Reklama

Turystyka

Jacy są Włosi?

Włochy pociągają nas urodą miejsc, pięknem architektury i smaczną kuchnią. Włosi – słynnym sposobem życia la dolce vita, który przejawia się w radości i optymizmie. Czy ta włoska sielanka to prawdziwy obraz Italii, czy tylko eksportowa propaganda?

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Zgoła nierozsądnie przyjąłem od redaktora naczelnego propozycję opisania dzisiejszych Włoch. Analiza jednego z najczęściej odwiedzanych krajów w Europie to zadanie, które nieuchronnie naraża wiarygodność dziennikarza podejmującego się tak wieloaspektowego zadania. Bo napisać, że to kraj marzeń, z fascynującymi miastami sztuki, magią cudów natury czy produktami luksusowymi made in Italy, to byłoby zwykłe oszukaństwo. Nie wystarczy też odnotować, że istnieje w tym państwie 70% światowego dziedzictwa artystycznego, 5 tys. muzeów, 67 tys. kościołów, 3,2 tys. zamków albo że jest to jedyny kraj na świecie, który obejmuje na swoim terytorium dwa inne państwa: Watykan i Republikę San Marino. Ponadto za mało powiedzieć, że słoneczna Italia jest największym globalnym eksporterem kultury kulinarnej, w której liczą się tradycja, gust, autentyczność i gościnność, gdzie jedzenie jest odwiecznym rytuałem.

Reklama

Od pięciu dekad mieszkam w Bassano del Grappa, dwa kroki od Wenecji, i nie skrywam uwielbienia dla Włoch, choć zaznaczam przy tym, że nie jest to miłość łatwa. Za każdym razem, gdy wracam ze świata do malowniczego miasteczka położonego u stóp majestatycznego szczytu Monte Grappa, zachwycam się jego ponadczasowym urokiem. Elegancki klejnot ukryty wśród wzgórz regionu Veneto słynie z niepowtarzalnego XIII-wiecznego Mostu Alpini, ikony architektury nad rzeką Brenta, oraz z grappy produkowanej w najstarszej destylarni we Włoszech. Przesiąknięte bogatą historią miasto w latach 1917-18 stanowiło jeden z punktów oporu przeciwko wojskom austro-węgierskim. To tu trafił na front 19-letni pisarz Ernest Hemingway w roli wolontariusza Amerykańskiego Czerwonego Krzyża.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Będąc adoptowanym obywatelem kraju, w którym osiadłem, czuję się zarówno oddanym Polakiem, jak i zagorzałym Włochem. To pozwala mi uzbroić się w odrobinę dystansu i bardziej wiarygodnie wyrażać opinie na każdy drażliwy temat, a przy tym mieć także prawo do bycia wyrazicielem mieszkańców słonecznej Italii. Częstokroć z nutą goryczy musiałem poddawać bolesnej demistyfikacji komentarze obcokrajowców przywykłych do cukrowania rzeczywistości bądź wyciągania oklepanych konkluzji.

Od lat największe skrajne emocje wzbudza w kraju Michała Anioła nielegalna imigracja. Mieszkańcy nie trawią nieustannego ludzkiego tsunami i nie szczędzą okazywania zimnej wzgardy wobec katastrofalnej eksplozji pogwałcenia prawa ze strony uchodźców. Zmartwienie wywołuje wysoki poziom przestępstw seksualnych, grabieży i zabójstw, średnio kilka razy większy, niż wynikałoby to z procentowego udziału imigrantów w populacji.

Reklama

Wszystko dziś jest kwestionowane: od religii po naukę, od szacunku i przyzwoitości po karierowiczostwo, schizofrenię polityki, która stanowi mieszaninę hipokryzji i bylejakości. Społeczeństwo jest wiecznie niezadowolone, pogłębiają się przepaści między klasami, ceny idą w górę, a pensje – nie. Cała rzesza emerytów nie jest w stanie się utrzymać, w tym 60-milionowym kraju co dziesiąty mieszkaniec żyje w ubóstwie. W nurcie młodzieżowego chaosu przesiąkniętego chwiejną tożsamością narodową nie brakuje osób z dyplomem akademickim, których dotyczy zjawisko prekariatu. Są bez pracy, perspektyw i nawet jeśli nie są stereotypowymi mammoni (mamisynkami – przyp. red.), muszą mieszkać z rodzicami, przez co mimowolnie cementują tradycyjną kolebkę więzi rodzinnych. Nieufający instytucjom państwowym młodzi ludzie – pierwsze pokolenie od czasów powojennych, które ma świadomość, że będzie mu gorzej niż rodzicom – zmuszeni są do szukania fortuny w Amsterdamie, Londynie czy we Wrocławiu. Własny kraj jest dla nich sztucznym tworem, bo są związani raczej ze swoim miasteczkiem lub regionem i nie manifestują przynależności do zjednoczonej już ponad 150 lat temu Italii. Pozostaje faktem, że Włosi nie czują się częścią swojego kraju aż w takim stopniu jak Amerykanie, którzy są bezgranicznie dumni z własnego patriotyzmu, miłości do Stanów Zjednoczonych, gotowi je sławić i godnie reprezentować.

Na szczycie przypominającego rzeźbę Pałacu Cywilizacji w rzymskiej dzielnicy EUR widnieje w surrealistycznej atmosferze zaczerpnięty z przemówienia Mussoliniego pochwalny napis: „Naród poetów, artystów, bohaterów, świętych, myślicieli, naukowców, żeglarzy i wędrowców”. Budowla o metafizycznej inspiracji wyraża potęgę, żywotność oraz potencjał państwa i stanowi patriotyczny hymn na cześć włoskiej cywilizacji. Ta błyskotliwa synteza włoskości powtarzana była na różne sposoby i często cytowana ironicznie lub uwłaczająco ze względu na swoją retorykę.

Teraz jednak potrzebne jest gruntowne odnowienie tego sloganu. Co pozostało z tego, co było dumą Włoch? Zmieniające się czasy, poważny kryzys gospodarczy, zatrute relacje obywateli z polityką czy alternacja obyczajów przesłoniły fundamenty egzystencji i spowodowały postrzępienie tkanki społecznej. Wyłonił się nowy obraz przesiąkniętego skrajnym indywidualizmem społeczeństwa z trudnym do zdefiniowania charakterem, dezintegrującym życie towarzyskie i solidarność publiczną. Warto, nawiasem, wspomnieć, że naród, który w 90% deklarował przed wojną faszyzm, w ciągu zaledwie 1,5 roku stał się, przynajmniej w słowach, populacją składającą się w 90% z antyfaszystów. Włosi nieoczekiwanie odkryli, że nie tylko nigdy nie byli faszystami, ale też że faszyzm nigdy nie istniał.

Reklama

Podobnie jak z geograficznego punktu widzenia wybrzeże Sycylii i Wyspy Liparyjskie czy moje Bassano del Grappa albo wybrzeże Amalfi są odmienne, tak różni są i Włosi, potomkowie wielkich cywilizacji, których charakter kształtował się podczas przemieszczeń Greków, ludów germańskich, Galów, Celtów czy Arabów, którzy zostawili swoje geny. Stopień zróżnicowania dziedzicznego Włochów zamieszkałych między północą a południem może być nawet tak znaczny jak między Duńczykami i Hiszpanami.

Italia słynie z mody krzyżującej się ze sztuką i z wysublimowaną elegancją. Ten włoski szyk widoczny jest głównie w butikach, ale na ulicy też rzucają się w oczy kreatywność i świetne poczucie estetyki, a także piękno i codzienna dbałość o szczegóły. Panie wyróżniają się ultrakobiecością, ich styl jest wyjątkowy – eklektyczny, elegancki. Nie ma znaczenia, ile mają lat, bo starają się wyglądać najlepiej, jak się da. „Noszą” ten wiek z gracją, bez rozpaczliwych prób cofnięcia czasu.

Winston Churchill głosił, że Włosi przegrywają wojny, jakby to były mecze piłki nożnej, a mecze piłki nożnej, jakby to były wojny. Zagraniczni turyści dorzucają zaś, że Włoch ma trzy miłości: jedzenie, religię i właśnie calcio, które jest więcej niż sportem, bo nieodłącznym elementem kultury i wzmacniania narodowej tożsamości. Ta centralna oś życia mieszkańców Italii ma również swoje mroczne strony: korupcję, przemoc, zamieszki z policją. Niezapomnianą atmosferę prawdziwego festynu tworzą podczas meczów tifosi – kibice; niestety, skrajnie agresywne fanatyczne grupy ultras potrafią ją obrócić wniwecz.

Sztukę wyrobu pizzy neapolitańskiej i dietę śródziemnomorską należy uzupełnić jeszcze kawą – kolejnym niekwestionowanym, globalnie pożądanym symbolem włoskiego stylu – którą mieszkańcy Półwyspu Apenińskiego traktują niczym państwowy znak rozpoznawczy albo – jak twierdzi mój przyjaciel – na miarę hymnu narodowego. Bary są miejscami, w których każdego ranka lub w przerwach w pracy ludzie odprawiają rytuał picia espresso. Niepowtarzalna celebra w pełni wpisuje się w zbiorową wyobraźnię, w wymiarze wspólnotowym stanowiąc element integracji społecznej. Bar i espresso to dwa elementy tego samego spektaklu. Jeden z nich przedstawia teatr i stanowi idealną scenerię dla głównego bohatera, czyli kawy espresso. „Największym smutkiem – twierdzi aktor Enrico Montesano – jest posiadanie tylko ekspresu do kawy na jedną filiżankę, bo można odnieść wrażenie, że nikt nigdy nie przyjdzie cię odwiedzić”. Espresso, które stało się integralną częścią włoskiej kultury, to sposób na życie, witalność i przyjemność bycia razem.

Ktoś, kto bywał w Bel Paese, wie, że to naród bezprzykładny, spontaniczny, z dużą dozą życzliwości, przy tym wyróżniający się „twórczym” bałaganiarstwem, zawsze gotów cieszyć się radością życia. Rosyjski filozof Aleksandr Hercen, który żywił sympatię do włoskiego charakteru, podkreślał jego hojność i prostotę. Mimo wszelkich perturbacji, które ciążą nad głowami Włochów, potrafią oni wydobyć z siebie to, co najlepsze. Mają bezmierną zdolność do pokonywania trudności życia codziennego, którą zawsze wykazywali i która przyniosła im sławę na całym świecie. Ponadto za granicą są znani z tego, że w jakichkolwiek okolicznościach i miejscu by się nie znaleźli, nikt inny nie „poradzi sobie” lepiej niż oni.

2025-03-11 16:06

Ocena: +1 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Włochy: odrestaurowano sześćsetletni fresk Fra Angelico, przedstawiający Ukrzyżowanie Chrystusa

[ TEMATY ]

Włochy

commons.wikimedia.org

Fra Angelico: Ukrzyżowanie (San Marco, Florencja).

Fra Angelico: Ukrzyżowanie (San Marco, Florencja).

Sześćsetletni fresk, przedstawiający Ukrzyżowanie Chrystusa, autorstwa bł. Fra Angelico (1395-1455) - jednego z najwybitniejszych malarzy wczesnego Odrodzenia, pieczołowicie odrestaurowano w przyklasztornym kościele św. Dominika we Fiesole koło Florencji. Dzieło, ukryte pod wieloma warstwami farb, odzyskało swój pierwotny blask dzięki wsparciu amerykańskiej organizacji non‑profit Friends of Florence (Przyjaciele Florencji).

Dominikanin Guido di Pietro, w zakonie - Jan z Fiesole, znany jako Fra Angelico, zwany „Malarzem Anielskim” ze względu na swój subtelny, wręcz eteryczny sposób używania barw i światła, łączył średniowieczną duchowość z technicznymi osiągnięciami Renesansu. Jego obrazy były nie tylko wyrazem kunsztu artystycznego, lecz także aktem głębokiego oddania i modlitwy. 3 października 1982 św. Jan Paweł II wyniósł go na ołtarze, ale nie była to klasyczna beatyfikacja, lecz potwierdzenie kultu przez wprowadzenie jego imienia do mszału.
CZYTAJ DALEJ

Największe i jedyne pragnienie Boga – nasze wieczne szczęście

2026-04-23 12:43

[ TEMATY ]

rozważania

O. prof. Zdzisław Kijas

Adobe Stock

To jest największe i jedyne pragnienie Boga – nasze wieczne szczęście. I jeśli nawet nas karci, to tylko dlatego, abyśmy mieli wieczne szczęście, abyśmy się nie pogubili na drogach świata, a jeśli się pogubiliśmy, abyśmy odnaleźli właściwą drogę do Niego i bezpiecznie doszli ku obfitości życia wiecznego.

1. Woła on swoje owce po imieniu. W oczach Boga nikt nie jest anonimowy. Każdy z nas, mały czy wielki, bogaty czy biedny, osoba wpływowa czy bez znaczenia, młody czy star szy wiekiem – dla Boga każdy jest jedyny, ważny, wyjątkowy. Nikt zatem nie może czuć się pominięty czy niedostrzeżony. Wszyscy ludzie, każdy z nas, są członkami rodziny Jezusa. Każdemu z ludzi Chrystus rezerwuje czas, tak długi, jakiego potrzebuje, aby mógł się odnaleźć w natłoku różnych spraw i problemów, w kontekście cierpienia czy choroby, sytuacji smutnych czy radosnych. Chrystus mnie widzi i wie, czego potrzeba mi najbardziej, za czym tęsknię, czego się boję, czego pragnę… Bóg widzi, kim jestem i widzi mnie takim, jaki jestem. Nawet jeśli Mu nic nie mówię, On o tym wie i to widzi. Bywa często tak, że nie wiem, w jakich słowach opowiedzieć Bogu o tym, co mnie spotyka, czego doświadczam, co mnie boli lub smuci. Lecz On wie o tym na długo przedtem, zanim ja Mu o tym opowiem. I to jest piękne! Prawda o tym rodzi nadzieję, rozwesela serce. Ewangelia mówi ponadto: Wyprowadza je. Jezus „wyprowadza” nas „na zewnątrz”. Czyli gdzie? Jezus nie trzyma nas w naszych trudnościach. Nie są Mu miłe nasze cierpienia, strapienia, lęki, niepokoje. Owszem, zna je, ale nie jest bez silny względem nich. Jest Bogiem, dlatego może i chce „wy prowadzić” nas na zewnątrz, poza nie, na nowe przestrzenie. Kiedy to czyni? I w tym właśnie jest problem. Wyłącznie On, Bóg, zna czas i miejsce, kiedy i gdzie nas wyprowadza. Ważne więc, aby Mu zaufać. Wiara mówi, że nasz Bóg jest Bogiem wielkich perspektyw, przestrzeni otwartych, wizji szerokich, przyszłości bez granic. Jezus Chrystus jest Panem życia, nie śmierci.
CZYTAJ DALEJ

TVP wyemituje film o Matce Elżbiecie Róży Czackiej. Zobacz daty emisji

2026-04-23 16:19

[ TEMATY ]

TVP

Matka Róża Czacka

emisja

Archiwum FSK

Rozważanie i uczesniczenie w eucharystycznych tajemnicach wyzwala łaski, rodzące w duszy świętość – mówiła m. Czacka

Rozważanie i uczesniczenie w eucharystycznych tajemnicach wyzwala łaski, rodzące w duszy świętość – mówiła m. Czacka

TVP wyemituje w maju film dokumentalny pt. „Widzieć w ciemności” w związku z przypadającą w tym roku 65. rocznicą śmierci Matki Elżbiety Róży Czackiej (15 maja; a także w roku 150. rocznicy urodzin 22 października).

Reżyserem produkcji „Widzieć w ciemności” jest Piotry Górski. Jak wskazują autorzy, film opowiada o Matce Róży Czackiej i Dziele – a także o pięknie, czynionym dobru i wierze.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję