Reklama

Niedziela Kielecka

O ratowaniu i mordzie Żydów w Wólce w gminie Kije

Zła się nie ulękli. Ratowali

Tragiczne losy rodziny Lechów mieszkających w Wólce, wsi położonej między Włoszczowicami, a Gołuchowem, splotły się z faktem ratowania przez nich gromady Żydów w czasie II wojny światowej. Zbrodnia dokonana w odwet przez Niemców wydarzyła się w lipcu 1943 r. Lechowie nigdy nie otrzymali tytułu Sprawiedliwi wśród Narodów Świata. Ilu takich Lechów było – jest, na Kielecczyźnie, w Polsce?

Niedziela kielecka 15/2018, str. I

[ TEMATY ]

historia

Żydzi

TD

W gospodarstwie Lechów przechowywano Żydów, uciekinierów z getta. Nieraz nawet do 30 osób

W gospodarstwie Lechów przechowywano Żydów, uciekinierów z getta.
Nieraz nawet do 30 osób

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Uczestnikiem wydarzeń był 14-letni wówczas Jan Lech, dzisiaj liczący 89 lat. Nadal mieszka we wsi, w pewnym oddaleniu od miejsca tragicznych wydarzeń. Ma kilkaset zł renty i słuch uszkodzony trwale w czasie obławy.

Lechowie

Trudno się dziwić, że okolice Gołuchowa i Wólki wybierali Żydzi rozpaczliwie szukający ratunku przed deportacją. Tereny do dzisiaj są dość odległe, choć nie odludne, osiedlają się nowi, bywają letnicy.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Rodzina Lechów od dawna osiadła w okolicy. Franciszek Lech – ojciec Jana urodził się w 1890 r. Brał udział w I wojnie światowej, był w niewoli niemieckiej. Po powrocie w 1918 r. został ponownie powołany do wojska do Kielc, a po zakończeniu I wojny światowej powrócił do domu. Stryj Wacław zginął na froncie w czasie I wojny, a stryj Stanisław mieszkający k. Radomia w Helenowie brał udział w kampanii wrześniowej 1939 r.

TD

Jan Lech, bezpośredni uczestnik wydarzeń 1943 r.

Jan Lech, bezpośredni uczestnik wydarzeń 1943 r.

Po kapitulacji twierdzy Modlin szczęśliwie powrócił w rodzinne strony. Rodzinie nieobce były więc czyny wojenne i obowiązek patriotyczny. – Ojce wiedzieli, że pomóc trzeba było – opowiada dzisiaj Jan Lech.

Reklama

– Na skraju lasu w Wólce, w odległości 100 metrów od wsi stoją obecnie inne zabudowania, ale to właśnie dawna ojcowizna Lechów, miejsce zbrodni hitlerowskiej. Tu w bestialski sposób zostali zabici Żydzi, część żywcem spłonęła w podpalonych przez Niemców zabudowaniach, umierając w męczarniach. Nie byli stąd, to Żydzi uciekinierzy, wysiedleńcy. Spokojne miejsce z daleka od głównych dróg, wsi, wydawało się idealne – opowiada Bogdan Skrobisz, nauczyciel z Kij, który od kilku lat zajmuje się tą sprawą. Ci Żydzi, polscy obywatele mieli twarze, imiona, życiorysy. Nie byli anonimową masą. Pewnie ich nazwisk nie poznamy już nigdy.

Co jest za płotem

Z opowiadań starszych mieszkańców Włoszczowic, którzy przechodzili w pobliżu do swoich pól na tzw. gołuchowskim wynika, że miejsce miało być ogrodzone gęstym wysokim płotem tzw. plecionką z wikliny, leszczyny. Dzieci, pędzące krowy i gęsi na łąki były ciekawe, jak wygląda podwórko, a właściwie, co tam jest za tym wysokim ogrodzeniem…? Skradały się i poprzez szpary dostrzegały kobiety, mężczyzn i dzieci żydowskie, których według nich było bardzo dużo. Strach był jednak silniejszy niż ciekawość, szybko wracały więc do swoich stadek gęsi.

Zabudowania stanowiły jeden ciąg: dwa drewniane domy, obora i stodoła pod jednym dachem krytym strzechą. W ogrodzie stało kilkanaście pszczelich uli. To tu w 1929 r. urodził się Jan Lech.

Lata 1942/43 dla Żydów były szczególnie ciężkie. Ruszyła masowa eksterminacja. Z pobliskiego Chmielnika z getta wysiedlono ponad 10-12 tysięcy Żydów, kierując ich do obozów śmierci. 6 października 1942 r. gestapowcy zabili 200 osób, a ponad 9 tys. wysiedlono z getta w kierunku Chęcin. Drugi etap wysiedlania, czy raczej Zagłady, miał miejsce 16 listopada, wówczas złapano 700 osób i transportowano w kierunku Stopnicy. 10 grudnia 1942 r. 200 osób skierowano na Staszów. Do akcji likwidacyjnych Niemcy używali specjalnych oddziałów litewskich i ukraińskich zwanych „Schraff Commando”. Ogromna część – niemal wszyscy – chmielniccy Żydzi zginęli w Treblince.

Reklama

Żydzi, którzy zdołali umknąć rozpaczliwie szukali schronienia, Wólka wydawała się idealna. Ojciec Jana, Franciszek z pełną świadomością, co grozi za ukrywanie Żydów, zgodził się udzielić pomocy. Do Wólki zaczęli przybywać Żydzi z Chmielnika, Piotrkowic, Kij i innych miejscowości. – Liczba ich była ruchoma, od kilku do nawet 24. Przez te kilka miesięcy przewinęło się ich dosyć sporo – jedni przychodzili, inni odchodzili – mówi Bogdan Skrobisz. Zdaniem Jana Lecha – bywało ich nawet i 30.

– O tym, że w Wólce ukrywają się Żydzi, wiedzieli mieszkańcy sąsiednich wiosek: Włoszczowic, Gołuchowa, gdyż u okolicznych gospodarzy odbywało się zaopatrywanie w żywność. Dziewczęta i chłopcy, którzy chodzili na jagody, widzieli wyglądające dzieci żydowskie ze szczytu zabudowań, które chowały się natychmiast, gdy spostrzegły, że są obserwowane – opowiada Bogdan Skrobisz.

Rozpętało się piekło

Czy ktoś wydał Żydów i rodzinę Lechów? Odpowiedź na to pytanie wymaga szczegółowej kwerendy, m.in. w IPN (która trwa i o wynikach której poinformujemy Czytelników). Ale może tej prawdy nie poznamy nigdy? Bezspornym faktem pozostaje pomoc Lechów, niewiadoma liczba uratowanych Żydów, niemiecki mord na dziewięciu Polakach wyznania mojżeszowego i Wojciechu Lechu. W mordzie brał udział specjalny oddział żandarmerii z Jędrzejowa w sile drużyny.

Może coś powiedział ten Żydek, co zwykle starał się o chleb, może on wydał na mękach rodzinę Lechów? Siulim („Siulimek” mówi Jan Lech) dostał się w ręce niemieckiego oddziału z Jędrzejowa. Przybył do Kij po pożywienie. Bogdan Skrobisz uważa, że nie zdradził miejsca ukrywających się współbraci, podobnie jak mieszkańcy wsi.

Reklama

Być może miejsce wydał przebywający wówczas w Kijach Stanisław U., skazany w 1948 r. wyrokiem „Sierpniówek” na 5 lat pozbawienia wolności. („Sierpniówki” to procesy wytaczane po wojnie na mocy dekretu „O wymiarze kary dla faszystowsko-hitlerowskich zbrodniarzy” uchwalonego w sierpniu 1944 r. Na tej podstawie zapadło w polskich sądach około 20 000 wyroków, często pospiesznych, wpisujących się w „dialog” między rządem a narodem. Manipulacje „Sierpniówkami” odbywały się dla uzyskania politycznych celów – przyp. red.) Z kolei podejrzewany o donos komendant policji w Kijach został uniewinniony.

W tym dniu, „dniu piekła”, jak wspominali mieszkańcy, żandarmi mieli powiedzieć do Katarzyny Lech, jej sąsiadki i Jana stojących nieopodal domu: „Uciekajcie stąd szybko, bo za chwilę będzie tu piekło”. Kobiety umknęły do lasu, a Jan w kierunku domu, pod obstrzałem z broni maszynowej („nie wiem, co ja wtedy miałem w głowie”, powie dzisiaj). Pamięta żółty kolor kwiatów, w których na chwilę się schował, pamięta ryk palonych żywcem cielątek. Wólka została otoczona szczelnie od strony lasu i Gołuchowa.

Chłopak przedostał się do stodoły, gdzie schowani byli Żydzi. Niemieckie kule przeszywały słomiane poszycie, łaty, krokwie. Spadające odłamki parzyły ręce zakrywające głowy. Janowi w przerażeniu i panice udało się wydostać na drogę, gdzie przez łąki uciekał w stronę Włoszczowic, pod silnym obstrzałem, w „deszczu pocisków”. Skutki tego odczuwa do dziś, ma ciągły szum w uszach, niedosłyszy, używa aparatu słuchowego.

Żydów w zabudowaniach w tym dniu schroniło się dziewięcioro. Umierali w męczarniach w płonących zabudowaniach, głównie w stodole. Inni próbowali uciekać, ale ginęli od strzałów i pocisków. Gdy jeden z rannych Żydów uciekał w stronę Gołuchowa, zastrzelił go patrol żandarmów z Chmielnika. Ciała pomordowanych grzebali zmuszeni przez Niemców mieszkańcy Włoszczowic. Zakopywano w tych miejscach, gdzie zostali zastrzeleni.

Śmiertelne pogorzelisko

Reklama

Ojciec Jana – Franciszek, który szczęśliwie uszedł z życiem, pracował w tym dniu w polu przy ziemniakach, obok Zygmunt Kulik z Włoszczowic pasł krowy. Franciszek z przerażeniem i bólem patrzył, jak w płomieniach giną ludzie, jak płonie dorobek całego jego życia. Ukrytych w życie mężczyzn wytropili żandarmi; uratowała ich znajomość języka niemieckiego, którą Franciszek wyniósł z niewoli.

Nad gospodarstwem Lechów przez całe dnie unosił się swąd i dym.

Nikt nie pojawiał się w pobliżu pogorzeliska, by nie wpaść w ręce żandarmów, którzy systematycznie kontrolowali, czy nie wracają gospodarze, Żydzi? Ale Wojciech Lech, brat Franciszka zmęczony tułaczką po lesie przywlekł się do domu i, zmordowany, zasnął na kopcu z ziemniakami. Natychmiast zastrzelili go żandarmi z patrolu rowerowego. Wojciecha pochowano z rozkazu Niemców blisko miejsca, gdzie został zamordowany, tuż obok kopca. Brat Wojciecha Franciszek po miesiącu czasu zakupił trumnę, odkopał zwłoki brata i pochował go na własnej łące w pobliżu lasu. Tam, gdzie stoi teraz na łące drewniany krzyż.

Rodzina Lechów do nadejścia zimy ukrywała się we włoszczowickim lesie, gdzie cały czas towarzyszył im strach, głód oraz roje komarów. Później schronienia udzielił im Bolesław Lasak z Gołuchowa. Mieszkali u niego przez trzy miesiące. Sołtys Gołuchowa Władysław Kasza zorganizował dokumenty (Kenkarty) od żandarmów. Wreszcie w domu Pawłowskich doczekali końca wojny. Lechowie powrócili na spaloną Wólkę i z wielkim trudem odbudowali gospodarstwo od podstaw.

– Ta lekcja historii jest dowodem, że w gminie Kije udzielano pomocy bezbronnym Żydom. Rodzina Lechów tak w pierwszej, jak i w II wojnie światowej czynnie uczestniczyła w walce oddając życie i dobytek. Chciałbym, by młode pokolenie naszej gminy poznawało cichych bohaterów czasu II wojny światowej – mówi Bogdan Skrobisz. – Takie postawy indywidulanych ludzi i całych rodzin wciąż odkrywamy w woj. świętokrzyskim i w całej Polsce – podkreśla dr Tomasz Domański z kieleckiej delegatury IPN.

Panu Bogdanowi Skrobiszowi dziękuję za pomoc i współpracę.

***


Czy wiesz, że…
Medal „Sprawiedliwy wśród Narodów Świata” z gminy Kije otrzymały cztery rodziny: rodzina Kowalskich z Czechowa (1992); rodzina Kaszubów z Żydówka (1993); rodzina Boberków z Żydówka (1993), rodzina Wróblów z Czechowa.

2018-04-11 14:49

Ocena: +2 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Ślady na Skałce

Niedziela małopolska 24/2015, str. 7-8

[ TEMATY ]

historia

Archiwum Anny Flanek

Archiwalne zdjęcie upamiętniające niezwykłe spotkanie

Archiwalne zdjęcie upamiętniające niezwykłe spotkanie

„Czy ja wam mogę coś powiedzieć? – zapytał Papież, na co odpowiedzieliśmy gromkim: „Taaak!”. I Papież powiedział: „Ja was bardzo lubię”. Trudno opisać to, co nastąpiło po tych słowach. Skandowaliśmy długo i głośno: „My też! My też!”. Śpiewaliśmy i wiwatowaliśmy na jego cześć”

Scenę ze spotkania Jana Pawła II z młodzieżą na Skałce w piątek, wieczorem 8 czerwca 1979 r., przywołuje Anna Flanek, która znalazła się w gronie osób witających Ojca Świętego w imieniu działających w Krakowie Grup Apostolskich. Ich organizator, jeden z ówczesnych krakowskich duszpasterzy młodzieży, dzisiaj emerytowany kapłan – ks. prał. Antoni Sołtysik przypomina: – To był siódmy dzień wizyty Ojca Świętego w Polsce. Jan Paweł II od rana pielgrzymował po Małopolsce. A na przybycie naszego Papieża młodzież czekała od wielu godzin. Ks. Antoni dodaje, że wstępnie myślano, aby to spotkanie młodych z Janem Pawłem II zorganizować na krakowskich Błoniach, ale ówczesne, PRL-owskie władze nie wyraziły na to miejsce zgody. Kapłan przekonuje: – Myślę jednak, że spotkanie na Skałce, miejscu tak ważnym, z punktu widzenia historii Kościoła, Polski, Krakowa, miało sens.
CZYTAJ DALEJ

Medjugorie: Zatrzymany Polak przyznał się do winy i ujawnił motywy profanacji

2026-08-01 07:41

[ TEMATY ]

Medjugorie

Adobe Stock

Obywatel Polski Bartłomiej K. przyznał, że zbezcześcił figury Matki Boskiej i podpalił plenerowy ołtarz kościoła św. Jakuba w Medjugorie. Podczas przesłuchania powołał się na przekonanie, że objawienia w Medjugorie i twierdzenia wizjonerów są oszustwem. Według ustaleń prokuratury, przestępstwo było planowane od kilku miesięcy - podaje chrowacki portal jutarnji.hr oraz opoka.org.pl.

W nocy z 27 na 28 lipca w Medjugorie doszło do serii aktów wandalizmu wymierzonych w miejsca modlitwy. Zbezczeszczone zostały figury Matki Bożej. Pozostawiono obraźliwe napisy, a także podpalono ołtarz znajdujący się na terenie sanktuarium.
CZYTAJ DALEJ

Wizerunek Leona XIV pierwszy raz na monetach. Jakie nominały mają papieskie numizmaty?

2026-08-04 19:37

[ TEMATY ]

wizerunek

Papielż Leon XIV

monety

numizmaty

Vatican Media

Pierwsza edycja monet watykańskich podczas tego pontyfikatu

Pierwsza edycja monet watykańskich podczas tego pontyfikatu

Ukazała się pierwsza edycja monet watykańskich za pontyfikatu Leona XIV. Na ośmiu nowych monetach wygrawerowano herb i wizerunek obecnego papieża.

Jak informuje Gubernatorat Państwa Watykańskiego, inspiracją dla artystów-grawerów był papieski herb: lilia, symbol czystości i pobożności maryjnej, oraz płonące serce przebite strzałą nad otwartą księgą, symbol duchowości augustiańskiej i mocy Słowa Bożego, zdolnego przemienić ludzkie serce. Gubernatorat zwraca uwagę, że nie był to wybór estetyczny, lecz prawdziwy hołd złożony Papieżowi i bezpośrednie nawiązanie do nowego pontyfikatu.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję