Reklama

„Perły” dla Polaków

Postanowiłem przyznawać własne „Perły” tym, którzy dotąd nie potrafili się przebić przez teflonową powłokę markowanej polskiej kultury, a piszą rzeczy świeże, nowe, często zaskakujące

Niedziela Ogólnopolska 40/2019, str. 30-31

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Człowiek z książką wygląda znajomo. Kiedyś takich postaci było bardzo wiele. Nie istniało dziesiątki programów telewizyjnych, nie było aplikacji, smartfonów, internetu. Był za to człowiek z książką i... ja, ciekawie – nieco wścibsko – zaglądający mu przez ramię, usiłujący wniknąć w labirynt tego, czym poruszał swoją wyobraźnię.

Kiedyś księgarnie sprzedawały książki, pachniało w nich papierem i drukiem, można było smakować atmosferę tych kapliczek tajemnic, a jak chciało się dostać coś ciekawego, to zawsze znalazł się ktoś z obsługi, kto rzetelnie doradził. Ostatnia taka księgarnia istniała na krakowskim Rynku, prowadziły ją panie, które kilkadziesiąt lat zajmowały się tylko sprzedażą książek właśnie. Panie jednak wysiudano, kamienicę nabył przedsiębiorca pogrzebowy z Tarnowa i stworzył tam upiorny – może tylko w mojej świadomości – salon figur woskowych. Zrobił to stosownie do wyobraźni przedsiębiorcy pogrzebowego. Teraz mamy w Krakowie umarlaków zamiast wspaniałych podróży i przygód, które drzemały w książkach i w murach tej kamienicy. Nie ma co jednak biadolić, świat się zmienia, a zmiany nie zawsze są w smak tym, którzy wraz z nimi nabierają lat i szronu na skroniach.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Reklama

Przyznam się więc do pewnej słabości: otóż pasjami zaczytuję się w dzisiejszej hiszpańskiej literaturze, także tej popularnej. Hiszpanie potrafią stworzyć fascynujące opowieści, które nie rażą doraźną publicystyką, stwarzają ciekawe światy i intrygujące pełnokrwiste postaci. Lubię Artura Péreza-Reverte, który po pewnej zapaści – gdy otwarcie hołdował lewicowym przesądom i wypuścił kilka nudnych powieści – teraz wraca do formy w cyklu o Falcó, nieco pozbawionym skrupułów, ale ciekawym szpiegu i awanturniku. „Cień wiatru” Zafóna wynosiłem i wynoszę wysoko w czasie każdej rozmowy o współczesnych książkach, Javiera Cercasa i jego „Prędkość światła” uważam za dzieło absolutne, mądre i piękne, i nawet bardzo popularny Julian Sanchez pisze powieści, które przykuwają do fotela i nie pozwalają zgasić nocnej lampki nieomal do pierwszego brzasku. Rozpływam się zatem nad Hiszpanami, bo tworzą piękną, a jednocześnie uniwersalnie rozumianą na całym świecie literaturę.

Już słyszę to pogardliwe prychnięcie z warsiawskiego saloniku: phi, taką literaturę to każdy głupi potrafi... No, jeśli tak, to dlaczego wy nie potraficie?! Ni w ząb nie idzie wam napisanie czegoś chociażby strawnego dla polskiej duszy, o światowych czytelnikach już nie wspominając. Podniecamy się polityczną wrzawą wokół prozy Olgi Tokarczuk, czasem jakiś pupilek „Gazety Wyborczej” zgarnie pośledni europejski ochłapek i wszyscy skaczą, jakby ktoś im brylantów w kieszenie nasypał.

Reklama

Powiedzmy sobie szeptem (bo po co inni mają to słyszeć): z naszą literaturą – przynajmniej tą oficjalnie promowaną – jest kiepsko, najbardziej kiepsko od lat. Zastanawiamy się, dlaczego nie powstają filmy, które wyrywają nas z krzeseł. Dlaczego jak już zobaczymy coś zaledwie poprawnego, to gotowi jesteśmy cmokać. To tak, jakbyśmy się godzili na to, że polska kultura jest jakaś taka... niepełnosprawna wobec tego, co się dzieje w świecie. Dlaczego Hiszpanie potrafią zarażać cały świat swoją pasją, umiejętnością opowiadania i kulturą, a u nas taka flauta? Przyczyn jest, oczywiście, wiele, ale jedna z najpoważniejszych to okupacja naszej kultury, a literatury (jako królowej sztuk) w szczególności, przez samozwańczych koryfeuszy – najczęściej wywodzących się ze środowisk w ten czy inny sposób spapranych komuną. Jeśli zastanawiacie się, dlaczego postaci w lansowanych u nas dziełach są takie nienaturalne, dziwaczne, powykręcane, dlaczego dialogi nieistotne, ciężkie i pozbawione krztyny dostępu do normalnego życia, to odpowiedź jest prosta – taką kulturę, taką literaturę tworzą ludzie, którzy nie posiadają swojego narodu, nie czują sentymentu do przeszłości i ziemi, ba, wszystkie te przymioty wydają im się wrogie, złe, nacechowane tak, że jak najszybciej chcieliby je unicestwić. To nie jest ich świat, to nie jest ich ziemia, to nie są ich religia i historia. Są tu, bo zrządzeniem losu, a właściwie Stalina, ich rodzice lub dziadkowie zostali właśnie tu wysłani, aby pełnić obowiązki Polaków. Oni tworzą swoją kulturę. Tworzą ją z mozołem – od niesławnej „Pamiątki z Celulozy” do dzisiejszych dzieł męża Magdaleny Środy. W kinematografii panują nieomal niepodzielnie, toteż i ich „dzieła” mówią wiele o nich, ale nic o dzisiejszej Polsce i Polakach.

Po raz kolejny wraca więc pytanie: Co nam przeszkadza pisać tak jak Hiszpanie? I odpowiedź brzmi: nic – jeno postkomunistyczna grupa, która akurat kulturę obsiadła jak osy cukiernicę. O tym, jak bardzo oderwali się od polskiej rzeczywistości, świadczą chociażby ich wystąpienia na zakończonym niedawno Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni.

Reklama

Możemy – Polacy – pisać rzeczy wspaniałe, które porwą czytelników w wielu krajach, możemy – pod jednym wszakże warunkiem: w naszej kulturze, a w literaturze w szczególności, musi się wreszcie zakończyć dyktat sierot po PRL-u. Musimy pozbyć się ich lęków i uprzedzeń, bo nigdy nie wyrwiemy się z zaklętego kręgu nagrody „Nike”, którą co roku okadzają się pogrobowcy PZPR i osoby towarzysko od nich uzależnione. Literatura musi być wolna i pozbawiona dyktatu poprawności politycznej, musi reagować jak membrana na zmieniający się rytm współczesności. Dobra literatura – niezależnie od tego, w jakiej szerokości geograficznej powstaje – musi być szczera i pozbawiona ukłonów w stronę możnych świata. Często taka literatura jest szokująca, sprawia, że w pierwszym odruchu nie zgadzamy się z przedstawianymi przez nią wizjami, jednak tylko taka pasja zdrapywania wrzodów ze społeczeństwa, prawdziwie fascynująca się człowiekiem i jego losami, jest prawdziwa i potrzebna. Polskiej literaturze potrzeba szerokiego otwarcia okien. Trzeba też jednak powrotu do kultury pierwszych opowieści, do dziecięcej miłości wobec książek.

Książka w Polsce stała się dziś towarem, którym handluje niszczycielska wobec kultury sieć EMPiK, książki sprzedaje się z koszy – jak wędlinę – w supermarketach. Nieuchronnym faktem jest, że wielką część sprzedaży książek przejął dziś internet – i tego odwrócić się już nie da. Powrót książek pod strzechy nie dokona się jednak tylko za sprawą pobożnych życzeń, tu potrzebna jest świadoma polityka naszego państwa. Autorzy wspaniałych i uniwersalnych powieści powinni być po prostu hołubieni i zyskiwać status taki, jaki posiadają pisarze choćby właśnie w Hiszpanii, we Francji czy nawet w Skandynawii, choć tam najlepiej rozwija się nurt tzw. czarnego kryminału.

Najważniejsze jest jednak przekonanie, że współczesną literaturę polską musimy odbudować my sami – czytelnicy. Niech nasze głosowanie odbywa się za pomocą kupowania książek dobrych, zdolnych autorów. Nie jest to proste, bo jak tu w lawinie szmiry i grafomanii wyłowić perełki?

No właśnie – postanowiłem zatem przyznawać włase „Perły” tym, którzy dotąd nie potrafili się przebić przez teflonową powłokę markowanej polskiej kultury, a piszą rzeczy świeże, nowe, często zaskakujące, ale ciekawe. Najpierw założyłem maleńką księgarenkę internetową, teraz zaczyna działać mikroskopijne wydawnictwo, które zasilam własnymi pomysłami. Skoro jednak tyle już napsioczyłem na oficjalną kulturę i promowane przez nią „dzieła literackie”, to postanowiłem włączyć się w poszukiwanie perełek. Niedawno ogłosiłem konkurs na literacką „Perłę”, którą postaram się sam wydać. Pierwszych doświadczeń już nabrałem – wydałem powieść Tomasza Krzyżanowskiego „Szara” i nie waham się powiedzieć, że jest to najlepsza powieść tego sezonu. Niestety, Tomek nie napisze już nic więcej: dzień przed swoją śmiercią zadzwonił i poinformował mnie, że „Szarą” właśnie zakończył pisać i... umiera. Jego powieść jest tak dobra i wielowątkowa, napisana tak barwnym i ładnym językiem, że bez wahania polecam ją każdemu i gwarantuję, że jak już uchwyci go w swoje objęcia, tak nie puści do prawie osiemsetnej strony.

Ogłosiłem swój prywatny konkurs i teraz tonę w kilkudziesięciu propozycjach, które już nadesłano. Czytam – niektóre są naprawdę dobre. Tak więc istnieje dobra literatura. Nie gości ona na ministerialnych salonach, nie jest fetowana w mediach i na scenach – tym lepiej dla niej. Hartuje się i nabiera szlifu. Te perły niedługo eksplodują i zamiast ciągle wzdychać za dziełami zdolnych Hiszpanów będziemy z wypiekami na policzkach czytać wreszcie polską literaturę, a ona szturmem zdobędzie nowe rynki. Tak będzie.

2019-10-01 13:55

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Kard. Sarah: podział wokół tradycyjnej liturgii to „prawdziwy i autentyczny grzech”

2026-08-03 07:07

[ TEMATY ]

kard. Robert Sarah

Kard. Sarah

Vatican Media

Podział wokół tradycyjnej Mszy św. jest „dramatem, prawdziwym i autentycznym grzechem” - uważa kard. Robert Sarah. Emerytowany prefekt Dykasterii ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów opowiedział się za powrotem do rozwiązania wprowadzonego przez Benedykta XVI, zakładającego współistnienie zwyczajnej i nadzwyczajnej formy rytu rzymskiego. Jego zdaniem Kościół na Zachodzie przeżywa dziś „okres wielkich trudności, a nawet zamieszania”, obejmujących sferę doktryny, moralności i dyscypliny.

W wywiadzie dla włoskiego dziennika Il Foglio, którego udzielił redaktorowi naczelnemu Matteo Matzuzziemu, kardynał Sarah mówił o sytuacji Kościoła, przekazywaniu wiary, liturgii oraz pierwszych miesiącach pontyfikatu papieża Leona XIV.
CZYTAJ DALEJ

Na Madagaskarze masowo znikają dzieci

2026-08-02 12:09

[ TEMATY ]

Madagaskar

Vatican Media

W raporcie policja Madagaskaru informuje o 172 zaginięciach w ciągu roku. 91 z nich to dzieci. Liczby rosną z miesiąca na miesiąc, a od czerwca porwania zdarzają się niemal codziennie. Niedawno w Nosy Be zaginęły dwie dziewczynki w wieku 8 i 13 lat - podaje Vatican News.

Jak wynika z raportu, ludzie znikają bez śladu. Najmłodsi są narażeni na ogromne ryzyko. Mogą paść ofiarą handlu organami. Proceder się rozprzestrzenia. Dzieci znikają ze stolicy, Antananarywy, ale także z krystalicznie czystego raju na Nosy Be, wyspy w wyspie, gdzie w kurortach mieszkają turyści za 2 tys. dolarów tygodniowo na głowę.
CZYTAJ DALEJ

Łódzkie/ Nie żyje 11-latek, który jadąc na hulajnodze, zderzył się z kombajnem

2026-08-03 17:56

[ TEMATY ]

wypadek

Adobe Stock

Nie żyje 11-letni chłopiec, który poruszając się hulajnogą elektryczną po drodze w miejscowości Sypień (Łódzkie), wjechał pod kombajn rolniczy. Na miejscu wypadku pracują policjanci, którzy pod nadzorem prokuratora wyjaśniają przyczyny tej tragedii.

Do wypadku doszło w poniedziałek około godz. 12.20 w miejscowości Sypień na terenie powiatu łowickiego.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję