Monika Borkowska, dziennikarka Republiki poinformowała: "policja jest przed budynkiem TV Republika i legitymuje ludzi, którzy wchodzą i wychodzą z budynku".
Policja wtargnęła w domu prezesa Republiki Tomasza Sakiewicza. Funkcjonariusze skuli bezwzględnie kajdankami jego asystentkę, a następnie przeszukali mieszkanie bez okazania nakazu. Prezes stacji mówi o bezprawnej próbie zastraszenia środowiska niezależnych mediów przez władzę.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
— Około pół godziny temu wtargnęła do mnie grupa ludzi, w tym dwóch policjantów. Moja asystentka otworzyła drzwi i od razu została skuta pod pozorem utrudniania czynności — relacjonował prezes Republiki.
Jak podkreślał, funkcjonariusze odmówili wylegitymowania się oraz nie przedstawili nakazu wejścia do mieszkania:
— Nie chcieli ze mną w ogóle rozmawiać, mimo że to moje mieszkanie. Nie mieli żadnego nakazu wejścia. Wtargnęli siłą — mówił Tomasz Sakiewicz.
Prezes stacji opisywał również skucie jego współpracowniczki:
— Zażądali od niej dowodu, bo taki miał być powód skucia jej, że nie podała dowodu. Nie mogła podać dowodu, bo była skuta — powiedział.
Według relacji Sakiewicza jeden z funkcjonariuszy miał przeszukać mieszkanie pod pretekstem poszukiwania osoby potrzebującej pomocy:
— Funkcjonariusz powiedział, że ponieważ jest umundurowany, nie musi się przedstawiać. Zachowywali się jak klasyczni bandyci — mówił na antenie.
Prezes Republiki podkreślał, że po uwolnieniu asystentki funkcjonariusze odjechali z miejsca interwencji:
— Po rozkuciu, kiedy zażądałem, żeby poczekali na adwokatów i osoby zaufania, wsiedli na pełnym gazie i uciekli. Po prostu uciekli, ale mamy sfilmowane numery ich wozu — relacjonował.
KOMUNIKAT POLICJI W ZWIĄZU Z TĄ SPRAWĄ:
Reklama
Komenda Rejonowa Policji Warszawa II stanowczo dementuje informacje przekazywane na antenie stacji telewizyjnej Republika dotyczące interwencji przy ulicy Wiktorskiej w Warszawie – przekazała policja.
Wyjaśniła, że policjanci zostali powiadomieni, że w mieszkaniu pod tym adresem znajduje się osoba, której zachowanie zagraża jej życiu.
„Informacja taka zgodnie z przyjętymi zasadami otrzymała najwyższy priorytet, a na miejsce niezwłocznie skierowany został patrol policji” – dodała formacja.
Zaznaczyła, że informacja dotycząca realnego zagrożenia czyjegoś życia stanowiła również powód, dla którego policjanci podjęli decyzję o wejściu do lokalu.
„Funkcjonariusze zastali w nim kobietę, która nie chciała się przedstawić i współpracować z policjantami. Na czas wyjaśnienia sytuacji, mając na uwadze bezpieczeństwo zarówno jej, jak i swoje, policjanci zastosowali wobec tej osoby kajdanki” – przekazali policjanci.
Dodali, że zebrane przez funkcjonariuszy informacje i weryfikacja zastanej na miejscu sytuacji pozwalają na stwierdzenie, że wiadomość o zagrożeniu czyjegoś życia była nieprawdziwa i najprawdopodobniej miała na celu wprowadzenie w błąd jej odbiorcy i służb ratunkowych.
„Po przeprowadzeniu niezbędnych ustaleń policjanci zakończyli interwencję. Nikt nie został zatrzymany” – przekazali policjanci.
