Reklama

Polityka

Polska naszych marzeń

W lata 90. ubiegłego wieku wkroczyliśmy z przetrąconym kręgosłupem Solidarności, nie tylko jako organizacji, ale też solidarności jako idei, jako mitu budowania nowej Polski, mitu, który był wyraźnie wspierany przez ogromną większość całego narodu polskiego, ale którego urealnienie, niestety, nie udało się, głównie za sprawą komunistów i postkomunistów tamtych czasów

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Podczas majowego spotkania w Klubie Ronina Mateusz Morawiecki – wicepremier i minister rozwoju – omawianie swego „Planu na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju” rozpoczął od analizy najgłębszych przyczyn kiepskiego – mimo podkreślanych przez poprzedni rząd „niezwykle korzystnych” parametrów rozwojowych – stanu nie tylko polskiej gospodarki, ale także złej jakości państwa i jego instytucji. Bez tego rodzaju analizy trudno zrozumieć te wyzwania rozwojowe, przed którymi stoi dziś Polska.

Oligarchowie III RP

Wtedy, czyli na początku wolnej Polski, jak to ujął wicepremier, Polacy byli jakby trochę ogłupiali, nie wiedzieli, jaki system budować. Zdaniem Mateusza Morawieckiego, można było i należało wtedy przynajmniej spróbować powalczyć o trochę inny model gospodarki, lepiej dostosowany do ówczesnego stanu Polski, lepiej służący dobru wszystkich Polaków, a nie tylko wybranej grupy. Tymczasem niemal bezdyskusyjnie zgodzono się na narzuconą przez postkomunistów „reglamentowaną rewolucję”.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Reklama

Wicepremier Morawiecki, podobnie jak wielu recenzentów chorego polskiego kapitalizmu, uważa, że jego genezy można się doszukiwać w tzw. ustawie Wilczka z 1988 r., która oprócz pewnych dobrych elementów – uwolnienia polskiej przedsiębiorczości i pobudzenia pierwszej fali polskiego kapitalizmu – niosła w sobie bardzo groźny potencjał. I ten właśnie potencjał na nieszczęście Polski został wykorzystany perfekcyjnie; już w 1988 r. zaczęły się zawiązywać pierwsze tzw. spółki nomenklaturowe, przyczółki kapitalizmu postkomunistycznego. – Ten postkomunistyczny kapitalizm – mówi wicepremier Morawiecki – zdecydowanie nie był taki, jaki mógłby się rozwinąć w solidarnościowej Polsce.

Efektem „reglamentowanej rewolucji” był wzrost nierówności społecznych, podczas gdy społeczeństwo było karmione sukcesem wzrostu PKB, rozwoju, mirażem „zielonej wyspy”. – Skoro od kilku lat słyszymy, że w Grecji jest kryzys, a u nas „zielona wyspa”, to powinniśmy też wiedzieć, że w Polsce majątek przypadający na jednego obywatela jest 3 razy mniejszy niż w Grecji! – tak puentuje dokonania minionych 27 lat wicepremier i minister rozwoju w rządzie PiS.

Jest ogromna różnica – podkreśla Morawiecki – czy chwalimy się wzrostem produktu krajowego brutto (PKB), czy produktu narodowego brutto (PNB). W całej polskiej transformacji gospodarczej niewątpliwie zabrakło gospodarczego patriotyzmu. Jak wielu z nas wtedy bardzo cierpiałem z powodu braku polityki patriotycznej, budzącej wiarę w Polskę, w to, że warto tu zostać... Filozofią tamtych lat było jednak „róbta, co chceta”, była też pedagogika wstydu, oczernianie własnego państwa, oczernianie własnej historii.

Prywatyzacja i kapitał zagraniczny

Reklama

Bardzo szybko beneficjentem polskiej transformacji stał się kapitał zagraniczny, ponieważ mantrą tzw. konsensusu waszyngtońskiego było prywatyzowanie wszystkiego, a w Polsce nie było odpowiedniego kapitału. – Absolutnie nie podzielam poglądu, że należało w całości utrzymać własność państwową, ale trzeba było dać czas i szanse polskim menadżerom oraz pracownikom na to, aby przez kilka lat rozsądnie transformowali się w kierunku gospodarki wolnorynkowej – mówi obecny wicepremier. Podaje przykład drugiego co do wielkości zakładu celulozowo-papierniczego w Europie, który powstał w latach 80. ubiegłego wieku w Kwidzyniu ogromną krwawicą całego społeczeństwa, a został sprzedany International Paper, i to w taki sposób, że parę lat później wiceprezes tej wielkiej amerykańskiej spółki chwalił się, iż kompletnie nie rozumie, jak mogło dojść do tej sprzedaży, skoro wartość samych maszyn czterokrotnie przewyższała cenę zakupu całego zakładu!

– W taki to sposób ten nasz majątek był prywatyzowany – konkluduje Mateusz Morawiecki. – Bolesne jest, że tak naiwnie ufaliśmy, iż przedsiębiorstwa kupuje się tylko po to, żeby je rozwijać, a nie po to, jak się, niestety, zbyt często zdarzało, żeby je „zaorać” i przejąć tylko udział w rynku. Taki los spotkał m.in. dzierżoniowską Diorę, elbląski Zamech czy bydgoski Zachem i wiele innych.

Gdy przyjmowaliśmy bezkrytycznie, jako pewną zasłonę, tzw. konsensus waszyngtoński, nie chroniliśmy naszego rynku, odwrotnie niż te wszystkie kraje, które w swoim czasie budowały swoją potęgę gospodarczą. A przecież jeszcze przed wejściem do Światowej Organizacji Handlu i do Unii Europejskiej mieliśmy prawo i obowiązek chronić swój cherlawy rynek, ale dobrowolnie z tego zrezygnowaliśmy.

Polskie „dopalacze”

Mieliśmy kilka „dopalaczy”, które dopingowały rozwój gospodarczy. Pierwszym była znakomita zdolność naszych przedsiębiorców do adaptowania zachodnich rozwiązań. – Budowaliśmy ten nasz oddolny kapitalizm w pocie czoła – przyznaje z uznaniem wicepremier – nie tylko oligarchiczny, nie tylko oparty na zachodnim kapitale, ale również ten normalny, naturalny. Niestety, dzisiaj ten „dopalacz” działa już w znacznie mniejszym stopniu.

Reklama

Drugim paliwem, które wykorzystywaliśmy do imentu przez 27 lat, był kredyt. – Dzisiaj nasze państwo jest zadłużone na 920 mld zł! A w dodatku – podkreśla Morawiecki – aż 66 proc. obligacji jest w posiadaniu zagranicznych wierzycieli. W zbyt dużym stopniu jesteśmy uzależnieni od obecności tegoż kapitału w Polsce. Dlatego sygnały agencji ratingowych, na które się tak zżymamy, musimy jednak brać pod uwagę. No cóż – złapał Kozak Tatarzyna, a Tatarzyn...

Jak długo jeszcze możemy się „tak rozwijać”? – pyta wicepremier.

Nie za długo. Ponieważ z tytułu międzynarodowej ujemnej pozycji walutowej co roku musimy wypłacać za granicę ok. 90 mld zł. To prawie dwukrotność rocznego deficytu państwa. Miło przynajmniej pomyśleć, że nie mielibyśmy tego deficytu, a do tego jeszcze ogromną nadwyżkę, gdyby nie zadłużenie za granicą.

– Oczywiście, potrzebowaliśmy w Polsce obcego kapitału i znam takie przypadki – przyznaje wicepremier – że odegrał on bardzo pozytywną rolę, i sam dzisiaj staram się przyciągać ten obcy kapitał, jednakże pod warunkiem, że będzie tworzył miejsca pracy, wnosił nowe technologie.

Trzecim paliwem rozwoju kraju powinny być oszczędności. Niestety, tego paliwa ciągle Polsce brakuje. Na inwestycje trzeba więc było stale pożyczać, i to przeważnie za granicą. Zwłaszcza że uprawialiśmy politykę gospodarczą, po sarmacku mówiąc: „zastaw się, a postaw się”; w latach 90. ubiegłego wieku konsumowaliśmy zdecydowanie zbyt dużo w stosunku do naszych możliwości.

Pułapki rozwoju

Wykorzystując te dobre, ale przede wszystkim złe „paliwa” – wykłada Morawiecki – dzisiaj znaleźliśmy się w kilku pułapkach.

Reklama

Mamy pułapkę demograficzną, z której wyjść coraz trudniej. Pułapkę przeciętnego produktu; pracujemy w pocie czoła, ale za produkty, które sprzedajemy, uzyskujemy dużo niższe marże niż nasi główni konkurenci na całym świecie. Mamy wielką pułapkę rozwoju zależnego, czyli brak równowagi między kapitałem krajowym i zagranicznym. I wreszcie tę, którą widać dosłownie na każdym kroku: pułapkę słabości instytucji, słabości państwa.

Pułapka słabości instytucjonalnej polega na tym, że co roku państwo traci duże pieniądze. Dlatego trzeba ją rozbroić natychmiast, co nie będzie najłatwiejsze, ponieważ trwające w Polakach od czasu zaborów po komunę przekonanie o wrogości państwa w ostatnich latach było szczególnie pielęgnowane i umacniane. Szeroko kolportowano hasło, że państwo nie jest potrzebne, że podatki to haracz, a więc niepłacenie podatków to nie przestępstwo.

Kiedy PiS opuszczał gabinety rządowe w październiku 2007 r., państwo polskie ściągało 17 proc. (w stosunku do PKB) w podatkach CIT, VAT i PIT. Dzisiaj pozyskuje 13,5 proc. Od kilku lat co roku tracimy więc ok. 70-80 mld zł. W 2007 r. państwo polskie zbierało 33 mld zł w podatkach od zysków firm, dzisiaj – 28 mld. A przecież w międzyczasie obroty firm wzrosły dwukrotnie, zyski zaś tylko o 60-70 proc. – Gdzie się podziały te zwiększone zyski? – pyta wicepremier. – Bahama, Cypr, Panama?

Istotną pułapką rozwoju jest też brak, wprost nieistnienie polskiej marki w świecie. Poprzednie rządy chwaliły się dobrym wizerunkiem Polski, jednak – zdaniem Morawieckiego – myliły one tani, wykreowany przez PR wizerunek z solidną marką państwa.

Reklama

Promowano Polskę w sposób zupełnie nieprofesjonalny – mówi wicepremier – przez filmiki w BBC, CNN za grube miliony; lata bocian, ktoś tam je kiełbasę na stogu siana – to miał być wizerunek prostego, swojskiego kraju... Tymczasem kraje dobrze rozwinięte pokazywały swoją markę poprzez konkretne produkty. Niemcy np., kraj z kompletnie zszarganą reputacją po II wojnie światowej, odbudowywały tę reputację poprzez „niemiecką jakość” swoich samochodów, maszyn, precyzyjnej optyki...

Nowa ekipa przejmuje stery

– I co się teraz dzieje? – pyta Mateusz Morawiecki, autor „Planu na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju”. – Bardzo szybko nasi szeroko rozumiani przeciwnicy, nie tylko polityczni, ale też właśnie ci, którzy byli beneficjentami dotychczasowego systemu gospodarczego, tej „reglamentowanej rewolucji”, zrozumieli, że tym razem już będzie inaczej. Próbują więc wszelkimi sposobami bronić tego, co było, ostro atakują nowy polski rząd.

Wicepremier nie kryje satysfakcji, że mainstreamowi ekonomiści nagle tak bardzo krytykują Polskę za to, że... jest za bardzo uzależniona od zagranicznego kapitału. – Nawet Sarah Carlos, analityk Moody’s, powiedziała niedawno – śmieje się Morawiecki – że Polska ma kilka słabości, m.in. za małe oszczędności i za dużą zależność od kapitału zagranicznego. Jakie to ciekawe, że teraz nagle wszyscy to zauważają! Przez ostatnich kilka miesięcy!

Wicepremier radykalnie wypowiada się w politycznej sprawie Trybunału Konstytucyjnego, wiążąc ją z reformami gospodarczymi, które uderzają bezpośrednio w krajowe i zagraniczne grupy interesów ekonomicznych. – To jest ostatnia reduta, którą nasi adwersarze próbują wykorzystać, by utrudnić i zdeprecjonować konkretne działania nowego rządu.

Reklama

Mówiąc półżartem, dodaje, że opozycja ma program obrony kilkunastu prawników, a rząd ma program dla całego społeczeństwa, ale już bardzo poważnie przywołuje paralelę historyczną. – Możni doby Konstytucji 3 maja, choć mam jak najgorsze zdanie o ówczesnej elicie i, pożal się Boże, arystokracji, potrafili pozbyć się swoich własnych przywilejów... Dziś marzy mi się taki ruch, jaki zrobił marszałek Piłsudski w 1926 r., gdy w Nieświeżu spotkał się z ówczesną arystokracją i wyjaśnił, że teraz mamy już inną Rzeczpospolitą niż ta Pierwsza, a więc, panowie, trzymajcie swoje apetyty arystokratyczne na wodzy, bo walczymy o dużo bardziej zdemokratyzowany porządek prawny.

Filary rozwoju

Silne państwo, przełamanie jego niemożności, jest niezwykle ważne, żeby tak naprawdę budować tę zdrową, bardziej demokratyczną, republikańską, kolejną falę polskiego kapitalizmu, falę, która przyniesie więcej polskiej własności w polskiej gospodarce. Taki jest długofalowy cel „Planu na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju”.

Głównym filarem dobrej zmiany w gospodarce jest reindustrializacja, rozumiana jako uprzemysłowienie wysokomarżowe, promujące branże wiedzochłonne. Wiele jest do nadrobienia, bo przez 27 lat dorobiliśmy się przede wszystkim branż pracochłonnych i kapitałochłonnych, na których najbardziej wygrywają ci, którzy mają kapitał, czyli nie Polska.

Jak najpilniej należy w Polsce zadbać o tworzenie oszczędności wewnętrznych. – W ciągu najbliższych 2-3 miesięcy – zapowiada wicepremier – zaproponujemy bardzo przekrojowy program wzmocnienia polskich oszczędności, bezpieczne mechanizmy oszczędzania w bankach i firmach ubezpieczeniowych, funduszach inwestycyjnych, emerytalnych. Bo właśnie w taki żmudny sposób tworzy się bogactwo wewnętrzne nieuzależnione od zagranicy.

Reklama

Mimo złych doświadczeń Polska nie powinna rezygnować z przyciągania kapitału zagranicznego. Wicepremier Morawiecki wiąże duże nadzieje z nadciągającą trzecią falą kryzysu globalnego, która już sprawia, że kapitał jest dostępny po rekordowo niskich cenach. Plan Morawieckiego przewiduje też ekspansję polskich firm i polskiego kapitału za granicą, a przede wszystkim mocniejsze wspieranie eksportu.

Jak podkreśla wicepremier, najważniejszym filarem jego planu będzie jednak dbałość o bardziej zrównoważony rozwój, o polską solidarność, o dużo bardziej sprawiedliwą Polskę. – To będzie bardzo ważny znak firmowy naszej ekipy rządowej – mówi.

Przez 27 lat królował polaryzacyjno-dyfuzyjny paradygmat rozwoju, czyli taki, w którym – wicepremier cytuje Jana Sztaudyngera – „Polska A Polsce B każe się całować w...”. A my będziemy łączyć np. Polskę Wschodnią, do dziś nieposiadającą odpowiedniej infrastruktury komunikacyjnej, z bardziej rozwiniętymi ośrodkami w kraju, w nadziei na wzmocnienie mechanizmów handlowych, biznesowych i pozytywnie rozumianą mobilność społeczną.

Wspólnym mianownikiem wszystkich działań rządu ma być budowa jakości państwa. – Warunkiem sine qua non powodzenia naszego planu gospodarczego będzie odwrócenie paradygmatów obowiązujących przez ostatnie 25, 125 czy nawet 225 lat w kierunku służby państwa szerokim rzeszom Polaków, całemu społeczeństwu. Taka jest Polska naszych marzeń, o którą, ja to Państwu obiecuję – zapewnia autor „Planu na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju”, wicepremier Mateusz Morawiecki – będę się starał walczyć ze wszystkich sił.

2016-06-08 11:27

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Zbyt duża dawka prawdy

W PRL panował niepisany zwyczaj, że w miesiącach wakacyjnych należały się czytelnikom prasy teksty bardziej optymistyczne, dlatego co najwyżej można było postraszyć turystów w Tatrach informacją o pojawieniu się na szlakach niedźwiedzi. Wspomniany zwyczaj był po to, aby nie zakłócać ludowi pracującemu miast i wsi zasłużonego wypoczynku. Obecnie ponad 2 mln osób „odpoczywa” niezasłużenie na bezrobociu, kolejne 3 mln Polaków jest w rozjazdach za granicą w poszukiwaniu pracy, dlatego, jak sądzę, im żadna prawda nie zaszkodzi. Może uda mi się jednak popsuć wypoczynek tym, którzy na niego „zasłużyli”. Mam na myśli głównie posłów, senatorów, ministrów, a nawet członków PO i PSL, którzy udali się na urlopy w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku. Ich dobre samopoczucie płynie stąd, że uchwalali najlepsze rozwiązania w ustawach, zawsze mając przed oczyma dobro wszystkich obywateli. I dlatego uznali np., że należy odebrać ulgę na pierwsze dziecko rodzinom dobrze zarabiającym, a dać te pieniądze rodzinom wielodzietnym. Ktoś powie: Salomonowe rozwiązanie. Absolutnie nie, ponieważ skorzysta na tym w większości budżet państwa. Z badań GUS wynika, że liczba rodzin żyjących poniżej granicy skrajnego ubóstwa wynosi obecnie blisko 2,5 mln. Tych osób nie stać już na pokrycie kosztów utrzymania mieszkania oraz wyżywienia. Ale co ważne: w tak skrajnie biednych warunkach żyje blisko 15 proc. rodzin z dwójką dzieci, blisko 28 proc. rodzin z trójką dzieci i wreszcie blisko 50 proc. rodzin z czwórką i większą liczbą dzieci. Wniosek: większość rodzin wielodzietnych nie skorzysta ze zwiększonej ulgi, ponieważ nie osiąga odpowiednio wysokich dochodów. Jaki więc był sens majstrowania przy ulgach? Ktoś, kto nazywa takie rozwiązanie polityką prorodzinną, musi być albo z PO, albo z PSL! Przypomina się podobna decyzja rządu i parlamentu, równie bałamutnie tłumaczona, o wydłużeniu wieku pracy do 67 lat z dwóch powodów: rzekomo dzięki temu otrzymamy kiedyś wyższe emerytury oraz z powodu braku środków na bieżące wypłaty rent i emerytur. W sytuacji rosnącego w całej Europie bezrobocia, czy ktoś wyobraża sobie 67-letnich pracowników w kopalni, w fabryce, w budownictwie itp.? Jaki pracodawca będzie trzymał takich staruszków? A co do braku pieniędzy na bieżące wypłaty, warto zapytać: gdzie wyparowują składki z kont emerytalnych w ZUS należące do osób, które umierają, nie dożywszy emerytury? W ubiegłym roku było to ponad 8 mld zł. Zapewne sejmowa i rządowa ekipa Tuska, udając się na zasłużony urlop, uważa, że nadal „Polska rośnie w siłę, a ludziom żyje się dostatniej”. Potwierdzą to zwłaszcza młode rodziny bez własnego mieszkania, którym koalicja PO-PSL zabiera program „Rodzina na swoim”. Mówiąc językiem rządzących, ma to być dobre rozwiązanie, ponieważ Polacy są już wystarczająco zadłużeni: obecnie 2 mln Polaków żyje już w „pętli zadłużenia” na 30 mld zł, ponadto 14 mld zł długu jest na kartach kredytowych. Zakłócając urlopowy spokój rządzącym partiom, przypomnę im, za co lud ich kocha i wybiera: za zmniejszenie zasiłku pogrzebowego o 50 proc., za zmniejszenie becikowego o 50 proc., za trzykrotny wzrost podatku od „użytków wieczystych”, za likwidację prawie wszystkich ulg podatkowych, za wzrost cen wody i energii, za likwidację ok. 1500 placówek oświatowych - szkół, przedszkoli, burs, schronisk młodzieżowych, za podwyżkę VAT na książki, za podwyżkę przeglądów rejestracyjnych aut, za podwyżkę akcyzy na papierosy, za podwyżkę VAT na żywność i na ubranka dziecięce, za podwyżkę stóp procentowych, a co za tym idzie - za problemy ze spłatami kredytów, wreszcie za wysokie ceny paliwa oraz brak rewaloryzacji progów podatkowych PIT. Ponadto wyborcy okażą dopiero wdzięczność za wprowadzenie podatku dachowego, śniegowego i od deszczówki. Skądinąd też wiadomo, że rząd po cichu pracuje nad podatkiem katastralnym, ze świadomością, że doprowadzi to do nędzy kilka milionów Polaków. Ale za to uratujemy przed bankructwem zagraniczne banki, które pożyczały nam bez opamiętania. A zbliża się ten publiczny dług do konstytucyjnego progu: wynosi teraz 815 mld zł. Ktoś optymistycznie przypomni mi, że przecież dzięki PO mamy otrzymać 300 mld zł z budżetu Unii Europejskiej. „Bo tylko Platforma jest w stanie zapewnić ten transfer do Polski” - obiecywał w kampanii wyborczej premier Tusk i PO. Ciekawe, dlaczego nikt z dziennikarzy nie zapyta premiera o te obiecane unijne pieniądze. Jak znam życie, nawet tak duża dawka prawdy nie zmąci zasłużonego odpoczynku rządzących. Ale może kiedyś poruszy wreszcie ich wyborców.
CZYTAJ DALEJ

W najbliższą sobotę odbędzie się Piesza Pielgrzymka Pokutna do Górzycy

2026-09-22 10:20

[ TEMATY ]

Górzyca

Ośno lubuskie

Pielgrzymka pokutna

Karolina Krasowska

Pielgrzymi przejdą trasę liczącą ok. 20 km lokalnymi drogami asfaltowymi i leśnymi: Ośno-Sienno-Spudłów-Targacz (wzgórze dawnego sanktuarium i siedziby biskupstwa lubuskiego)-Górzyca

Pielgrzymi przejdą trasę liczącą ok. 20 km lokalnymi drogami asfaltowymi i leśnymi: Ośno-Sienno-Spudłów-Targacz (wzgórze dawnego sanktuarium i siedziby biskupstwa lubuskiego)-Górzyca

W najbliższą sobotę 26 września pod hasłem „Uczniowie - misjonarze" wyruszy IX Diecezjalna Piesza Pielgrzymka Pokutna z Ośna Lubuskiego do Górzycy. Tegoroczna pielgrzymka wpisuje się w obchody 750-lecia przeniesienia siedziby Biskupstwa Lubuskiego z Lubusza do Górzycy.

Program wydarzenia:
CZYTAJ DALEJ

Abp Filipazzi przy grobie Jana Pawła II: wszystko przemija, ale Chrystus żyje

2026-09-24 08:30

[ TEMATY ]

Nuncjusz Apostolski

Vatican Media

Sprawując Eucharystię przy grobie św. Jana Pawła II możemy raz jeszcze usłyszeć jego wezwanie: wszystko przemija, ale Chrystus jest Żyjący. Nie lękajcie się! Otwórzcie Mu drzwi waszego życia - wskazał w homilii nuncjusz apostolski w Polsce abp Antonio Guido Filipazzi, którzy przewodniczył czwartkowej Mszy św.

Abp Filipazzi nawiązał do pierwszego czytania z Księgi Koheleta, które „stawia nas wobec prawdy łatwej do zrozumienia, ale trudnej do przyjęcia: wszystko przemija! Przemijają pokolenia, sukces, bogactwo, zdrowie, sława”.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję