Reklama

Turystyka

Warto zobaczyć

Diament - przyjaciel kobiety

To słynne zdanie Marylin Monroe oddaje zamiłowanie pań do biżuterii. Czy tylko pań? Historia pokazuje, że klejnoty przez wieki były obiektem pożądania, ale... mężczyzn.

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Gdyby kamienie mogły mówić, opowiedziałyby o przygodach niczym ze scenariuszy filmów sensacyjnych. Skarby morza, łupy, dary, rodzinne i narodowe dziedzictwo. Klejnoty mówią o statusie i władzy, miłości i zdradach, powrotach i rozstaniach, poświęceniu i sile. Są łącznikiem między epokami i opowieścią o tradycji, zwyczajach i umiejętnościach mistrzów jubilerskich. I wciąż są.

Hope Diamond i klątwa

Reklama

Wbrew nazwie – Diament Nadziei – jest uważany za kamień o chyba najbardziej mrocznej historii. Dziś 45,52-karatowy, gołębio niebieski diament, którego wartość szacuje się na 250 mln dol., jest najciekawszym okazem znajdującym się w Smithsonian National Museum of Natural History w Waszyngtonie. Z Indii, gdzie został wydobyty w XVII wieku jako 112-karatowy, trafił do króla Francji Ludwika XIV i, nosząc nazwę Błękitny Diament Korony Francuskiej, ozdabiał Order Złotego Runa. W czasie rewolucji francuskiej został ukradziony wraz z pozostałymi klejnotami koronnymi. I zniknął na 20 lat. Najprawdopodobniej sprzedano go brytyjskiemu bankierowi Thomasowi Hope’owi – stąd jego nazwa, tyle że już oszlifowany do mniejszych rozmiarów. I właśnie w tym momencie rozpoczyna się legenda przekleństwa – każdego właściciela miały dopaść tragiczne losy. Rodzina Hope’ów zbankrutowała, podobnie jak McLeanowie, którzy dodatkowo mieli się mierzyć z osobistymi tragediami – od wypadków samochodowych po samobójczą śmierć. Ostatecznie nowojorski handlarz diamentami Harry Winston w 1958 r. przekazał ten niezwykły klejnot waszyngtońskiemu muzeum. A ponieważ nie wierzył w jakiekolwiek klątwy, diament wysłał... pocztą w zwykłym brązowym pudełku. Dziś Hope świeci w złotej oprawie, a jego niebieski kolor i legenda klątwy przyciągają miliony turystów rocznie.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Diament Sancy

Nie mniej bujną historię ma ten bladożółty brylant w kształcie tarczy, o wadze 55,23 karatów. Był świadkiem europejskiej polityki, wojen i królewskich intryg. Swoje początki bierze najprawdopodobniej znów w Indiach, a jego pierwszym znanym właścicielem był książę Burgundii Karol Zuchwały. Legenda głosi, że książę nigdy się z nim nie rozstawał, wierząc, że kamień chroni go przed chorobami i ranami w walce. Miał go również nosić w bitwie pod Nancy w 1477 r., podczas której zginął. Później klejnot trafił najprawdopodobniej do króla Portugalii i barona Sancy, od którego wziął swoją nazwę. Od tego ostatniego pożyczył go cierpiący na przedwczesne łysienie Henryk III Walezy, który próbował ukryć ten fakt, nosząc czapkę z modnymi wówczas diamentami, m.in. sławnym Sancy. Następca Henryka również pożyczył kamień, tyle że jako zabezpieczenie do finansowania armii. Legenda głosi, że posłaniec niosący klejnot nigdy nie dotarł do celu, a kiedy znaleziono go zamordowanego i okradzionego, kamień znaleziono... w jego żołądku. Właścicielami diamentu byli jeszcze angielscy królowie Jakub I i Jakub II, potem trafił do Ludwika XVI i, podobnie jak Diament Nadziei, został zrabowany podczas rewolucji. Następnymi właścicielami byli m.in. rosyjski arystokrata Paweł Demidow, indyjski kupiec, angielsko-amerykański polityk William Astor, by wreszcie w 1978 r. trafić do Luwru.

Perła osmańskiego skarbca

Diament Kaşikçi, znany jako Diament Łyżkarza, o kształcie gruszki bądź, jak twierdzą niektórzy, łzy albo łyżki, będący w czołówce diamentów świata (86-karatowy), znajduje się w Muzeum Pałacu Topkapi w Stambule – kiedyś siedzibie sułtanów osmańskich. Kamień oprawiony jest w srebro i otoczony dwoma rzędami mniejszych diamentów. Pochodzi najprawdopodobniej z XVII wieku, znów zapewne z Indii. O ile w przypadku wcześniejszych klejnotów fascynujące były ich dzieje, o tyle w odniesieniu do tego tureckiego najbardziej zaskakujące są jego początki. Zgodnie z legendą znalazł go ubogi rybak na wysypisku śmieci w Stambule bądź wędrując wzdłuż brzegu morza. A ponieważ był nieświadomy wartości znaleziska, nosił diament w kieszeni jako bezwartościowe szkiełko. Kiedy pokazał go przypadkowo napotkanemu jubilerowi, ten, jako niewiele warte znalezisko, odkupił je od naiwnego rybaka za... trzy drewniane łyżki. Stąd właśnie wzięła się nazwa. Później kamień trafił w ręce wysokich dostojników Imperium Osmańskiego, by ostatecznie znaleźć się w skarbcu sułtańskim. Niektórzy podają jeszcze, że jedną z właścicielek diamentu mogła być matka Napoleona. W tej historii niewiele jest pewników poza jednym: kamień przetrwał upadek imperium, wojny i rewolucje, a dziś oczarowuje oglądających go turystów. eMKa

2026-03-03 12:40

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Wawel. Polskie Akropolis

2026-03-30 21:19

Niedziela Ogólnopolska 14/2026, str. 78-79

[ TEMATY ]

Kraków

Wawel

warto zobaczyć

Adobe Stock

Pomnik nagrobny bp. Kajetana Sołtyka

Pomnik nagrobny bp. Kajetana Sołtyka

W noc zmartwychwstania ożywa to historyczne miejsce, a wraz z nim budzi się do życia Polska. Taką wizję na początku XX wieku przedstawił Stanisław Wyspiański.

Wawel był dla Wyspiańskiego miejscem symbolicznym, skupiającym w sobie istotę polskiej historii i kultury, ale też europejskiej cywilizacji. To tutaj umieścił akcję dramatu Akropolis, rozgrywającego się w Wielką Noc Zmartwychwstania. Wydarzenia rozpoczynają się o północy w Królewskiej Katedrze i trwają do świtu niedzieli wielkanocnej. Kończy je głos dzwonów rezurekcyjnych. Przeszłość ginie pod gruzami, rozpada się stary porządek, w oddali słychać głos Salwatora. Postać Chrystusa Salwatora, który w dramacie objawia się jako siła życia, inspirowała Wyspiańskiego być może dlatego, że Chrystus Salwator był patronem katedry na Wawelu w XI wieku.
CZYTAJ DALEJ

Chłopiec, który rozmawiał z aniołami

Krótkie życie Dawida Fiorillo, śmiertelnie chorego chłopca, odmieniło wszystko wokół niego.

Historia rozpoczyna się w słonecznej Kalabrii, w niewielkiej wiosce Piscopio, gdzie zamieszkali Salvatore i Elisa Fiorillo. Stworzyli zgrane małżeństwo, prowadzące proste, poukładane życie. Para w 2009 r. doczekała się pierwszego dziecka, trzy lata później urodził im się drugi syn, którego nazwali Dawid, co po hebrajsku oznacza „umiłowany przez Boga”. Gdy na sali porodowej Salvatore i Elisa płakali ze szczęścia, tuląc synka, nie wiedzieli jeszcze, że to małe dziecko odmieni ich życie w sposób radykalny i bezkompromisowy, że stanie się ono posłańcem Bożej miłości...
CZYTAJ DALEJ

Biskupi Australii: praca jest częścią Bożego planu rozwoju człowieka

„W całej Australii wielu młodych ludzi zmaga się ze znalezieniem swojego miejsca na coraz bardziej złożonym i niepewnym rynku pracy” - wskazuje oświadczenie Komisji ds. Sprawiedliwości Społecznej, Misji i Służby Konferencji Biskupów Australii, wydane przed świętem św. Józefa Robotnika.

Przewodniczący Komisji, biskup Tim Harris, podkreśla, że bezrobocie wśród młodzieży wynosi około 10,4%, „znacznie więcej niż średnia krajowa”, a wielu młodych ludzi jest niedostatecznie zatrudnionych, tęskniąc za większą liczbą godzin lub bardziej stabilną pracą, niż mogą znaleźć. Konsekwencje tej sytuacji wykraczają poza dochody, wpływając na decyzje dotyczące edukacji, mieszkania, relacji i życia rodzinnego, co „może powodować niepokój i niepewność w czasach, gdy powinna rosnąć nadzieja”.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję