Reklama

Głos z Torunia

Spragnieni Bożej miłości

Wiara w działaniu nabiera tu realnych kształtów. O misji w Boliwii, codziennych wyzwaniach, dzieciach i radości życia wiarą z s. Violetą Nicą, elżbietanką, rozmawia Agata Pawluk.

Niedziela toruńska 1/2026, str. I

[ TEMATY ]

misje

Archiwum Zgromadzenia Sióstr Elżbietanek

Wierni angażują się w życie Kościoła

Wierni angażują się w życie Kościoła

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Agata Pawluk: Mędrcy wyruszyli w drogę, nie wiedząc, co ich czeka. Czy widzi Siostra w tym podobieństwo do życia misyjnego?

S. Violeta Nica: Wyruszenie w drogę, tak jak Mędrcy, aby poznać Króla, rzeczywiście przypomina życie misyjne. Potrzebna jest decyzja i gotowość do wyjścia w nieznane. Ważne jest przyjęcie słowa, podjęcie ryzyka oraz wiara, która pozwala, by wszystko mogło się dokonać. Konieczna jest także wytrwałość w drodze i pełne oddanie się sprawie.

Jak Siostra trafiła do Boliwii?

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Pochodzę z Torunia i dorastałam na toruńskiej Starówce, w cieniu trudnych lat 80. Był to jednak dla mnie czas osobistego rozwoju, poszukiwania sensu życia i odkrywania głębi Boga. Wstąpiłam do Zgromadzenia Sióstr św. Elżbiety, a po dłuższej formacji poprosiłam Matkę Generalną o możliwość wyjazdu na misje, ponieważ czułam, że Bóg powołuje mnie do pracy wśród ubogich i opuszczonych, żyjących w zupełnie innej rzeczywistości. W tamtym czasie pojawiła się potrzeba pomocy w Boliwii i tak trafiłam właśnie tutaj. Misje nosiłam w sercu od wielu lat, ale jak to w życiu bywa, do wszystkiego trzeba dojrzeć i dobrze się przygotować. Od dziesięciu lat pracuję w Santa Cruz de la Sierra, największym departamencie Boliwii, obszarze tak dużym jak cała Polska, zamieszkanym przez ok. 4 miliony osób.

Reklama

Jak wygląda posługa w tym miejscu?

Obecnie zajmuję się administracją kaplicy św. Elżbiety oraz organizacją życia parafialnego, w tym katechezą przygotowującą do sakramentów. Przy kaplicy prowadzimy Orkiestrę Misional muzyki barokowej, która powoli się rozwija. Odwiedzamy chorych w ich domach, troszczymy się o ubogie rodziny z licznym potomstwem oraz prowadzimy świetlicę COPERNICUS dla dzieci z peryferii miasta, zapewniając im nauczanie i wsparcie.

Z jakimi trudnościami mierzy się tamtejsza ludność?

Reklama

Doświadczamy tu różnych trudności, często związanych z niestabilną sytuacją polityczną kraju, zamieszkami, strajkami, a także problemami zdrowotnymi. Zdarzają się zabójstwa, korupcja, nadużycia seksualne wobec dzieci w ich domach oraz poważne problemy z narkotykami. Na peryferiach żyją ludzie, którzy przychodzą z gór i znad rzek, by zamieszkać w mieście. Wielu z nich nie potrafi czytać ani mówić po hiszpańsku, posługują się jedynie swoim językiem rodzimym. To dla nas ogromne wyzwanie, jak do nich dotrzeć i przybliżyć ich do Jezusa. Największym zmartwieniem naszej misji jest brak powołań. Kościoły są pełne młodych ludzi, ale nie czują się oni zdolni, aby poświęcić swoje życie Bogu w kapłaństwie czy życiu zakonnym. Młodzież jednak bardzo chętnie uczestniczy w życiu religijnym i nie wstydzi się swojej wiary. W ich domach często znajdują się obrazy świętych, domowe kapliczki, ludzie czytają Biblię i modlą się wspólnie – to daje im poczucie przynależności do wspólnoty.

A jak wygląda współpraca między misjonarzami a wiernymi?

Współpraca z ludźmi jest bardzo owocna. Są spragnieni Boga, dlatego darzą ogromnym szacunkiem osoby zakonne i kapłanów. Sam sposób, w jaki nas nazywają: „matka”, „siostrzyczka”, pełen ciepłych zdrobnień, świadczy o ich akceptacji i zaufaniu. Można z nimi zrobić dużo dobrego. W mojej kaplicy działa chór i orkiestra smyczkowa Misional. Należy do niej ponad pięćdziesięcioro dzieci. W tygodniu przychodzą do kościoła na lekcje muzyki i czynią to z wielką chęcią. Osiągamy sukcesy dzięki ich zaangażowaniu, ale również dzięki współpracy z rodzicami.

Ewangelizujecie poprzez muzykę?

Ameryka Południowa uczy, że wiara naprawdę ma życie. Jest jak instrument – może mieć pudło, ale bez strun nie wyda dźwięku. Tutaj chrześcijaństwo jest żywe i ma twarz człowieka spragnionego Boga, który potrafi się uśmiechać mimo ubóstwa. Przykładem jest sanktuarium Matki Bożej w Cotoca, do którego pielgrzymuje się nocą, bo w dzień panuje ogromny upał. Tłumy ludzi idą do Maryi, a na miejscu proszą o opiekę nad całą rodziną.

Trwamy w okresie Bożego Narodzenia. Jak Boliwijczycy przeżywają ten czas?

Reklama

Podczas okresu przygotowań dzieci mają wakacje, więc przez cały Adwent przychodzą do parafii lub kaplicy, gdzie prowadzone są dla nich katechezy przygotowujące do świąt. Mają lekcje biblijne, uczą się kolęd oraz robienia świątecznych dekoracji. Od 16 grudnia odmawiana jest nowenna do Dzieciątka Jezus, tzw. Posadas. Maryja i Józef symbolicznie szukają noclegu. Każdego dnia grupki dzieci, ubrane w stroje związane ze Świętą Rodziną, odgrywają krótkie scenki i wyruszają do wybranej rodziny, która zaprasza wszystkich na wspólną modlitwę. Tam modlą się i śpiewają przy pustym żłóbku w oczekiwaniu na przyjście Mesjasza. Żłóbki są dosłownie wszędzie – od dużych placów po sklepy, banki i firmy.

Czy są zwyczaje, które szczególnie przemawiają do serca?

Boże Narodzenie w Boliwii to przede wszystkim święto Dzieciątka Jezus. Boliwijczycy uczestniczą w nocnej Mszy św. o godz. 22.00, która odpowiada naszej Pasterce – Misa de gallo (Msza o pianiu koguta). Po niej wracają do domu i całą rodziną spożywają świąteczną kolację: zupę picana, indyka lub wieprzowinę oraz paneton. Następnie witają nowonarodzonego Jezusa petardami i zimnymi ogniami. Podoba mi się zwyczaj, że każdy członek rodziny ma swoją własną figurkę Dzieciątka Jezus, którą przynosi na Mszę św. Po liturgii kapłan kropi te figurki wodą święconą. W czasie Bożego Narodzenia ołtarz w kościele wypełnia się licznymi wizerunkami Dzieciątka. Bywa, że jeśli pójdzie się z wizytą do osoby chorej, w jej domowym żłóbku można zobaczyć nawet pięć figurek Jezusa. Świętowanie Bożego Narodzenia jest tu bardzo radosne i huczne. Spotkania rodzinne potrafią trwać aż do rana. Nie ma tradycyjnych polskich kolęd, ale w kościołach organizuje się dla dzieci śpiewanie bożonarodzeniowych piosenek oraz adorację Jezusa przy żłóbku poprzez taniec chuntuqui. Dzieci bardzo lubią ten zwyczaj, zwłaszcza że na zakończenie wykonuje się fikołki przy żywiołowej muzyce. Latynosi to ludzie wrażliwi i uczuciowi, kochający zabawę i taniec. Wykorzystują każdą okazję, by radośnie świętować.

Reklama

Zbliża się uroczystość Objawienia Pańskiego. Jak obchodzi się ją w Boliwii?

Święto Trzech Króli jest tutaj dniem pracy i nie obchodzi się go tak uroczyście jak w Polsce. Mimo to wszystkie dzieci przychodzą tego dnia do kościoła, ponieważ po Mszy św. otrzymują kakao i bunuelos, słodkie, smażone babeczki. Dzieci śpiewają też kolędy i tańczą.

6 stycznia to Światowy Dzień Misyjny Dzieci. Co najbardziej porusza Siostrę w dzieciach, które spotyka na misjach?

Porusza mnie ich uśmiech, radość i spontaniczność. Wynika to z tego, że są głęboko zakorzenieni w swoich tradycjach, kulturze i religii. Większość dzieci pochodzi z ubogich rodzin, więc doskonale zdają sobie sprawę, że wiele w życiu im brakuje. Jednak dzięki swojej pracy i wytrwałości mogą wiele osiągnąć. Klimat tropikalny i dziewicza przyroda sprawiają, że dusza latynoska jest artystyczna i otwarta na poznawanie nowych rzeczy. Żyją bardziej refleksyjnie niż w Europie.

W jaki sposób misja zmieniła siostry życie?

Reklama

Mam wiele doświadczeń z wypraw misyjnych do wspólnot w amazońskiej dżungli, gdzie dzika przyroda uczyła mnie pokory i cierpliwości. Tam zrozumiałam, że życie i Ewangelia zaczynają się w domu, a niekoniecznie w kościele. Człowiek, aby narodzić się na nowo, musi zejść w swoją samotność i nauczyć się, że Bóg nie mieszka w zabezpieczeniach, lecz w kruchości i prostocie. Często wracam do słów, które zapisałam w notesie na początku mojej pracy misyjnej. Stały się one sensem i kluczem do zrozumienia misji i pozostają w moim sercu: „Przybyłam tutaj, aby dawać Boga ludziom, lecz okazało się, że On już tu był przede mną, czekał na mnie i to właśnie tutaj Go spotkałam”. We wszystkich wydarzeniach, tam, gdzie jest człowiek, ukryte jest oblicze Boga. Jest w tym pewien paradoks – kiedy zaczynasz ewangelizować innych, sam stajesz się ewangelizowany.

Jakie przesłanie chciałaby Siostra skierować do naszych czytelników?

Chciałabym życzyć słowami św. Elżbiety, abyśmy umieli dzielić się tym, co naprawdę posiadamy, a nie tym, co nam zostaje. Abyśmy żyli w radości dawania, nie oczekując niczego w zamian.

Siostra Violeta Nica, pochodząca z Torunia siostra zakonna ze Zgromadzenia Sióstr św. Elżbiety, od 10 lat przebywa na misjach w Boliwii w Santa Cruz de la Sierra.

2025-12-30 11:57

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Bo trzeba się sobie przypatrzeć

Niedziela legnicka 27/2019, str. V

[ TEMATY ]

misje

Artur D. Grabowski

Podczas misji parafialnych małżonkowie mieli okazję odnowić swoje przyrzeczenia małżeńskie

Podczas misji parafialnych małżonkowie mieli okazję odnowić
swoje przyrzeczenia małżeńskie

Szczególny czas misji świętych przeżywała wspólnota parafii św. Antoniego Padewskiego w Biedrzychowicach. Misje trwały od 9 do 16 czerwca br., a poprowadził je, na zaproszenie ks. prob. Jana Nowaka, misjonarz oblat – o. Joachim Kusz OMI

Ostatnie misje święte odbywały się w biedrzychowickiej wspólnocie parafialnej dziesięć lat temu. Po dekadzie przyszedł czas, aby znów zatrzymać się i w trakcie intensywnych ćwiczeń duchowych spojrzeć na swoje życie wiary z innej perspektywy. Hasłem misji były słowa: „Bo trzeba się sobie przypatrzeć”. W programie były modlitewne spotkania we wsiach należących do parafii i misyjne Apele Jasnogórskie. Nie zabrakło także adoracji Najświętszego Sakramentu, Koronki do Bożego Miłosierdzia czy innych form pobożności, do czego zachęcani byli miejscowi parafianie. Oczywiście centralnym wydarzeniem każdego dnia była Eucharystia z nauką misyjną, podczas której ojciec misjonarz zwracał uwagę na fundamenty chrześcijańskiej wiary i pobożności. Ważnym punktem w misyjnym „rozkładzie jazdy” były nauki dla dzieci i młodzieży. Misjonarz odwiedził także chorych, przewodniczył modlitwie za zmarłych na miejscowym cmentarzu, a także modlitwie różańcowej. Misjom towarzyszyły relikwie bł. Karoliny Kózkówny oraz modlitwa o czystość i odnowę serc.
CZYTAJ DALEJ

Zmiany kapłanów 2026 r.

[ TEMATY ]

zmiany kapłanów

Karol Porwich/Niedziela

2026 rok przynosi zmiany personalne wśród duchownych. Przedstawiamy bieżące zmiany księży proboszczów i wikariuszy w poszczególnych diecezjach.

Biskupi w swoich diecezjach kierują poszczególnych księży na nowe parafie.
CZYTAJ DALEJ

Kard. Lars Anders Arborelius OCD otrzymał tytuł doktora honoris causa UPJPII

2026-05-18 23:48

Biuro Prasowe AK

Uroczystość odbyła się 18 maja w Auli Magna św. Królowej Jadwigi UPJPII z udziałem profesorów, pracowników, studentów, biskupów, kard. Stanisława Dziwisza oraz kard. Grzegorza Rysia, który wygłosił laudację na cześć nowego doktora honoris causa.

Na początku uroczystości rektor Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowi, ks. prof. dr hab. Robert Tyrała powitał zgromadzonych gości. – Witam wszystkich Państwa w 106. urodziny Karola Wojtyły, św. Jana Pawła II. Jestem pewny, że on dzisiaj tutaj jest z nami i z pewnością cieszy się, że tak świętujemy jego urodziny – powiedział. Powitał kard. Grzegorza Rysia, kard. Stanisława Dziwisza, kard. Kazimierza Nycza, abp. Henryka Nowackiego – nuncjusza apostolskiego w Szwecji, Islandii, Danii, Finlandii i Norwegii w latach 2012-2017, biskupa kieleckiego Jana Piotrowskiego, biskupa tarnowskiego Andrzeja Jeża, biskupów pomocniczych Archidiecezji Krakowskiej: Roberta Chrząszcza i Janusza Mastalskiego, przedstawicieli świata nauki, dyplomacji, władz publicznych i fundacji, a także zwrócił uwagę na szczególny charakter nadania doktoratu honoris causa kard. Larsowi Andersowi Arboreliusowi OCD. Ks. prof. dr hab. Robert Tyrała wspomniał swoje pierwsze spotkanie z przyszłym laureatem podczas przygotowań do Międzynarodowego Kongresu „Pueri Cantores” w Sztokholmie w 2007 roku, podkreślając jego prostotę, życzliwość i zaangażowanie duszpasterskie. – Ten doktorat honoris causa promowany przez nasz Wydział Nauk Społecznych, w którym tak ważne miejsce zajmują praca socjalna, nauki o rodzinie i pedagogika, a w przyszłości także pielęgniarstwo, głęboko wpisuje się w misję Uniwersytetu Papieskiego, dla którego właśnie głoszenie prawdy, posługa myślenia, odważny dialog ze światem, nauczanie wiary oraz przekazywanie jej duchowej głębi są szczególnie istotne. Opieka nad człowiekiem i troska o jego ducha są niezwykle ważne, a zarazem tak bliskie naszemu dzisiejszemu laureatowi – powiedział.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję