Gdy Karol Nawrocki zapowiedział podjęcie działań w sprawie odebrania Wołodymyrowi Zełenskiemu Orderu Orła Białego, premier nie stanął po stronie polskiego prezydenta. Wręcz przeciwnie. Stwierdził, że propozycja Nawrockiego jest „równie niepokojącym krokiem” jak sama decyzja Zełenskiego. W praktyce oznaczało to postawienie znaku równości między ukraińskim przywódcą, który zdecydował się na gest godzący w polską pamięć historyczną, a polskim prezydentem reagującym na ten gest.
Był to ruch politycznie czytelny. Chodziło o stworzenie wrażenia, że problemem są obie strony sporu. Że Zełenski popełnił błąd, ale równie kłopotliwy jest Nawrocki. W ten sposób można było jednocześnie osłabić nowego prezydenta i przedstawić siebie jako jedynego rozsądnego arbitra stojącego ponad emocjami.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Premier się zakiwał
Tyle że plan się nie udał. Polacy nie uznali reakcji Nawrockiego za przesadną. Wręcz przeciwnie. Sondaż SW Research dla „Wprost” pokazał, że ponad połowa badanych popiera prezydenta i odebranie Zełenskiemu Orderu Orła Białego. Przeciwników było zaledwie nieco ponad 22 procent. Innymi słowy, społeczne nastroje okazały się znacznie bliższe stanowisku głowy państwa niż stanowisku premiera.
Reklama
I wtedy nastąpiła polityczna wolta. Ten sam Donald Tusk, który kilka dni wcześniej mówił o „niepokojącym kroku” Nawrockiego, zaczął mówić o „zupełnie zrozumiałej reakcji prezydenta”. Ten sam premier, który apelował do obu stron niemal symetrycznie, nagle zaczął podkreślać, że odpowiedzialność za kryzys spoczywa na stronie ukraińskiej. Ten sam polityk, który krytykował reakcję głowy państwa, zaczął zapewniać o jedności z prezydentem.
Najciekawsze nie jest jednak to, że premier zmienił zdanie. W polityce zdarza się to często, a Donaldowi Tuskowi aż nadto. Uderzające jest tempo tej zmiany i jej przyczyna. Nic bowiem nie wydarzyło się pomiędzy tymi wypowiedziami, co mogłoby uzasadniać tak radykalną korektę stanowiska. Nie pojawiły się nowe fakty. Pojawiły się sondaże.
To właśnie dlatego sprawa jest tak wymowna. Jeśli stanowisko polityka zmienia się nie pod wpływem nowych argumentów, lecz pod wpływem badań opinii publicznej, trudno mówić o kierowaniu się trwałymi zasadami. Trudno mówić o konsekwentnej obronie interesu państwa. Można natomiast odnieść wrażenie, że kompasem stają się bieżące nastroje wyborców.
Premier chciał wykorzystać spór do osłabienia prezydenta i pokazania, że Nawrocki szkodzi relacjom polsko-ukraińskim równie mocno jak Zełenski. Polacy tego przekazu nie kupili. Dlatego dziś słyszymy już zupełnie inną narrację. Nie dlatego, że zmienił się interes Polski. Zmieniły się jedynie polityczne kalkulacje. Ostatecznie nie udało się Polaków podzielić i to jest dobra informacja.
