Reklama

Felietony

Czy istnieją trzy kościoły?

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Kończy się kazanie, z kościoła wychodzi rozemocjonowane małżeństwo. Przypadkowo ocierają się o mnie. Tknięty przeczuciem wychodzę wraz z nimi. Jestem zaintrygowany oburzeniem, które maluje się na obliczu starszego, przyjemnie wyglądającego pana i jego ładnej żony.

– Wychodzicie? – pytam nieco obcesowo.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

– Tak, bo to nie jest w naszym stylu – odpowiada żona.

– Takie kazania są zbyt radykalne – mężczyzna już lekko odsapnął i jego głos brzmi spokojnie.

– Przecież ksiądz nic nie mówił o polityce – odpowiadam.

– Tak, ale jak można powiedzieć, że tylko wiara w Jezusa jest drogą do prawdy? Przecież dróg jest wiele. Jak można grozić ludziom szatanem i piekłem? Jak można mówić, że na zbawienie trzeba zasłużyć?! – wyrzuca z siebie kobieta.

– Ten kapłan należy do Kościoła radykalnego, to nie jest nasz styl, my poszukamy Kościoła umiarkowanego – kwituje mężczyzna i ująwszy żonę, odchodzi.

Ta sytuacja skłoniła mnie do gruntownej refleksji nad tym, czy w Polsce funkcjonują dwa Kościoły: radykalny i umiarkowany, a może jest jeszcze trzeci, ten najbardziej pożądany przez „Gazetę Wyborczą” – Kościół postępowy, w którym ks. Lemański zasiada tam, gdzie zwykle przewidziano miejsca dla biskupów i starszych kapłanów.

Reklama

Czym miałby się charakteryzować taki „postępowy Kościół”? Ano tym, że nie stawia ludziom przed oczy żadnej moralistyki, wymagań, że stara się podążać z duchem czasu i przemawiać zgodnie z tym, jakie w tym świecie panują mody i poglądy. To Kościół nieepatujący koloratkami i habitami, skupiony na wtapianiu się w rzeczywistość i korzystaniu z jej atrybutów, na naśladowaniu rzeczywistości. To Kościół, w którym ks. Kazimierz Sowa codziennie może udowadniać, jaki jest trendy i na czasie. Taki Kościół świetnie sprzedaje się w mediach, a jednocześnie nie nudzi zbyt długimi katechezami.

Myślicie, że zmyślam? Kilka miesięcy temu byłem w Warszawie na nabożeństwie w „duszpasterstwie środowisk twórczych”. Organista – jak u protestantów – wraz z instrumentem siedział między ludźmi. Uczestnicy Mszy św. swobodnie rozmawiali między sobą i spacerowali po sali, gdzie odbywało się nabożeństwo. Wszystko tam wydało mi się jakieś obce, nie z mojego świata.

Na dodatek musiałem wysłuchać kazania, w którym czołowym autorytetem i drogowskazem postaw stał się – znany mi jeszcze z Krakowa – Jerzy Pilch ze swoimi rozważaniami na temat samobójstw. Potem ksiądz gładko przeszedł do usprawiedliwiania samobójstwa pewnego młodego, obiecującego reżysera, który powiesił się w czasie trwania festiwalu filmowego w Gdyni.

– Ludzie wrażliwi czasem tak reagują na brutalność świata. Nie sądźmy ich, bo nie wiemy, co na ich temat myśli nasz Pan – usłyszałem. Powoli wyszedłem z kościoła. Gdyby wtedy trafił się ktoś, kto chciałby ze mną porozmawiać, to pewnie usłyszałby, że to zbyt progresywne jak na moje rozumienie Kościoła i jego misji. Co z tego wynika? Istnieją rzeczywiście dwa, a może nawet trzy Kościoły w łonie jednego polskiego Kościoła katolickiego? Czy jednak istnieją naprawdę?

Reklama

Jeszcze słowo o tym Kościele umiarkowanym, który ma się tak korzystnie różnić od tego radykalnego. W umiarkowanym rozumieniu katolicyzmu jest miejsce na „ekumenizm” z innymi wyznaniami. Przecież nie możemy innowierców epatować naszym przekonaniem o katolickiej wyjątkowości. Stąd się biorą – zaskakujące dla mnie – „dni islamu w Kościele”. Przypomnę, że islam nie uznaje boskości Jezusa Chrystusa ani wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, uważa dogmat o trójjedności Pana Boga za bluźnierstwo i politeizm, a przejście z islamu na chrześcijaństwo chciałby traktować nawet karą śmierci. Islam uważa chrześcijan za ludzi gorszego gatunku niż wyznawcy Allaha i jego proroka Mahometa. Jaka zatem idea przyświeca celebrowaniu islamu w naszych kościołach?

Być może mam rozumek mniejszy niż Kubuś Puchatek i stąd tego – w żaden sposób – pojąć nie potrafię. Nie potrafię też wierzyć tak, jak nakazuje mi „Tygodnik Powszechny”. Warto się zresztą zastanowić, czy w ogóle istnieje taka wiara, jaką postulują publicyści tego tygodnika.

Może więc istnieje Kościół, który jest przeznaczony dla tych wierzących „bardziej estetycznie”, skłonnych do kompromisów i nienarzucających swojego widzenia świata tym, którzy widzą ten świat zgoła inaczej?

No proszę, widzicie, jak łatwo dać się wpędzić w jakieś chore meandry myślenia, w kompleksy z powodu klarownego wyznawania tego, do czego wiara jest niezbędnie potrzebna! Sytuacja wiary jest tak logiczna i prosta, że można ją opisać jedynie za pomocą logicznych stwierdzeń, mowy „tak, tak; nie, nie”. To sytuacja absolutnie zerojedynkowa. Jeśli bowiem ktoś ma wiarę, to ona pcha go do coraz mocniejszego zanurzania się w jej źródle – Jezusie Chrystusie. Jeśli natomiast wiary nie ma, to nie pomogą mu najbardziej uczone traktaty i wyrafinowane sylogizmy. Wiara po prostu jest albo jej nie ma. Jeśli jest, to nie ma takiego radykalizmu, takiego poświęcenia, które mogłyby ją zatrzymać.

Reklama

Nie ma wiary radykalnej i umiarkowanej. Ona albo jest, albo ktoś udaje, że ma z nią do czynienia, a tak naprawdę to sam nie wie, co mu się w duszy kotłuje. Nie istnieje wiara z przymiotnikami: radykalna, słaba, postępowa, gnostycka etc. Wiara – jeżeli jej łaska jest ci dana – porywa jak ocean i nie wypuszcza ze swojego świata. Tak więc może być wiara prawdziwa albo jej zewnętrzna imitacja, która pęka przy zderzeniu z najmniejszą nawet trudnością. Gram wiary to cud, którego nie da się opisać ani zamknąć w żadnym naukowym traktacie.

Czy zatem może istnieć Kościół umiarkowany? To tak, jakby chcieć mieć umiarkowanie zimny płomień albo niezbyt jaskrawe światło. Można... ale do czego wiedzie takie pojmowanie świata i religii? Powiem wam: wiedzie do zamrożenia w sobie wiary, do narzucenia racjonalności zdarzeniom, które nic z racjonalnością i kalkulacją nie mają wspólnego. Kościół umiarkowany to Kościół akceptujący co prawda Chrystusa, ale niewielbiący Jego metod.

Jak bowiem taki „Kościół umiarkowany” interpretuje gniew Pana, gdy ujrzał przekupniów w świątyni Ojca? Czy skręcenie rzemiennego bicza i chłostanie nim przekupniów mieści się w ramach „Kościoła umiarkowanego”? A może mieszczą się w nim pogadanki pewnego popularnego „publicysty katolickiego”, który twierdzi, że zwierzęta też posiadają duszę, spotkamy je w niebie i stąd powinien wynikać zakaz polowań na nie?

A może zatem „Kościół postępowy” jest jakimś sensownym wyjściem? To przecież Kościół, który wnikliwie obserwuje świat i doskonale się do niego dostosowuje, zmienia się wraz ze światem. Prowadzi w konsekwencji do tego, że w niektórych belgijskich kościołach na Mszach św. dla dzieci zamiast Ewangelii czytane są fragmenty „Małego Księcia”. Ponoć Ewangelia jest dla dzieci zbyt drastyczna.

Reklama

Jednak czy Kościół ma zmieniać świat, czy też się do niego – w sposób bezkonfliktowy i tolerancyjny – dostosowywać? Muszę was rozczarować: uważam, że podobnie jak nie ma iluzorycznych „Kościołów”, tak nie istnieje także „Kościół radykalny”.

Jest tylko jeden prawdziwy i wiodący do zbawienia Kościół święty, a jeśli macie wątpliwości i zaczynacie myśleć, że jest on zbyt radykalny, to znaczy, że to już nie od dobrego pochodzi, ale wręcz przeciwnie.

Takie jest moje myślenie o „różnych rodzajach katolicyzmu”. Paradoksem przy tym jest fakt, że ten najbardziej „oświecony” katolicyzm jest najbardziej ciemną i beznadziejną formą wiary – o ile w ogóle jakaś wiara się w nim tli. Jest drogą do zniewolenia. To, co radykalne z pozoru, jest jedynie prawdziwe.

2018-04-25 11:29

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Czy wiara przestaje być potrzebna do życia?

Może warto odwrócić pytanie, które wielu dziś sobie zadaje: nie – dlaczego niektórzy odchodzą od Kościoła?, lecz – dlaczego większość zostaje? Czy Polacy odchodzą od Boga? Czy wiara przestaje być do życia potrzebna? Jak czytać najnowsze badania CBOS, które pokazują duży spadek religijności wśród nas? Co zrobić, by nie popadać w rozpacz, ale także nie bagatelizować tych wyników? O komentarz poprosiliśmy teoretyka i praktyka, czyli medioznawcę i księdza proboszcza.

Starsi parafianie z mojej wspólnoty wspominają czasy, kiedy parafia św. Joachima była jedyną w całym sosnowieckim Zagórzu i liczyła sobie prawie 40 tys. mieszkańców. Rzeczywiście, kiedy popatrzy się w księgi metrykalne z tamtych czasów, to liczba chrztów czy ślubów może zaimponować. Te sakramenty były liczone w setkach rocznie. Zaskoczył mnie jedynie fakt, że w tamtych czasach pracowało w tej parafii czterech księży. Czyli tylu, ilu dzisiaj pracuje w parafii niespełna 10-tysięcznej. Kościół też wystarczał na pomieszczenie wszystkich wiernych, choć z pewnością był bardziej wypełniony niż dzisiaj. Według mnie, świadczy to o tym, że kiedy z nostalgią wspominamy „dawne czasy” i „pełne kościoły”, to odrobinę idealizujemy przeszłość. Oczywiście, liczby nie kłamią: procentowo wiernych w naszych świątyniach ubywa. Zwłaszcza dotyczy to młodych, ale nie jest to aż tak drastyczny kryzys, jak mogłoby się wydawać.
CZYTAJ DALEJ

40 pytań Jezusa: "Czego szukacie?"

Każdego dnia Wielkiego Postu podamy Ci jedno konkretne pytanie, które Jezus zadaje w Ewangeliach (np. „Czy wierzysz?”, „Czego szukacie?”, „Czy miłujesz Mnie?”). Bez moralizowania. Niech to będzie zaproszenie do osobistej konfrontacji i zmierzenie się z własnymi trudnościami w czasie tegorocznej wielkopostnej drogi.

Wielki Post można zacząć nie od wyrzeczenia, lecz od pytania o pragnienie. Jezus nie pyta, czego się boisz ani czego ci brakuje. Pyta, czego szukasz! Pod powierzchnią codziennych spraw kryją się głębsze tęsknoty. To one prowadzą cię przez życie – albo w stronę Boga, albo w stronę pozorów.
CZYTAJ DALEJ

Polak uratował życie młodej Amerykance. Zobacz poruszającą historię!

2026-02-18 20:44

[ TEMATY ]

dawca szpiku

canva.com

Amerykanka, która zmagała się z rzadkim nowotworem, zaprosiła na swój ślub mężczyznę z Polski, dzięki któremu mogła stanąć na ślubnym kobiercu. Karol jest bowiem dawcą szpiku, który uratował jej życie.

Kaedi Cacela z Chicago to młoda kobieta, która usłyszała od lekarzy dramatyczną diagnozę. Jej organizm mierzył się z zespołami mielodysplastycznymi, czyli grupą nowotworów układu krwiotwórczego. Jedyną szansą na pokonanie rzadkiej choroby był przeszczep szpiku.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję