Od początku bal przygotowują i prowadzą wspólnie małżonkowie Aneta i Andrzej Miażdżykowie oraz Jowita i Bogdan Kuźmiccy. Każdy bal ma konkretną tematykę i program. – W 2015 r. rozpoczynaliśmy balem walentynkowym. Były też bale m.in. w konwencji czterech pór roku, o tematyce wrocławskiej, bal filmowy z czerwonym dywanem, gwiazdami i oskarami – opowiada Jowita Kuźmicka.
Małżeństwa „wodzirejów” mają głowy pełne pomysłów. Wspólne przygotowania, rozmowy, burze mózgów to dla nich – obok ogromnego wysiłku i pracy – także wielka frajda i radość. – Jesteśmy po kursach dobrej zabawy bezalkoholowej. Należymy do Ruchu Światło-Życie, część z nas jest w Krucjacie Wyzwolenia Człowieka i staramy się pokazać, że bez alkoholu można się fantastycznie bawić. Alkohol nie jest potrzebny do tego, żebyśmy mieli uśmiech na twarzy – podkreśla Bogdan Kuźmicki i dodaje: – Słyszeliśmy już wielokrotnie, że ktoś pierwszy raz w życiu bawił się bez alkoholu i był to dla niego świetny czas. Chociaż wcześniej w ogóle sobie tego nie wyobrażał i wręcz bał się przed balem, bo nie wiedział, jak się zachować. Po balu takie osoby mówiły, że był to dla nich pewnego rodzaju szok, że wcale alkoholu nie potrzebowały.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Fenomenem balu są ludzie
Reklama
Przygotowania do balu rozpoczynają się już we wrześniu. Małżeństwa spotykają się wielokrotnie, rodzą się koncepcja, temat, następuje podział balu na pewne bloki i etapy. – Scenariusze są naprawdę bogate i my sami mamy dużo radości przy ich wymyślaniu i tworzeniu. Przygotowując muzykę, różne zabawy, kierujemy się pewnymi wartościami – wszystko musi być z poszanowaniem godności drugiego człowieka, nie prześmiewcze czy wulgarne. Dobieramy tematycznie i „dłubiemy” po kawałku piosenki, zabawy integracyjne. To nie jest tak, że wchodzimy w playlistę i ją kopiujemy. Każdy utwór jest wybierany indywidualnie, ma swoje miejsce. Staramy się, żeby była odpowiednia dynamika balu: i wolny taniec, i szybki, i klasyka, i coś nowego – tłumaczy Jowita i dodaje:
– Kolejne małżeństwa pomagają w innych dziedzinach, np. w wystroju, nagłośnieniu. To jest też piękne doświadczenie wspólnotowe – ludzie czują się za przygotowania odpowiedzialni, czują się potrzebni i bardzo chętnie włączają się w różne zadania. Foenomenem balu są ludzie, którzy chcą go współtworzyć przy mniejszym lub większym zaangażowaniu.
Chrześcijanin to człowiek radosny
Tegoroczny bal rozpocznie się 31 stycznia o godz. 19 od wspólnej modlitwy i tradycyjnego poloneza. Jest czas na tańce, zabawę, ale też na rozmowę i wspólny posiłek. – Każdy przynosi jedzenie ze sobą, ale nie dla siebie. Stawia je na wspólny stół – i to jest clou, dzięki temu składka na bal jest bardzo symboliczna. Nie chcieliśmy, by cena była dla któregoś małżeństwa przeszkodą – tłumaczy Andrzej. Przekonuje, że takiej różnorodności ciast i potraw nie ma na żadnej innej imprezie.
W balu uczestniczą nie tylko pary z Domowego Kościoła. – Rozpoczęło się jako bal dla wspólnoty Domowego Kościoła, ale potem zaczęły dołączać pary z innych wspólnot, a także takie, które nie są w żadnej wspólnocie. Niektórzy zapraszali znajomych, aby poznali Domowy Kościół od zupełnie innej strony. I stało się to po trosze także naszą formą ewangelizacji – mówi Aneta.
Reklama
Bo Domowy Kościół to nie tylko wspólna modlitwa i strona duchowa. To także wspólne zabawa i integracja. – Chrześcijanin to naprawdę radosny człowiek, który nie tylko klęczy i się modli, ale który także potrafi się świetnie bawić, dużo śmiać, fantastycznie tańczyć. My też chodzimy na imprezy – podkreśla z uśmiechem Aneta.
Małżeńska randka
Na balu królują piękne suknie i garnitury, dobra muzyka i zabawa. – Dla niektórych to rzadkość. Można spojrzeć na siebie zupełnie inaczej, zobaczyć żonę w wyjątkowej sukience, męża z muszką. Chcieliśmy dać przestrzeń małżonkom na randkę bez dzieci, na czas tylko dla nich. Dzisiaj jest to bardzo trudne, mamy dużo pracy, jesteśmy zabiegani, część małżeństw ma małe dzieci. Chcieliśmy dać im możliwość spędzenia wyjątkowego wspólnego wieczoru, spojrzenia sobie w oczy, tworzenia dobrych wspomnień – mówi Bogdan.
– We wspólnocie Domowego Kościoła mamy szansę zobaczyć się z zupełnie innej, nowej strony. Ktoś, kto wydawał nam się bardzo poważny, nagle okazuje się świetnym tancerzem. Odkrywamy jego nowe talenty. Widać też piękne świadectwa miłości małżeńskiej – podkreśla Jowita.
Jak tłumaczy, ludzie przychodzą na bal jako osoby współtworzące, nie jako „konsumenci”: – Na balu mówimy do siebie po imieniu, a tańce integracyjne powodują, że tańczy prawie każdy z każdym. Jeśli nie zdążą zamienić kilku słów, to chociaż popatrzą na siebie i się uśmiechną.
Jest to na pewno miejsce dużej radości, która promieniuje. Po balu uczestnicy wychodzą z takim „powerem”, naładowani życzliwością, radością i dobrą zabawą.
Eksplozja radości
Reklama
Jowita ze wzruszeniem wspomina pierwszy bal po przerwie spowodowanej pandemią: – Najmniej liczny. Ale widać było ogromną radość ludzi, którzy mogli „na żywo” zobaczyć się po czasie izolacji, porozmawiać, powygłupiać się, potańczyć. To był bal, podczas którego widziałam u ludzi największą eksplozję radości. Bardzo doceniali swoje towarzystwo i wspólny czas.
Aneta z Andrzejem podkreślają, że mają wielką satysfakcję, iż mogą zrobić coś „dla” innych i że nie robią tego sami, tylko w zespole. – Mamy ogromną frajdę, że na balu jesteśmy, bal prowadzimy i że dzięki nam dla innych płynie trochę radości. Ludzie chcą się wspólnie bawić, chcą współtworzyć to wydarzenie. I aż chce się po raz kolejny taki bal organizować – zaznacza Andrzej. – Wiele małżeństw dziękuje nam za wspaniały czas. I to nas też trochę „nakręca” do dalszej pracy – dodaje Aneta.
– Dla mnie najważniejsza jest ogromna radość par, które z uśmiechem i nową energią wychodzą z balu. Mimo że jest środek nocy. Mieli szansę wspólnie spędzić czas bez codziennych problemów, bez pośpiechu. Mogli na chwilę zapomnieć o swoich kłopotach i po prostu dobrze się bawić. To dzisiaj bardzo potrzebne naszym małżeństwom – podsumowuje Bogdan.
