Dzielimy się radością nadesłanych listów od Magdaleny Trudzik i Agaty Michalskiej z Radymna, które wyjechały do posługi wolontaryjnej na misje. Jak zapowiadały, przesłały listy i garść fotografii. Duch Święty posłał apostołów, a dziś także młodych wolontariuszy. Pamiętajmy o nich w modlitwie. Jest taka możliwość na antenie Radia FARA w każdą środę i sobotę podczas modlitwy różańcowej o godz. 15.35, a dodatkowo w jarosławskim opactwie każdego 30. dnia miesiąca sprawowana jest Eucharystia w intencji Magdy i Agaty
Minął już ponad miesiąc, odkąd jestem w Hondurasie. Miesiąc nowych doświadczeń i codziennych cudów. Mogłam przyjechać do Tegucigalpy dzięki Waszej dobroczynności i wsparciu. Każdego dnia jestem ogromnie wdzięczna za ten dar i pamiętam o Was w modlitwie, zachowując Was w moim sercu. Wszystko rozpoczęło się 17 marca, kiedy po 24-godzinnym locie szczęśliwie wylądowałam na lotnisku w Tegucigalpie. Z wielką radością zostałam przywitana przez moją wspólnotę – cztery dziewczyny: Annę z Francji, Klaudię z Polski, Estefanię z Ekwadoru oraz Solen z Francji. To właśnie one wprowadzają mnie codziennie w tutejszą rzeczywistość i pomagają mi się zadomowić. O naszych Przyjaciołach mogłabym pisać dużo, każdego dnia kogoś poznaję, nie znalazłam jeszcze dobrego sposobu na zapamiętanie wszystkich imion i korelacji rodzinnych. Ale idzie mi już coraz lepiej. Zaprzyjaźniam się z wszystkimi, którzy są blisko naszego Domu Serca. Są to ludzie z naszej dzielnicy, sąsiedzi, młodzi z naszej parafii, rodziny, które od lat przyjaźnią się z Domami Serca, dzieci z sąsiednich ulic, wszyscy ci, którzy przychodzą do naszego domu choćby tylko po to, by zamienić parę słów i napić się wody.
Reklama
Dzień rozpoczynamy zwykle o godz. 7 jutrznią w naszej domowej kaplicy. Później jest czas śniadania, domowych obowiązków, zakupów czy nauki języka, jakże potrzebnego dla niektórych. W tym czasie przeznaczamy również jedną godzinę na Adorację Najświętszego Sakramentu. Każdego dnia jedna osoba ze wspólnoty jest odpowiedzialna za przygotowanie posiłków dla wszystkich – przede mną zatem nowe wyzwania, również te kulinarne. Po obiedzie jest czas naszego apostolatu, kiedy to wychodzimy do ludzi z dzielnicy i odwiedzamy ich w domach lub rozmawiamy z nimi na ulicy. Czasem ktoś potrzebuje drobnej pomocy w domowych obowiązkach, a czasem są to tylko proste, życzliwe rozmowy. Ludzie są ciekawi, skąd przyjechałam, pytają o moją rodzinę i czy podoba mi się ich kraj oraz próbują wypowiedzieć i zapamiętać moje imię. Sami też opowiadają o swoich bliskich i swoim życiu. Brakuje podstawowych sprzętów domowych, a te, które są, mają już swoje zasłużone lata. Często brakuje wody, a pomieszczenia bywają bardzo brudne i zaniedbane. Mimo to ludzie zapraszają do swoich wnętrz, nie przejmując się nieposprzątanym domem, pustą lodówką czy brakiem krzeseł, by usiąść. Zawsze można się spotkać i porozmawiać.
Nasz apostolat to również czwartkowe odwiedziny w Domu Pomocy Społecznej oraz w więzieniu dla kobiet. Są to dla mnie szczególne wizyty, podczas których doświadczam prostoty, a zarazem wielkiej wartości ludzkiego spotkania. Nie znam historii tych ludzi, nie wiem, dlaczego dana kobieta jest w więzieniu, a dany staruszek spędza swoją starość bez rodziny. Nikt o to nie pyta. Prowadzimy proste rozmowy, trzymamy się za ręce, częściej tylko słucham i próbuję zrozumieć, a oni mówią i opowiadają. Podczas tych pogawędek widzę radość w oczach tych ludzi, co jest dla mnie małym potwierdzeniem, że pomimo bariery językowej moja obecność jest tutaj choć troszeczkę potrzebna. Piątek i sobota to dni, kiedy do naszego domu przychodzą dzieci z sąsiedztwa. Wspólnie gramy i bawimy się. Czasem to ja uczę jakiejś nowej zabawy z Polski, a czasem to dzieci zapraszają mnie do poznania ich ulubionych gier. Zawsze jest też czas na rozegranie meczu piłki nożnej. Sport ten jest tutaj bardzo ważny i wszyscy od małego trenują zawzięcie triki piłkarskie. To właśnie spotkanie z dziećmi rozpoczęło moją misję. Piątek był dniem mojego przyjazdu. Dzieci od razu po przybyciu otoczyły mnie, chcąc się pobawić z nową wolontariuszką. Po apostolacie wracamy do domu na modlitwę Nieszporami i wspólną kolację oraz udajemy się do naszej parafii na Mszę św. Wieczory spędzamy na rozmowach, wspólnotowych grach, bardzo często odwiedzają nas nasi młodzi przyjaciele z dzielnicy, którzy dzielą się z nami swoimi codziennymi radościami i smutkami. (...)
Wiem, że daleko w Polsce są ludzie, którzy mi kibicują i kiedy mam gorszy dzień, nic mi się nie chce i zastanawiam się, czy to wszystko ma sens, przypominam sobie o moich Darczyńcach i od razu siły i chęci wracają.
Agata, Tegucigalpa (Honduras)
* * *
Drodzy Przyjaciele!
Pierwsze dwa miesiące mojej misji minęły błyskawicznie! Każdy dzień był odkryciem, nauką, każdy wypełniony był obecnością drugiego człowieka. Nie jestem w stanie opowiedzieć Wam wszystkiego, ale myślę, że jeden dzień się tu zmieści.
Jest 6.30, kiedy otwieram oczy. Piątek. Najpierw widzę moje siostry ze wspólnoty, z którymi dzielę pokój – Carlę z Salwadoru i Charlotte z Francji. W kaplicy dołączają do nas Andrzej z Polski i Franciszek z Francji. Dzień zaczynamy od wspólnej Jutrzni i rozmyślania. Potem śniadanie, a zaraz po nim ruszamy na apostolat w Hogar de la Paz Sióstr Matki Teresy z Kalkuty. Otwieram drzwi naszego domu w Barrios Altos – ubogiej, ale tętniącej życiem dzielnicy Limy, która jest sercem i stolicą zachwycającego Peru. Idąc naszą ulicą, mijam niskie, kolorowe domki, pozlepiane ze sobą w szeregi, i dzieci biegające pośród samochodów, psów i śmieci. Wszyscy żyją blisko siebie. Mogę zajrzeć do otwartych na oścież domów, mogę zajrzeć w oczy każdej mijanej osobie – nikt tu nie chodzi wpatrzony w ziemię, ludzie patrzą przed siebie i pozdrawiają mijanych przechodniów.
Reklama
Dzielnica sióstr jest niebezpieczna. Pod drzwiami ich domu zawsze spotykam oczekujących pomocy biedaków. Pierwszeństwo mają tu jednak niepełnosprawni – to jest ich dom. Ruszamy na górę, by pomóc przy praniu. Dom zamieszkuje kilkadziesiąt dzieci i dorosłych, ale nie ma w nim pralki. Codziennie na dachu urządza się wielkie, ręczne pranie. Do domu sióstr w porze posiłków przychodzi wielu pomocników, ponieważ prawie każdy podopieczny potrzebuje pomocy przy jedzeniu.
Ja karmię dziś Jose. Odwraca głowę, kiedy coś mu się nie podoba. Wtedy zaczynam śpiewać i znów wszystko jest dobrze. Nie mam pojęcia, czy rozumie cokolwiek z tego, co mu opowiadam, czy śpiewam, ale zawsze wtedy wydaje się spokojniejszy, czasem nawet uśmiecha się – delikatnie, kącikiem ust, a moje serce szczerzy się wtedy z radości. Tak niewiele trzeba, by dać i otrzymać szczęście. Szukam wielkich chwil i czynów, a szczęście ucieka mi ukryte w małych, niedocenionych rzeczach.
W drodze powrotnej mówimy Różaniec, odpowiadając niejako na doświadczenie siły tego domu w bezsilności jego mieszkańców. W każdej głowie rodzi się jednak odwieczne pytanie: dlaczego takie cierpienie? Przez całe życie taka niemoc w poruszaniu się, mówieniu, myśleniu, życiu w pełni? Przesuwam paciorki, rozważając tajemnice bolesne, tajemnice miłości – tej prawdziwej, która nie istnieje bez cierpienia.
Zaraz po powrocie idziemy na adorację Najświętszego Sakramentu – tylko Chrystus może zrozumieć ten krzyż, pokazać, jak go przyjąć. Potem obiad – wedle peruwiańskiego przepisu oczywiście – i obowiązkowa w tym kraju sjesta!
Reklama
O godz. 15 znowu otwierają się drzwi naszego domu, zapraszając dzieci na Różaniec. To jest też specjalny czas dla Was, moi Przyjaciele. Codziennie dziękuję Wam w modlitwie, za to, że mogę tu być, za każdy dzień, każdą małą rzecz, która daje szczęście. Wspominam Wasze serca i twarze w tajemnicach Różańca. Dzieci dokładają swoje intencje i modlą się razem z nami. Potem jest czas na zabawę pod czujnym okiem jednego z wolontariuszy.
Pozostała czwórka, w dwóch zespołach, idzie odwiedzić ludzi starszych, samotnych, dotkniętych chorobą i innych przyjaciół Domu Serca, którzy prosili o wizytę. Wielu żyje tu przytłoczonych własną biedą, niewiedzą, dysfunkcyjną rodziną, napiętnowaną złą sławą dzielnicą i krętą historią życia. Wielu uważa się za nic. Dlatego jesteśmy tu tak potrzebni. Każdą naszą wizytą próbujemy pokazać naszym Przyjaciołom, że są ważni, że są piękni, niepowtarzalni, że ich historia jest warta słuchania. Jesteśmy tylko dla nich i chcemy z nimi być. To bezcenny dar także dla nas, gdy uczymy się patrzeć na każdego człowieka oczami Boga, szukać Go w trudnych historiach życia.
Po wizytach odmawiamy nieszpory i idziemy na Mszę św. do naszej parafii. Po powrocie szybko przygotowujemy kolację, czekając na Lucho – brata Rodlofo, który wciąż walczy z nałogiem narkotykowym.
Mój dzień kończy kompleta całej wspólnoty domu. To czas, by przeprosić i podziękować sobie nawzajem za cały dzień. Dziękujemy za drobiazgi – dobry obiad, rozmowę, wspólne sprzątanie. Rzeczy oczywiste, wykonywane co dzień w każdym domu. Kiedy jednak pada owo „dziękuję”skierowane konkretnie do mnie, ta zwykła rzecz nabiera nowego znaczenia. Wkładam w nią za każdym razem więcej uwagi i miłości, bo nie służy ona samej sobie, ale jest dla konkretnej osoby. To mała rzecz, ale doceniona rodzi miłość pomiędzy nami. Zasypiam, myśląc o Was, życząc Wam tego szczęścia, tej miłości, która nadaje sens najprostszym słowom, najmniejszym rzeczom.
Do Biskupów
do Kapłanów i Diakonów,
do Zakonników i Zakonnic
oraz wszystkich Wiernych
1.Różaniec Najświętszej Maryi Panny (Rosarium Virginis Mariae), który pod tchnieniem Ducha Bożego rozwinął się stopniowo w drugim tysiącleciu, to modlitwa umiłowana przez licznych świętych, a Urząd Nauczycielski Kościoła często do niej zachęca. W swej prostocie i głębi pozostaje ona również w obecnym trzecim tysiącleciu, które dopiero co się zaczęło, modlitwą o wielkim znaczeniu, przynoszącą owoce świętości. Jest ona dobrze osadzona w duchowości chrześcijaństwa, które - po dwóch tysiącach lat - nic nie straciło ze swej pierwotnej świeżości i czuje, że Duch Boży pobudza je do «wypłynięcia na głębię» (Duc in altum), by opowiadać światu, a nawet ´wołać´ o Chrystusie jako Panu i Zbawicielu, jako «drodze, prawdzie i życiu» (J 14, 6), jako «celu historii ludzkiej, punkcie, ku któremu zwracają się pragnienia historii i cywilizacji».1
Różaniec bowiem, choć ma charakter maryjny, jest modlitwą o sercu chrystologicznym.
W powściągliwości swych elementów skupia w sobie głębię całego przesłania ewangelicznego, którego jest jakby streszczeniem.2 W nim odbija się echem modlitwa Maryi, Jej nieustanne Magnificat za dzieło odkupieńcze Wcielenia, rozpoczęte w Jej dziewiczym łonie. Przez różaniec lud chrześcijański niejako wstępuje do szkoły Maryi, dając się wprowadzić w kontemplację piękna oblicza Chrystusa i w doświadczanie głębi Jego miłości. Za pośrednictwem różańca wierzący czerpie obfitość łaski, otrzymując ją niejako wprost z rąk Matki Odkupiciela.
Papieże a różaniec
2. Wielkie znaczenie tej modlitwy podkreślali liczni moi Poprzednicy. Szczególne zasługi miał w tym względzie Leon XIII, który 1 września 1883 roku ogłosił Encyklikę Supremi apostolatus officio;3 tą uroczystą wypowiedzią zapoczątkował serię wielu innych, które poświęcił tej modlitwie, wskazując ją jako skuteczne narzędzie duchowe wobec bolączek społeczeństwa. Wśród Papieży nowszych czasów, którzy wyróżnili się w promowaniu różańca, pragnę wspomnieć bł. JanaXXIII4 i przede wszystkim Pawła VI, który w Adhortacji apostolskiej Marialis cultus podkreślił, zgodnie z inspiracją Soboru Watykańskiego II, ewangeliczny charakter różańca i jego ukierunkowanie chrystologiczne.
Ja sam również nie pomijałem okazji, by zachęcać do częstego odmawiania różańca. Od mych lat młodzieńczych modlitwa ta miała ważne miejsce w moim życiu duchowym. Przypomniała mi o tym z mocą moja niedawna podróż do Polski, a przede wszystkim odwiedziny Sanktuarium w Kalwarii. Różaniec towarzyszył mi w chwilach radości i doświadczenia. Zawierzyłem mu wiele trosk. Dzięki niemu zawsze doznawałem otuchy. Dwadzieścia cztery lata temu, 29października 1978 roku, zaledwie w dwa tygodnie po wyborze na Stolicę Piotrową, tak mówiłem, niejako otwierając swe serce: różaniec «to modlitwa, którą bardzo ukochałem. Przedziwna modlitwa! Przedziwna w swej prostocie i głębi zarazem. [...] Można powiedzieć, że różaniec staje się jakby modlitewnym komentarzem do ostatniego rozdziału Konstytucji Vaticanum II Lumen gentium, mówiącego o przedziwnej obecności Bogarodzicy w tajemnicy Chrystusa i Kościoła. Oto bowiem na kanwie słów Pozdrowienia Anielskiego (Ave Maria) przesuwają się przed oczyma naszej duszy główne momenty z życia Jezusa Chrystusa. Układają się one w całokształt tajemnic radosnych, bolesnych i chwalebnych. Jakbyśmy obcowali z Panem Jezusem poprzez -można by powiedzieć - Serce Jego Matki. Równocześnie zaś w te same dziesiątki różańca serce nasze może wprowadzić wszystkie sprawy, które składają się na życie człowieka, rodziny, narodu, Kościoła, ludzkości. Sprawy osobiste, sprawy naszych bliźnich, zwłaszcza tych, którzy nam są najbliżsi, tych, o których najbardziej się troszczymy. W ten sposób ta prosta modlitwa różańcowa pulsuje niejako życiem ludzkim».5
Tymi słowami, drodzy Bracia i Siostry, wprowadzałem pierwszy rok mego pontyfikatu w codzienny rytm różańca. Dziś, na początku dwudziestego piątego roku posługi jako Następca Piotra, pragnę uczynić to samo. Ileż łask otrzymałem w tych latach od Najświętszej Dziewicy poprzez różaniec. Magnificat anima mea Dominum! Pragnę wznosić dziękczynienie Panu słowami Jego Najświętszej Matki, pod której opiekę złożyłem moją posługę Piotrową: Totus tuus!
Październik 2002 - październik 2003: Rok Różańca
3. Dlatego, po rozważaniach podjętych w Liście apostolskim Novo millennio ineunte, w którym wezwałem Lud Boży, by po doświadczeniach jubileuszowych «na nowo rozpoczynać od Chrystusa»,6 odczuwam potrzebę rozwinięcia refleksji o różańcu, dając tamtemu Listowi apostolskiemu niejako maryjne ukoronowanie, by zachęcić do kontemplowania oblicza Chrystusa w towarzystwie i w szkole Jego Najświętszej Matki. Odmawiać różaniec bowiem to nic innego, jak kontemplować z Maryją oblicze Chrystusa. By bardziej uwydatnić tę zachętę, korzystając z okazji zbliżającej się sto dwudziestej rocznicy ogłoszenia wspomnianej Encykliki Leona XIII, pragnę, by tę modlitwę przez cały rok w szczególny sposób proponowano i ukazywano jej wartość w różnych wspólnotach chrześcijańskich. Ogłaszam zatem okres od tegorocznego października do października roku 2003 Rokiem Różańca.
Powierzam to wskazanie duszpasterskie inicjatywie poszczególnych wspólnot kościelnych. Nie chcę, by było ono przeszkodą dla planów duszpasterskich Kościołów partykularnych, ale raczej niech służy ich dopełnieniu i ugruntowaniu. Ufam, że zostanie przyjęte wspaniałomyślnie i z gotowością. Kiedy odkrywa się pełne znaczenie różańca, prowadzi on do samego serca życia chrześcijańskiego i daje powszednią a owocną sposobność duchową i pedagogiczną do osobistej kontemplacji, formacji Ludu Bożego i nowej ewangelizacji.
Chętnie to zalecam, z radością wspominając jeszcze inną rocznicę: 40 lat od rozpoczęcia Soboru Watykańskiego II (11 października 1962), «wielkiej łaski» jaką Kościół naszych czasów otrzymał od Ducha Bożego.7
Zastrzeżenia wysuwane względem różańca
4. Na celowość takiej inicjatywy wskazują różnorakie refleksje. Pierwsza dotyczy pilnej potrzeby stawienia czoła pewnemu kryzysowi tej modlitwy, której w obecnym kontekście historycznym i teologicznym zagraża niesłuszne pomniejszanie jej wartości i dlatego rzadko się ją proponuje młodym pokoleniom. Niektórzy sądzą, że nieuniknioną konsekwencją centralnego miejsca liturgii, słusznie podkreślonego przez Sobór Watykański II, jest zmniejszenie znaczenia różańca. W rzeczywistości, jak wyjaśnił Paweł VI, modlitwa ta nie tylko nie przeciwstawia się liturgii, ale jest dla niej oparciem, gdyż dobrze do niej wprowadza i stanowi jej echo, pozwalając przeżywać ją w pełni wewnętrznego uczestnictwa i zbierać jej owoce w życiu codziennym.
Być może są jeszcze tacy, którzy żywią obawę, że różaniec może okazać się mało ekumeniczny ze względu na swój wyraźnie maryjny charakter. W rzeczywistości przynależy on do najczystszej perspektywy kultu Matki Bożej, wskazanej przez Sobór: kultu skierowanego ku chrystologicznemu centrum wiary chrześcijańskiej, tak «że gdy czci doznaje Matka, to i Syn [...] zostaje poznany, ukochany i wielbiony w sposób należyty».8 Różaniec na nowo odkryty we właściwy sposób jest pomocą, a bynajmniej nie przeszkodą dla ekumenizmu!
Życie kontemplacyjne
5. Jednak najważniejszym motywem, by zachęcić z mocą do odmawiania różańca, jest fakt, że stanowi on bardzo wartościowy środek, sprzyjający podejmowaniu we wspólnocie wiernych tego wysiłku kontemplacji chrześcijańskiego misterium, który wskazałem w Liście apostolskim Novo millennio ineunte jako prawdziwą ´pedagogikę świętości´, której podłożem powinno być «Chrześcijaństwo wyróżniające się przede wszystkim sztuką modlitwy».9 Kiedy we współczesnej kulturze, mimo tak licznych sprzeczności, pojawia się nowa potrzeba duchowości, pobudzana również przez wpływ innych religii, bardziej niż kiedykolwiek przynagla wezwanie, by nasze wspólnoty chrześcijańskie stały się «prawdziwymi szkołami modlitwy».10
Różaniec należy do najlepszej i najbardziej wypróbowanej tradycji kontemplacji chrześcijańskiej. Rozwinięty na Zachodzie, jest modlitwą typowo medytacyjną i odpowiada poniekąd «modlitwie serca» czy «modlitwie Jezusowej», która wyrosła na glebie chrześcijańskiego Wschodu.
Modlitwa o pokój i za rodzinę
6. Pewne okoliczności historyczne sprawiają, że to przypomnienie o modlitwie różańcowej nabiera szczególnej aktualności. Pierwszą z nich jest pilna potrzeba wołania do Boga o dar pokoju. Różaniec nieraz wskazywali moi Poprzednicy i ja sam jako modlitwę o pokój. Na początku tysiąclecia, które rozpoczęło się przejmującymi grozą scenami zamachu z 11 września i w którym pojawiają się codziennie w tylu częściach świata nowe obrazy krwi i przemocy, ponowne odkrycie różańca oznacza zagłębienie się w kontemplowanie tajemnicy Tego, który «jest naszym pokojem», gdyż «obie części ludzkości uczynił jednością, bo zburzył rozdzielający je mur - wrogość» (Ef 2, 14). Odmawiając zatem różaniec, nie można nie czuć się wyraźnie zobowiązanym do służby sprawie pokoju, ze szczególnym odniesieniem do ziemi Jezusa, nadal tak oświadczanej, a tak bardzo drogiej sercu chrześcijan.
Równie pilna potrzeba wysiłków i modlitwy wyłania się w innym punkcie krytycznym naszych czasów, jakim jest rodzina, komórka społeczeństwa coraz bardziej zagrożona na płaszczyźnie ideologicznej i praktycznej siłami godzącymi w jej jedność, które budzą obawy o przyszłość tej podstawowej i niezbywalnej instytucji, a wraz z nią o losy całego społeczeństwa. Powrót do różańca w rodzinach chrześcijańskich ma być, w ramach szerzej zakrojonego duszpasterstwa rodzin, skuteczną pomocą, by zapobiec zgubnym następstwom tego kryzysu znamiennego dla naszej epoki.
«Oto Matka twoja!»(J 19, 27)
7. Wiele oznak wskazuje, jak bardzo Najświętsza Maryja Panna, której umierający Odkupiciel powierzył w osobie umiłowanego ucznia wszystkie dzieci Kościoła - «Niewiasto, oto syn Twój!» (J 19, 26) - chce również dzisiaj, właśnie przez tę modlitwę, dać wyraz swej macierzyńskiej trosce. W dziewiętnastym i dwudziestym stuleciu Matka Chrystusowa w różnorakich okolicznościach dawała odczuć w jakiś sposób swoją obecność i usłyszeć swój głos, by zachęcić Lud Boży do tej formy modlitwy kontemplacyjnej. W szczególności, ze względu na głęboki wpływ, jaki wywierają one na życie chrześcijan, i na autorytatywne uznanie przez Kościół, pragnę przypomnieć objawienia z Lourdes i z Fatimy;11 związane z nimi sanktuaria są celem licznych pielgrzymów, szukających pociechy i nadziei.
Śladami świadków
8. Nie sposób wymienić niezliczoną rzeszę świętych, którzy znaleźli w różańcu autentyczną drogę uświęcenia. Wystarczy wspomnieć św. Ludwika Marię Grignion de Montforta, autora cennego dzieła o różańcu,12 a bliżej naszych czasów Ojca Pio z Pietrelciny, którego dane mi było niedawno kanonizować. Szczególny zaś charyzmat, jako prawdziwy apostoł różańca, miał bł. Bartłomiej Longo. Jego droga świętości oparta była na natchnieniu, jakie usłyszał w głębi serca: «Kto szerzy różaniec, ten jest ocalony!».13 Na tej podstawie czuł się powołany do zbudowania w Pompei świątyni pod wezwaniem Matki Bożej Różańcowej na tle ruin starożytnego miasta, do którego zaledwie zdążyła dotrzeć nauka chrześcijańska, zanim zostało pochłonięte w 79 roku przez erupcję Wezuwiusza, a które po wiekach wyłoniło się ze swych prochów, dając świadectwo o światłach i cieniach cywilizacji klasycznej.
Przez całe swoje dzieło, a zwłaszcza przez «Piętnaście Sobót», bł. Bartłomiej Longo rozwinął chrystologicznego i kontemplacyjnego ducha różańca, znajdując mocną zachętę i oparcie u Leona XIII, «Papieża różańca».
I. Kontemplować Chrystusa z Maryją
Znaczenia wizyty Leona XIV we Francji nie da się streścić w statystykach, ani pojedynczych cytatach z przemówień i homilii. Cztery dni, które Ojciec Święty spędził z „najstarszą córą Kościoła”, to złożony obraz słów, gestów i znaków, które wspólnie pokazują, że nad Sekwaną wiara odradza się dzięki głęboko zapuszczonym i wciąż żywym korzeniom i że Francja na nowo może stać się „Bożą latarnią” w Europie (by posłużyć się metaforą, którą opisywana jest katedra w Metz), jeśli tylko się na to odważy.
Choć papieskiej wizycie – jak każdemu wydarzeniu – towarzyszyły głosy sceptyków, a o jej owocach będzie można mówić dopiero z perspektywy czasu, warto zwrócić uwagę na kilka fenomenów, które w tych dniach wydarzyły się nad Sekwaną.
W obliczu kryzysu powołań i problemów ekonomicznych nie ulegajcie „pokusie ducha przetrwania”. Niech wasze klasztory będą „oazami prawdziwego i głębokiego pokoju”, w których można słuchać Boga. Przyszłość życia kontemplacyjnego należy budować nie wokół utrzymania struktur, lecz rozeznawania tego, czego domaga się Duch Święty - wskazał Ojciec Święty dominikańskim mniszkom kontemplacyjnym.
Podczas audiencji dla Międzynarodowej Komisji dominikańskich mniszek kontemplacyjnych papież wskazał na „fundamentalną wartość życia klasztornego: milczenie”. Jest ono potrzebne nie tylko do zachowania obserwancji i zapewnienia spokoju we wspólnocie, ale także do „spojrzenia w głąb siebie” oraz zwracania uwagi na siostry ze wspólnoty i osoby spoza niej.
W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.