Pani Małgosia przyjechała do Krakowa, aby opiekować się starszymi rodzicami. Ale oprócz pomocy rodzicom chciała jeszcze dać innym coś od siebie i tak trafiła do Fundacji Anny Dymnej „Mimo Wszystko”. Pan Kaziu, emerytowany wuefista z doktoratem z nauk o kulturze fizycznej, również w Fundacji odnalazł swoje miejsce – jest jednym z najaktywniejszych wolontariuszy, mówią o nim, że wszędzie go pełno i... że jego energia udziela się dużo młodszym wolontariuszom.
– Nasi wolontariusze to nie tylko osoby młode, ale ludzie w różnym wieku – mówi Katarzyna Walaszek z Biura Młodych Fundacji Anny Dymnej „Mimo Wszystko”. – Łączy ich chęć niesienia pomocy innym i ogromna aktywność życiowa. Młodzi czerpią z doświadczenia starszych, starszym natomiast udziela się entuzjazm młodych. Możemy obserwować, jak wspaniale przebiega taka współpraca – dodaje moja rozmówczyni.
Wolontariuszem w Fundacji może zostać każdy. Wystarczy zalogować się na stronie internetowej biuromlodych.org i wypełnić ankietę. Odtąd każdy nowy wolontariusz będzie otrzymywać newsletter o aktualnych potrzebach Fundacji. A potrzeby są przeróżne – od bardzo drobnych, wymagających pomocy biurowej jednej lub kilku osób, po wielkie akcje ogólnopolskie.
Reklama
– W bazie adresowej mamy ponad tysiąc osób, ale nie wszyscy są aktywni – mówi Kasia Walaszek. – Zresztą, nie chcemy nikomu podcinać skrzydeł i informować wszystkich o potrzebie pomocy, kiedy do konkretnego zadania potrzebujemy 1-2 osób. Dlatego poszczególne prośby kierujemy do mniejszych grup wolontariuszy – mejlowo lub telefonicznie. Natomiast wszystkich wolontariuszy informujemy o naszych działaniach poprzez stronę: biuromlodych.org.
Wolontariusze w Fundacji Anny Dymnej „Mimo Wszystko” angażują się na różnych płaszczyznach. Najwięcej z nich bierze udział w akcjach, których Fundacja przygotowuje w ciągu roku całkiem sporo. Najważniejsze z nich to Ogólnopolskie Dni Integracji oraz Festiwal Zaczarowanej Piosenki (18-19 czerwca br.). Fundacja dba o to, by zarówno jej pracownicy, jak i wolontariusze byli do tego wydarzenia bardzo dobrze przygotowani.
– Od 3 lat mamy specjalne dwudniowe szkolenia w Dolinie Słońca w Radwanowicach – opowiada Kasia Walaszek. – Tam wolontariusze uzyskują bardzo dokładną wiedzę o tym, jak przebiega festiwal, jak współpracować, jak komunikować się między sobą, aby dobrze się zrozumieć. Chodzi o to, by być przygotowanym na różne sytuacje, które mogą się zdarzyć. Wolontariusze są naszą wizytówką. W fundacyjnych zielonych koszulkach są najbardziej widoczni, bo to do nich jako pierwszych najczęściej zgłaszają się ludzie, którzy przychodzą na festiwal. Od dobrego przygotowania „zielonych” zależy bardzo wiele – uśmiecha się moja rozmówczyni.
Reklama
Raz w roku, w Lubiatowie nad morzem, wolontariusze przyjeżdżają na tygodniowe szkolenie. Prowadzone są tam warsztaty, ich uczestnicy uczą się zarządzania projektami, dowiadują się, jaka jest obecnie sytuacja osób niepełnosprawnych w Polsce, zdobywają również wiedzę o rodzajach niepełnosprawności. A na koniec uczestnicy szkolenia organizują piknik integracyjny, bazując na wiedzy, którą zdobyli przez ten tydzień.
Galeria pod Gołym Niebem
Do samodzielnych działań wolontariuszy należy organizacja Galerii pod Gołym Niebem – czyli wystawy prac na krakowskich Planatach, nieopodal Bunkra Sztuki, eksponowanej w czasie Ogólnopolskich Dni Integracji. Jest to połączone ze zbiórką pieniędzy przeznaczoną dla konkretnego podopiecznego. Chętni przynoszą swoje obrazy, grafiki, rękodzieło i w ten sposób wspierają Fundację. Często pomagają artyści i osoby indywidualne, a także więźniowie, których prace trafiają do Galerii. Drugą akcją, organizowaną samodzielnie przez wolonariuszy, jest kiermasz świąteczny, na który sami przygotowują ciekawe prace. Stoiska są praktycznie na wszystkich uczelniach w Krakowie – w środę i sobotę, zawsze w połowie grudnia przed Bożym Narodzeniem. Fundusze zbierane w ten sposób są również przeznaczone na wsparcie konkretnej osoby.
Własne miejsce
Jest też jeszcze jedna forma zaangażowania – wolontariat indywidualny. Osoby, które się w niego angażują, również muszą przejść szkolenie. – Mamy takie w planach na następny rok akademicki. To nie jest pomoc pielęgniarska czy specjalistyczna. Podopieczni czasem mogą oczekiwać wsparcia, jakiego wolontariusz nie jest im w stanie zapewnić. Wolontariusz, znając granice swojej odpowiedzialności, musi potrafić asertywnie odmówić wykonywania pewnych działań. A tego czasem trzeba się nauczyć.
– Każdy wolontariat jest działaniem całkowicie dobrowolnym – mówi Katarzyna Walaszek. – Nikt nie musi tego robić. Ale jeśli chce i może, to wówczas owoce tych działań mogą być naprawdę wspaniałe. Z wolontariatem indywidualnym wiąże się dużo większa odpowiedzialność. Osoby, które decydują się wspierać wybranych podpiecznych, podejmują pewne zobowiązanie wobec konkretnego człowieka. Dlatego to zaangażowanie jest bardziej wymagające, ale są osoby, które z radością się go podejmują. Jeden z naszych wolontariuszy pojechał do Radwanowic, gdzie zetknął się bezpośrednio z naszymi podopiecznymi. To poruszyło go do tego stopnia, że zdecydował się zaangażować w wolontariat indywidualny. Odnalazł tam swoje miejsce, poczuł się również... potrzebny – uśmiecha się Kasia i dodaje: – Wolontariat działa w dwie strony – dobro, które świadczymy innym, zawsze do nas wraca.
Dom Fundacji Jana Pawła II w Lublinie od 25 lat jest bezpieczną przystanią dla studentów ze Wschodu
Idea powołania fundacji, której głównym zadaniem jest budowanie mostów między Wschodem a Zachodem, zrodziła się w sercu Ojca Świętego Jana Pawła II na początku jego pontyfikatu. Już w październiku 1981 r. powstała watykańska jednostka, której pierwszym zdaniem była duszpasterska opieka nad pielgrzymami przybywającymi do Rzymu. Z czasem lista zadań fundacji powiększyła się, a wśród nich ważne miejsce zajęła troska o wychowanie i edukację młodzieży z krajów bloku komunistycznego Europy Środkowej i Wschodniej. Dzięki Ojcu Świętemu i ludziom dobrej woli, hojnie wspierającym działalność fundacji, młodzież z krajów byłego Związku Radzieckiego może ubiegać się o stypendia na naukę za granicą. Program został nazwany przez św. Jana Pawła II „najbardziej cennym dziełem fundacji”.
W latach, w których żyła Katarzyna (1347-80), Europa, zrodzona
na gruzach świętego Imperium Rzymskiego, przeżywała okres swej historii
pełen mrocznych cieni. Wspólną cechą całego kontynentu był brak pokoju.
Instytucje - na których bazowała poprzednio cywilizacja - Kościół
i Cesarstwo przeżywały ciężki kryzys. Konsekwencje tego były wszędzie
widoczne.
Katarzyna nie pozostała obojętna wobec zdarzeń swoich czasów.
Angażowała się w pełni, nawet jeśli to wydawało się dziedziną działalności
obcą kobiecie doby średniowiecza, w dodatku bardzo młodej i niewykształconej.
Życie wewnętrzne Katarzyny, jej żywa wiara, nadzieja i miłość
dały jej oczy, aby widzieć, intuicję i inteligencję, aby rozumieć,
energię, aby działać. Niepokoiły ją wojny, toczone przez różne państwa
europejskie, zarówno te małe, na ziemi włoskiej, jak i inne, większe.
Widziała ich przyczynę w osłabieniu wiary chrześcijańskiej i wartości
ewangelicznych, zarówno wśród prostych ludzi, jak i wśród panujących.
Był nią też brak wierności Kościołowi i wierności samego Kościoła
swoim ideałom. Te dwie niewierności występowały wspólnie. Rzeczywiście,
Papież, daleko od swojej siedziby rzymskiej - w Awinionie prowadził
życie niezgodne z urzędem następcy Piotra; hierarchowie kościelni
byli wybierani według kryteriów obcych świętości Kościoła; degradacja
rozprzestrzeniała się od najwyższych szczytów na wszystkie poziomy
życia.
Obserwując to, Katarzyna cierpiała bardzo i oddała do dyspozycji
Kościoła wszystko, co miała i czym była... A kiedy przyszła jej godzina,
umarła, potwierdzając, że ofiarowuje swoje życie za Kościół. Krótkie
lata jej życia były całkowicie poświęcone tej sprawie.
Wiele podróżowała. Była obecna wszędzie tam, gdzie odczuwała,
że Bóg ją posyła: w Awinionie, aby wzywać do pokoju między Papieżem
a zbuntowaną przeciw niemu Florencją i aby być narzędziem Opatrzności
i spowodować powrót Papieża do Rzymu; w różnych miastach Toskanii
i całych Włoch, gdzie rozszerzała się jej sława i gdzie stale była
wzywana jako rozjemczyni, ryzykowała nawet swoim życiem; w Rzymie,
gdzie papież Urban VI pragnął zreformować Kościół, a spowodował jeszcze
większe zło: schizmę zachodnią. A tam gdzie Katarzyna nie była obecna
osobiście, przybywała przez swoich wysłanników i przez swoje listy.
Dla tej sienenki Europa była ziemią, gdzie - jak w ogrodzie
- Kościół zapuścił swoje korzenie. "W tym ogrodzie żywią się wszyscy
wierni chrześcijanie", którzy tam znajdują "przyjemny i smaczny owoc,
czyli - słodkiego i dobrego Jezusa, którego Bóg dał świętemu Kościołowi
jako Oblubieńca". Dlatego zapraszała chrześcijańskich książąt, aby "
wspomóc tę oblubienicę obmytą we krwi Baranka", gdy tymczasem "dręczą
ją i zasmucają wszyscy, zarówno chrześcijanie, jak i niewierni" (list nr 145 - do królowej węgierskiej Elżbiety, córki Władysława
Łokietka i matki Ludwika Węgierskiego). A ponieważ pisała do kobiety,
chciała poruszyć także jej wrażliwość, dodając: "a w takich sytuacjach
powinno się okazać miłość". Z tą samą pasją Katarzyna zwracała się
do innych głów państw europejskich: do Karola V, króla Francji, do
księcia Ludwika Andegaweńskiego, do Ludwika Węgierskiego, króla Węgier
i Polski (list 357) i in. Wzywała do zebrania wszystkich sił, aby
zwrócić Europie tych czasów duszę chrześcijańską.
Do kondotiera Jana Aguto (list 140) pisała: "Wzajemne prześladowanie
chrześcijan jest rzeczą wielce okrutną i nie powinniśmy tak dłużej
robić. Trzeba natychmiast zaprzestać tej walki i porzucić nawet myśl
o niej".
Szczególnie gorące są jej listy do papieży. Do Grzegorza
XI (list 206) pisała, aby "z pomocą Bożej łaski stał się przyczyną
i narzędziem uspokojenia całego świata". Zwracała się do niego słowami
pełnymi zapału, wzywając go do powrotu do Rzymu: "Mówię ci, przybywaj,
przybywaj, przybywaj i nie czekaj na czas, bo czas na ciebie nie
czeka". "Ojcze święty, bądź człowiekiem odważnym, a nie bojaźliwym". "Ja też, biedna nędznica, nie mogę już dłużej czekać. Żyję, a wydaje
mi się, że umieram, gdyż straszliwie cierpię na widok wielkiej obrazy
Boga". "Przybywaj, gdyż mówię ci, że groźne wilki położą głowy na
twoich kolanach jak łagodne baranki". Katarzyna nie miała jeszcze
30 lat, kiedy tak pisała!
Powrót Papieża z Awinionu do Rzymu miał oznaczać nowy sposób
życia Papieża i jego Kurii, naśladowanie Chrystusa i Piotra, a więc
odnowę Kościoła. Czekało też Papieża inne ważne zadanie: "W ogrodzie
zaś posadź wonne kwiaty, czyli takich pasterzy i zarządców, którzy
są prawdziwymi sługami Jezusa Chrystusa" - pisała. Miał więc "wyrzucić
z ogrodu świętego Kościoła cuchnące kwiaty, śmierdzące nieczystością
i zgnilizną", czyli usunąć z odpowiedzialnych stanowisk osoby niegodne.
Katarzyna całą sobą pragnęła świętości Kościoła.
Apelowała do Papieża, aby pojednał kłócących się władców
katolickich i skupił ich wokół jednego wspólnego celu, którym miało
być użycie wszystkich sił dla upowszechniania wiary i prawdy. Katarzyna
pisała do niego: "Ach, jakże cudownie byłoby ujrzeć lud chrześcijański,
dający niewiernym sól wiary" (list 218, do Grzegorza XI). Poprawiwszy
się, chrześcijanie mieliby ponieść wiarę niewiernym, jak oddział
apostołów pod sztandarem świętego krzyża.
Umarła, nie osiągnąwszy wiele. Papież Grzegorz XI wrócił
do Rzymu, ale po kilku miesiącach zmarł. Jego następca - Urban VI
starał się o reformę, ale działał zbyt radykalnie. Jego przeciwnicy
zbuntowali się i wybrali antypapieża. Zaczęła się schizma, która
trwała wiele lat. Chrześcijanie nadal walczyli między sobą. Katarzyna
umarła, podobna wiekiem (33 lata) i pozorną klęską do swego ukrzyżowanego
Mistrza.
Nieco ponad dwa miesiące dzielą nas od Festiwalu Życia, który odbędzie się od 6 do 12 lipca. Festiwalowicze myślami są coraz bliżej Kokotka, poszczególne grupy dopinają listy uczestników, a organizatorzy właśnie przedstawili ofertę warsztatów. Co trzeba wiedzieć już teraz?
Teraz majówka, a potem byle do wakacji… i do Festiwalu Życia! Tak w największym skrócie rysuje się plan wielu młodych ludzi, którzy na początku lipca przyjadą do Kokotka, by przeżyć – jak sami mówią – najlepszy tydzień w swoim życiu.
W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.