Kiedy zbliża się czas święceń, kiedy w naszym Kościele narodzą się nowi diakoni i prezbiterzy, zawsze przypominam sobie dobrze znane powiedzenie: dać światu księdza więcej znaczy niż wybudować katedrę. Bo i jak funkcjonowałyby nasze świątynie, gdyby nie było w nich szafarzy świętych sakramentów, pasterzy wspólnoty kościelnej i nauczycieli wiary? Przyzwyczailiśmy się do tego, że ksiądz jest i był, a dodatkowo myślimy, że pewnie zawsze będzie. I oby tak było, bo przecież „żniwo wielkie, a robotników mało”. W tym przypomnieniu ważności kapłana w naszym życiu wiary chodzi mi też o to, abyśmy nie przegapili tego czasu narodzin nowych kapłanów.
Święcenia w diecezji to jest naprawdę jedno z najważniejszych wydarzeń dla lokalnego Kościoła. Warto to zaznaczyć swoją obecnością na tych święceniach, nawet jeśli kandydaci do święceń są nam zupełnie nieznani. A może któryś z nich będzie naszym wikariuszem, spowiednikiem, a kiedyś proboszczem? Jak się za niego już teraz porządnie pomodlimy, to jest większa szansa, że nie straci swojej pierwotnej gorliwości.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Kiedy rodzi się człowiek, niesłychanie ważna jest dla niego obecność najbliższych. Dla nowego diakona czy kapłana to też bardzo ważne, jeśli na jego święceniach pojawią się współbracia w kapłaństwie i wierny lud, pośród którego przyjdzie mu pracować.
Reklama
Czas święceń rozpoczyna też czas intensywnej modlitwy o nowe powołania kapłańskie i zakonne. Może to tylko przypomnienie, ale dobrze będzie, jeśli w każdym nabożeństwie majowym czy czerwcowym będziemy pamiętać o tej intencji, jeśli będzie ona obecna w modlitwie wiernych, w każdej Mszy św. Skoro dać światu kapłana to tak, jakby wybudować kościół, to warto wykorzystać każdą okazję do tego, żeby światu nie zabrakło kapłanów. Tą okazją jest też nasza kultura mówienia o kapłaństwie.
Z czasów, kiedy byłem rektorem seminarium, zapamiętałem rozmowę z młodym licealistą. Zaczęło się od jego zachwytów nad liturgią, nad umiłowaniem modlitwy. Przyznał się nawet do częstego myślenia o tym, żeby zostać księdzem. „To dlaczego nie wstąpisz do seminarium?” – zapytałem. „Bo się boję, bo gdyby ksiądz słyszał, jak w mojej rodzinie mówi się źle o księżach, gdyby ksiądz słyszał, jak moi koledzy w liceum śmieją się z kapłanów, to by ksiądz zrozumiał, że się boję, że kiedyś śmialiby się i ze mnie”.
Jego powołanie było widocznie jeszcze za słabe, skoro nie potrafił pokonać tej przeszkody. Ale pomyślmy, czy nasze nieodpowiedzialne mówienie o księżach nie jest czasem małym przyczynkiem do zabijania w młodych ich powołania? A przecież dać światu księdza to jak wybudować katedrę!