Reklama

Wiadomości

Krótka opowieść o wolności

Człowiek codziennie staje przed licznymi wyborami. Czasami te wybory decydują o rzeczach drobnych, innym razem o przebiegu całego naszego życia.

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Możliwość podejmowania decyzji to przywilej, z którego rezygnujemy bardzo często. Dlaczego? Zwykle z wygody lub lęku, ale bywa i tak, że oddaliśmy naszą wolność, aby poczuć ulgę, zapomnieć, zmienić codzienną walkę i pracę w ułudę nirwany. Najczęściej tak rozpoczyna się nałóg. Liczne badania – oparte na nie najmądrzejszej metodyce – wskazują, że znaczna liczba młodych ludzi sięga po używki z ciekawości lub z potrzeby identyfikacji z grupą. Pewnie bywa i tak, ale największym źródłem wszelkich uzależnień jest niezgoda na siebie. Odrzucenie siebie i swojej sytuacji życiowej. Nie bez znaczenia jest także środowisko, w którym wzrastamy. Biedny dom pełen miłości będzie zawsze lepszy niż dom bez relacji, za to pełen zbytku. Alkoholizm, narkomania, uzależnienie od hazardu czy seksu są w największym stopniu demokratyczne. Chorują na to zarówno licealiści, jak i emeryci, profesorowie i robotnicy fizyczni, policjanci i złodzieje, księża i lewicowi aktywiści, kobiety i mężczyźni, bogaci i biedni, inteligentni i ci nieco mniej. Można powiedzieć, że nałóg jest bardzo sprawiedliwy i nie ma względu na osobę.

Zakochani

Reklama

Nałóg. Czym on tak naprawdę jest? Ksiądz doktor Marek Dziewiecki opisuje zniewolenie zgrabnym zdaniem: „to zakochanie się w swoim śmiertelnym wrogu”. Czy tak jest? Osoba wchodząca w uzależnienie i odkrywająca ogromny „przychód”, jaki początkowo dostaje od swej używki lub czynności, jest w euforii. Fascynacja przeradza się w więź, którą na pewno możemy porównać z zakochaniem. Nieracjonalne decyzje, odsuwanie setek spraw na potem lub na nigdy, tęsknota i dążenie, by stale przebywać „w ramionach” owej toksyny. Brzmi znajomo i ma podobne fazy jak zakochanie się w drugim człowieku. Jest jednak zasadnicza różnica, na którą trzeba zwrócić uwagę. Chociaż używka czy pożądana czynność nie mają swojej własnej inteligencji, nawet sztucznej, są – personifikując efekty ich działania – bardzo zazdrosne, zaborcze i bezwzględne. Oczywiście, istnieje stopniowanie owej zaborczości, ale nie ma cienia wątpliwości, że jeśli wejdziemy w długotrwały romans z tym niebytem, nasze życie szybko zacznie się zmieniać w nieżycie. Ciąg szalonych imprez lub epizodów, które coraz intensywniej zapraszają nas do trwania w iluzji życia bez konsekwencji, skutecznie umeblują nasz horyzont myślowy, tak że nie zostanie tam miejsce na pracę, rozwój czy na jakiekolwiek głębsze więzi. Bo człowiek zakochany działa nieracjonalnie. I o ile zakochanie w kimś dojrzałym i dobrym raczej powinno wyjść nam na zdrowie, o tyle zakochanie się w naszym śmiertelnym wrogu może zakończyć się śmiercią.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Ocaleni

Co odróżnia uzależnienie od licznych chorób, które dotykają ludzkość? Dwie podstawowe rzeczy. Nie istnieje żadne farmaceutyczne remedium na nałóg, powrót do zdrowia zależy wyłącznie od chorego. Poznałem na swej drodze więcej niż tysiąc osób, które pokonały swoje uzależnienie i zaczęły korzystać z wolności. Cechą wspólną wszystkich Ocalonych jest to, że w pewnym momencie swojego życia uznali swoją bezsilność. Przestali udawać, że ogarniają. Okoliczności osiągniętego dna, które stało się punktem zwrotnym, są bardzo różne. Andrzej „Kogut” Sowa, lider punkowej kapeli Maria Nefeli, leżał na głodzie heroinowym w piwnicy. Jego ciało było pełne strupów i ran, a przy nodze z apetytem krzątał się wielki czerwonooki szczur. Paweł Cwynar, gangster, handlarz narkotykami, groźny siłacz o dużej inteligencji, osadzony w więzieniu, swój punt zwrotny osiągnął w karcerze, gdzie w jego ręce wpadł strzęp Pisma Świętego. Teresa K., urzędniczka państwowa z duszą artystki, głęboko uzależniona od alkoholu, doznała straszliwej przemocy nad brzegiem Wisły i półmartwa została wrzucona w jej nurt. Wszyscy oni zrozumieli, że są bankrutami, że nie mogą nadal udawać, iż jakoś wszystko ogarną. To najważniejszy, bo pierwszy krok w drodze do wolności. Uznanie faktu, że jestem bezsilny i że przestałem kierować własnym życiem, pomaga postawić pytanie: kto może mi pomóc?

On jest

Reklama

Zarówno Teresa, dziś zwana „Świętą”, Paweł, dziś mówią na niego „Biskup”, jak i Andrzej, który zamiast czupurnym kogutem jest dziś mądrą sową, zwrócili się o pomoc do miłującego Boga. W drugim kroku, który znajdziemy w książce Anonimowi Alkoholicy, mowa jest o uwierzeniu w Boga. Czasami jest to bardzo trudne, zwłaszcza jeśli wszystkie dotychczasowe lata przeżyłem tak, jakby Go nie było, ale bywa też inaczej, jak w historiach wspomnianej trójki. Bóg, gdy Go zawołasz, gdy uznasz potrzebę Jego interwencji, nie zwleka. Działa. To, co wymusza spotkanie z Siłą tak wielką i potężną, to decyzja, czy chcę Mu się podporządkować, czy uznaję, że On jest nie tylko mądry, ale i dobry. Czy On mnie kocha? Odpowiedź twierdząca na to pytanie zmienia naszą postawę z „wierzę w Boga” w zupełnie inną i znacznie bardziej owocną – „wierzę Bogu”. Tak domyka się krok trzeci z dwunastu. Ale to jest dopiero zaskakujący początek; to, co czeka nas dalej, to już praca, wysiłek, bolesne odkrywanie prawdy.

Prawda

W procesie wychodzenia z uzależnienia prawda jest niezwykle istotna. Jesteśmy mistrzami w maskowaniu swoich słabości, w lepieniu golemów, w odgrywaniu ról. Ta strategia jest toksyczna i nie daje nadziei na zmianę. Krok czwarty mówi o gruntownym obrachunku moralnym. Poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli. Rzecz jasna nie chodzi tylko o tę złą prawdę o nas, o te zakamarki, które zabrudziliśmy wszystkimi grzechami głównymi. Chodzi też o to, co w nas czyste, nietknięte, zgodne z Bożym zamysłem. Chodzi o odkrycie, gdzie i jakie talenty zakopałem przez lata swojej zabawy w życie. Kiedy ten swoisty duchowy tomograf zostanie zrobiony, czas na wyznanie istoty swojego błędu. To bolesne, ale ozdrowieńcze. Kiedy rozmawiałem ze „Świętą” o jej wyznaniu, stwierdziła, że wypowiedzenie tej trudnej prawdy o sobie, o swoich zdradach i bylejakości było nie tylko uwalniające, ale też było doświadczeniem pełnego przyjęcia. Przez kogo? W jej odczuciu przez Osobową Miłość, która nie ocenia, ale zawsze usprawiedliwia.

Dorosłość

Reklama

Kolejny etap, który może okazać się trudny w powrocie do wolności, to etap dojrzewania. Mam wreszcie zająć stanowisko wobec moich wad. Wszyscy mamy różne temperamenty i z nimi trudno się dyskutuje, ale mamy też swój charakter, bywa, że bardzo słaby. To właśnie praca nad charakterem, podobnie jak praca nad mięśniami, wymaga ogromnej pokory, a jednocześnie jest niebywałą okazją do przekonania się, że trening czyni mistrza. „Kto wybiera łatwe życie, nie ma szans na szczęście żadnych. Bo to nie w lekkości bycie źródło bije rzeczy ładnych” – jak śpiewa „Różny” w piosence o Dwunastu Krokach. Paweł Cwynar walkę ze swoimi wadami rozpoczął od trenowania cnót. Od dziecka dobrze pisał, zaczął więc pisać. Jeszcze w więzieniu, a potem na wolności, z coraz większą wprawą i pasją. Powieści, poradniki, moralitety, naprawdę mądre, naprawdę dobre. Człowiek, który wymuszał haracze i nad którego głową świszczały kule z pistoletów maszynowych, został niezłym i pełnym ducha Bożego pisarzem. Patrzy głęboko w oczy swoim rozmówcom, umie słuchać. Jest pokorny, choć gdy patrzysz na jego 2-metrową i zwalistą sylwetkę, myślisz sobie, że nie chciałbyś go spotkać, gdy był po tamtej stronie mocy.

Godność

Chyba najtrudniejszym etapem powrotu do wolności jest proces zadośćuczynienia. Nie wystarczy przeprosić czy odmówić pokutę, dojrzałość polega na ponoszeniu konsekwencji własnych działań. To bardzo uzdrawiające. Wielkim efektem dokonanego zadośćuczynienia jest odzyskana godność. To jest jak na nowo odkryte człowieczeństwo. Dzień, w którym na naszej liście nie będzie już nikogo, komu jesteśmy winni zadośćuczynienie, będzie pierwszym dniem prawdziwej i pełnej wolności. Nie bez powodu Kościół daje nam zadośćuczynienie jako warunek dobrej spowiedzi. Nie chodzi o odmówienie modlitwy, nawet najpobożniejszej, chodzi o naprawienie krzywd, których byłem sprawcą. Czasem to trudne, prawie zawsze bolesne, ale nieodzowne, by zacząć żyć.

Codzienność

Reklama

Czy odzyskiwanie wolności jest procesem jednorazowego użytku? Oczywiście, że nie. Po pierwsze, nasze zniewolenie to zwykle jedynie wierzchołek góry lodowej. Jesteśmy kimś znacznie więcej niż tylko swoim nałogiem. Samo oddanie jednej wady nie czyni z nas ludzi wolnych. Raz wybrawszy, na zawsze muszę, a właściwie mogę wybierać. Nie ma cienia wątpliwości, że jednym z dotkliwych ciężarów odzyskiwania wolności, obok pracy i czujności, które są potrzebne permanentnie, jest zmaganie się z szarą codziennością. Gdy sami wyrzekliśmy się sztucznych barwników, które w magiczny sposób słotny poniedziałek zmieniały w feerię barw alkoholowego lub narkotykowego odlotu, możemy czuć się rozczarowani odzyskaną wolnością. Krok dziesiąty z dwunastu mówi o codziennym gruntownym rachunku sumienia i o natychmiastowej rezygnacji z wszelkiego brudu, który w wyniku owego sprawdzianu odkryjemy. Gdy uczynimy z tej codziennej walki nie nudną rutynę, ale przygodę walki o najlepszego siebie, nagle okaże się, że owa codzienność nie jest wcale szara, że ona jest po prostu nasza. I to powinno nas ucieszyć.

Sens

Po co mam odzyskać wolność? Jaki mam z tego główny przychód? Kiedy Andrzej Sowa zaczął odkrywać rodzicielstwo, dorosłość, odpowiedzialność, nieraz miał pokusę, by pójść po staremu na łatwiznę. By swoją trzeźwość umysłu wykorzystać do wyboru drogi na skróty. Kiedy Paweł Cwynar zamiast książkowego sukcesu, milionów na koncie zobaczył prozę codziennego zmagania, mógł zatęsknić za pełnym kontem, które było owocem starego życia. Kiedy Teresa – „Święta” zrozumiała, że kawiarniane życie, które tak kochała, jest zagrożeniem, a nie darem, na pewno poczuła ukłucie tęsknoty za blichtrem, uwielbieniem adoratorów, tańcami do rana. A jednak cała trójka, podobnie jak miliony Ocalonych na całym świecie, zrozumiała, że to, co daje prawdziwe szczęście, to nie realizacja swojego ego, nie medale i splendor, ale dokładne i w miarę możliwości pokorne wypełnianie woli Boga. Brzmi górnolotnie, ale koniec końców nic innego nas nie nasyci. Mogę mieć wszystko i być pusty jak cymbał brzmiący, bez stałej łączności z Osobowym Źródłem Miłości. I właśnie po to mi wolność: bym świadomie, dobrowolnie i bez tęsknoty za skrótami wybrał drogę pod górę, ale z Nim i w Nim.

Inni

To, co dało nam siły, to, co dało nam radość, to, co uprzątnęło nasze gruzowisko, i wreszcie to, co pozwoliło nam odbudować dom naszego życia – to skarb. Skarb, który ma tę niezwykłą właściwość, że mnoży się przez dzielenie. Podanie dalej tej dobrej nowiny, że każdy został zaproszony do szczęścia i wolności, jest przymusem niemal każdego Ocalonego. Pragniemy za wszelką cenę opowiedzieć całemu światu, jak dobre jest życie bez uzależnień. Ale uwaga, po pierwsze, opowiadajmy postawą i czynem, a tylko wtedy, gdy nie da się zupełnie inaczej – słowem. Komu? Tylko tym, którzy pragną słuchać. Nie ma sensu nawracanie na siłę, nie ma sensu stawianie siebie jako wzór zmiany życia przed kimś, kto jest bardzo zadowolony ze swojej niewoli. To nie da owocu. Na drogę zwycięzców zaproszeni są wszyscy, nikt nie jest wymyślony i stworzony do rzeczy błahych i mało ważnych. Mamy zagrać główną rolę w swoim życiu, a nie ledwie statystować w niektórych jego scenach. Nie mamy być wrogiem samych siebie, antagonistami, złymi charakterami w filmie naszego życia, mamy być protagonistami, tymi, którzy sprawiają, że świat chce śledzić kolejne odcinki naszego życia.

Kurs

Pomyślałem, Drogi Czytelniku, że ten miesiąc trzeźwości może zrodzić w Tobie pragnienie, by chcieć od siebie i od życia znacznie więcej. Może ktoś z was zapragnął ruszyć drogą zwycięzców. Niezależnie od tego, czy czujesz się zniewolony, czy po prostu zwyczajnie za mało szczęśliwy lub nieszczęśliwy, mam dla Ciebie zaproszenie na kurs „Droga Zwycięzców. Czy warto zrobić 12 kroków”. To dziewięć 4-godzinnych sesji, które poprowadzą Cię do lepszego zrozumienia siebie. Ksiądz doktor Marek Dziewiecki, Jacek Racięcki i ja postaramy się pomóc Ci w tym, byś wreszcie zaczął grać główną rolę w swoim życiu. Startujemy 23 września, a udział może wziąć każda pełnoletnia osoba, zarówno stacjonarnie na warszawskim Ursynowie, jak i zdalnie, nie ruszając się z domu. Jest wiele dróg, które wiodą do wolności, ale na tej spotkasz setki ludzi, którym się udało i którzy odzyskali swoje człowieczeństwo. Zapisy na stronie: ocaleni.tv .

Trener terapii uzależnień, prezes Stowarzyszenia Ocaleni, twórca ocaleni.tv

2025-07-29 13:55

Oceń: +12 -1

Reklama

Wybrane dla Ciebie

W trosce o rodzinę i naród

Niewątpliwie każdy z nas słyszał o dramatach ludzkich spowodowanych spożywaniem w nadmiernych ilościach alkoholu. Z uzależnieniem mierzą się osoby w różnym wieku, wykonujące różne zawody i posiadające różny stan społeczny.

W sierpniu, miesiącu w szczególny sposób poświęconym trzeźwości, warto choć na chwilę zastanowić się nad skalą problemu, skutkami i sposobami przeciwdziałania alkoholizmowi. Na naszym terenie nie brakuje form wsparcia.
CZYTAJ DALEJ

Ewangelia mówi, że mamy wyłącznie jeden czas

2026-07-16 07:08

[ TEMATY ]

rozważania

O. prof. Zdzisław Kijas

Karol Porwich/Niedziela

Cierpliwość Boga jest ważna, aby nikomu nie zaszkodzić przed czasem, by człowiek mógł wzrastać, dojrzewać, podejmować odpowiedzialne decyzje. Jednym słowem, aby był wolny, aby na sądzie nie szukał usprawiedliwienia swoich złych zachowań, przymusem z zewnątrz. Ważny jest również czas. Ewangelia mówi, że mamy wyłącznie jeden czas. Nie można go zatem marnować.

Jezus opowiedział tłumom tę przypowieść: «Królestwo niebieskie podobne jest do człowieka, który posiał dobre nasienie na swojej roli. Lecz gdy ludzie spali, przyszedł jego nieprzyjaciel, nasiał chwastu między pszenicę i odszedł. A gdy zboże wyrosło i wypuściło kłosy, wtedy pojawił się i chwast. Słudzy gospodarza przyszli i zapytali go: „Panie, czy nie posiałeś dobrego nasienia na swej roli? Skąd więc wziął się na niej chwast?” Odpowiedział im: „Nieprzyjazny człowiek to sprawił”. Rzekli mu słudzy: „Chcesz więc, żebyśmy poszli i zebrali go?” A on im odrzekł: „Nie, byście zbierając chwast, nie wyrwali razem z nim i pszenicy. Pozwólcie obojgu róść aż do żniwa; a w czasie żniwa powiem żeńcom: Zbierzcie najpierw chwast i powiążcie go w snopki na spalenie; pszenicę zaś zwieźcie do mego spichlerza”». Przedłożył im inną przypowieść: «Królestwo niebieskie podobne jest do ziarnka gorczycy, które ktoś wziął i posiał na swej roli. Jest ono najmniejsze ze wszystkich nasion, lecz gdy wyrośnie, większe jest od innych jarzyn i staje się drzewem, tak że ptaki podniebne przylatują i gnieżdżą się na jego gałęziach». Powiedział im inną przypowieść: «Królestwo niebieskie podobne jest do zaczynu, który pewna kobieta wzięła i włożyła w trzy miary mąki, aż się wszystko zakwasiło». To wszystko mówił Jezus tłumom w przypowieściach, a bez przypowieści nic im nie mówił. Tak miało się spełnić słowo Proroka: «Otworzę usta w przypowieściach, wypowiem rzeczy ukryte od założenia świata». Wtedy odprawił tłumy i wrócił do domu. Tam przystąpili do Niego uczniowie, mówiąc: «Wyjaśnij nam przypowieść o chwaście». On odpowiedział: «Tym, który sieje dobre nasienie, jest Syn Człowieczy. Rolą jest świat, dobrym nasieniem są synowie królestwa, chwastem zaś synowie Złego. Nieprzyjacielem, który posiał chwast, jest diabeł; żniwem jest koniec świata, a żeńcami są aniołowie. Jak więc zbiera się chwast i spala w ogniu, tak będzie przy końcu świata. Syn Człowieczy pośle aniołów swoich: ci zbiorą z Jego królestwa wszystkie zgorszenia oraz tych, którzy dopuszczają się nieprawości, i wrzucą ich w piec rozpalony; tam będzie płacz i zgrzytanie zębów. Wtedy sprawiedliwi jaśnieć będą jak słońce w królestwie Ojca swego.
CZYTAJ DALEJ

Misjonarz: w Republice Środkowoafrykańskiej dzieci wybierają między karabinem a instrumentem

2026-07-19 07:33

[ TEMATY ]

misje

misjonarze

siepomaga.pl/brat Benedykt Pączka

W Republice Środkowoafrykańskiej dzieci naprawdę stają przed wyborem: dołączyć do rebeliantów albo pójść do szkoły muzycznej. – Nasza szkoła jest antidotum na wojnę. Mówimy dzieciakom: zostaw broń, weź instrument – powiedział PAP brat Benedykt Pączka, kapucyn, twórca African Music School w Bouar.

PAP: Nazwa African Music School brzmi jak egzotyczna ciekawostka. Czym właściwie jest ta szkoła – elitarnym konserwatorium w afrykańskim buszu, projektem humanitarnym ukrytym pod płaszczykiem sztuki czy raczej świetlicą terapeutyczną dla dzieci z wojenną traumą?
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję