1 Kor 12, 31 - 13, 13 <- KLIKNIJ
„Starajcie się o większe dary, a ja wam wskażę drogę jeszcze doskonalszą” (gr. kath’ hyperbolēn hodon, drogę ponad wszelką miarę). Po długim wykładzie o charyzmatach Paweł zmienia płaszczyznę, zamiast dodawać kolejny dar do listy. Hymn o miłości otwiera seria zdań warunkowych o bezlitosnej logice. Języki ludzi i aniołów, proroctwo, wszelka wiedza, wiara przenosząca góry, rozdanie całego majątku, wydanie własnego ciała. Wszystko to bez miłości jest „niczym” i „nic mi nie pomoże”. Największe dzieła, także religijne, mogą być puste w środku.
Dzisiejsi patronowie czytali ten hymn własnym życiem. Cyprian z Kartaginy w De catholicae ecclesiae unitate (rozdz. 14) przywołuje właśnie te Pawłowe zdania przeciw tym, którzy rozrywają jedność. Nawet krew przelana za wiarę nie obmywa winy niezgody, bo „choćbym wydał ciało, a miłości bym nie miał, nic mi nie pomoże”. Męczeństwo bez miłości byłoby tylko śmiercią. Męczeństwo Korneliusza i Cypriana było miłością doprowadzoną do końca. Dlatego Kościół czci ich razem, biskupa Rzymu i biskupa Kartaginy, świadków tej samej komunii. Dawni mistrzowie duchowi radzili czytać ten hymn jeszcze inaczej, podstawiając w miejsce słowa „miłość” imię „Chrystus”. Wtedy okazuje się, że Paweł nakreślił portret, bo „miłość cierpliwa jest, łaskawa jest” to rysopis Pana.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Reklama
Piętnaście czasowników opisujących agapē, miłość, która „nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego”, mierzy się z naszą codziennością boleśniej niż niejeden rachunek sumienia. Zwieńczenie hymnu otwiera perspektywę: „teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno”. Korynt słynął z wyrobu brązowych luster, które dawały odbicie mgliste. „Wtedy zaś” zobaczymy „twarzą w twarz”. Z triady, która trwa, „największa jest miłość”, bo wiara i nadzieja przeminą w widzeniu, miłość zaś jest samym życiem nieba. Nie przypadkiem i prawo Kościoła próbowało zamknąć ten prymat w formule. Hostiensis, książę dekretalistów, zdefiniował kanoniczną słuszność (aequitas canonica) jako „sprawiedliwość złagodzoną słodyczą miłosierdzia”, po łacinie iustitia dulcore misericordiae temperata. To jurydyczne echo hymnu. System, który zapomina o miłości, przestaje być prawem Kościoła (zob. glossę na 6 IX, plenitudo legis dilectio).
Łk 7, 31-35<- KLIKNIJ
Jezus sięga po obraz z rynku, po dzieci, które bawią się w wesele i w pogrzeb i obrażają się, że rówieśnicy nie podejmują żadnej z zabaw. „Przygrywaliśmy wam, a nie tańczyliście; biadaliśmy, a wyście nie płakali”. Tak wygląda „to pokolenie” wobec Bożych posłańców, kapryśny trybunał, który każdą formę świętości potrafi oddalić z innego paragrafu. Przyszedł Jan, asceta pustyni, i usłyszał: „zły duch go opętał”. Przyszedł Syn Człowieczy, zasiadający do stołów, i usłyszał: „oto żarłok i pijak, przyjaciel celników i grzeszników”. Kto nie chce się nawrócić, ten zawsze znajdzie zarzut. Niezadowolenie bywa maską niewiary.
W samym środku szyderstwa błyszczy jednak tytuł, którego Ewangelia nigdy się nie wyparła: „przyjaciel celników i grzeszników”. To, co rzucono jako oskarżenie, Kościół nosi jak klejnot, bo w tym „zarzucie” streszcza się cała misja Jezusa. Miłosierdzie zawsze będzie gorszyć tych, którzy wolą mieć rację, niż mieć braci.
Ostatnie zdanie rozstrzyga spór językiem sądu: „a jednak mądrość została usprawiedliwiona przez wszystkie swoje dzieci” (gr. edikaiōthē, czasownik na wskroś procesowy, czyli uznana za sprawiedliwą, wygrała sprawę). Boża mądrość wygrywa owocami. Nawróceni celnicy, płaczące grzesznice, przemienione życie są jej materiałem dowodowym. To ta sama zasada, którą Pan podał w minioną sobotę (zob. glossę na 12 IX), że poznaje się drzewo po owocu. Wobec kapryśnych sędziów tego świata mądrość Boża prowadzi swój proces cierpliwie i jeszcze nigdy go nie przegrała.
