liceum w Warszawie i okolicach, które nie wymaga opłat w postaci czesnego.
– W obecnym klimacie społecznym taka szkoła to skarb. Wielu młodych szuka dla siebie miejsca, w którym ich katolickie wartości nie będą kontestowane. Tutaj wiedzą, że nie są sami i jest to dla nich umocnieniem – mówi dyrektor Centrum Edukacyjnego Archidiecezji Warszawskiej ks. dr Sylwester Jeż, konsultor Komisji Wychowania Katolickiego KEP.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Tydzień szkolny zaczyna się modlitwą, a kończy wspólną Eucharystią. Nauczyciele podchodzą z szacunkiem do uczniów i do ich nastoletnich problemów.
– Wiem, jak bardzo moi współpracownicy się angażują, jak im zależy, jak rozmawiają z uczniami, wspierają ich, aby mogli popracować nad swoim zachowaniem lub opanować dany materiał. Wszyscy kładziemy nacisk na to, aby czuć się w tej szkole jak we wspólnocie – podkreśla dyrektor szkoły Sylwia Diłanian.
Nie tylko mury i sprawdziany!
Reklama
Zaangażowani w naukę, ale bez wyścigu szczurów, z otwartymi głowami, pełnymi pomysłów na działania charytatywne i formacyjne – tak, można krótko podsumować uczniów „Archutowskiego”.
Maria Słomka, uczennica kl. III o profilu humanistycznym, przewodnicząca Samorządu Uczniowskiego, podkreśla, że wybór szkoły był podyktowany pragnieniem spotkania ludzi z podobnymi wartościami. I nie zawiodła się.
– Cenię kameralność naszej szkoły, która pozwala tworzyć wspólnotę. Razem rozwijamy wolontariat, prowadzimy scholę, różne kółka zainteresowań. To uczy nas organizacji pracy i odpowiedzialności za podjęte inicjatywy – mówi licealistka, która w minionym roku reprezentowała szkołę na rejsie Zawiszą Czarnym po Morzu Bałtyckim. – Tak odkryłam nową pasję i zrobiłam już dwa patenty: na żeglarza jachtowego i sternika motorowodnego – dodaje Maria.
Na korytarzu szkolnym nasz wzrok przykuwa szczególny widok: żaden z uczniów nie siedzi z nosem w smartfonie. Szkoła bowiem pozwala korzystać z tych urządzeń przed rozpoczęciem i po zakończeniu lekcji oraz za zgodą nauczyciela. Choć wielu trudno jest to początkowo zaakceptować, szybko zaczynają doceniać wartość tego, co pojawia się zamiast: wspólnych rozmów i posiłków, wspólnej nauki i rozrywki (gier w szachy, karty, tenisa stołowego czy na szkolnym pianinie).
Jak zauważa Anna Druś, nauczyciel współorganizujący proces kształcenia, taki klimat szkoły może zapobiegać depresji młodzieżowej.
Reklama
– Wysokie miejsca w rankingach niejednej szkoły okupione są czasami ogromnymi kosztami osobistymi uczniów, związanymi z ich zdrowiem fizycznym czy psychicznym. „Archutowskiego” wyróżnia to, że pomaga uczniom utrzymać równowagę między zapałem do nauki i zdrowiem psychicznym – zauważa pedagog.
Wzmacniać dobro
Tym, co jednoczy społeczność szkolną, są aktywności wolontariackie. W ten sposób młodzi uczą się pracy z projektem i współpracy, ale przede wszystkim wzmacniają w sobie dobro.
– Nie nadążam z selekcją ich pomysłów – przyznaje z uśmiechem dyrektor szkoły. – I są to naprawdę odruchy serca. Kiedyś przyszła Natalia Malczewska z klasy 2b i mówi, że zakrystianka pobliskiego kościoła ledwo pcha taczkę z liśćmi. I przez dwa miesiące grabiliśmy liście. Innym razem zorganizowaliśmy adorację po lekcjach. Aktualnie z inicjatywy Natalii odnawiamy kapliczkę Maryi stojącą przy wejściu do szkolnego internatu – opowiada dyrektor.
Dorota Wiwała jest uczennicą drugiej klasy humanistycznej. Mówi, że szkoła była początkowo wyborem jej rodziców. Jednak, gdy zaczęła tu naukę, szybko przyznała im rację.
– Niewiele wiedziałam o szkole, ale od pierwszego dnia poczułam, że stałam się częścią wspólnoty – stwierdza uczennica, która angażuje się w liczne wydarzenia szkolne.
Powroty
Wielu absolwentów wraca do bielańskiej szkoły, aby kontynuować swoją przygodę z „Archutowskim” na drodze zawodowej. Wśród nich jest Weronika Pawlak, nauczycielka języka polskiego, która z nieukrywanym wzruszeniem opowiada swoją szkolną historię.
Reklama
– Gdy przyszłam tu po raz pierwszy, byłam przestraszoną 14-latką, którą rodzice wywieźli do jakiejś szkoły w lesie (śmiech), pełnej obcych ludzi. Ale tutaj doświadczyłam wspólnoty i tak wielkiego dobra, że dzisiaj wracam w mury „Archuta” z wdzięcznością. Jestem pewna, że ta szkoła mnie ocaliła – zauważa nauczycielka.
Choć jego doświadczenie pracy pedagogicznej jest nieco dłuższe, w PLO Archutowskiego pracuje od dziesięciu lat. Uczy historii, biznesu i zarządzania, podstaw przedsiębiorczości a ponadto jest doradcą zawodowym. W pracy pedagogicznej Paweł Cichocki wykorzystuje także doświadczenie przewodnika miejskiego i varsavianisty.
– Często prowadzę z uczniami zajęcia w terenie. Wychodzimy do sąsiedzkiego eremu pokamedulskiego, byliśmy na cmentarzu prawosławnym czy na spacerze historycznym po Starym Mieście. Staram się również wzbudzać w uczniach zainteresowanie historią na co dzień – artefaktami i zapisami historycznymi, z którymi obcujemy – opowiada rozmówca „Niedzieli” i dodaje: – Wychodzę z założenia, że uczeń czymś zaciekawiony prędzej czy później zechce do tego powrócić.
W budowanie szkolnej wspólnoty niezwykle prężnie włączają się rodzice. Dlatego listy podziękowań na koniec roku zdają się nie mieć końca.
Małgorzata Wojciechowska, mama Andrzeja, ucznia klasy trzeciej opowiada, że w ciągu tych kilku lat poznała wiele mam, które są dziś jej dobrymi koleżankami i wspólnie organizują różne rekolekcje i spotkania dla kobiet.
Także dla Anny Malczewskiej niezwykle ważny jest wymiar wspólnoty i formacji. – Cieszy mnie, że każde zebranie dla rodziców jest poprzedzone adoracją albo modlitwą. Co miesiąc uczestniczymy też w „Akademii Rodzica”, gdzie zaproszeni specjaliści omawiają współczesne wyzwania wychowawcze. Jako rodzice możemy się też włączać w szkolne akcje charytatywne – dodaje mama, która sama z uczniami grabiła liście, szykowała dary na kiermasze świąteczne na warsztatach dekoracji bożonarodzeniowych i wielkanocnych czy robienia palemek oraz zawsze służy upieczeniem ciasta na szkolne wydarzenia.
I tak można powiedzieć, że wspólnotą i relacjami „Archutowskiego” bije serce Bielan! W spotkaniu ludzi, którzy podobnie patrzą na świat i chcą zmierzać w podobnym kierunku.
