"Pragnę, ażeby pierwsza niedziela po Wielkanocy była Świętem Miłosierdzia" (Dz 299) - powiedział Jezus do św. s. Faustyny w Wilnie, w 1934 r. Mówił o tym pragnieniu aż 14 razy. Dwa lata później Jezus
dał powód dla ustanowienia tego święta: "Pragnę, aby Święto Miłosierdzia, było ucieczką i schronieniem dla dusz, a szczególnie dla biednych grzeszników" (Dz 699). Natomiast 17 lutego 1937 r. dodał: "Dusze
giną, mimo Mojej gorzkiej męki, daję im ostatnią deskę ratunku, to jest święto Miłosierdzia Mojego" (Dz 965). Z tym dniem, a ściślej mówiąc - ze spowiedzią św. i Komunią św., przyjętą w tym dniu związana
jest największa obietnica: zupełnego odpuszczenia win i kar (por. Dz 300 i 1109).
Święto to ma być dniem szczególnej czci Boga w tajemnicy Jego Miłosierdzia, które jest źródłem i motywem wszystkich dzieł wobec człowieka, a szczególnie dzieła odkupienia. Jest to także dzień szczególnej
łaski dla wszystkich, zwłaszcza dla grzeszników, którzy najbardziej Miłosierdzia Bożego potrzebują. Wielkość tego Święta polega m. in. na tym, że wszyscy ludzie, nawet nawracający się w ten dzień, mogą
uczestniczyć we wszystkich łaskach, jakie Jezus przygotował. Mogą je otrzymać zarówno poszczególne osoby, jak i całe wspólnoty. Jedynym warunkiem jest zaufanie: "Kto ufa Miłosierdziu Mojemu, nie zginie,
bo wszystkie sprawy jego Moimi są, a nieprzyjaciele rozbiją się u stóp podnóżka Mojego" (Dz. 723).
Jezus pragnie, aby w tym dniu obraz Miłosierdzia był publicznie uczczony. Jednocześnie chce, by kapłani mówili o Jego niezgłębionym Miłosierdziu, a wszyscy dokonywali uczynków miłości miłosiernej
wobec bliźnich i z ufnością korzystali z sakramentu pojednania i Eucharystii. Jezus nie ograniczył swej hojności do jednego dnia w roku. Obiecał, że będzie nieustannie wylewał całe morze łask na dusze,
które się zbliżą do źródła Miłosierdzia.
Wiele zrobił dla wprowadzenia obchodów tego Święta ks. Sopoćko, spowiednik św. s. Faustyny. W 1936 r. uzyskał on zezwolenie na wydrukowanie obrazków z modlitwą zawierzenia (Dz 711). Jednocześnie czynił
usilne starania o ustanowienie Święta. W rozmowie z s. Faustyną, 29 lipca 1937 r., powiedział, iż "pomimo trudności, dzieło to jednak postępuje naprzód i niewiele pozostaje do jego urzeczywistnienia"
(Dz 1254).
Niestety, wybuch II wojny światowej zahamował wszystkie prace. Jednak już podczas okupacji w sposób spontaniczny wierni oddawali cześć Miłosierdziu, szczególnie w pierwszą niedzielę po Wielkanocy.
Na oficjalny kult zezwolił ówczesny metropolita krakowski, abp Karol Wojtyła. Natomiast oficjalnie Święto ustanowił, najpierw dla archidiecezji krakowskiej, obecny metropolita krakowski kard. Franciszek
Macharski Listem na Wielki Post w 1985 r. Następnie inni księża biskupi wprowadzali to Święto w swoich diecezjach.
W roku 1995, na prośbę Episkopatu Polski, Stolica Apostolska wydała dekret zezwalający na obchodzenie tego Święta we wszystkich diecezjach w Polsce, przy zachowaniu przepisów liturgicznych obowiązujących
w tym dniu.
Jan Paweł II w 1999 r. ustanowił Święto Miłosierdzia Bożego dla całego Kościoła. Po raz pierwszy było ono obchodzone w 2000 r., roku Wielkiego Jubileuszu Chrześcijaństwa.
Chciejmy zatem i dzisiaj uczcić to Święto gorącą modlitwą oraz przystąpieniem do sakramentów pojednania i Komunii św.
W 106. rocznicę urodzin Karola Wojtyły przypominamy wydarzenia, które ukształtowały jego drogę do kardynalskiej purpury i ostatecznie doprowadziły go na Stolicę Piotrową. Podczas Soboru Watykańskiego II młody biskup z Krakowa był dla wielu jedynie „jakimś Polakiem”, jednym z setek Ojców Soborowych. Zaledwie kilka lat później najwybitniejsi teologowie i hierarchowie Kościoła widzieli w nim już jedną z najbardziej fascynujących postaci katolicyzmu - przyszłego papieża Jana Pawła II.
Papieżem powinien być Wojtyła. Niestety, to niemożliwe. On jest bez szans - tak myślał jezuita Henri de Lubac, jeden z najwybitniejszych teologów XX wieku, słuchając wystąpień bpa Karola Wojtyły podczas Soboru Watykańskiego II. Historia okazała się jednak przewrotna. To, co wydawało się niemożliwe, spełniło się po latach. Doświadczenia soborowe Karola Wojtyły nadały kształt pontyfikatowi Jana Pawła II.
„Należy pani do rodziny papieskiej” – powiedział mi kiedyś kard. Stanisław Dziwisz. Przyjęłam te słowa ze wzruszeniem, ale dopiero po latach zrozumiałam, jak wiele w nich było prawdy. Bo są takie rodziny, które najpierw poznaje się przez dokumenty, archiwa, świadectwa i żmudne badania, a potem odkrywa się, że weszły głęboko w serce. Tak właśnie było ze mną i z Wojtyłami.
Z Wojtyłami naprawdę związałam część życia. Najpierw była wieloletnia praca: biografia Emilii i Karola Wojtyłów, potem Edmunda, brata Papieża, godziny spędzone nad źródłami, rozmowy, porównywanie relacji, mozolne odtwarzanie losów ludzi, o których świat zwykle pamięta tylko dlatego, że wydali na świat świętego. Z czasem jednak przestała to być wyłącznie praca. Coraz mocniej czułam, że obcuję nie tylko z historią, ale z tajemnicą domu, z którego wyrósł człowiek zdolny poruszyć sumienie świata. Dlatego 18 maja nigdy nie jest dla mnie tylko rocznicą urodzin Jana Pawła II. Ten dzień zawsze prowadzi mnie do Wadowic. Do skromnego mieszkania. Do matki, która kochała małego Lolusia bez granic i powtarzała, że „to dziecko będzie kimś wielkim”. Do ojca, który więcej mówił klęcząc, niż inni potrafią powiedzieć słowami. Do starszego brata Edmunda, który poświęcił swe młode życie, gdy jako lekarz ofiarnie służył chorej (zaraził się od niej szkarlatyną). Im dłużej zajmuję się tą rodziną, tym mocniej widzę, że świętość Jana Pawła II nie zaczęła się ani w seminarium, ani na Stolicy Piotrowej. Zaczęła się w domu.
„Należy pani do rodziny papieskiej” – powiedział mi kiedyś kard. Stanisław Dziwisz. Przyjęłam te słowa ze wzruszeniem, ale dopiero po latach zrozumiałam, jak wiele w nich było prawdy. Bo są takie rodziny, które najpierw poznaje się przez dokumenty, archiwa, świadectwa i żmudne badania, a potem odkrywa się, że weszły głęboko w serce. Tak właśnie było ze mną i z Wojtyłami.
Z Wojtyłami naprawdę związałam część życia. Najpierw była wieloletnia praca: biografia Emilii i Karola Wojtyłów, potem Edmunda, brata Papieża, godziny spędzone nad źródłami, rozmowy, porównywanie relacji, mozolne odtwarzanie losów ludzi, o których świat zwykle pamięta tylko dlatego, że wydali na świat świętego. Z czasem jednak przestała to być wyłącznie praca. Coraz mocniej czułam, że obcuję nie tylko z historią, ale z tajemnicą domu, z którego wyrósł człowiek zdolny poruszyć sumienie świata. Dlatego 18 maja nigdy nie jest dla mnie tylko rocznicą urodzin Jana Pawła II. Ten dzień zawsze prowadzi mnie do Wadowic. Do skromnego mieszkania. Do matki, która kochała małego Lolusia bez granic i powtarzała, że „to dziecko będzie kimś wielkim”. Do ojca, który więcej mówił klęcząc, niż inni potrafią powiedzieć słowami. Do starszego brata Edmunda, który poświęcił swe młode życie, gdy jako lekarz ofiarnie służył chorej (zaraził się od niej szkarlatyną). Im dłużej zajmuję się tą rodziną, tym mocniej widzę, że świętość Jana Pawła II nie zaczęła się ani w seminarium, ani na Stolicy Piotrowej. Zaczęła się w domu.
W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.