Reklama

Historia

Minerka

Niedziela Ogólnopolska 31/2019, str. 26-27

[ TEMATY ]

Powstanie Warszawskie

Mateusz Wyrwich

Opaska Barbary Matys-Wysiadeckiej z Powstania Warszawskiego

Opaska Barbary Matys-Wysiadeckiej z Powstania Warszawskiego
Dodaj nasz portal do preferowanych źródeł Google
Artykuły z niedziela.pl będą pojawiać się częściej w Twoich wynikach wyszukiwania

Kiedy wybuchła wojna, miała 16 lat, małą maturę i wielkie plany na przyszłość. Z końcem sierpnia wracała do domu z wielką konwią miodu po wakacjach spędzonych u rodziców koleżanki. Mieszkała z matką i dziadkami w podwarszawskim Skolimowie.

Od pierwszych dni wojny pomagała w naprędce zorganizowanym przez Radę Główną Opiekuńczą w willi Corso szpitalu, dokąd zwożono rannych z Warszawy. Poszła na ochotnika do najprostszej posługi. Niebawem została stypendystką Szkoły Pielęgniarstwa PCK w Warszawie. W następnym roku działała już w Związku Walki Zbrojnej. – Choć chodziłam do szkoły pielęgniarskiej, którą skończyłam, nie zastanawiałam się, dlaczego przydzielono mnie do minerek. Uważałam, że moi przełożeni wiedzą lepiej, kto jest najbardziej potrzebny do walki z Niemcami – mówi Barbara Matys-Wysiadecka ps. Baśka. – Złożyłam przysięgę przed por. Zofią Franio. Dziewczyną niezwykle dzielną, która zginęła w drugim dniu Powstania.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Zimna krew minerki

Po przysiędze „Baśka” brała udział w regularnych zajęciach minerskich, głównie teoretycznych. Choć ćwiczenia poligonowe nie należały do rzadkości, to pierwsze praktyczne działania przypadły dopiero na Powstanie Warszawskie. Tymczasem „Baśka” łączyła naukę w szkole pielęgniarskiej z teorią o materiałach wybuchowych – ich składzie i zastosowaniu. A w wolnych od zajęć chwilach nosiła ładunki „ze zrzutów” na umówione kontakty.

Reklama

– Po jakimś czasie nie robiło to na mnie większego wrażenia. Musiałam zresztą umieć zachować zimną krew w każdej sytuacji – opowiada pani Barbara. – Jak choćby wtedy, kiedy wpadłam w czasie łapanki na ul. Bonifraterskiej. Odbierałyśmy z koleżankami materiały wybuchowe od naszych ludzi z podwarszawskiego Ożarowa. Wracałam wczesnym popołudniem, akurat wtedy, kiedy Niemcy zatrzymali tramwaj i rozpoczęła się rewizja. A miałam w paczce, takiej ładnie zawiniętej, jak na pocztę, kilkanaście butelek z chloranem potasu, który trzeba było delikatnie nieść. Stłuczenie powodowało nagłą eksplozję. Szczęśliwie Niemiec tylko poruszył moją paczką, ale kiedy usłyszał chlupotanie, kazał ją rozwiązać. Zaczęłam markować rozsupływanie sznurka, na co granatowy policjant, który towarzyszył Niemcom, gdy zobaczył moją niepewną minę, powiedział, że sprawdzi pakunek. Po czym powiedział, że to... „essing”, czyli ocet. Trochę mnie to nerwów kosztowało, ale dostarczyłam naszym chłopakom materiał na umówione miejsce, i to w określonym czasie.

Plecak przeciw czołgom

Po ukończeniu szkoły pielęgniarskiej w 1943 r. Barbara Matys rozpoczęła pracę jako higienistka w jednym z warszawskich internatów dla dziewcząt. Niebawem też w Inspektoracie Zdrowia. Mimo licznych zawodowych zajęć nie zaniedbywała pracy w podziemiu. – Jak był rozkaz, to trzeba go było wykonać – mówi. – Przecież od tego mogło zależeć życie ludzi.

Do powstania „Baśkę” wezwała łączniczka, która przyniosła rozkaz stawienia się w Śródmieściu. Znalazła się tam na kwaterze przed godz. 17 wraz z kilkoma koleżankami minerskiego patrolu. Kilkanaście metrów od Nowego Światu, którym zaczepnie jeździły już niemieckie czołgi.

– Przeszłam obok tych czołgów i znakomicie uzbrojonych niemieckich żołnierzy. Ja, krucha dziewczyna z ciężkim plecakiem, poczułam potęgę tej okupacyjnej armii – wspomina pani Barbara. – Nie byłam zniechęcona, ale zrobiło to na mnie wrażenie. Myślę, że oni wiedzieli już o mającym nastąpić wybuchu powstania i próbowali oddziaływać psychologicznie na ludność cywilną czy na nas, powstańców. Przez kilka godzin, od godziny W, czekałyśmy w mieszkaniu na dalsze rozkazy. Rankiem łączniczka dostarczyła nam rozkaz o przydziale do Oddziału Osłonowego Wojskowych Zakładów Wydawniczych, który podlegał bezpośrednio dowódcy Powstania Warszawskiego gen. Antoniemu Chruścielowi „Monterowi”.

Reklama

Kiedy przyszłyśmy, było dużo śmiechu, bo chłopcy i komendant spodziewali się potężnych chłopów, a tu... było nas wtedy pięć niezbyt potężnych i niespełna 20-letnich dziewczyn. Dowodziła nami 27-letnia instruktorka – ppor. Irena Bredel ps. Alina – opowiada Barbara Matys-Wysiadecka. – Niestety, nasz śmiech nie trwał długo – komendantka zginęła jeszcze tego samego dnia podczas pierwszej akcji na Pocztę Główną. To stało się tak szybko, że aż wydawało się nieprawdziwe. Wybiegła z pistoletem do ataku, choć nie musiała.

Rozplątany warkocz

„Baśka” uczestniczyła przez kilka kolejnych dni w ciężkich walkach o śródmiejskie ulice. Słyszała jęki rannych i konających. Niewidoczne powstańcze niebo zasłonięte było niemieckimi bombowcami i kurzem dogorywających kamienic. Wieczorem 19 sierpnia skierowano patrol minerski do boju o jedną z najważniejszych powstańczych barykad, którą był budynek Polskiej Akcyjnej Spółki Telefonicznej (Pasta). Dzięki mieszczącej się tam centrali telefonicznej Niemcy mogli utrzymywać bezpośrednią łączność z dowództwem w Kancelarii Rzeszy.

Pierwsze dwie minerki poszły czwartego dnia Powstania z zadaniem wysadzenia bramy wejściowej. Ostrzeliwane z górnych pięter budynku, a także z pobliskiego Ogrodu Saskiego wysadziły jednak bramę i cudem uszły z życiem. Telefoniczną twierdzę zdobyto dopiero po osiemnastu dniach walk. Zmasowany kilkugodzinny atak trwał w dzień i w nocy. Do sukcesu przyczyniły się minerki.

Reklama

– Wyszłyśmy ok. północy, 19 sierpnia, z kwatery oddalonej o kilka ulic. Ja, „Iza”, czyli Wanda Maciejewska, i „Hanka”, czyli Irena Grabowska. Było z nami jeszcze kilku saperów. Nieśliśmy kilkadziesiąt kilogramów materiałów wybuchowych – mówi pani Barbara. – Bez trudu znaleźliśmy się w mieszkaniu budynku przylegającego do PAST-y. Trzeba było zamontować ładunki wybuchowe i w skoordynowanej akcji o godz. 3 nad ranem trzy różne drużyny z kilku stron miały zaatakować. Nie do końca wiedziałyśmy, jakie ładunki zamontować, bo nie było dokładnego rozpoznania, jakiej grubości są te ściany. W każdym razie zamontowałyśmy je na trzecim piętrze, a odpalaniem zajął się „Jotes”, czyli kpt. Jerzy Skupieński. Myśmy z kilkunastoma saperami zeszły do piwnicy. W pewnym momencie nastąpił tak straszny wybuch, iż wyglądało na to, że nastąpił koniec, że nas przysypało bezpowrotnie. Ale mimo obaw z łatwością się stamtąd wydostaliśmy. Pobiegliśmy na to „wybuchowe” piętro, a tam już była od naszego ładunku wywalona wielka dziura do PAST-y. Niemcy jednak szybko się zorganizowali i zaczęli nas ostrzeliwać. Chłopcy pobiegli z bronią do ataku. Była straszliwa strzelanina. Strzelali i Niemcy, i nasi. Nie wiadomo było, od kogo dostanie się kulę, bo nasi też byli w niemieckich mundurach. Dzięki Panu Bogu rozplątał mi się nagle warkocz i wysunął spod czapki. Po tym można było poznać, że nie jestem Niemcem. Jak się później dowiedziałam, cichociemny mjr Stefan Mich „Kmita”, zobaczywszy moje włosy, zakrzyknął: „Nie strzelać, to nasi!”.

Po osiemnastu dniach walki – 20 sierpnia ok. godz. 13 niemiecka twierdza została zdobyta. Po stronie powstańców pod dowództwem rtm. Henryka Leliwy-Roycewicza brało udział ok. trzystu żołnierzy z różnych zgrupowań. Niemców, uzbrojonych w karabiny i pistolety maszynowe, było o połowę mniej. Poległo z każdej ze stron kilkudziesięciu żołnierzy.

* * *

Barbara Matys-Wysiadecka ma dziś 96 lat. W czasie Powstania Warszawskiego była żołnierzem Kobiecych Patroli Minerskich Związku Odwetu Kedywu Okręgu AK Komendy Głównej – Oddział VI Biura Informacji i Propagandy – Oddział Osłony Wojskowych Zakładów Wydawniczych. Po Powstaniu w stopniu starszego sierżanta, dziś – porucznik. Odznaczona m.in. Krzyżem Walecznych, Krzyżem Armii Krajowej, Warszawskim Krzyżem Powstańczym, w 2007 r. zaś Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski. Jak wspominają koleżanki i koledzy z AK – opanowana i nad wyraz dzielna. W Powstaniu walczyła do końca, później wraz z tysiącem innych trafiła do niemieckich obozów jenieckich. Wróciła do Polski w maju 1945 r. Dwa lata później była szykanowana przez Urząd Bezpieczeństwa. Uniemożliwiono jej również podjęcie studiów medycznych. Pracowała w wyuczonym zawodzie pielęgniarki do emerytury w 1981 r. Do dziś mieszka w swym rodzinnym Skolimowie.

2019-07-31 10:15

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Ocena: +1 0 dodaj do źródeł Google

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Zbiorowa pamięć

Niedziela zamojsko-lubaczowska 33/2022, str. I

[ TEMATY ]

Powstanie Warszawskie

Jan Cios

Przed zamojskim ratuszem

Przed zamojskim ratuszem

Każdy naród, który walczy o swoją wolność i niepodległość zasługuje na szacunek – podkreślił prezydent Zamościa podczas uroczystości upamiętniającej bohaterów Powstania Warszawskiego.

Z okazji 78. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego w Zamościu odbyły się uroczystości patriotyczne, które jak co roku miały wyjątkowy charakter. Zamojskie upamiętnienie bohaterskich powstańców rozpoczęło się o godz. 15.30 Mszą św. w katedrze.
CZYTAJ DALEJ

Andrea Tornielli: Leon XIV wraca do domu, na ziemię pełną sprzeczności, ale bogatą w nadzieję

2026-11-06 06:48

[ TEMATY ]

Leon XIV w Ameryce Południowej

pexels.com

Papież Leon wraca do domu. Powraca na kontynent, na którym przez ponad 20 lat posługiwał najpierw jako misjonarz, a następnie jako biskup. Peru, ostatni i najdłuższy etap podróży apostolskiej, która rozpocznie się w najbliższych godzinach i zaprowadzi go najpierw do Urugwaju i Argentyny, nie jest ojczyzną Roberta Francisa Prevosta, pierwszego papieża urodzonego w Stanach Zjednoczonych. Można jednak ten kraj uznać za drugą ojczyznę papieża, ojczyznę serca.

Świadczą o tym pierwsze słowa wypowiedziane przez Leona XIV zaledwie kilka minut po wyborze. Kiedy pojawił się na centralnej loggii Bazyliki św. Piotra, pozdrowił zgromadzonych wiernych oraz tych, którzy śledzili wydarzenie na całym świecie. Najpierw uczynił to po włosku - jak przystało na biskupa Rzymu - a następnie po hiszpańsku, kierując szczególne pozdrowienie do „mojej umiłowanej diecezji Chiclayo w Peru, gdzie wierny lud towarzyszył swojemu biskupowi, dzielił z nim wiarę i dał tak wiele, tak bardzo wiele, aby nadal być Kościołem wiernym Jezusowi Chrystusowi”.
CZYTAJ DALEJ

Kard. Parolin: Papież w Ameryce Łacińskiej – świadek jedności i pojednania

2026-11-06 11:05

[ TEMATY ]

kard. Parolin

Leon XIV w Ameryce Południowej

Vatican Media

Sekretarz Stanu Stolicy Apostolskiej kard. Pietro Parolin

Sekretarz Stanu Stolicy Apostolskiej kard. Pietro Parolin

Urugwaj, Argentyna i Peru czekają na Następcę św. Piotra, który w piątek 6 listopada rozpoczyna swoją szóstą zagraniczną podróż apostolską. Sekretarz stanu Stolicy Apostolskiej kard. Pietro Parolin wskazuje, że spotkanie z lokalnymi wspólnotami będzie „pełne wspomnień, serdeczności i wdzięczności”.

Podróż Leona XIV do Urugwaju, Argentyny i Peru będzie pełna spotkań oraz bogata we wspomnienia. Te trzy kraje łączą chrześcijańskie korzenie i wielkie wyzwania społeczne. Szósta zagraniczna podróż apostolska Leona splata w sobie głoszenie Ewangelii z troską o młodzież, ubogich i ludy Amazonii, pod hasłem jedności i pojednania. Kard. Parolin podkreśla, że „również w Ameryce Łacińskiej bardziej niż kiedykolwiek istnieje potrzeba przezwyciężenia silnych polaryzacji społecznych, a pierwszą misją Kościoła jest dawanie świadectwa jedności, aby być zaczynem pokoju, dialogu i zgody”.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję