Przykładem może być historia Kościółka św. Heleny, który znajduje się na cmentarzu (przy ul. Starowiejskiej) w Nowym Sączu. Ściany świątyni i jej dach strawił ogień. W ciągu kilku godzin po zabytku zostało pogorzelisko. Wierni postanowili odbudować świątynię własnymi siłami.
Podpalenie
O świcie 16 czerwca 2024 r. wszystkie lokalne służby interweniowały na Osiedlu Helena w Nowym Sączu – palił się drewniany kościółek. – Dym wydobywał się z całej powierzchni dachu pokrytego blachą. Budynek był zamknięty. Pożar rozwinął się w części zakrystii i prezbiterium. Ogień widoczny był na zewnętrznej ścianie kościoła, ale też w wieżach – relacjonowali strażacy z Miejskiej Komendy PSP.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Reklama
Ogień szybko rozprzestrzenił się w tej niewielkiej zabytkowej świątyni – o wymiarach 8x16 m i ok. 10 m wysokości. Poza strażakami działali tu też pracownicy pogotowia energetycznego, policjanci i biegły sądowy z dziedziny pożarnictwa. Proboszcz parafii oraz kościelny udzielali wskazówek odnośnie rozkładu pomieszczeń, a później pod kontrolą przedstawicieli Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków zabezpieczali elementy wystroju, które udało się ocalić od płomieni. Była szansa na zachowanie chociaż części cennego mienia historycznego odnotowanego w rejestrze ochrony zabytków. – Niestety, to, czego nie zniszczył ogień, zniszczyła woda używana w akcji gaśniczej. Konstrukcję kościoła zdołano zachować, ale wszystko zostało opalone – poinformowali strażacy. Trzeba tu dodać, że sama świątynia to zabytek z 1686 r., a wyposażenie kościoła pochodziło z XVI, XVII i XVIII wieku.
Wszystkie działania służb, związane z gaszeniem pożaru i zabezpieczeniem zabytkowych elementów kościółka, trwały ponad dziesięć godzin. Niedługo później Inspektor Nadzoru Budowlanego oficjalnie zakazał wstępu do budynku, gdyż konstrukcji groziło zawalenie. Po pewnym czasie Małopolski Konserwator Zabytków przedstawił wyniki ekspertyzy i poinformował: możliwe będą remont kościoła i przywrócenie konstrukcji do pierwotnego kształtu. W przypadku odtworzenia wyposażenia, czyli tzw. zabytków ruchomych, sprawa była bardziej skomplikowana. Jak powiedział rzecznik konserwatora, te zabytki mogą zostać odtworzone z wykorzystaniem jedynie nielicznych ocalałych fragmentów oryginałów.
Okazało się, że pożar nie powstał przypadkiem – był wynikiem podpalenia. Podejrzanego mężczyznę policja zatrzymała jeszcze pod koniec czerwca. 23-letni mieszkaniec Nowego Sącza przyznał się do zarzucanego czynu i złożył szczegółowe wyjaśnienia. Stwierdził, że kierował nim „impuls”.
Ogromna strata
Reklama
Dla parafian informacja o pożarze była szokiem. Wielu z nich to miejsce wiązało ze wspomnieniami. – Skrzywione wieżyczki, skrzywiony krzyż... Jak na to patrzę, to po prostu łza się w oku kręci – mówił pan Adam, mieszkaniec Nowego Sącza, zaraz po tym, jak doszło do pożaru. Z kolei mieszkanka Osiedla Helena, p. Edyta, stwierdziła: – Absolutnie odbudowa jest potrzebna. Teraz restauruje się nawet zamki, z których zostały tylko fundamenty.
Mieszkańcy byli podbudowani faktem, że rekonstrukcja kościoła okazała się możliwa. Jak wiele osób relacjonowało, wokół kościółka toczyło się ich życie, pamiętają związane z nim ważne wydarzenia. – Brałem tu ślub w latach 80. XX wieku, jeszcze przed stanem wojennym. Tyle lat się tu chodziło na Msze św., bo wtedy nie było nowego, większego kościoła – wspominał jeden z parafian. Kolejny dodał: – Śluby, chrzciny, pogrzeby – wszystko się tu odbywało...
Teraz mieszkańcy cieszą się, że kościół znów będzie służył wiernym. – Parafianom zależy właśnie na tej świątyni, chcą, żeby była. Dlatego się mobilizują. Nie sądzę, żeby komukolwiek tutaj głos nie zadrżał przy tym temacie. Koniecznie kościółek musi wrócić – podkreślali mieszkańcy Osiedla Helena.
Odbudowa
Całość prac dotyczących rekonstrukcji zewnętrznej bryły kościoła oszacowano na ok. 1,5 mln zł. – Liczymy na pokrycie większej części tych kosztów przez ubezpieczyciela – powiedział nam tuż po pożarze ks. Stanisław Michalik, proboszcz Parafii św. Heleny w Nowym Sączu. – Liczymy też na ofiarność parafian – dodał kapłan i przyznał, że pożar zabytkowej świątyni był najcięższym przeżyciem, jakie spotkało go od momentu rozpoczęcia zarządzania parafią.
Reklama
Wierni okazali wielkie serca. Składają ofiary raz w miesiącu, w ramach składki inwestycyjnej. W okolicy były też organizowane wydarzenia charytatywne na rzecz odbudowy kościółka. – Serdecznie dziękuję parafianom – podkreślił proboszcz i zaznaczył, że są też wpłaty od osób, które były kiedyś mieszkańcami tej części miasta, a teraz żyją w innych częściach Nowego Sącza czy Polski. Poinformował, że zbiórkę można także wspierać, wrzucając datki do skrzynki w Kościele Świętego Krzyża lub przekazując je na konto parafii.
Jak zaznaczył ks. Michalik, bazą do rozpoczęcia robót były również fundusze państwowe – Urząd Marszałkowski przyznał na odbudowę 120 tys. zł dotacji, a Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego przeznaczyło na ten cel 205 tys. zł. W rok po pożarze, w czerwcu 2025 r., ruszyły prace związane z przywróceniem dawnego wyglądu świątyni. Pierwsze drewniane belki musiały być oczyszczone z sadzy, a cała konstrukcja dodatkowo wzmocniona. – Każdy, kto był na jakimś pogorzelisku, wie, jaki jest zapach i co pozostaje po pożarze, więc żeby to zniwelować, trzeba było wszystko fachowo wyczyścić i wymyć – opowiadał proboszcz.
Prace trwają nieustanne, z wyłączeniem przerw związanych z niskimi temperaturami w czasie zimy, co przeszkadzało w prowadzeniu robót na zewnątrz. – Zostały już odbudowane spalone części kościoła i świątynia jest odeskowana z zewnątrz – relacjonował ks. Stanisław i dodał, że trwają prace w środku świątyni, żeby przygotować ją do odeskowania. W planach są rekonstrukcja wieżyczek i układanie pokrycia dachowego.
Jest szansa, że w najbliższym czasie zostanie zakończona rekonstrukcja bryły kościoła. Później zapadną kolejne decyzje z udziałem konserwatora zabytków dotyczące tego, jak będzie wyglądać wystrój kościoła. – W czasie kolędy w każdym domu padało pytanie o to, kiedy rozpoczniemy na nowo nabożeństwa – wspominał ks. Michalik i zapewnił: – Trzeba jeszcze trochę cierpliwości, bo zniszczenia były bardzo duże, dlatego też tak to długo trwa... Ksiądz proboszcz liczy na to, że mimo braku wystroju jeszcze w tym roku uda się odprawić w kościele pierwszą Mszę św.
