Ksiądz Zgrzebny zauważa, że „za dużo mówimy o Kościele, a trzeba tak zwyczajnie pracować dla Kościoła i w Kościele”. – Zawsze też staram się pamiętać o słowach św. Brata Alberta, że miłosierdzie jest ważniejsze od przepisów. Kościół jest po to, aby pomagać ludziom formować sumienia. Nie jestem zwolennikiem Kościoła takiego od odpustu do odpustu i od festynu do festynu. Zadaniem Kościoła i moim zadaniem jako kapłana jest formowanie ludzkiego sumienia, bez rozgłosu – podkreśla ksiądz proboszcz.
– Uważam, że nie możemy kłaść nacisku tylko na instytucjonalność działań duszpasterskich, na sprawozdania i statystyki. Mnie zależy na tym, aby ludzie w Kościele odnajdywali Boga i siebie. Dlatego musimy przezwyciężyć pokutujące, również we mnie, mało pokorne przekonanie: „Ja, ksiądz!”. Przecież ja też jestem we wspólnocie, a nie obok niej albo ponad nią. Żywa parafia jest wtedy, gdy ludzie nie stronią od praktyk religijnych i zachowują przykazania – dodaje ks. Zdzisław.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
W duchu św. Brata Alberta
Na terenie parafii jest Dom Pomocy Społecznej im. św. Brata Alberta prowadzony przez Zgromadzenie Sióstr Albertynek Posługujących Ubogim.
Reklama
Siostra Bernadetta, pielęgniarka i przełożona wspólnoty, w rozmowie z nami przybliża charyzmat św. Brata Alberta, a tym samym zgromadzenia. – To posługa najbardziej potrzebującym. To są różne grupy osób, którym pomagamy i z którymi pracujemy. W naszym domu są osoby z niepełnosprawnością intelektualną. Ideą św. Brata Alberta było postrzeganie w tych najbardziej potrzebujących ukrytego obrazu Pana Jezusa. Święty Brat Albert dostrzegał w ubogich i potrzebujących godność dziecka Bożego. Ten charyzmat posługi wobec najbardziej potrzebujących jest mocno zakorzeniony w relacji z Panem Bogiem. W dzisiejszym świecie wiele jest dzieł charytatywnych i filantropijnych, bardzo cennych, które jednak nie mają swoich źródeł wiary. Nasz patron spotkał w swoim życiu Boga i zdecydował się poświęcić swoje życie ludziom najbardziej potrzebującym. W tych ludziach ciągle odnajdywał Boga. Aby całym sercem oddać się posłudze biednym, trzeba być człowiekiem modlitwy – podkreśla s. Bernadetta. I dodaje, że „ikoną posługi potrzebującym jest obraz Ecce Homo. Ten obraz jest wymodlony przez św. Brata Alberta”.
Siostra opowiada również o swojej drodze powołania: – Pochodzę z Mysłowic. Wcześniej nie znałam sióstr. Kiedyś moja koleżanka zabrała mnie do Krakowa. Wtedy myślałam już o życiu zakonnym, ale nie wiedziałam jeszcze, do jakiego zgromadzenia chcę wstąpić. A gdy wyjeżdżałam z Krakowa, to wiedziałam już, że to będzie nasze zgromadzenie.
Z kolei s. Estera, która jest dyrektorem Domu, dopowiada, że obraz Ecce Homo jest właściwie taki niedokończony. – Naszym charyzmatem i programem życia jest dokończyć ten obraz w posłudze drugiemu człowiekowi – podkreśla.
– Dla mnie ważnym momentem w moim powołaniu była sztuka Karola Wojtyły Brat naszego Boga. Chociaż muszę przyznać, że modliłam się: „Panie Jezu, ja nie chcę być zakonnicą”. A jednak Pan mnie zdobył. W zgromadzeniu jestem od 1982 r. – opowiada s. Estera.
Siostry w rozmowie z Niedzielą podkreślają, że „w opiece nad osobami biednymi, potrzebującymi, obok leczenia psychiatrycznego, psychoterapii potrzebne są miłość, cierpliwość, obecność”. – Najgłębszą potrzebą tych osób jest bliskość. To jest coś więcej niż opieka i praca.
Świadectwa
Reklama
Szymon jest organistą od 12 lat. – Organista nie może przeszkadzać, ma pomagać w modlitwie. Dobrze by było również, aby znał czytania z danego dnia, by także w ten sposób animował śpiew. Wszystko, co dzieje się podczas liturgii, ma pomagać wiernym w skupieniu. Dla mnie muzyka jest moją drugą naturą. Muzyka ma też wpływ na moje osobiste życie, kształtuje mnie – zaznacza Szymon.
Lektor Jakub od 16 lat służy przy ołtarzu. – Zaczęło się to wszystko zaraz po I Komunii św. Dla mnie bycie przy ołtarzu to nie tylko pomoc księdzu, ale to również służba Chrystusowi. To jest dla mnie bardzo ważne. Doceniam to, że wielkie wydarzenia religijne mogę przeżywać we wspólnocie Liturgicznej Służby Ołtarza. Dla mnie parafia to wspólnota. Przychodzimy razem do naszego kościoła na modlitwę do Boga. To doświadczenie jest dla mnie istotne. Parafia i świątynia to drugi dom. Człowiek wierzący jest nie tylko od niedzieli i od święta. Musi żyć Ewangelią każdego dnia. Dlatego parafia dla ludzi wiary jest bardzo ważna – podkreśla Jakub.
– Lektor również musi mieć Pismo Święte w swoich rękach. Życie codzienne domaga się wielu odpowiedzi. Moim ulubionym bohaterem biblijnym jest św. Piotr. Chociaż z ludzkiej słabości zaparł się Pana Jezusa, to potem oddał za Niego swoje życie – dodaje Jakub.
Reklama
Weronika, przyszła studentka architektury, zauważa, że „warto jest w swoim życiu poznać i odnaleźć drogę do Kościoła”. I do tego zachęca ludzi młodych. – Trzeba też dać coś od siebie w parafii. W naszej wspólnocie jest dużo możliwości. Dla mnie ważne jest to, że wzajemnie się wspieramy. Od 12 lat śpiewam w scholi i bardzo to lubię. Śpiewanie jest dla mnie czymś duchowym. Przecież pieśni, które wykonujemy, łączą nas z Bogiem – przyznaje. – Oczywiście bardzo ważna jest w moim życiu modlitwa. Pomaga przezwyciężać trudne sytuacje – zaznacza Weronika.
Jako przyszła studentka architektury zauważa i docenia piękno w świątyni. – To piękno ma nas prowadzić do Boga – mówi bez wahania.
Parafia jest żywą wspólnotą. Wierni chętnie angażują się w liturgię, czytają czytania, śpiewają psalmy. Często to czynią m.in.: Zuzia, p. Elżbieta, p. Barbara, p. Andrzej i p. Bogdan. Ksiądz proboszcz bardzo to sobie ceni. – Właśnie wtedy parafia i Kościół żyją – zaznacza ks. Zgrzebny.
Trochę historii
W czasie niemieckiej okupacji Poraj, należący do parafii w Choroniu, znalazł się w granicach III Rzeszy. Z tego powodu kapłani z Choronia, wcielonego do Generalnego Gubernatorstwa, nie mogli prowadzić normalnej posługi duszpasterskiej. Aby ją ułatwić, bp Teodor Kubina ustanowił dla Poraja ekspozyturę parafii. Po II wojnie światowej – w 1950 r. usankcjonowano stan faktyczny, powołując oficjalnie nową jednostkę administracyjną diecezji częstochowskiej pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa.
Obecny kościół parafialny stoi na miejscu przedwojennej kaplicy, którą ukończono w 1939 r. Pamiątkami po niej są obraz św. Józefa w bocznym ołtarzu oraz witraż Najświętszego Serca Pana Jezusa w ołtarzu głównym. Witraż ten przetrwał – według podań wiernych – wybuch niemieckiego pociągu z amunicją; wszystkie okna w okolicy zostały wtedy wybite – tylko on ocalał nienaruszony.
