Reklama

Rodzina

Sztuka wychowania

Jestem pewna, że każdy kochający rodzic pragnie uchylić swoim dzieciom nieba, i to dosłownie, oraz wychować je na szczęśliwych dorosłych. Realizacja tego pragnienia jest bardzo trudna i jest źródłem niemal ciągłego rodzicielskiego niepokoju, bo im bardziej jesteśmy dojrzali, my – rodzice, tym bardziej uświadamiamy sobie fakt, że nie da się całkowicie uniknąć błędów wychowawczych

Niedziela Ogólnopolska 8/2017, str. 46-47

[ TEMATY ]

rodzina

wychowanie

Konstantin Yuganov/fotolia.com

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Nie będę zbyt odkrywcza, pisząc, że szansa na dobre wychowanie dzieci wzrasta diametralnie, gdy my sami otrzymaliśmy od naszych rodziców solidne wychowanie i nauczyliśmy się stawiać sobie twarde wymagania, bez których nie jest możliwe osiągnięcie dojrzałości. Nasz wpływ na dzieci jest też tym dojrzalszy, im bardziej jesteśmy świadomi tego, co się w nas dzieje, im lepiej znamy swoje wady i zalety, im bardziej zdajemy sobie sprawę z tego, jakie obciążenia i zranienia wynieśliśmy z domu. Ważne jest, by nasza recepta na wychowanie dzieci nie brzmiała: nie popełnię błędów, jakie wobec mnie popełnili moi rodzice. Kierując się jedynie takim „ideałem”, staniemy w pół drogi; nie otworzymy się na wartościowe cele i metody wychowania. Być może nie powtórzymy wtedy błędów naszych rodziców czy dziadków, ale wymyślimy własne błędy, może jeszcze groźniejsze niż tamte.

Poczucie bezpieczeństwa

Reklama

Nie zgadzam się z popularnym obecnie twierdzeniem, że każdy rodzic może mieć własny pomysł na wychowanie i że nie ma tutaj jakichś obowiązujących zasad czy trwałych fundamentów, które każdemu dziecku są potrzebne. Otóż jestem pewna, że takie zasady oraz fundamenty wychowania istnieją, gdyż wszyscy ludzie mają podobną naturę. Nikt z nas tej natury nie może ani wymyślić, ani zmienić. Możemy i powinniśmy ją natomiast uszanować. Każdy człowiek jest stworzony na obraz i podobieństwo Boga, a nie swoich rodziców. Nie swoich rodziców – to jedna z trudniejszych do przyjęcia prawd. Ale właśnie dlatego prowadzenie dzieci do Boga stanowi fundament wychowania. My, rodzice, możemy pomóc naszym dzieciom, by czuły się coraz bardziej kochane i coraz bardziej bezpieczne w dającym nieraz powody do płaczu świecie, nie tylko dając im naszą miłość, ale przedstawiając im Kogoś, kto je kocha od zawsze i zawsze będzie kochał, kto zawsze nad nimi czuwa, kto zawsze jest przy nich i komu mogą zaufać jeszcze bardziej niż rodzicom. Musimy przekazywać naszym dzieciom dobrą nowinę o Jezusie, czasami wbrew naszym doświadczeniom katechetycznym i jeszcze nieuleczonym ranom przeszłości. Trzeba opowiadać dzieciom o tym, że Bóg kocha je ponad własne życie, że wymyślił je z miłości, że bardzo się nimi cieszy, że skakał z radości, czekając na ich narodzenie. Z takim Bogiem dzieci będą chciały rozmawiać. Takiego Boga nie będą się bały.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Im bardziej pomożemy dzieciom czuć się kochanymi i bezpiecznymi w obliczu Boga, tym większe będzie ich poczucie własnej wartości. Gdy będą je miały, pewniej staną w prawdzie na temat swoich słabości i odważniej będą nad nimi pracować. W konsekwencji, bez negatywnego osądu siebie samego, nasze dzieci będą otwarte na ludzi, a gdy osiągną dorosłość, będą w stanie mądrze wybrać małżonka i stworzą szczęśliwą rodzinę.

Płeć ma znaczenie

Dobre wychowanie chłopców i dziewczynek różni się, gdyż płeć nie jest czymś pozornym czy mało ważnym. Zwykle rodzice sądzą, że łatwiej jest wychować dziewczynki, gdyż są one z reguły wrażliwsze, czulsze, bardziej skupione i bardziej skłonne do posłuszeństwa niż chłopcy. To jednak błędne przekonanie. W rzeczywistości w obydwu przypadkach wychowanie jest trudną sztuką i wymaga nieraz heroicznej wręcz walki o dobro i rozwój dziecka. Czasem musimy bronić dziecka przed nim samym, przed jego niedojrzałością, naiwnością, skłonnością do lenistwa i egocentryzmu.

Reklama

Nie wiem nic o wychowaniu chłopców, bo od kilkunastu lat specjalizuję się w wychowywaniu dziewczynek. Jestem pewna, że dobre wychowanie córek wymaga wykrzesania z siebie ogromnych pokładów czułości, cierpliwości, oddania serca i wielu godzin czasu. Każdego dnia trzeba być przy nich, z nimi i dla nich. Dziewczynki odczuwają nieustannie potrzebę więzi, rozmów, bycia w bezpośredniej, fizycznej bliskości z tymi, przez których czują się kochane i przy których czują się bezpieczne.

Wyjaśnienie tego faktu znajduję w Biblii. Księga Rodzaju ukazuje Ewę jako tę, która – w przeciwieństwie do Adama – nie doświadczyła innego sposobu istnienia niż to, które polega na byciu w kontakcie z innymi. Adam doświadczył obydwu form istnienia. Najpierw żył w samotności. Niewiele w tym względzie się zmieniło. Chłopcy i mężczyźni nadal potrzebują „przerw” w kontaktach z bliskimi. Potrzebują czasu dla siebie. W przeciwnym przypadku czują się „przeciążeni” więziami. Tak myślę. W oczach kobiet wydają się zbyt mało otwarci na relacje międzyludzkie i zbyt skoncentrowani na sobie. Dziewczynki i kobiety są ciągle nastawione na kontakt i więzi. Czują się „przeciążone” raczej poczuciem osamotnienia niż więziami.

Bliskość i obecność

Dziewczynki doskonale widzą i czują, czy inni ludzie znajdują się obok nich, czy też są obecni dla nich, czy wczuwają się w ich potrzeby i przeżycia, czy reagują na najbardziej nawet dyskretne sygnały smutku lub wołania o wsparcie. Chłopcom wystarczy zwykle sama fizyczna, pasywna obecność któregoś z rodziców, by mogli czuć się bezpieczni i kochani, by potrafili spokojnie się bawić albo skupić się na odrabianiu lekcji. Dziewczynkom potrzebna jest obecność aktywna, pełna empatii, czułości i zainteresowania tym, co dana dziewczynka w tym konkretnie momencie przeżywa, czego pragnie, w czym potrzebuje pomocy. Inaczej krzyczy, że się nudzi.

Reklama

W wychowaniu dzieci obowiązuje zasada: tyle miłości, ile obecności. W odniesieniu do dziewczynek to zasada, od której nie ma wyjątków. To właśnie dlatego bycie kochającym rodzicem dziewczynek wymaga, być może, jeszcze więcej ofiarności niż bycie kochającym rodzicem chłopców. Synowie chcą, by rodzice czasem zajęli się sobą i na trochę o nich „zapomnieli”. Dziewczynki mają odwrotne pragnienia. Chcą, by rodzice zapomnieli o sobie i by nieustannie byli przy nich: ciałem i sercem. Córki czują się na tyle ważne i na tyle kochane, na ile rodzice mają czas i siły, by dostrzec to, co się w nich dzieje, by wspólnie cieszyć się ich sukcesami i by razem z nimi przeżywać ich niepokoje czy rozczarowania.

Mama, tata i czas

Dobre wychowanie dzieci wymaga miłości i obecności obojga rodziców. Widać to szczególnie wyraźnie w odniesieniu do dziewczynek. Wzajemna miłość rodziców jest dla nich szczytem szczęścia w dzieciństwie.

Nigdy nie mówię dzieciom, że się dla nich poświęcam, co najwyżej ofiarowuję mój czas, moje siły, moje serce. Ja ich kocham, a to coś zupełnie innego.

Nie wierzę w popularyzowaną obecnie koncepcję, że liczy się jakość obecności, a nie ilość. Jestem przekonana, że bez odpowiedniej ilości nie będzie jakości. Dziecko potrzebuje czasu, żeby upewnić się, że jest kochane, żeby poczuć się bezpiecznie, żeby się oswoić i otworzyć. Nie zwierzy się od razu i nie wtedy, kiedy my sobie tego zażyczymy. Najpierw będzie się chciało upewnić, że jest bezcenne, czyli że rodzic ma dla niego czas nawet wtedy, gdy nie ma czasu dla siebie. Z dziećmi, a zwłaszcza z córkami, trzeba spędzać wiele godzin dziennie. Chodzi o bycie dla dzieci w sposób aktywny i twórczy, czyli taki, który dzieci zaciekawia i rozwija.

Uśmiech pozostaje

Reklama

Gdy dziecko pragnie być z nami, gdy wyraża radość z naszej obecności, to wtedy warto komunikować, że to dostrzegamy, że się z tego bardzo cieszymy, że doceniamy bliskość dziecka i jego otwartość na naszą obecność. Czas, jaki radośnie dajemy dziecku, umacnia w nim poczucie, że będzie kochane zawsze. Trzeba nie tylko być przy dziecku i okazywać miłość. Trzeba też stawiać wymagania i mobilizować dziecko do pokonywania własnych słabości. Nawet najbardziej szlachetne, wrażliwe i Boże dziecko pozostaje dzieckiem. One też może ulec nastrojowi chwili, zniechęceniu, lenistwu czy przekonaniu, że z czymś sobie nie poradzi.

Mam taką zasadę, że gdy rozstaję się z dziećmi, to staram się do nich uśmiechać. Nie chcę, żeby rozstanie kojarzyło im się ze smutkiem, gniewem czy niepokojem. Mam przekonanie, że mój akceptujący i wspierający uśmiech daje im siły na cały dzień. Do Państwa też się uśmiecham na cały kolejny tydzień.

* * *

Agnieszka Porzezińska
Dziennikarka, scenarzystka, w TVP ABC prowadzi program „Moda na rodzinę”

2017-02-15 09:52

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Słowo na różowo

Niedziela warszawska 42/2012, str. 8

[ TEMATY ]

rodzina

wychowanie

dzieci

Włodzimierz Operacz

Jest taka magiczna cyfra, która powoduje nagłe znikanie problemów wychowawczych. Zamienia dzieci nieposłuszne w posłuszne. Potrafi sprawić, że dzieci ganiające się z dzikim wrzaskiem po gumnie i głuche na wezwania do kąpieli zaprzestaną gonitwy i udadzą się w stronę łazienki. Potrafi nawet wywołać ewolucję od: „Nigdy w życiu nie założę tej najokropniejszej na świecie kurtki!” w: „No dobra, założę!”. Ta cyfra to trzy. Trzeba powiedzieć: „Liczę do trzech i …” (tu należy wymienić czynność, którą dziecko powinno wykonać), np.: „Liczę do trzech i odkładasz książkę na półkę”. Mój mąż i ja nie używamy tej magii często. W końcu nie chcemy wychować dzieci na osoby, które zrobią wszystko, czego zażąda od nich pierwszy lepszy człowiek umiejący się wykazać liczeniem na palcach jednej ręki. Najważniejsza i podstawowa metoda wychowawcza to cierpliwe tłumaczenie. I tłumaczenie… I jeszcze trochę tłumaczenia… Jeśli dziecko nie chce czegoś zrobić, trzeba go wysłuchać, uszanować jego opinię i przedstawić swoje racje w zrozumiały sposób. Jednak czasem młody człowiek jest głuchy na argumenty, bo woli się bawić, wpada w histerię albo po prostu się upiera. Niestety, czasem trzeba użyć nagiego rodzicielskiego autorytetu i zarządzić: „Marsz do kąpieli”. Liczenie do trzech to komunikat: oczekuje się niezwłocznego wykonania pilnego zadania. Ma jednak tę zaletę, że tę niezwłoczność można trochę przeciągnąć, dając dziecku trochę czasu na refleksję. Między „dwa” a „trzy” może być jeszcze: „dwa i jedna trzecia”, „dwa i połowa”; a gdy obiekt zabiegów wychowawczych jest wyjątkowo oporny, to również: „…i ostatnie moje słowo, malowane na różowo”, a nawet: „… malowane na łazienkowo”, „kurtkowo” albo „książkowo”. W konfliktowej sytuacji żarcik, nawet niewysokich lotów, pomaga obu stronom rozładować napięcie i zyskać trochę dystansu do sprawy, która stała się źródłem sporu. Poza tym kiedy mama zaczyna liczyć, to nawet najbardziej rozbiegany trzylatek zwalnia i choćby z ciekawości skupia się na tym, co się do niego mówi. Niestety, magiczna liczba musi być obwarowana sankcją - jeśli padnie, to będzie kara. Ważne tylko, żeby odliczanie nie odbywało się w złości ani w nerwach. Stawiamy ultimatum z uśmiechem i spokojnie, ewentualnie z odrobiną współczucia dla ciężkiej doli dziecka, które musi zrobić coś, na co niespecjalnie ma ochotę. Istnieje również bardziej zaawansowana odmiana tej metody, dobra dla starszego dziecka, które już zna się na zegarku: informowanie go, ile ma minut na wykonanie jakiejś czynności. Tutaj już nie musimy się tak bardzo ograniczać z jej używaniem. W końcu zasada, że na zrobienie różnych rzeczy w życiu mamy określoną - nie tak znowu wielką - ilość czasu to problem, z czym młody człowiek będzie miał do czynienia przez całe życie.
CZYTAJ DALEJ

Nowenna do św. Franciszka z Asyżu

Św. Franciszku, naucz nas nie tyle szukać pociechy, co pociechę dawać, nie tyle szukać zrozumienia, co rozumieć, nie tyle szukać miłości, co kochać!

Wszechmogący, wieczny Boże, któryś przez Jednorodzonego Syna Swego światłem Ewangelii dusze nasze oświecił i na drogę życia wprowadził, daj nam przez zasługi św. Ojca Franciszka, najdoskonalszego naśladowcy i miłośnika Jezusa Chrystusa, abyśmy przygotowując się do uroczystości tegoż świętego Patriarchy, duchem ewangelicznym głęboko się przejęli, a przez to zasłużyli na wysłuchanie próśb naszych, które pokornie u stóp Twego Majestatu składamy. Amen.
CZYTAJ DALEJ

Biskupi na XXVI Dzień Papieski: Naszą misją może być odwaga czynienia znaku krzyża w pociągu

2026-10-03 19:44

[ TEMATY ]

wyciek danych

XXVI Dzień Papieski

pexels.com

Jego życie i słowa wciąż inspirują nas do tego, by odnawiać Kościół i świat oraz być uczniami-misjonarzami - napisali o św. Janie Pawle II biskupi w liście pasterskim zapowiadającym XXVI Dzień Papieski. Będzie on obchodzony w całej Polsce i środowiskach polonijnych w niedzielę, 11 października.

Przypowieść o winnicy z dzisiejszej Liturgii Słowa w najszerszym sensie jest obrazem historii świata. Bóg z niesamowitą cierpliwością nieustannie posyła do nas swoich proroków, by głosili Jego miłosierdzie i wzywali nas do nawrócenia.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję