Pierwsze dni listopada upływają pod znakiem refleksji i zadumy nad zmarłymi. Wspominamy naszych bliskich, członków rodziny, przyjaciół, lecz niestety często zapominamy o wybitnych, zasłużonych postaciach, ludziach, którzy zrobili wiele dla nas i dla naszego społeczeństwa. Warto zainteresować się ich życiem oraz działalnością, pochylić nad ich grobami i westchnąć za ich dusze.
Na Roztoczu i Ziemi Biłgorajskiej żyło wiele szacownych osób – o niektórych już się nie pamięta, inne popadają w zapomnienie. Co roku staram się odwiedzać groby takich ludzi, choć zwykle nie jestem w stanie zapalić znicza na miejscach wiecznego spoczynku każdego z nich. Postanowiłem więc zawęzić tę grupę do grona tych najznamienitszych, którzy wołają o pamięć i modlitwę.
W tej chwili praktycznie nic nie wiemy o tym, co robili ludzie sto lat temu, czym się zajmowali, jakie były ich radości i smutki w codziennym życiu. Opuszczając ziemski padół, dusze wędrują przed oblicze Najwyższego, a doczesne szczątki zostają tu, na miejscu, oczekując na zmartwychwstanie. Za kolejne sto lat nikt nie będzie nic wiedział o naszym życiu i naszej działalności. Zwyczajni ludzie są niestety skazani na niepamięć następnych pokoleń, ale jednocześnie nie zostają zapomniani przez samego Boga. W mojej rodzinie pielęgnuje się pamięć o zmarłych i dlatego dobrze wspominam jej członków, których nigdy nie widziałem i nie poznałem. Jednak w każdej nowej generacji młodzi zaczynają się skupiać na zachowywaniu pamięci o im najbliższych – taka jest naturalna kolej rzeczy. Społecznicy, lekarze, inni działacze czynili wiele dobra dla ludzi. Takimi są m.in.:
Leon Malhomme. Urodził się 4 maja 1814 r. w Zwierzyńcu. W 1862 r. Malhomme przybył do dworu w Soli i został dzierżawcą miejscowego folwarku. W 1863 r. wspierał materialnie powstanie styczniowe, a nawet pomagał ukrywać się zbiegłym powstańcom. Dwór solski był ostoją polskiego patriotyzmu. Leon zmarł 28 października 1894 r. w Soli i został pochowany na cmentarzu parafialnym w Biłgoraju. W tym miejscu pragnę podziękować regionaliście Piotrowi Florowi, który niezwykle szczegółowo opracował życiorys tego szlachcica, a ponadto zaszczepił we mnie pamięć i szacunek do Malhommów. Pomnik jest niestety w opłakanym stanie, grozi zawaleniem się. Jest otoczony żeliwnym płotem, który stanowi wspaniały przykład sztuki cmentarnej. Jak na razie, miłośnicy Ziemi Biłgorajskiej i regionaliści cały czas próbują ratować ten pomnik.
Ewa i Józef Kiełczewscy. Józef Kiełczewski h. Pomian urodził się w 1876 r. w Szabsku koło Płońska, natomiast Ewa h. Półkozic, z domu Śliwińska, urodziła się w 1881 r. w Bohutyczach. Warto opowiedzieć o Józefie i jego szacownej małżonce Ewie, oboje byli bowiem bardzo zasłużeni dla Soli i okolic. Józef, z wykształcenia rolnik (w 1903 r. ukończył inżynierię rolnictwa w Wyższej Szkole Rolniczej w Dublanach koło Lwowa), nie zatrzymywał wiedzy dla siebie, tylko szkolił okolicznych chłopów i zakładał kółka rolnicze. Nie był typem szlachcica materialisty i wspomagał włościan, rozdając im ziemię. Był wielkim patriotą, w 1918 r. ufundował krzyż, którym uczczono odzyskanie przez Polskę niepodległości. Wspierał również nowo powstającą parafię św. Michała Archanioła w Soli. Ewa, „Pani na Soli”, była natomiast społeczniczką: założyła bibliotekę przy solskiej plebanii, uczyła dzieci włościan czytania i pisania. Zapoczątkowała nawet działalność amatorskiego teatru. Mieszkańcy Soli i Kolonii Sól bardzo ciepło ich wspominają. W czasie wojny Kiełczewscy stracili dwóch synów. Po wojnie wyjechali do Lublina. Józef Kiełczewski, ostatni dzierżawca folwarku solskiego, zmarł w 1961 r., a jego ukochana żona Ewa w 1963 r. Ich doczesne szczątki znajdują się na cmentarzu w Lublinie, przy ul. Lipowej.
Reklama
Ofiary epidemii cholery z połowy XIX wieku. Zaczęło się od tego, że zainteresowałem się cmentarzem cholerycznym w Dąbrowicy koło Biłgoraja. Jest to jedyny tego rodzaju zachowany cmentarz w tej okolicy. Są tam pochowani ludzie, którzy stracili życie w wyniku straszliwej epidemii szalejącej w 1848 r. Takie nekropolie nie zachowały się w innych wsiach albo nic o nich nie wiadomo. Pewne jest to, że istniały, niestety z czasem o nich zapomniano. Są na nich pogrzebani ludzie bez imion i nazwisk, których nigdy nie poznamy (jedynie kwerendy archiwalne mogłyby rzucić na te niewiadome nieco światła), łącznie z pozbawionymi tożsamości powstańcami styczniowymi. Ich ciała spoczywają w nieoznaczonych mogiłach. Istnieją również miejsca, gdzie – według tradycji – mieli zostać pochowani zabici w stoczonych w okolicy potyczkach: pod Banachami, Suszką, Potokiem Górnym i Babijami.
Świątkarze. Mikołaj Gomiela, Jan Małek i Paweł Bień to najwybitniejsi okoliczni rzeźbiarze, których twórczość weszła do kanonu sztuki ludowej. Do czasów współczesnych zachowało się po nich ledwie kilka pamiątek: między innymi rzeźba Matki Boskiej Karmiącej z ok. 1850 r. autorstwa Pawła Bienia, obecnie znajdująca się w Muzeum Zamojskim, słynna rzeźba Świętej Rodziny (Matka Boża, Dzieciątko Jezus, św. Anna Samotrzecia) w Banachach pochodząca z około 1885 r., dzieło Bienia czy rzeźby Ukrzyżowanego autorstwa Mikołaja Gomieli w Ciosmach, Banachach i przechowywane w Muzeum Ziemi Biłgorajskiej. Nieznane są miejsca pochówku tych znakomitych artystów.
Tomasz Józef Zamoyski. Ten zasłużony człowiek, ordynat Ordynacji Zamojskiej, był twórcą kilku parafii w obecnej diecezji zamojsko-lubaczowskiej. Założył aż trzy parafie – w Górecku Kościelnym (1720) w Puszczy Solskiej pod Biłgorajem (1721), i w Józefowie (1723) – a także miasto Józefów. Wspierał materialnie klasztory franciszkanów czy kościoły. Zmarł w 1725 r. w wieku zaledwie 46 lat i pochowano go w Zamościu.
Ksiądz kan. Florian Fornal. Urodził się w 1932 r. w Fajsławicach. W 1982 r. został proboszczem parafii św. Marii Magdaleny w Biłgoraju. Ksiądz Fornal troszczył się o katechezę szkolną dzieci i młodzieży, stale przypominał, że Bóg w życiu człowieka ma być najważniejszy. Modlił się, ale i podejmował troskę o materialny rozwój parafii. To dzięki niemu w niełatwych czasach komunizmu została wybudowana obecna plebania i budynek, w którym aktualnie mieści się katolickie liceum. Był to jedyny proboszcz w historii parafii, który dbał o dziedzictwo franciszkanów. Gdyby dzisiaj żył, dostałby od konserwatora laur za ochronę zabytków. W 2002 roku otrzymał tytuł Honorowego Obywatela Miasta Biłgoraj. Został również wyróżniony za pracę na rzecz społeczności lokalnej Krzyżem Zasługi od Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego. Ksiądz kan. Florian Fornal zmarł 23 grudnia 2019 r.
Warto pamiętać o tych ludziach i o ich działaniach, które znalazły, mam nadzieję, uznanie w Niebie. Pomódlmy się i westchnijmy za ich dusze.
Miesiąc listopad jest dla nas zawsze okazją do zadumy nad naszym przemijaniem oraz nad tymi, którzy już od nas odeszli. Wtedy też częściej niż zazwyczaj modlimy się za nich. Msze św. na cmentarzach, wypominki, prywatne modlitwy przy grobach. Jaki jest sens modlitwy za zmarłych? Czy ona im pomaga? Jeśli tak, to w jaki sposób?
Pytania może banalne, ale bardzo ważne. Odpowiedzi warto znać z dwóch powodów. Po pierwsze - w celu pogłębienia naszej motywacji do modlitwy za tych, którzy odeszli. Po drugie - może nam się przytrafić rozmowa ze Świadkiem Jehowy, który uparcie będzie nas przekonywał, że taka modlitwa to strata czasu. Oto cytat z jednego z numerów „Strażnicy”: „Zmarli nie mogą nic nam powiedzieć ani otrzymać od nas żadnej wiadomości. Liczni duchowni bezpodstawnie twierdzą, że potrafią pomóc umarłym, i biorą za to pieniądze od osób, które im wierzą. Gdy znamy prawdę, nie damy się oszukać ludziom nauczającym takich kłamstw. Kiedy człowiek umiera, przestaje istnieć. Śmierć jest przeciwieństwem życia. Umarli nie widzą, nie słyszą ani nie myślą. Po śmierci ciała nie pozostaje żywa żadna cząstka człowieka. Ludzie nie mają duszy nieśmiertelnej”. Jehowici uważają ponadto, że nie istnieje coś takiego jak czyściec, ponieważ nie ma o tym mowy w Biblii.
Ponieważ w swojej argumentacji cały czas opierają się na Biblii, to w niej i my poszukajmy odpowiedzi na powyższe pytania. Czy Biblia rzeczywiście nie mówi nic o czyśćcu oraz modlitwie za zmarłych? Bardzo pięknym fragmentem Pisma Świętego, który mówi na ten temat, jest wydarzenie opisane pod koniec 12. rozdziału Księgi Machabejskiej. Przedstawiona jest tam jedna z wypraw wojennych pod dowództwem Judy Machabeusza przeciw Gorgiaszowi, przywódcy Idumei. Po wygranej bitwie żołnierze Judy poszli zabrać ciała tych, którzy polegli i pochować razem z krewnymi w rodzinnych grobach. Jednakże u każdego ze zmarłych znaleźli przedmioty poświęcone bóstwom pogańskim. Prawo bardzo surowo zabraniało tego Żydom. Dla wszystkich więc stało się jasne, że to oni i z tej właśnie przyczyny zginęli. Tak więc w oczach Żydów żołnierze ci umarli mając na sumieniu bardzo ciężki grzech. Co w takiej sytuacji robi Juda? Czytamy: „Uczyniwszy składkę pomiędzy ludźmi, posłał do Jerozolimy około dwu tysięcy srebrnych drachm, aby złożono ofiarę za grzech. Bardzo pięknie i szlachetnie uczynił, myślał bowiem o zmartwychwstaniu. Gdyby bowiem nie był przekonany, że ci zabici zmartwychwstaną, to modlitwa za zmarłych byłaby czymś zbędnym i niedorzecznym, lecz jeśli uważał, że dla tych, którzy pobożnie zasnęli, jest przygotowana najwspanialsza nagroda - była to myśl święta i pobożna. Dlatego właśnie sprawił, że złożono ofiarę przebłagalną za zabitych, aby zostali uwolnieni od grzechu”.
Powyższy fragment bardzo jasno pokazuje nam, iż już w Starym Testamencie odnajdujemy wyraźne wzmianki o tym, że żywi modlili się za umarłych gdyż wierzyli, że ich modlitwa może im pomóc. Owa nauka, iż my żyjący mamy moc wstawiać się za zmarłymi, od zawsze była głoszona przez Kościół. Tą wiarę wyznajemy również i my modląc się za naszych bliskich zmarłych; wierząc, że nasza modlitwa również im pomoże. Nadal jednak nie odpowiedzieliśmy na pytanie, w jaki sposób nasza modlitwa pomaga zmarłym?
Zacznijmy od tego, iż modlić się można tylko za dusze, które są w czyśćcu. Potępionym w piekle nic już nie jest w stanie pomóc, a zbawieni w niebie już jej nie potrzebują. Czym jest czyściec? Kto do niego idzie? Musimy zacząć od tego, iż każdy grzech pociąga za sobą dwa skutki - winę i karę. Wina jest to stan nieprzyjaźni z Bogiem, utrata łaski uświęcającej. Kara zaś wywodzi się z zasady sprawiedliwości, która mówi: za dobro należy się nagroda a za zło - kara. Jest to zasada wywodząca się z tzw. prawa naturalnego, czyli takiego, które Bóg wszczepił wszystkim ludziom. Jak można oddalić od siebie te dwa skutki grzechu? Jeśli chodzi o winę to jest ona zmazana podczas spowiedzi. Wtedy odzyskujemy stan łaski uświęcającej i przyjaźń z Bogiem. Trzeba jednak pamiętać, że spowiedź nie gładzi kary za grzechy, która nadal nad nami ciąży. Co jest tą karą? Różne nasze niepowodzenia, choroby, przykre wydarzenia, cierpienia fizyczne i duchowe. To nie jest żadna zemsta Boga na nas. Jest to coś, na co sami świadomie zasłużyliśmy przez grzech. Jeśli ktoś za życia nie zdążył odbyć tej kary, musi ją dokończyć po śmierci. Temu właśnie służy czyściec. Kto więc idzie do czyśćca? Ci, którzy umarli w stanie łaski uświęcającej (czyli wolni od winy), ale nie zdołali odpokutować wiszącej nad nimi kary.
Dopiero w tym miejscu dochodzimy do odpowiedzi na pytanie postawione w tytule. Nasza modlitwa za zmarłych skraca im czas pobytu w czyśćcu oraz część kary, która im pozostała. Modlitwą o największej mocy jest Msza św. zamówiona w intencji zmarłego. Jednakże każdy mijający dzień przynosi wiele możliwości pomocy duszom czyśćcowym: ilekroć przyjmujemy sakramenty, zwłaszcza Komunię św., gdy odmawiamy Różaniec, gdy ofiarujemy za zmarłych cierpienia fizyczne oraz różne trudności dnia codziennego. Należy w tym miejscu koniecznie wspomnieć o jeszcze jednej bardzo ważnej rzeczy, jaką jest odpust. Odpust jest to całkowite lub częściowe darowanie kary doczesnej za grzechy odpuszczone podczas sakramentalnej spowiedzi. Możemy go ofiarować albo w intencji zmarłego, albo we własnej. Odpusty dzielimy na zupełne i cząstkowe. Odpust zupełny jest to całkowite uwolnienie od kary doczesnej należnej za grzechy, a cząstkowy - uwolnienie od częściowej kary. Zobaczmy, jak wielki skarb daje nam Kościół! Jakże rzadko z tych wielkich skarbów korzystamy! Warunki uzyskania odpustu zupełnego są z pewnością wszystkim znane. Chciałbym zatrzymać się tylko przy pierwszym, czyli całkowitym wykluczeniu u siebie wszelkiego upodobania do grzechu, nawet lekkiego. Czy wzbudzony przez nas taki akt będzie całkowity (doskonały)? Jak możemy to sprawdzić? Tego nie wiemy. Dlatego to, czy uzyskaliśmy taki odpust, jest dla nas zawsze tajemnicą. Myślę, że warunek ten wprowadzono także w tym celu, abyśmy uzyskiwania odpustów nie traktowali czysto zewnętrznie, mechanicznie, ale żeby towarzyszył temu szczery wewnętrzny akt chęci nawrócenia.
Dlatego też mając na wyciągnięcie ręki tak wielkie skarby korzystajmy z nich! Po pierwsze, z zyskiwania odpustów dla siebie, aby oddalić od nas należną nam karę za grzechy. Zyskujmy także odpusty i módlmy się za zmarłych (nie tylko w listopadzie), aby skrócić czas odbywania przez nich kary w czyśćcu. Wyobrażajmy sobie nieopisaną radość zmarłego, który dzięki naszej modlitwie opuści czyściec i wstąpi do upragnionego nieba. Pomyślmy także o tym, jak wielkiego i cennego przyjaciela w ten sposób zyskujemy. Kogoś, kto dzięki naszej modlitwie jest już w niebie, przy Panu Bogu, może wstawiać się u Niego w naszej intencji! Na tym polega przecież dogmat o obcowaniu świętych - że zbawieni w niebie mogą wstawiać się za nami w naszych potrzebach. A która dusza bardziej będzie się za nami wstawiać jak nie ta, która przeszła z czyśćca do nieba dzięki naszej modlitwie!
Niech więc te dni naszej listopadowej zadumy zachęcą nas do systematycznej modlitwy za zmarłych bliskich naszemu sercu.
Jeśli odczuwasz zmęczenie, rozproszenie albo masz poczucie, że Twoje serce jest daleko od Boga - nie uciekaj od tego. Właśnie do takiego serca chce przyjść Jezus. Najświętsze Serce Pana Jezusa nie jest jedynie świętym symbolem - to prawda o Bogu, który kocha człowieka realnie do końca i bezwarunkowo. W historii Kościoła Bóg często wybierał ludzi prostych, ukrytych, niepozornych, by przypomnieć światu rzeczy najważniejsze. Tak było również w przypadku św. Małgorzaty Marii Alacoque.
Na każdej drodze spotykamy znaki i tak samo tutaj tymi znakami są:
Zastępca burmistrza Boguszowa-Gorc Paweł Sosialuk wręczył bp. Markowi Mendykowi kopię popiersia-relikwiarza św. Wojciecha.
Ostatnie słowo w historii świata, ale też w historii naszego osobistego życia, nie należy do zła, grzechu i śmierci. Ostatnie słowo należy do miłosierdzia – podkreślił bp Marek Mendyk w Starym Lesieńcu.
W niewielkim kościele wierni po raz kolejny zgromadzili się przy relikwiach św. Faustyny Kowalskiej. Uroczysta Eucharystia sprawowana 5 października w kościele filialnym św. Barbary w Starym Lesieńcu, należącym do parafii Trójcy Świętej w Boguszowie-Gorcach, była częścią Polsko-Czeskich Dni Kultury Chrześcijańskiej. Mszy świętej przewodniczył bp Marek Mendyk, który po raz pierwszy jako biskup świdnicki odwiedził tę świątynię.
W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.